Recenzje
Wybraniec. Życie po śmierci na Evereście
Wydawało się, że jego los już został przypieczętowany. Jedyne, co mu pozostało, to oczekiwanie na śmierć.
Ze śmiercią można igrać na tysiące różnych sposobów. Dla jednych sporty ekstremalne stanowią jedynie odskocznię od ustabilizowanego życia, inni ze stawiania sobie coraz większych wyzwań uczynili sens swojego życia. Można ich podziwiać, zazdrościć im odwagi lub kręcić z dezaprobatą głową nazywając zbytnimi ryzykantami.
Można też spróbować zrozumieć i lepiej poznać ich świat. Poznać przyczyny, dla których niebezpieczne góry stają się miłością życia. A wśród szczytów na całym świecie góruje ten najważniejszy – Mount Everest. Budzący respekt, ale zarazem kuszący. Bo kto by nie chciał zapisać się na kartach historii jako zdobywca najwyżej położonego punktu na Ziemi.
Lincoln Hall podjął się tego wyzwania. Himalaista, który zdobywał doświadczenie przez 20 lat, sięgając po szczyty na różnych kontynentach. Do tej najwyższej góry przymierzał się już wcześniej, jednak musiał zrezygnować. „Wybraniec. Życie po śmierci na Evereście” to relacja z drugiego podejścia do zmierzenia się z Mount Everestem i własnymi słabościami.
Lincoln Hall w swojej książce jest bardzo szczery. Nie tłumaczy się przed czytelnikiem, nie próbuje się usprawiedliwiać. A przecież będąc mężem i ojcem decyduje się na wyprawę, która nie nosi znamion szczególnie bezpiecznej. A jednak góry go wzywają, bo jak sam zauważa ze wspinaczki nie można ot tak po prostu zrezygnować, staje się ona bowiem nieodłączną częścią życia.
Autor książki „Wybraniec. Życie po śmierci na Evereście” opisuje przygotowania do tej wyprawy. Kompletowanie sprzętu jest równie istotne co przygotowanie psychiczne. W takich momentach niezwykle cenne jest wsparcie najbliższych. Lincoln Hall mógł na takie liczyć. Żona dopingowała go w realizowaniu pasji, pomagała, była przy nim. To także między innymi dzięki niej, coś co od lat nie dawało jej mężowi spokoju, miało możliwość się ziścić.
Za zrealizowane marzenie życie może policzyć bardzo wysoką cenę. Tak też się dzieje w przypadku Lincolna Halla. Organizm odmawia posłuszeństwa, nagle wszystko inne przestaje mieć znaczenie – najważniejsze jest pytanie czy przeżyje? Zapis tych dramatycznych chwil robi ogromne wrażenie. Przede wszystkim przytłacza realizm, bo to nie jest jakaś tam fikcja literacka, ale prawdziwe życie.
Właściwie to nie mogło się udać. Nie miało prawa się udać. Sam autor powtarza to na kartach swoich wspomnień. A jednak, nawet samotna noc w dominującym zimnie, z organizmem, który rozpaczliwie woła o regenerację, z halucynacjami, bez pożywienia, nie oznacza wyroku śmierci.
„Wybraniec. Życie po śmierci na Evereście” to bardzo mądra książka, którą warto przeczytać. To opowieść, która z pewnością wciągnie i zainspiruje nie tylko tych, którzy zakochali się w górach.
Ze śmiercią można igrać na tysiące różnych sposobów. Dla jednych sporty ekstremalne stanowią jedynie odskocznię od ustabilizowanego życia, inni ze stawiania sobie coraz większych wyzwań uczynili sens swojego życia. Można ich podziwiać, zazdrościć im odwagi lub kręcić z dezaprobatą głową nazywając zbytnimi ryzykantami.
Można też spróbować zrozumieć i lepiej poznać ich świat. Poznać przyczyny, dla których niebezpieczne góry stają się miłością życia. A wśród szczytów na całym świecie góruje ten najważniejszy – Mount Everest. Budzący respekt, ale zarazem kuszący. Bo kto by nie chciał zapisać się na kartach historii jako zdobywca najwyżej położonego punktu na Ziemi.
Lincoln Hall podjął się tego wyzwania. Himalaista, który zdobywał doświadczenie przez 20 lat, sięgając po szczyty na różnych kontynentach. Do tej najwyższej góry przymierzał się już wcześniej, jednak musiał zrezygnować. „Wybraniec. Życie po śmierci na Evereście” to relacja z drugiego podejścia do zmierzenia się z Mount Everestem i własnymi słabościami.
Lincoln Hall w swojej książce jest bardzo szczery. Nie tłumaczy się przed czytelnikiem, nie próbuje się usprawiedliwiać. A przecież będąc mężem i ojcem decyduje się na wyprawę, która nie nosi znamion szczególnie bezpiecznej. A jednak góry go wzywają, bo jak sam zauważa ze wspinaczki nie można ot tak po prostu zrezygnować, staje się ona bowiem nieodłączną częścią życia.
Autor książki „Wybraniec. Życie po śmierci na Evereście” opisuje przygotowania do tej wyprawy. Kompletowanie sprzętu jest równie istotne co przygotowanie psychiczne. W takich momentach niezwykle cenne jest wsparcie najbliższych. Lincoln Hall mógł na takie liczyć. Żona dopingowała go w realizowaniu pasji, pomagała, była przy nim. To także między innymi dzięki niej, coś co od lat nie dawało jej mężowi spokoju, miało możliwość się ziścić.
Za zrealizowane marzenie życie może policzyć bardzo wysoką cenę. Tak też się dzieje w przypadku Lincolna Halla. Organizm odmawia posłuszeństwa, nagle wszystko inne przestaje mieć znaczenie – najważniejsze jest pytanie czy przeżyje? Zapis tych dramatycznych chwil robi ogromne wrażenie. Przede wszystkim przytłacza realizm, bo to nie jest jakaś tam fikcja literacka, ale prawdziwe życie.
Właściwie to nie mogło się udać. Nie miało prawa się udać. Sam autor powtarza to na kartach swoich wspomnień. A jednak, nawet samotna noc w dominującym zimnie, z organizmem, który rozpaczliwie woła o regenerację, z halucynacjami, bez pożywienia, nie oznacza wyroku śmierci.
„Wybraniec. Życie po śmierci na Evereście” to bardzo mądra książka, którą warto przeczytać. To opowieść, która z pewnością wciągnie i zainspiruje nie tylko tych, którzy zakochali się w górach.
dlaLejdis.pl Agata Podgajska; 2015-12-07
Krym: miłość i nienawiść
Autor książek Matrioszka Rosja i Jastrząb oraz Klątwa gruzińskiego tortu, tym razem zabierze nas na Półwysep Krymski. Jednak nie na ten bajkowy, opiewany w powieściach, wierszach, filmach i pieśniach miłych duszy każdego Słowianina, tylko na ten prawdziwy. Z krwi i kości. Tylko na Krym Anno Domini 2015. Krym, który padł ofiarą aneksji. Zamieszkany przez skłóconych ze sobą Ukraińców, Tatarów i Rosjan. Maciej Jastrzębski szuka odpowiedzi na pytania: Dokąd powiedzie skłócone narody najnowsza historia Co się stanie z pięknym półwyspom, dawną perłą tatarskiego chanatu i rosyjskiego cesarstwa I czy możliwa jest jeszcze miłość na Krymie, skoro tyle tu nienawiści
21. wiek
Indonezja. Zielony Przewodnik. Wydanie 1
Ten odległy zakątek świata dawno już przestał być nieznany. Wystarczy niecała doba, by wysiąść na lotnisku w Dżakarcie czy Denpasarze, skąd tysiące innych turystów przesiada się do maszyn krajowych linii. Nazwy indonezyjskich wysp: Jawa, Bali, Lombok czy Celebes od dawna przestały być używane przez zawodowych podróżników, a weszły do domeny możliwości i aspiracji masowego turysty. Podobnie jak wyspa Flores.
Główną atrakcją tej wyspy jest leżący na niewielkim archipelagu Ta-man Nasional Komodo, jak po indo-nezyjsku wykłada się Narodowy Park Komodo, ojczyzna waranów, leżący w słynącej z urody cieśninie Sapa. 180 tys. hektarów wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO. Park to nie tylko wyspa Komodo, ale spory obszar morski, co daje gościom możliwość obejrzenia pradawnych jaszczurów w ich dziewiczym, naturalnym środowisku. Nie tylko zresztą warany, bo teren obfituje w inne zwierzęta: bawoły, makaki, dzikie konie i jelenie. Niekwestionowaną atrakcją jest także morskie dno, dzięki masce i rurce znakomicie nadające się do penetracji. Zwiedzanie Parku Komodo trwa trzy dni, zawsze w ramach zorganizowanej grupy z zawodowym przewodnikiem. To ważne, bo na obszarze parku nie istnieje tak popularna w Azji żegluga kabotażowa, nie ma promów, zaś wynajęcie statku jest drogie. Już sama przeprawa między wyspami Sumbawa i Flores jest niezapomnianą przygodą, gwarantującą najgłębsze wrażenia estetyczne, poznawcze i kulinarne. Silne w tym miejscu prądy wynoszą z głębin morskie pożywienie, które zwabia wieloryby i delfiny, ale bywa, że i kłusowników, którzy potrafią być groźni dla obcych. Warto przestrzegać też innych rad zawartych w przewodniku, bo jak uczy doświadczenie, więcej szkód mogą nam narobić bakterie muchy i jeżowce niż źli ludzie. Zaktualizowany i renomowany zielony przewodnik gwarantuje najświeższe wiadomości i użyteczne porady.
Główną atrakcją tej wyspy jest leżący na niewielkim archipelagu Ta-man Nasional Komodo, jak po indo-nezyjsku wykłada się Narodowy Park Komodo, ojczyzna waranów, leżący w słynącej z urody cieśninie Sapa. 180 tys. hektarów wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO. Park to nie tylko wyspa Komodo, ale spory obszar morski, co daje gościom możliwość obejrzenia pradawnych jaszczurów w ich dziewiczym, naturalnym środowisku. Nie tylko zresztą warany, bo teren obfituje w inne zwierzęta: bawoły, makaki, dzikie konie i jelenie. Niekwestionowaną atrakcją jest także morskie dno, dzięki masce i rurce znakomicie nadające się do penetracji. Zwiedzanie Parku Komodo trwa trzy dni, zawsze w ramach zorganizowanej grupy z zawodowym przewodnikiem. To ważne, bo na obszarze parku nie istnieje tak popularna w Azji żegluga kabotażowa, nie ma promów, zaś wynajęcie statku jest drogie. Już sama przeprawa między wyspami Sumbawa i Flores jest niezapomnianą przygodą, gwarantującą najgłębsze wrażenia estetyczne, poznawcze i kulinarne. Silne w tym miejscu prądy wynoszą z głębin morskie pożywienie, które zwabia wieloryby i delfiny, ale bywa, że i kłusowników, którzy potrafią być groźni dla obcych. Warto przestrzegać też innych rad zawartych w przewodniku, bo jak uczy doświadczenie, więcej szkód mogą nam narobić bakterie muchy i jeżowce niż źli ludzie. Zaktualizowany i renomowany zielony przewodnik gwarantuje najświeższe wiadomości i użyteczne porady.
Tygodnik Angora Ł. AZIK; 2015-12-06
Zakochani w świecie. Indie
O Indiach dużo powiedziano i napisano, a jednak wciąż kuszą. Dla wielu to wymarzona kraina i wciąż pozostający tajemnicą wręcz inny kontynent. Autorka podchodzi do Indii bardzo osobiście, widać, że kocha ten kraj i w ogóle kocha życie. Wraz z mężem Jarosławem dają jednoznacznie dowód tej miłości. Indie mają swój smak swój kolor, swój zapach. Wszystko to i wiele więcej jest w tej książce.
Gazeta Współczesna ajs
Dziewczyny, na start!
Gotowi do biegu?
Moda na bieganie trwa niezmiennie od kilku lat. Biegają młodzi i ci starsi, biegają aktorzy, prezenterzy, gospodynie domowe i studenci. Modne stają się również maratony, a kolejni biegacze dołączają do grona aktywnych. Jednak bieganie ma również przeciwników, są także osoby, które podchodzą do tej dziedziny sportu obojętnie, zastanawiając się co najwyżej nad sensem przemierzania kolejnych kilometrów w deszczu, w śniegu i w upale.
W przeszłości do grona sceptyków zaliczała się Katarzyna Karpa – dziennikarka, wydawca serwisów, autorka blogu o jedzeniu i rowerach. Bieganie ma jednak to do siebie, że uzależnia, uwodzi, chwyta w pułapkę, z której wcale nie chcemy się uwolnić. Książka Dziewczyny, na start! to nie tylko pozycja poświęcona nowej pasji autorki, ale również dokumentacja jej zmagań z samą sobą oraz dowód na wysokie ryzyko rozprzestrzeniania się „choroby” zwanej bieganiem. Tyle tylko, że owa choroba jest wielce pożądana i może odmienić – dosłownie – nasze życie. Mogła się o tym przekonać mama dziennikarki, Anna Karpa, która nie tylko dała się zarazić bakcylem aktywności, ale wraz z córką uczestniczy w maratonach, na ten rodzaj spędzania wolnego czasu i relaksu namawiając również czytelników.
Autorka powraca we wspomnieniach do przeszłości, przytaczając przykłady na to, że jest ostatnią osobą, która mogłaby zostać zwolennikiem biegania. Kilkakrotne przypadkowe uczestnictwo w zawodach kojarzy się Katarzynie Karpie wyłącznie z krańcowym niemal wyczerpaniem. Jak to w życiu zwykle bywa, przełomy pojawiają się zwykle niespodziewanie. W przypadku dziennikarki kamieniem milowym był kurs taternicki i świadomość braku kondycji. Był to bodziec, który pomógł podjąć decyzję o zmianie dotychczasowego trybu życia i rozpoczęciu treningów. Motywacją był udział w akcji "Biegnij Warszawo", a następnie w kolejnych biegach, zaś z każdymi zawodami wydłużał się dystans, jaki autorka była w stanie pokonać. Co więcej, już wkrótce w treningach zaczęła uczestniczyć także mama autorki, która korzystała z wiedzy i doświadczenia zaprawionej już w bojach córki.
Ale książka to nie tylko zapiski z przeszłości oraz droga do sukcesów w zawodach. To również praktyczny poradnik dla wszystkich osób, które chcą biegać, a także dla tych, które… zupełnie nie mogą sobie wyobrazić siebie w ruchu. Bieganie to najtańszy ze sportów – pisze autorka, przytaczając popularne twierdzenie. Tyle tylko, że już pierwsza wizyta w sklepie weryfikuje te słowa, zaś zakupy kończą się albo zniechęceniem, albo pustym portfelem. Autorka radzi, by nie zrażać się cenami, a przede wszystkim nie kupować wszystkiego, co kojarzy się z bieganiem. Zacznij od treningów, biegaj, a z czasem zorientujesz się, czego naprawdę potrzebujesz – zachęca Karpa, zwracając jednocześnie uwagę na najważniejszy zakup, czyli na buty.
Dzięki lekturze będziemy w stanie skompletować garderobę odpowiednią dla siebie, dowiemy się, gdzie i kiedy kupować oraz jak przetrwać bieganie w zimie i porach przejściowych, nie zniechęcając się do aktywności podczas niesprzyjającej aury. Autorka zachęca również do znalezienia odpowiedniego miejsca do biegania, przekonując, że najtrudniejszy jest pierwszy krok i podając sposoby na automotywację. "Najsmaczniejszy" rozdział poświęcony jest jednak jedzeniu – autorka dzieli się z czytelnikami swoimi spostrzeżeniami, nawykami żywieniowymi oraz wspaniałymi przepisami na placki owsiane, ciasto Michałka czy sałatkę z melonem, rukolą, pleśniakiem, awokado i miodem.
Już sama lektura książki Dziewczyny, na start!porywa z fotela, zachęca do aktywności, do wyruszenia na trasę, do stania się częścią biegającej społeczności. W tym osobliwym poradniku znajdziemy wiele rad zarówno dla początkujących biegaczy, jak i dla stałych uczestników maratonów. Dołączony do książki "Dzienniczek treningowy", który można samodzielnie powielić i uzupełniać, pilnując terminów biegów oraz śledząc swoje postępy, stanowi dodatkową motywację, by ruszyć przed siebie. Zatem, niezależnie od tego, czy samotnie, z mamą, z teściową, z przyjaciółką czy z siostrą – biegaj. Do startu, gotowi… START!
Moda na bieganie trwa niezmiennie od kilku lat. Biegają młodzi i ci starsi, biegają aktorzy, prezenterzy, gospodynie domowe i studenci. Modne stają się również maratony, a kolejni biegacze dołączają do grona aktywnych. Jednak bieganie ma również przeciwników, są także osoby, które podchodzą do tej dziedziny sportu obojętnie, zastanawiając się co najwyżej nad sensem przemierzania kolejnych kilometrów w deszczu, w śniegu i w upale.
W przeszłości do grona sceptyków zaliczała się Katarzyna Karpa – dziennikarka, wydawca serwisów, autorka blogu o jedzeniu i rowerach. Bieganie ma jednak to do siebie, że uzależnia, uwodzi, chwyta w pułapkę, z której wcale nie chcemy się uwolnić. Książka Dziewczyny, na start! to nie tylko pozycja poświęcona nowej pasji autorki, ale również dokumentacja jej zmagań z samą sobą oraz dowód na wysokie ryzyko rozprzestrzeniania się „choroby” zwanej bieganiem. Tyle tylko, że owa choroba jest wielce pożądana i może odmienić – dosłownie – nasze życie. Mogła się o tym przekonać mama dziennikarki, Anna Karpa, która nie tylko dała się zarazić bakcylem aktywności, ale wraz z córką uczestniczy w maratonach, na ten rodzaj spędzania wolnego czasu i relaksu namawiając również czytelników.
Autorka powraca we wspomnieniach do przeszłości, przytaczając przykłady na to, że jest ostatnią osobą, która mogłaby zostać zwolennikiem biegania. Kilkakrotne przypadkowe uczestnictwo w zawodach kojarzy się Katarzynie Karpie wyłącznie z krańcowym niemal wyczerpaniem. Jak to w życiu zwykle bywa, przełomy pojawiają się zwykle niespodziewanie. W przypadku dziennikarki kamieniem milowym był kurs taternicki i świadomość braku kondycji. Był to bodziec, który pomógł podjąć decyzję o zmianie dotychczasowego trybu życia i rozpoczęciu treningów. Motywacją był udział w akcji "Biegnij Warszawo", a następnie w kolejnych biegach, zaś z każdymi zawodami wydłużał się dystans, jaki autorka była w stanie pokonać. Co więcej, już wkrótce w treningach zaczęła uczestniczyć także mama autorki, która korzystała z wiedzy i doświadczenia zaprawionej już w bojach córki.
Ale książka to nie tylko zapiski z przeszłości oraz droga do sukcesów w zawodach. To również praktyczny poradnik dla wszystkich osób, które chcą biegać, a także dla tych, które… zupełnie nie mogą sobie wyobrazić siebie w ruchu. Bieganie to najtańszy ze sportów – pisze autorka, przytaczając popularne twierdzenie. Tyle tylko, że już pierwsza wizyta w sklepie weryfikuje te słowa, zaś zakupy kończą się albo zniechęceniem, albo pustym portfelem. Autorka radzi, by nie zrażać się cenami, a przede wszystkim nie kupować wszystkiego, co kojarzy się z bieganiem. Zacznij od treningów, biegaj, a z czasem zorientujesz się, czego naprawdę potrzebujesz – zachęca Karpa, zwracając jednocześnie uwagę na najważniejszy zakup, czyli na buty.
Dzięki lekturze będziemy w stanie skompletować garderobę odpowiednią dla siebie, dowiemy się, gdzie i kiedy kupować oraz jak przetrwać bieganie w zimie i porach przejściowych, nie zniechęcając się do aktywności podczas niesprzyjającej aury. Autorka zachęca również do znalezienia odpowiedniego miejsca do biegania, przekonując, że najtrudniejszy jest pierwszy krok i podając sposoby na automotywację. "Najsmaczniejszy" rozdział poświęcony jest jednak jedzeniu – autorka dzieli się z czytelnikami swoimi spostrzeżeniami, nawykami żywieniowymi oraz wspaniałymi przepisami na placki owsiane, ciasto Michałka czy sałatkę z melonem, rukolą, pleśniakiem, awokado i miodem.
Już sama lektura książki Dziewczyny, na start!porywa z fotela, zachęca do aktywności, do wyruszenia na trasę, do stania się częścią biegającej społeczności. W tym osobliwym poradniku znajdziemy wiele rad zarówno dla początkujących biegaczy, jak i dla stałych uczestników maratonów. Dołączony do książki "Dzienniczek treningowy", który można samodzielnie powielić i uzupełniać, pilnując terminów biegów oraz śledząc swoje postępy, stanowi dodatkową motywację, by ruszyć przed siebie. Zatem, niezależnie od tego, czy samotnie, z mamą, z teściową, z przyjaciółką czy z siostrą – biegaj. Do startu, gotowi… START!
granice.pl Justyna Gul
