Kontrast:
ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »
APLIKACJA MOBILNANEW

To nie jest miejsce dla gringo

Książka autorstwa Sergiusza Prokutrata pt. ”To nie jest miejsce dla gringo” to ciekawa i nietuzinkowa  pozycja opisująca Amerykę Południową, a właściwie jej część północno-zachodnią czyli Ekwador, Kolumbie i Peru. Czytając wiele książek podróżniczych do tej pory miałam wrażenie, że potrafię je sklasyfikować i przypisać do jakiejś grupy  (przewodników, biografii podróżniczych itp.) z tą pozycją jest inaczej.

Napisana przez podróżnika i wykształconego przewodnika jest dla mnie książką historyczno podróżniczą, która opisuje nie tyle to, co jest warte obejrzenia dzisiaj, ale przede wszystkim zawiera dużą dawkę wiadomości historycznych, szczegółowych faktów z przeszłości, które tak chętnie podają turystom przewodnicy zasypując wycieczki datami, nazwiskami oraz szczegółowymi charakterystykami dawnych czasów, które miały wpływ na to, co dzisiaj można zobaczyć w rzeczywistości w zwiedzanym miejscu. Ta olbrzymia dawka historii dla mnie zmienia te książkę w historyczną o tyle ciekawą, że autor dobiera wątki historyczne do miejsc i atrakcji swojej wyznaczonej podróży. Historia jest napisana przystępnie i (nawet jak dla mnie osoby, która nie lubi historii) ciekawie. Ci, którzy cenią rzetelność historyczną znajdą w książce nazwiska, daty i chronologie a ci, którzy szukają tylko kontekstu wychodząc z założenia, że i tak nie zapamiętają tysiąca obcobrzmiących nazwisk nie zdążą się tym znudzić.

Walorem tej pozycji jest kilka prawd, które o Ameryce Południowej chce przekazać czytelnikowi autor, zaprezentowanych z perspektywy doświadczonego podróżnika, znawcy zwyczajów i kultury mieszkańców Ameryki Południowej. Ta część może być bardzo przydatna dla osób wybierających się w podróż w tamte rejony. Przytaczane dialogi i sytuacje, które w trakcie podróży przytrafiają się autorowi, a także reakcje na te przygody powodują, że książka wydaje się autentyczna i ciekawa. Wartością tej pozycji jest zrozumiały prosty język w jakim jest napisana. Innym istotnym elementem jest  humor, jakim posługuje się autor opisując zdarzenia na trasie podróży.

Ciekawie opisane zwyczajne sytuacje, inteligentnie skomentowane przez autora uwypuklają to co jest ich istotą i pozwalają  czytelnikowi na zapamiętanie nie sytuacji, tylko wniosków z tych wydarzeń płynących.
DobreRecenzje.pl Edyta; 2016-02-08

Egipt. Travelbook. Wydanie 1

Choć od pewnego czasu Egipt nie jest najwyżej notowany w planach turystycznych Europejczyków, to w niczym nie stracił na swej krajoznawczej atrakcyjności. I pewnie jej nie straci, chyba że ten ogromny kraj z przebogatą historią i kulturą dostanie się we władanie islamskich fanatyków. A możliwości ma nieogarnione. Od żyznej delty Nilu i schodkowej piramidy w Sakkarze, świątynnych kompleksów Karnaku, do jedynej w swoim rodzaju Doliny Królów w Luksorze i tebańskich grobowców. To tylko wierzchołek oferty, która wędrowców fascynuje od stuleci. Ciekawym pomysłem na poznanie Egiptu, a zarazem zaczerpnięcia haustu czarnej Afryki, do której kraj faraonów jest wrotami, byłby wyjazd na południe kraju, do Asu-anu, do pierwszej katarakty Nilu. To prastara okolica, którą ludzie znali od 3500 lat, krzyżowały się tu szlaki kupieckie, kwitnął handel, który od pradziejów napędzał rozwój cywilizacji. Tu przebiegała umowna granica między królestwem a Nubią. Tu rozpościerało się pogranicze, przez kolejnych faraonów fortyfikowane i dozbrajane. Dziś, na skutek arabskiej rewolucji Egipt utracił miliony turystów, wizyta w Asuanie to gwarancja ciszy i spokoju, a także udanych zakupów i wypoczynku. Oprócz wycieczek na słynną wyspę Elefantynę, pływania felukami po Nilu warto z Asuanu udać się na niezbyt intensywne wycieczki po okolicy, gdzie miłośnicy Agathy Christie odnajdą klimat jej powieści. Można zwiedzić ruiny świątyni Chnuma czy osadę Abu. Nieopodal dostrzec można nilometr wzniesiony przez Rzymian, a także piramidę, jedną z tzw. prowincjonalnych. Oczywiście jedną z największych atrakcji jest tama asuańska zbudowana przez Rosję i oddana do użytku w 1971 roku, która spiętrza wody Nilu i tworzy Jezioro Nasera, największy sztuczny akwen na naszej planecie. Infrastruktura hotelowa nie budzi zastrzeżeń, a nieliczni przybysze otoczeni są od dawna niewidzianą w tym kraju gościnnością.
Tygodnik Angora Ł. AZIK; 2016-02-07

Obrazy spod powiek

Jest to książka, którą z ogromnym zainteresowaniem powinni przeczytać ci, którzy jeszcze nie byli w tym magicznym zakątku świata, tak ważnym dla wyznawców trzech głównych religii monoteistycznych, bo zachęci ich, aby wybrali się do niego. Ale stanowi ona również szalenie ciekawą lekturę dla tych, którzy znają zarówno Izrael jak i Jordanię, nawet z kilkakrotnych tam pobytów. Autorka nie tyle bowiem opisuje atrakcje, zabytki, a przede wszystkim życie mieszkańców w miejscach, które odwiedziła w trakcie kilku już podróży, zwłaszcza do pierwszego z tych krajów. Pisze przede wszystkim o swoich wrażeniach, odczuciach oraz przeżyciach w trakcie poznawania tam nowych miejsc i ludzi. Ilustrując je dziesiątkami własnych, znakomitych zdjęć. A to pozwala spojrzeć na znane sobie miejsca nieco inaczej.

Równocześnie książka ta jest pochwałą podróżowania i turystyki poznawczej, przede wszystkim indywidualnej, a nie w dużych, zorganizowanych grupach. Co jest mi bardzo bliskie. „Podróżowanie daje wolność – pisze we wstępie. Można poczuć wiatr we włosach, jadąc na otwartej pace ciężarówki. Spędzić noc w beduińskim namiocie na pustyni. Pójść przed siebie, bez mapy i przewodnika. Wstać rano i nie mieć dokładnego planu działania. Wtopić się w zgiełk kolorowych straganów. Spać w hostelu pełnym ludzi z całego świata. Jeść tam, gdzie tubylcy. Bezcenne chwile, których nie da się doświadczyć, oglądając świat na ekranie telewizora." Przypomina też, już w zakończeniu, japońskie przysłowie: „W dniu, w którym zaniechasz podróży, dotrzesz do celu".
Opisy te, pełne tytułowych Obrazów spod powiek, to najczęściej krótkie 1-2-3, wyjątkowo więcej: 7-9, a w jednym przypadku, Petry, 12, strony tekstów ze zdjęciami, poświęconych poszczególnym miejscowościom, miejscom, obiektom lub innym tematom. 36 z nich – dwie trzecie objętości całej książki – dotyczą Izraela. Autorka pisze o większości najważniejszych w nim miejsc oraz swoich przeżyciach i refleksjach w trakcie tam pobytu. Z pominiętych, też wartych poznania, w których również byłem, mogę wymienić Jardenit na Jordanem, uważany za miejsce chrztu Jezusa, Kanę Galilejską, Wzgórza Golan, zamek krzyżowców Nimrod, Ejlat nad Morzem Czerwonym oraz parki narodowe: Yarden w Górnej Galilei, Timna koło En Gedi oraz Wąwóz Banias.
W Jordanii, oprócz stołecznego Ammanu i najsłynniejszego zespołu zabytków w Petrze oraz sąsiedniej „Małej Petrze" – Al-Beidha, autorka opisuje miasto mozaik Madabę oraz skalną fortecę Mukawir w której ścięto głowę Janowi Chrzcicielowi. A także Wadi Musa i Wadi Rum, Gerezę – rzymskie miasto z metryka od IV w p.n.e., oraz opuszczone i rzadko odwiedzane przez turystów miasta na pustyni. Ale i Al-Salt i Irbidzę – miasta bez atrakcji, a więc pomijane przez turystów, ale z ciekawym dla autorki normalnym, codziennym życiem mieszkańców. Których – dotyczy to wszystkich Jordańczyków – przedstawia ona jako ludzi nadzwyczaj gościnnych i życzliwych obcym. Chociaż niekiedy trudno jest porozumieć się z nimi, gdyż znajomość angielskiego, czy innych języków europejskich jest tam niewielka.
Jak już wspomniałem, opisy miejsc, zabytków oraz spotkań z ludźmi przedstawiane są przede wszystkim przez pryzmat związanych z tym przeżyć autorki. Dla mnie szczególnie ciekawe są jej rozmyślania pod Ścianą Płaczu w Jerozolimie, z pytaniem: czy powinni tam przychodzić również nie modlący się turyści? Udział, wraz z zaprzyjaźnioną Żydowką, w modłach szabatowych w synagodze żydów reformowanych, co stało się dla autorki wielkim przeżyciem. Zwłaszcza obserwacja momentu wyjmowania Tory i reakcji wiernych. Zacytuję: „Miałam wrażenie, że wszyscy wstrzymali oddech. Nawet muchy przestały bzyczeć". Relacja z Mea Szearim – ultra ortodoksyjnej dzielnicy żydowskiej w Jerozolimie założonej pod koniec XIX w. przez emigrantów z Europy Wschodniej. I w ogóle tematyka szabasowa i judaistyczna, ale także chrześcijańska. Np. Nabożeństwo wielkopiątkowe, arabska katolicka Wielkanoc, czy relacje z dzielnicy ormiańskiej i kościoła syryjskiego.
No i związana z islamem, przy okazji wizyt w meczetach, wezwań wiernych na modły itp. To oczywiście tylko przykłady. „Soczyste i smaczne" w opisach są relacje i przeżycia związane z żydowskim i arabskimi targowiskami, lokalną kuchnią, niezbyt miłego spotkania z izraelskimi służbami bezpieczeństwa w pobliżu granicy jordańskiej. Czy z Jordanii, zwłaszcza z Petry. Ale również przejazdów różnymi środkami transportu po tym kraju, lub licznych spotkań z tubylcami. Dobrym pomysłem okazały się odnośniki wyjaśniające na dole stronic pojęcia dotyczące religii i obyczajów zarówno żydowskich jak i arabskich. Tylko w jednym miejscu coś się autorce pokręciło, a korekta tego nie wyłapała. W relacji z drogi do Petry napisała: „Woda do widocznych na dole zbiorników dochodzi z majaczącego na horyzoncie Morza Czarnego" (zamiast Czerwonego). Ale to drobiazg, a książka ta naprawdę warta jest lektury.
kurier365.pl Cezary Rudziński; 2016-02-06

Wybraniec. Życie po śmierci na Evereście

Lincoln Hall - perełka światowego himalaizmu może być niekwestionowanym autorytetem w swej dziedzinie dla każdego, kto chce zgłębiać arkana tej nieprzeciętnej i ekstremalnej aktywności.

Lincoln Hall - australijski himalaista, przed którym Mont Everest nie miał żadnych tajemnic.Zdobył szczyt w 2006 roku. Jednak to nie udana ekspedycja Halla była szeroko komentowana, a wypadek, jakiemu uległ przy zejściu ze szczytu. Wskutek choroby wysokościowej zatrzymał się na wysokości ponad 8000 m, nie mogąc iść dalej. Wyczerpany, oszołomiony, z objawami ślepoty śnieżnej pozostawiony został przez towarzyszy wyprawy. Niedługo później opublikowano wiadomość o śmierci Halla. Następnego dnia grupa wspinaczy kierująca się w stronę szczytu odnalazła Halla żywego siedzącego nieopodal przepaści na wysokości 8530 m. Himalaistę sprowadzono w dół, otoczono kompleksową opieką lekarską, dzięki czemu przeżył. Wydarzenie to odbiło się jednak wyraźnie na jego zdrowiu. Liczne odmrożenia i objawy obrzęku mózgu to nieliczne z kłopotów, z jakimi Lincoln Hall musiał się zmierzyć.

"Wybraniec" to wspomnienie Halla o tej pamiętnej podróży na Everest. Wspomnienie żywe, silnie poruszające czytelnicze serca. To książka, po przeczytaniu której zostaje w nas ogromny szacunek dla himalaistów i zrozumienie dla ich potrzeby doświadczania ekstremalnych emocji. I choć warstwa językowa książki, albo raczej kiepskie tłumaczenie, pozostawia wiele do życzenia ? lektura to frapująca, nie pozostawiająca czytelnika w obojętności.
Dominika Makowska

Szkatułka pełna Sahelu. Subsaharyjska ballada

Afryka kojarzy nam się z glinianymi chatami, pokrytymi słomą i z gromadką dzikusów z dzidami.Mało kto z nas wie, że właśnie na terenie tego kontynentu, rozwinęły się pierwsze wielkie cywilizacje, jakie znaczenie, dla Europy, miał handel z tym rejonem.Krótko mówiąc, bez Afryki i jej wpływów, bylibyśmy nikim. O tym właśnie jest ta książka.Autor podróżując po Czarnym Lądzie, przybliża nam tą cywilizację, ludzi tu żyjących i ich zwyczaje.Afryka to fascynujący obszar, który zainspirował pierwszych odkrywców, eksploratorów nowych terenów.Zafascynowała również autora, który na kartach swojej książki opowiada nam, czytelnikom, niezwykle ciekawe historie o tej kolebce cywilizacji.Jak zwykle, w tego typu książkach, niezwykle istotny dodatek, to mnóstwo kolorowych zdjęć.Polecam.
http://krotkoacztresciwie.blogspot.com Ande; 2016-01-31