Recenzje
Tajlandia. Zielony Przewodnik. Wydanie 1
Kraj wśród turystów równie popularny jak mało znany. Większość wakacjuszy, przylatując do Tajlandii, spędza czas w popularnych uzdrowiskach, Phuket czy Koa Samui, i to zdaje się wyczerpywać zainteresowanie Tajlandią. Tylko nieliczni uczestniczą w wycieczkach np. do ośrodka szkolenia słoni w Lamphun czy poznają tropikalną faunę i florę w otwartym ogrodzie zoologicznym Khao Kieo albo rezerwacie ornitologicznym w Doi Inthanon. Nieliczni zwiedzają muzea Bangkoku czy Kanchanaburi, zaś turyści kwalifikowani nurkują w Ko Phi Phi albo Ko Surin. Tymczasem Tajlandia jest niezwykłą gratką dla turystyki indywidualnej. Poza kilkoma niebezpiecznymi regionami na pograniczu wszędzie tu spotkamy nadzwyczajne atrakcje przyrodnicze i historyczne, gościnnych i przyjaznych Tajów i świetną kuchnię. Warto więc opuścić hotelowe baseny i powędrować w kraj. Tajlandia ma dobrą infrastrukturę turystyczną i ciągle przyjazne ceny. Można aktywnie spędzić tu year gap (roczna przerwa w nauce), ale można też podróżować z dziećmi, odwiedzając stanowiska archeologiczne, farmy krokodyli, jaskinie i wodospady (np. Chiang Dao), parki narodowe, bajeczne wybrzeża ze zjawiskami krasowymi, rafami koralowymi i morskimi grotami. Można oglądać malowidła naskalne w Pha Taem i kompleksy khmerskich świątyń. Można żeglować po Morzu Anda-mańskim albo korzystać z dwu-trzydniowych rejsów po Zatoce Tajlandzkiej. Wiele tajskich atrakcji wpisane jest na listę kulturowego dziedzictwa ludzkości UNESCO. Podróżując po kraju z rodziną, można skorzystać z samochodu z kierowcą (najsensowniej), ale można zakątki Tajlandii penetrować na rowerze, pieszo lub pływając po rzekach łodziami. Atrakcji i przystępnych ofert każdy znajdzie tu zatrzęsienie, zaś przestrzeganie elementarnych zasad przebywania w kraju tak odmiennym kulturowo i obyczajowo od naszego gwarantuje niezapomniane wrażenia.
Tygodnik Angora Ł. AZIK; 2016-01-31
Fotografia przyrodnicza dla wytrwałych. Jak skutecznie fotografować
Każdy, kto kiedykolwiek próbował fotografować przyrodę, czy to krajobrazy, czy ptaki lub inne zwierzęta, ten wie, jak duże jest to wyzwanie. Własnoręcznie sfotografowane pejzaże rzadko są tak malownicze, jak zdjęcia, które oglądamy w internecie. Jeśli zaś chodzi o zdjęcia zwierząt, a zwłaszcza ptaków to wyzwaniem jest po pierwsze spotkanie tych niezwykłych modeli w ich naturalnym środowisku, a po drugie wykonanie poprawnej i atrakcyjnej fotografii. Autorzy książki „Fotografia przyrodnicza dla wytrwałych. Jak skutecznie fotografować zwierzęta„, Henryk Janowski i Rafał Gawełda, piszą we wstępie, że ich książka ma na celu pomóc uzyskać na zdjęciach efekt zrodzony w wyobraźni, jak i zachęcić do pewnego sposobu na życie, jakim jest fotografia przyrodnicza.
Faktycznie, jeśli ktoś z Was myśli poważnie o fotografii przyrodniczej, czeka go wiele wyzwań. Jak w każdej dziedzinie, tak i w tej, trzeba włożyć wiele wysiłku i poświęcenia, aby osiągnąć dobre efekty. Dlatego od razu trzeba zaznaczyć, że recenzowana książka nie jest pozycją dla początkujących amatorów fotografii. Wprawdzie jej pierwsza część jest poświęcona w całości wyborowi odpowiedniego sprzętu, ale na próżno szukać tam wyjaśnienia takich terminów jak ekspozycja, ogniskowa, przysłona, głębia ostrości czy format RAW. Jeśli zatem nie orientujecie się w podstawowych pojęciach z dziedziny fotografii, zanim sięgniecie po tę książkę, koniecznie uzupełnijcie swoją wiedzę.
Autorzy kochają przyrodę i przebywanie na łonie natury przynajmniej tak bardzo, jak samą fotografię. Nie da się ukryć, że tylko połączenie tych dwóch pasji może zaprowadzić do powstania profesjonalnych zdjęć przyrodniczych. Dlatego książka wypełniona jest historiami o eksploracji niedostępnego terenu, wstawaniu przed świtem, budowaniu czatowni i znoszeniu nieraz ciężkich warunków atmosferycznych przez wiele godzin. Jeśli komuś wydaje się, że fotografia przyrodnicza jest tak wdzięczna i łatwa, jak same zdjęcia pięknych ptaków czy uroczych zwierzątek, z pewnością po lekturze książki Janowskiego i Gawełdy straci wszelkie złudzenia na ten temat. Sami autorzy wskazują, że robienie zdjęć to tylko ułamek aktywności związanej z fotografią przyrodniczą. Rzeczywistość jest znacznie mniej romantyczna niż tematyka zdjęć – wymaga skrupulatnych przygotowań, odpowiedniego sprzętu, wiedzy na temat przyrody, terenu na który się wybiera oraz poświęcenia dużej ilości czasu.
Książka jest podzielona na części dotyczące odpowiednio: wyboru właściwego aparatu, obiektywów i dodatkowego sprzętu, przygotowań do wyjazdu w teren oraz w końcu temu, co najciekawsze, czyli samej fotografii ptaków i ssaków. Dwa ostatnie rozdziały są poświęcone zarówno informacjom technicznym, dotyczącym wyboru miejsca, fotografowania poszczególnych rodzajów ptaków czy zwierząt, w tym sposobów wabienia ich oraz czatowania na nie, jak i anegdotom z życia fotografa przyrody. Nie znajdziecie tam jednak informacji na temat obróbki zdjęć. Autorzy poświęcają dużo uwagi odpowiedniemu ubraniu czy warunkom klimatycznym. Wydaje się, że po takiej lekturze amatora fotografii przyrodniczej nic nie powinno zaskoczyć.
W książce poświęconej fotografii równie ważne, jak treść, którą chcą przekazać autorzy, są też zdjęcia. Tak samo jest w tym przypadku. „Fotografia przyrodnicza dla wytrwałych…” jest wydana na eleganckim, matowym papierze pozwalającym wyeksponować walory zdjęć. Możemy na nich zobaczyć zarówno piękne krajobrazy, jak i ptasich oraz zwierzęcych modeli. Nie brakuje też zdjęć przedstawiających omawiane czatownie czy kryjówki, budowane przez fotografów. Co ważne, autorzy poruszają też rzadko podejmowany w fotografii temat kodeksu etycznego fotografa przyrody.
Z jednej strony autorzy książki są bezwzględnie szczerzy w opisie wymagań i wyzwań jakie stawia przed fotografem przyroda. To jedna z najbardziej wymagających modelek, ale zarazem też najbardziej pasjonująca. Wymaga nie tylko tak zwanego „oka”, ale również sprzętu, czasu i poświęcenia. Z drugiej jednak strony, z mojego osobistego doświadczenia wynika, że fotografia przyrodnicza nawet bez tak dużego zaangażowania i kosztownego oprzyrządowania, może być satysfakcjonującym zajęciem i sposobem na spędzanie czasu. W związku z tym uważam, że warto byłoby pomyśleć o publikacji lub dodatkowym rozdziale, dotyczącym fotografii przyrodniczej przeznaczonym dla mniej zaawansowanego odbiorcy. Nie da się zaprzeczyć, że to hobby jest wymagające i czasochłonne, jeśli chce się uzyskać prawdziwie profesjonalne efekty. Z drugiej jednak strony chodzi w nim przede wszystkim o poznawanie przyrody, przygodę i dobrą zabawę. Szkoda byłoby gdyby czytelnicy myśleli, że jest ona dostępna tylko dla gotowych na duże wydatki i poświęcenia pasjonatów.
Faktycznie, jeśli ktoś z Was myśli poważnie o fotografii przyrodniczej, czeka go wiele wyzwań. Jak w każdej dziedzinie, tak i w tej, trzeba włożyć wiele wysiłku i poświęcenia, aby osiągnąć dobre efekty. Dlatego od razu trzeba zaznaczyć, że recenzowana książka nie jest pozycją dla początkujących amatorów fotografii. Wprawdzie jej pierwsza część jest poświęcona w całości wyborowi odpowiedniego sprzętu, ale na próżno szukać tam wyjaśnienia takich terminów jak ekspozycja, ogniskowa, przysłona, głębia ostrości czy format RAW. Jeśli zatem nie orientujecie się w podstawowych pojęciach z dziedziny fotografii, zanim sięgniecie po tę książkę, koniecznie uzupełnijcie swoją wiedzę.
Autorzy kochają przyrodę i przebywanie na łonie natury przynajmniej tak bardzo, jak samą fotografię. Nie da się ukryć, że tylko połączenie tych dwóch pasji może zaprowadzić do powstania profesjonalnych zdjęć przyrodniczych. Dlatego książka wypełniona jest historiami o eksploracji niedostępnego terenu, wstawaniu przed świtem, budowaniu czatowni i znoszeniu nieraz ciężkich warunków atmosferycznych przez wiele godzin. Jeśli komuś wydaje się, że fotografia przyrodnicza jest tak wdzięczna i łatwa, jak same zdjęcia pięknych ptaków czy uroczych zwierzątek, z pewnością po lekturze książki Janowskiego i Gawełdy straci wszelkie złudzenia na ten temat. Sami autorzy wskazują, że robienie zdjęć to tylko ułamek aktywności związanej z fotografią przyrodniczą. Rzeczywistość jest znacznie mniej romantyczna niż tematyka zdjęć – wymaga skrupulatnych przygotowań, odpowiedniego sprzętu, wiedzy na temat przyrody, terenu na który się wybiera oraz poświęcenia dużej ilości czasu.
Książka jest podzielona na części dotyczące odpowiednio: wyboru właściwego aparatu, obiektywów i dodatkowego sprzętu, przygotowań do wyjazdu w teren oraz w końcu temu, co najciekawsze, czyli samej fotografii ptaków i ssaków. Dwa ostatnie rozdziały są poświęcone zarówno informacjom technicznym, dotyczącym wyboru miejsca, fotografowania poszczególnych rodzajów ptaków czy zwierząt, w tym sposobów wabienia ich oraz czatowania na nie, jak i anegdotom z życia fotografa przyrody. Nie znajdziecie tam jednak informacji na temat obróbki zdjęć. Autorzy poświęcają dużo uwagi odpowiedniemu ubraniu czy warunkom klimatycznym. Wydaje się, że po takiej lekturze amatora fotografii przyrodniczej nic nie powinno zaskoczyć.
W książce poświęconej fotografii równie ważne, jak treść, którą chcą przekazać autorzy, są też zdjęcia. Tak samo jest w tym przypadku. „Fotografia przyrodnicza dla wytrwałych…” jest wydana na eleganckim, matowym papierze pozwalającym wyeksponować walory zdjęć. Możemy na nich zobaczyć zarówno piękne krajobrazy, jak i ptasich oraz zwierzęcych modeli. Nie brakuje też zdjęć przedstawiających omawiane czatownie czy kryjówki, budowane przez fotografów. Co ważne, autorzy poruszają też rzadko podejmowany w fotografii temat kodeksu etycznego fotografa przyrody.
Z jednej strony autorzy książki są bezwzględnie szczerzy w opisie wymagań i wyzwań jakie stawia przed fotografem przyroda. To jedna z najbardziej wymagających modelek, ale zarazem też najbardziej pasjonująca. Wymaga nie tylko tak zwanego „oka”, ale również sprzętu, czasu i poświęcenia. Z drugiej jednak strony, z mojego osobistego doświadczenia wynika, że fotografia przyrodnicza nawet bez tak dużego zaangażowania i kosztownego oprzyrządowania, może być satysfakcjonującym zajęciem i sposobem na spędzanie czasu. W związku z tym uważam, że warto byłoby pomyśleć o publikacji lub dodatkowym rozdziale, dotyczącym fotografii przyrodniczej przeznaczonym dla mniej zaawansowanego odbiorcy. Nie da się zaprzeczyć, że to hobby jest wymagające i czasochłonne, jeśli chce się uzyskać prawdziwie profesjonalne efekty. Z drugiej jednak strony chodzi w nim przede wszystkim o poznawanie przyrody, przygodę i dobrą zabawę. Szkoda byłoby gdyby czytelnicy myśleli, że jest ona dostępna tylko dla gotowych na duże wydatki i poświęcenia pasjonatów.
moznaprzeczytac.pl Zabiela; 2016-01-29
Klątwa gruzińskiego tortu
Gruzja to kraj o niezwykłej historii i kulturze. Szczególne położenie geograficzne uzasadnia tożsamość kulturową, która znacząco odróżnia Gruzję od innych państw. Z jednej strony leży na skrzyżowaniu Europy i Azji, a jednocześnie zajmuje centralne miejsce na Kaukazie pomiędzy Morzem Czarnym i Morzem Kaspijskim, gdzie zawsze odgrywała istotną rolę. Według badań archeologicznych na terytorium Gruzji prawie dwa miliony lat temu żyli pierwsi w Europie przedstawiciele rodziny człowiekowatych (hominidy). Naukowcy uważają, że byli oni pierwszymi Europejczykami, natomiast Gruzja jest krajem, z którego przemieścili się do innych części Europy. Studiując oryginalną historię Szulaweri można dowiedzieć się, że to właśnie Gruzja jest pionierem w uprawie winorośli i zakładaniu winiarni. Na podstawie tychże faktów Gruzja uważana jest za miejsce narodzin wina. Na jej terytorium wciąż spotyka się kilkadziesiąt odmian winogron, zaś gruzińskie wina cieszą się ogromną popularnością na całym świecie. Nie należy zapominać również o produkcji herbaty.
Z powodu specyficznego położenia geograficznego Gruzja już od czasów starożytnych jest obszarem niezwykle komfortowym, jeśli chodzi o turystykę i handel. Swego czasu na terytorium Gruzji przybywali Argonauci, czyli greccy żeglarze, a opowieść o ich podróżach przetrwała do dziś dzięki mitologii greckiej. Zasadniczym celem wyprawy Argonautów do Gruzji była przemożna chęć zdobycia Złotego Runa, czyli skóry wraz z sierścią należącej do mitycznego skrzydlatego złotego barana Chrysomallosa. Tak więc mit o Złotym Runie odzwierciedla historię pierwszych powiązań Gruzji ze starożytną Grecją. Według legendy złoto znajdujące się na zboczach Kaukazu ekstrahowano przez zanurzenie złotej owczej skóry w wodzie rzeki. Tego rodzaju metoda wydobywania kruszcu nadal występuje w gruzińskich górach w regionie Swanetii. Średniowieczny fresk przedstawiający króla Dawida IV Budowniczego.
W czasach starożytnych po upadku Imperium Achemenidów, czyli innymi słowy dynastii panującej w Iranie w latach 550-330 przed naszą erą, która została ostatecznie pokonana przez Aleksandra Macedońskiego (356-323 p.n.e.), Jedwabny Szlak łączący Azję z Europą, został zagrożony. Fakt ten sprawił, że zaczęto omijać drogę prowadzącą do Syrii i Iranu, co oczywiście korzystnie przysłużyło się całej Gruzji. Wpływy z Zachodu - najpierw ze strony Rzymu - a następnie spadek po kulturze Bizancjum ze Wschodu oraz z Iranu i islamskiego kalifatu pomogły w rozprzestrzenianiu się innych orientalnych cywilizacji, co z kolei pozwoliło Gruzji wzbogacić się o niewiarygodne wartości kulturowe. To właśnie w Gruzji powstał unikatowy alfabet, który jest jednym z czternastu oryginalnych zapisów znanych do tej pory na całym świecie. W tym samym czasie gruzińska architektura osiągnęła bezprecedensowy sukces, który przejawia się przede wszystkim w budowie różnych kościołów i klasztorów, z których większość wciąż znajduje się na terenie Gruzji. Obok ortodoksyjnych gruzińskich kościołów prawosławnych znajdują się tam także kościoły katolickie, jak również żydowskie synagogi i muzułmańskie minarety.
W niektórych gruzińskich miastach można spotkać oddalone od siebie o mniej niż sto metrów kościoły różnych wyznań religijnych, które historycznie charakteryzują gruzińską kulturę oraz pokojowe współistnienie rozmaitych religii, co oczywiście podkreśla, jak wielka tolerancja kulturalna i wyznaniowa występuje w tym państwie. Apogeum gruzińskiej kultury i państwowości stanowi okres panowania króla Dawida IV Budowniczego (1073-1125; rządy: 1089-1125) oraz królowej Tamary (1160-1213; rządy: 1184-1213), kiedy to gruzińska sztuka, architektura i literatura osiągnęły swoje najwyższe uznanie. W historii Gruzji wiek XII nazywany jest Złotą Erą.
Pomimo dezintegracji politycznej i częściowej utraty niepodległości w XVII i XVIII wieku, kultura gruzińska nadal mogła wybierać ze swojej bogatej tradycji i ożywienia regionalnych centrów, co w różny sposób znajdowało swoje odzwierciedlenie we wszystkich historycznych częściach kraju. W latach 1801-1991, pomimo pierwszego podboju Gruzji przez Imperium Rosyjskie, a następnie w wyniku reżimu sowieckiego, kultura gruzińska zachowała swoje tradycje i chroniła je przed zniszczeniem. W 1991 roku Gruzja odzyskała niepodległość (po raz pierwszy stało się to w 1918 roku, ale wtedy jej niepodległość trwała jedynie trzy lata), natomiast po rewolucji róż w 2003 roku Gruzja okazała się ścieżką rozwoju gospodarczego. Poza tym nastąpiła jej przebudowa oraz zaczynała tworzyć się europejska kultura tradycji. Fakt ten doprowadził do znacznego ożywienia się turystyki Gruzji.
Bogata gruzińska kultura czyni kraj jeszcze bardziej interesującym pod względem różnorodności regionów historycznych. Kultura tych obszarów ? pomimo że powstały w tym samym czasie historycznym ? jest zróżnicowana pod względem stylu życia i tradycji. Z drugiej strony jednak różnorodność ta wzbogaca nawzajem poszczególne regiony, co z kolei sprawia, że gruzińska kultura posiada naprawdę wiele twarzy. Na przykład Kachetia już w starożytności znana była z tradycyjnej produkcji wina, natomiast w Kartlii znajduje się wiele starożytnych i średniowiecznych miast, jak: Uplisciche, Mccheta, Tbilisi, Samszwilde czy Delisi. Z kolei w Dżawachetii znajdują się wyjątkowe uzdrowiska i lecznicze wody mineralne, natomiast Abchazja i Adżaria to nadmorskie kurorty, a Samegrelo słynie z pysznego jedzenia. W Imeretii zobaczymy historyczne zabytki, zaś w Swanetii znajdziemy unikalne średniowieczne wieże, a w Racza-Leczchumi - niezapomniane góry.
Wszystkie powyższe regiony Gruzji łączy ze sobą bogata historia oraz niepowtarzalne kulturowe dziedzictwo, jak również różnorodność kulinarna i powszechnie znana kaukaska gościnność. To wszystko sprawia, że od wieków Gruzja jest podziwiana przez tych, którzy ją odwiedzają. Nie inaczej wynika też z książki Macieja Jastrzębskiego, który w niezwykle malowniczy sposób opowiada nam o tym niesamowitym kraju i jego mieszkańcach. Gruzja nie miała łatwej historii. Całkiem niedawno, bo w 2008 roku, przez państwo przetoczył się poważny konflikt zbrojny pomiędzy gruzińskimi siłami wojskowymi a armią separatystycznej Osetii Południowej, Abchazji i Rosji. Wojna wybuchła w nocy z 7 na 8 sierpnia 2008 roku, kiedy oczy całego świata zwrócone były na Igrzyska Olimpijskie w Pekinie. Na pewno wielu z nas pamięta tamto wydarzenie. Ówczesne polskie władze stanowczo opowiedziały się wtedy po stronie Gruzinów, co oczywiście nie sprzyjało poprawnym relacjom z Rosją. Trzeba wiedzieć, że mieszkańcy Gruzji chyba od zawsze niezwykle serdecznie wypowiadali i nadal wypowiadają się o Polsce i Polakach. W naszym narodzie widzą przyjaciół, a sympatia jest obustronna. Tak naprawdę nikt do końca nie potrafi stwierdzić jednoznacznie, skąd taka życzliwość. Ona po prostu jest i nie wiadomo co też musiałoby się stać, aby uczucia te uległy zmianie.
Gruzini twierdzą, że terytorium, na którym zamieszkują tak naprawdę pochodzi od samego Boga, który oddał im skrawek ziemi, na którym sam chciał zamieszkać. Dlatego też kraj ten jest tak piękny pod względem krajobrazowym. Do tego dochodzi jeszcze wielokulturowość. Z drugiej strony jednak trzeba pamiętać, że nawet najpiękniejszy kawałek ziemi nie budziłby sympatii innych, gdyby nie ludzie, którzy go zamieszkują. A Gruzinów naprawdę nie można nie polubić. Z książki Macieja Jastrzębskiego czytelnik dowiaduje się nie tylko szeregu ciekawostek na temat historii tego szczególnego kraju, ale także poznaje niesamowitych ludzi, którzy diametralnie różnią się od Polaków nie tylko pod względem kulturowym, ale także w kwestii sposobu bycia. Odkąd pamiętam, to zawsze o Polakach mówiono, że jesteśmy narodem niezwykle gościnnym i nikt nie będzie czuł się u nas obco. Czytając Klątwę gruzińskiego tortu odniosłam wrażenie, że nasza polska gościnność znacznie odbiega od tej, którą serwują innym Gruzini. Oni nie boją się zaprosić nieznajomego do domu. A wręcz przeciwnie. Robią wszystko, aby przybysz czuł się w ich progach, jak we własnych czterech ścianach. Jest śpiew, niezliczona ilość toastów i cała masa rozmaitych opowieści, których słucha się z zapartym tchem. Czy w Polsce taka sytuacja nadal ma miejsce? Czy Polacy żyją tak jak ich dziadowie, którzy spotykali się gdzieś pod strzechą i opowiadali historie, od których czasami wręcz włos jeżył się na głowie?
Maciej Jastrzębski w swojej książce nie skupia się jedynie na historii i trudnej sytuacji politycznej Gruzji. Autor pokazuje życie zwyczajnych ludzi, którzy każdego dnia muszą zmagać się z problemami, jakie przynosi im życie. Pomimo niełatwych czasów potrafią naprawdę cieszyć się tym, co mają i emanować na innych niezwykłym optymizmem. Można ich za to jedynie podziwiać, ponieważ w mniejszym bądź większym stopniu polityka i przepychanki na poszczególnych szczeblach władzy, a co za tym idzie również nadzór ze strony Unii Europejskiej, dotyka praktycznie każdego Gruzina. Na pierwszy plan wysuwa się tutaj stosunek mieszkańców Gruzji do Rosjan. Na pewno nie są to relacje przyjazne, jak w przypadku Polski.
Niedawno czytałam inną książkę Macieja Jastrzębskiego "Krym. Miłość i nienawiść" którą byłam zachwycona. Nie inaczej jest i tym razem. Lekkie pióro Autora i barwne opowieści z kraju charakteryzującego się niezwykłą egzotyką sprawiają, że czytelnik nie potrafi oderwać się od lektury. Maciej Jastrzębski swoją podróż po Gruzji, która oczywiście ma związek z zawodem, jaki wykonuje, odbywa w towarzystwie sympatycznego i mądrego taksówkarza o imieniu Dżaba, który jednocześnie jest także jego przewodnikiem. Mężczyzna tak naprawdę staje się w pewnym momencie jednym z bohaterów tej gruzińskiej opowieści. Dżaba ma swoją własną historię, z którą zmaga się już od wielu lat. Czy wreszcie nadejdzie czas, kiedy będzie mógł stawić czoło przeszłości? Oprócz historii Dżaby czytelnik poznaje także losy Aleksandra. Mężczyzna jest ulicznym grajkiem, ale czy na pewno można uznać go jedynie za „flecistę z podziemnego przejścia”?
Myślę, że książka jest po prostu wyjątkowa, zaś każdy, kto chciałby zagłębić się w szczególnym gruzińskim klimacie, powinien po nią sięgnąć bez zastanowienia. Podobnie jak w przypadku książki Krym. Miłość i nienawiść, tym razem również miałam problem z jednoznacznym zakwalifikowaniem tej pozycji do konkretnego gatunku literatury. Z jednej strony jest to reportaż, lecz z drugiej czyta się, jak powieść obyczajową, której akcja osadzona jest w realiach współczesnej Gruzji. Może gdyby nie fakt, że czytelnik na każdym kroku spotyka ludzi, którzy są z krwi i kości prawdziwi i nie ma w tym żadnej fikcji, wówczas łatwiej byłoby przydzielić książkę do określonego gatunku. Na pewno jest to literatura faktu. W tej kwestii nie ma żadnych wątpliwości. Cieszy mnie bardzo, że Maciej Jastrzębski nie pisze swoich książek w stylu suchych relacji z podroży zawodowych. Przypuszczam, że wtedy nie byłyby one takie interesujące. Ludzie chcą bowiem poznawać życiowe historie innych i jednocześnie pragną się z tymi historiami identyfikować. A Gruzini choć tak różni od Polaków, to jednak mają z nami wiele wspólnego. Łączy nas przede wszystkim historia, o czym dość obszernie można przeczytać w Klątwie gruzińskiego tortu.
Autor pisze o Gruzji wiele, lecz wydaje mi się, że ten kraj tak naprawdę nie został do końca odkryty na kartach Klątwy gruzińskiego tortu. W moim odczuciu jest jeszcze bardzo dużo do poznania i odkrycia, ale z drugiej strony nie można mieć też pewności, czy komukolwiek uda się tego dokonać. Odniosłam bowiem wrażenie, że jest to kraj niesamowicie zagadkowy i nigdy nie pozwoli na to, aby ktoś całkowicie odarł go z tej tajemniczości.
Z powodu specyficznego położenia geograficznego Gruzja już od czasów starożytnych jest obszarem niezwykle komfortowym, jeśli chodzi o turystykę i handel. Swego czasu na terytorium Gruzji przybywali Argonauci, czyli greccy żeglarze, a opowieść o ich podróżach przetrwała do dziś dzięki mitologii greckiej. Zasadniczym celem wyprawy Argonautów do Gruzji była przemożna chęć zdobycia Złotego Runa, czyli skóry wraz z sierścią należącej do mitycznego skrzydlatego złotego barana Chrysomallosa. Tak więc mit o Złotym Runie odzwierciedla historię pierwszych powiązań Gruzji ze starożytną Grecją. Według legendy złoto znajdujące się na zboczach Kaukazu ekstrahowano przez zanurzenie złotej owczej skóry w wodzie rzeki. Tego rodzaju metoda wydobywania kruszcu nadal występuje w gruzińskich górach w regionie Swanetii. Średniowieczny fresk przedstawiający króla Dawida IV Budowniczego.
W czasach starożytnych po upadku Imperium Achemenidów, czyli innymi słowy dynastii panującej w Iranie w latach 550-330 przed naszą erą, która została ostatecznie pokonana przez Aleksandra Macedońskiego (356-323 p.n.e.), Jedwabny Szlak łączący Azję z Europą, został zagrożony. Fakt ten sprawił, że zaczęto omijać drogę prowadzącą do Syrii i Iranu, co oczywiście korzystnie przysłużyło się całej Gruzji. Wpływy z Zachodu - najpierw ze strony Rzymu - a następnie spadek po kulturze Bizancjum ze Wschodu oraz z Iranu i islamskiego kalifatu pomogły w rozprzestrzenianiu się innych orientalnych cywilizacji, co z kolei pozwoliło Gruzji wzbogacić się o niewiarygodne wartości kulturowe. To właśnie w Gruzji powstał unikatowy alfabet, który jest jednym z czternastu oryginalnych zapisów znanych do tej pory na całym świecie. W tym samym czasie gruzińska architektura osiągnęła bezprecedensowy sukces, który przejawia się przede wszystkim w budowie różnych kościołów i klasztorów, z których większość wciąż znajduje się na terenie Gruzji. Obok ortodoksyjnych gruzińskich kościołów prawosławnych znajdują się tam także kościoły katolickie, jak również żydowskie synagogi i muzułmańskie minarety.
W niektórych gruzińskich miastach można spotkać oddalone od siebie o mniej niż sto metrów kościoły różnych wyznań religijnych, które historycznie charakteryzują gruzińską kulturę oraz pokojowe współistnienie rozmaitych religii, co oczywiście podkreśla, jak wielka tolerancja kulturalna i wyznaniowa występuje w tym państwie. Apogeum gruzińskiej kultury i państwowości stanowi okres panowania króla Dawida IV Budowniczego (1073-1125; rządy: 1089-1125) oraz królowej Tamary (1160-1213; rządy: 1184-1213), kiedy to gruzińska sztuka, architektura i literatura osiągnęły swoje najwyższe uznanie. W historii Gruzji wiek XII nazywany jest Złotą Erą.
Pomimo dezintegracji politycznej i częściowej utraty niepodległości w XVII i XVIII wieku, kultura gruzińska nadal mogła wybierać ze swojej bogatej tradycji i ożywienia regionalnych centrów, co w różny sposób znajdowało swoje odzwierciedlenie we wszystkich historycznych częściach kraju. W latach 1801-1991, pomimo pierwszego podboju Gruzji przez Imperium Rosyjskie, a następnie w wyniku reżimu sowieckiego, kultura gruzińska zachowała swoje tradycje i chroniła je przed zniszczeniem. W 1991 roku Gruzja odzyskała niepodległość (po raz pierwszy stało się to w 1918 roku, ale wtedy jej niepodległość trwała jedynie trzy lata), natomiast po rewolucji róż w 2003 roku Gruzja okazała się ścieżką rozwoju gospodarczego. Poza tym nastąpiła jej przebudowa oraz zaczynała tworzyć się europejska kultura tradycji. Fakt ten doprowadził do znacznego ożywienia się turystyki Gruzji.
Bogata gruzińska kultura czyni kraj jeszcze bardziej interesującym pod względem różnorodności regionów historycznych. Kultura tych obszarów ? pomimo że powstały w tym samym czasie historycznym ? jest zróżnicowana pod względem stylu życia i tradycji. Z drugiej strony jednak różnorodność ta wzbogaca nawzajem poszczególne regiony, co z kolei sprawia, że gruzińska kultura posiada naprawdę wiele twarzy. Na przykład Kachetia już w starożytności znana była z tradycyjnej produkcji wina, natomiast w Kartlii znajduje się wiele starożytnych i średniowiecznych miast, jak: Uplisciche, Mccheta, Tbilisi, Samszwilde czy Delisi. Z kolei w Dżawachetii znajdują się wyjątkowe uzdrowiska i lecznicze wody mineralne, natomiast Abchazja i Adżaria to nadmorskie kurorty, a Samegrelo słynie z pysznego jedzenia. W Imeretii zobaczymy historyczne zabytki, zaś w Swanetii znajdziemy unikalne średniowieczne wieże, a w Racza-Leczchumi - niezapomniane góry.
Wszystkie powyższe regiony Gruzji łączy ze sobą bogata historia oraz niepowtarzalne kulturowe dziedzictwo, jak również różnorodność kulinarna i powszechnie znana kaukaska gościnność. To wszystko sprawia, że od wieków Gruzja jest podziwiana przez tych, którzy ją odwiedzają. Nie inaczej wynika też z książki Macieja Jastrzębskiego, który w niezwykle malowniczy sposób opowiada nam o tym niesamowitym kraju i jego mieszkańcach. Gruzja nie miała łatwej historii. Całkiem niedawno, bo w 2008 roku, przez państwo przetoczył się poważny konflikt zbrojny pomiędzy gruzińskimi siłami wojskowymi a armią separatystycznej Osetii Południowej, Abchazji i Rosji. Wojna wybuchła w nocy z 7 na 8 sierpnia 2008 roku, kiedy oczy całego świata zwrócone były na Igrzyska Olimpijskie w Pekinie. Na pewno wielu z nas pamięta tamto wydarzenie. Ówczesne polskie władze stanowczo opowiedziały się wtedy po stronie Gruzinów, co oczywiście nie sprzyjało poprawnym relacjom z Rosją. Trzeba wiedzieć, że mieszkańcy Gruzji chyba od zawsze niezwykle serdecznie wypowiadali i nadal wypowiadają się o Polsce i Polakach. W naszym narodzie widzą przyjaciół, a sympatia jest obustronna. Tak naprawdę nikt do końca nie potrafi stwierdzić jednoznacznie, skąd taka życzliwość. Ona po prostu jest i nie wiadomo co też musiałoby się stać, aby uczucia te uległy zmianie.
Gruzini twierdzą, że terytorium, na którym zamieszkują tak naprawdę pochodzi od samego Boga, który oddał im skrawek ziemi, na którym sam chciał zamieszkać. Dlatego też kraj ten jest tak piękny pod względem krajobrazowym. Do tego dochodzi jeszcze wielokulturowość. Z drugiej strony jednak trzeba pamiętać, że nawet najpiękniejszy kawałek ziemi nie budziłby sympatii innych, gdyby nie ludzie, którzy go zamieszkują. A Gruzinów naprawdę nie można nie polubić. Z książki Macieja Jastrzębskiego czytelnik dowiaduje się nie tylko szeregu ciekawostek na temat historii tego szczególnego kraju, ale także poznaje niesamowitych ludzi, którzy diametralnie różnią się od Polaków nie tylko pod względem kulturowym, ale także w kwestii sposobu bycia. Odkąd pamiętam, to zawsze o Polakach mówiono, że jesteśmy narodem niezwykle gościnnym i nikt nie będzie czuł się u nas obco. Czytając Klątwę gruzińskiego tortu odniosłam wrażenie, że nasza polska gościnność znacznie odbiega od tej, którą serwują innym Gruzini. Oni nie boją się zaprosić nieznajomego do domu. A wręcz przeciwnie. Robią wszystko, aby przybysz czuł się w ich progach, jak we własnych czterech ścianach. Jest śpiew, niezliczona ilość toastów i cała masa rozmaitych opowieści, których słucha się z zapartym tchem. Czy w Polsce taka sytuacja nadal ma miejsce? Czy Polacy żyją tak jak ich dziadowie, którzy spotykali się gdzieś pod strzechą i opowiadali historie, od których czasami wręcz włos jeżył się na głowie?
Maciej Jastrzębski w swojej książce nie skupia się jedynie na historii i trudnej sytuacji politycznej Gruzji. Autor pokazuje życie zwyczajnych ludzi, którzy każdego dnia muszą zmagać się z problemami, jakie przynosi im życie. Pomimo niełatwych czasów potrafią naprawdę cieszyć się tym, co mają i emanować na innych niezwykłym optymizmem. Można ich za to jedynie podziwiać, ponieważ w mniejszym bądź większym stopniu polityka i przepychanki na poszczególnych szczeblach władzy, a co za tym idzie również nadzór ze strony Unii Europejskiej, dotyka praktycznie każdego Gruzina. Na pierwszy plan wysuwa się tutaj stosunek mieszkańców Gruzji do Rosjan. Na pewno nie są to relacje przyjazne, jak w przypadku Polski.
Niedawno czytałam inną książkę Macieja Jastrzębskiego "Krym. Miłość i nienawiść" którą byłam zachwycona. Nie inaczej jest i tym razem. Lekkie pióro Autora i barwne opowieści z kraju charakteryzującego się niezwykłą egzotyką sprawiają, że czytelnik nie potrafi oderwać się od lektury. Maciej Jastrzębski swoją podróż po Gruzji, która oczywiście ma związek z zawodem, jaki wykonuje, odbywa w towarzystwie sympatycznego i mądrego taksówkarza o imieniu Dżaba, który jednocześnie jest także jego przewodnikiem. Mężczyzna tak naprawdę staje się w pewnym momencie jednym z bohaterów tej gruzińskiej opowieści. Dżaba ma swoją własną historię, z którą zmaga się już od wielu lat. Czy wreszcie nadejdzie czas, kiedy będzie mógł stawić czoło przeszłości? Oprócz historii Dżaby czytelnik poznaje także losy Aleksandra. Mężczyzna jest ulicznym grajkiem, ale czy na pewno można uznać go jedynie za „flecistę z podziemnego przejścia”?
Myślę, że książka jest po prostu wyjątkowa, zaś każdy, kto chciałby zagłębić się w szczególnym gruzińskim klimacie, powinien po nią sięgnąć bez zastanowienia. Podobnie jak w przypadku książki Krym. Miłość i nienawiść, tym razem również miałam problem z jednoznacznym zakwalifikowaniem tej pozycji do konkretnego gatunku literatury. Z jednej strony jest to reportaż, lecz z drugiej czyta się, jak powieść obyczajową, której akcja osadzona jest w realiach współczesnej Gruzji. Może gdyby nie fakt, że czytelnik na każdym kroku spotyka ludzi, którzy są z krwi i kości prawdziwi i nie ma w tym żadnej fikcji, wówczas łatwiej byłoby przydzielić książkę do określonego gatunku. Na pewno jest to literatura faktu. W tej kwestii nie ma żadnych wątpliwości. Cieszy mnie bardzo, że Maciej Jastrzębski nie pisze swoich książek w stylu suchych relacji z podroży zawodowych. Przypuszczam, że wtedy nie byłyby one takie interesujące. Ludzie chcą bowiem poznawać życiowe historie innych i jednocześnie pragną się z tymi historiami identyfikować. A Gruzini choć tak różni od Polaków, to jednak mają z nami wiele wspólnego. Łączy nas przede wszystkim historia, o czym dość obszernie można przeczytać w Klątwie gruzińskiego tortu.
Autor pisze o Gruzji wiele, lecz wydaje mi się, że ten kraj tak naprawdę nie został do końca odkryty na kartach Klątwy gruzińskiego tortu. W moim odczuciu jest jeszcze bardzo dużo do poznania i odkrycia, ale z drugiej strony nie można mieć też pewności, czy komukolwiek uda się tego dokonać. Odniosłam bowiem wrażenie, że jest to kraj niesamowicie zagadkowy i nigdy nie pozwoli na to, aby ktoś całkowicie odarł go z tej tajemniczości.
wkrainieczytania.blogspot.com
Archipelag znikających wysp
Jeśli jeszcze tam nie byliście a planujecie podróż do niej, to polecana przez nas książka powinna znaleźć się na liście przed wyjazdowych "to do's". Książka nie jest przewodnikiem ale świetnym uzupełnieniem przewodnikowej wiedzy, jaką staramy się posiąść przed wyjazdem w nieznane nam rejony.Być może sprawi, że zrewidujemy nasz plan podróży i wybierzemy inną trasę.
Autorami książki wydanej w ramach serii Bezdroża jest dwóch panów, Sergiusz Prokurat i Piotr Śmieszek, którzy Indonezję znają od podszewki. Jeden z autorów od lat mieszka w Indonezji, w której pracował, założył tam rodzinę, drugi studiował i prowadził interesy, jednak ich książka to nie opowieść o ich losach tym niezwykłym kraju (choć pewnie byłaby arcyciekawa) ale zbiór tekstów odnoszących się do subiektywnie wybranych aspektów życia archipelagu.
Indonezja to archipelag 17 000 wysp (tak, sukcesywnie znikają ? przeczytajcie, dlaczego). Oczywiście, nie wszystkie są zamieszkałe, nie wszystkie dostępne dla zwykłego turysty/podróżnika, no a gro osób, które miały okazję odwiedzić ten kraj większość swojego czasu spędza na Bali. Jest to dość oczywiste, ponieważ Bali jest najpopularniejszą destynacją urlopową Indonezji, oferuje najwięcej atrakcji ?turystycznych?, a urlopy osób związanych pracą etatową na tyle krótkie, że nie zawsze dają możliwość niespiesznej eksploracji większej ilości miejsc. Autorzy chętnie zaglądają pod podszewkę turystycznego oblicza wyspy zachęcając nas do tego samego ale też proponują poznanie innych wysp, nie obarczonych jeszcze w takim stopniu ciężarem sprostania oczekiwaniom zachodniego turysty. A jest w czym wybierać.
Książka zawiera wiele fragmentów rozmów z lokalną ludnością (relacje z pierwszej ręki, bo autorzy znają język indonezyjski), odnajdujemy w niej sporą dawkę wiedzy etnograficznej, która uświadamia nam z jak różnorodnym i złożonym tworem mamy do czynienia. Wszystko wiarygodne, aktualne, z pierwszej ręki.
Osoby planujące wyjazd do Azji Południowo-Wschodniej, lub konkretnie do Indonezji gorąco zachęcamy do sięgnięcia po ?ARCHIPELAG ZNIKAJĄCYCH WYSP?. Szczerze mówiąc my czujemy się bardzo zachęceni ale gdyby ktoś nas zapytał o wybór konkretnych wysp, no cóż, ponoć od przybytku głowa nie boli a jednak...
Autorami książki wydanej w ramach serii Bezdroża jest dwóch panów, Sergiusz Prokurat i Piotr Śmieszek, którzy Indonezję znają od podszewki. Jeden z autorów od lat mieszka w Indonezji, w której pracował, założył tam rodzinę, drugi studiował i prowadził interesy, jednak ich książka to nie opowieść o ich losach tym niezwykłym kraju (choć pewnie byłaby arcyciekawa) ale zbiór tekstów odnoszących się do subiektywnie wybranych aspektów życia archipelagu.
Indonezja to archipelag 17 000 wysp (tak, sukcesywnie znikają ? przeczytajcie, dlaczego). Oczywiście, nie wszystkie są zamieszkałe, nie wszystkie dostępne dla zwykłego turysty/podróżnika, no a gro osób, które miały okazję odwiedzić ten kraj większość swojego czasu spędza na Bali. Jest to dość oczywiste, ponieważ Bali jest najpopularniejszą destynacją urlopową Indonezji, oferuje najwięcej atrakcji ?turystycznych?, a urlopy osób związanych pracą etatową na tyle krótkie, że nie zawsze dają możliwość niespiesznej eksploracji większej ilości miejsc. Autorzy chętnie zaglądają pod podszewkę turystycznego oblicza wyspy zachęcając nas do tego samego ale też proponują poznanie innych wysp, nie obarczonych jeszcze w takim stopniu ciężarem sprostania oczekiwaniom zachodniego turysty. A jest w czym wybierać.
Książka zawiera wiele fragmentów rozmów z lokalną ludnością (relacje z pierwszej ręki, bo autorzy znają język indonezyjski), odnajdujemy w niej sporą dawkę wiedzy etnograficznej, która uświadamia nam z jak różnorodnym i złożonym tworem mamy do czynienia. Wszystko wiarygodne, aktualne, z pierwszej ręki.
Osoby planujące wyjazd do Azji Południowo-Wschodniej, lub konkretnie do Indonezji gorąco zachęcamy do sięgnięcia po ?ARCHIPELAG ZNIKAJĄCYCH WYSP?. Szczerze mówiąc my czujemy się bardzo zachęceni ale gdyby ktoś nas zapytał o wybór konkretnych wysp, no cóż, ponoć od przybytku głowa nie boli a jednak...
republikapodrozy.pl
Korfu, Lefkada, Itaka, Kefalonia, Zakynthos. Travelbook. Wydanie 1
Odyseusz łatwo nie miał. Nawet gdy udało mu się łukiem minąć Korfu, to mógł się rozbić na skałach Lef-kady, a gdyby burza odrzuciła go na zachód, ujrzałby brzegi Kefalonii albo, Panie Boże wybacz, odległe szczyty Zakynthos. Ojczyzna Odysa osłonięta była skalistą Kefalonią i mimo upływu czasu nic się w tej kwestii nie zmieniło. Poza tym, że łatwiej tam, na Wyspy Jońskie, dziś dotrzeć promem czy jachtem. Legendarna Itaka, unieśmiertelniona heroicznymi losami trojańskiego żołnierza i jego żony Pene-lopy, przeczy sile swej dwuipółty-siącletniej reklamy. To spokojna, słabo zaludniona wysepka (poza sezonem mieszka tu niespełna trzy tysiące mieszkańców). Idealna, kto szuka ucieczki przed gwarem Rodos czy kreteńskim nocnym życiem. Wspaniała widokowo: Zachodnie wybrzeże łagodnie schodzi ku morzu, wschodnie zaś pełne jest stromizn i klifów. Krwiobiegiem wyspy jest jedyna droga państwowa 30-kilometrowej długości. Krajoznawczo wyspa też nie jest nadzwyczajną atrakcją, stąd przewaga jednodniowych turystów zaglądających na Itakę podczas wycieczkowych rejsów z Kefalonii. Jest to natomiast ulubiona destynacja dla wszystkich, którzy kochają trekkin-gi w dzikich, dziewiczych górach, gdzie nie ma rozdeptanych szlaków ani tłumów ludzi w plażowych klapkach. To świetne miejsce dla miłośników nurkowania. Można tu odbyć kursy, można nurkować z rurką albo poświęcić kasę na indywidualne zejścia w głąb morza. Itaka jest też portem jachtowym, gdzie można wyczarterować łódź. Kto przypłynie na Itakę w sierpniu, będzie się bawił na festynie poświęconym Zbawicielowi w Stavros, ale kto za kościelnymi odpustami nie przepada, ucieszy się festiwalem wina w Perachori (26 lipca). Napisany przez polskich autorów przewodnik po Wyspach dońskich jest zbiorem najświeższych użytkowych informacji i przyda się każdemu, kto chce uniknąć turystycznej, egejskiej masówki.
Tygodnik Angora Ł. AZIK; 2016-01-24
