Kontrast:
ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »
APLIKACJA MOBILNANEW

Kotlet na wynos, czyli autostopem za równik

Znasz przepis na kotlet po birmańsku? Przepis na ten specjał jest dziecinnie prosty – wystarczy, że weźmiesz jednego Kotleta i wyślesz go … w podróż bez daty powrotu. Danie, które otrzymujesz jest zupełnie inne, jest czymś więcej, niż zwyczajną sumą składników. Wyczuwa się w nim smak przetworów sprzedawanych przez rosyjskie babuszki na przydrożnych zajazdach, mongolskiego jogurtu, chińskich nudli czy piekielnie ostrej tajlandzkiej zupy. Myślisz, że to danie nie jest dla ciebie? Nic bardziej mylnego! Jestem przekonana, że nie tylko ze smakiem skonsumujesz potrawę, ale jeszcze zatracisz się w niej, pragnąc systematycznie powtarzać to ekscytujące doznanie.
Właśnie tak wygląda stan ducha czytelnika, po lekturze książki Mateusza Kotlarskiego, autora książki „Kotlet na wynos, czyli autostopem za równik”. Opublikowana nakładem wydawnictwa Helion relacja z wielomiesięcznej podróży autostopem, która zakończyła się w Indonezji, to zaproszenie do przeżycia wspaniałej przygody, ale również inspiracja do tego, by samemu zacząć odkrywać świat. Autor nie tylko opisuje swoje ośmiomiesięczne zmagania z drogą oraz z przeciwnościami losu, ale odkrywa wspaniałe miejsca i ludzi, przełamuje stereotypy, zachęca do tego, by zignorować głosy tłumów i podążać za swoimi marzeniami.
Autor, zwany Kotletem, z dużym dystansem do siebie i do otaczającej rzeczywistości opisuje spotkanych na swojej drodze rdzennych mieszkańców, ich zachowania i zwyczaje, większą uwagę poświęcając właśnie ludziom niż samej trasie, przemierzanej w dużej mierze autostopem. I to autostopem rozumianym tradycyjnie, jako darmowy przejazd, a właściwie jako wymianę – transport w zamian za towarzystwo, opowieści z drogi, a niekiedy tylko (wobec ograniczeń lingwistycznych) za szczery uśmiech. Od tej reguły Kotlet zrobił tylko kilka wyjątków, niekiedy z premedytacją, a niekiedy wobec braku innej możliwości przejazdu, czasami również z przekory czy ciekawości.
Jednym z takich odstępstw, był rozpoczynający podróż przejazd Koleją Transyberyjską. Celem był Nowosybirsk, gdzie po raz pierwszy Kotlet zrozumiał względność czasu – zaczął on tu zwalniać, a to niezwykle uczucie towarzyszyło autorowi do końca jego wyprawy. Kolejne kraje na mapie jego podróży: Mongolia (gdzie największym zaskoczeniem była popularność polskich czekoladowych draży „Korsarz”), Chiny, Laos, Kambodża, Birma, Tajlandia, Malezja, Singapur czy Indonezja, nie stanowiły celu samego w sobie, praktycznie brak na trasie również popularnych miejsc, obleganych przez tłumy. Jest natomiast energia i ciekawość podróżnika, który do końca nie jest pewien tego, czy uda mu się złapać transport, nawet nie do konkretnego miejsca, ale przed siebie, czy uda mu się rozbić namiot bez jego konfiskaty przez władze, bądź też, czy nie straci życia – bo i o takich potencjalnie niebezpiecznych sytuacjach autor pisze, zwracając naszą uwagę na pewne aspekty samotnych podróży. (...)

Pełna treść recenzji dostępna jest na blogu.
 
QulturaSlowa Justyna Gul

Bali i Lombok. Travelbook. Wydanie 1

Dwie najpopularniejsze indonezyjskie wyspy, bogate w zabytki, obyczaje, krajobrazy i inne atrakcje turystyczne - Bali i Lombok, są tematem kolejnego przewodnika Bezdroży w serii travelbook. Zawiera on tysiące ciekawych i przydatnych informacji, w tym cztery bardzo obszerne, kilkustronicowe w tekście: Owoce tropikalne, Aktywny wypoczynek na - kolejno: Bali, Lomboku i w Yogyakarcie na Jawie oraz Yogyakarta - kultura i sztuka.Ponadto 54 krótkie, włamane w ramkach. 7 map i planów, w tym na wewnętrznych, rozkładanych okładkach całych tych wysp. I około 200 ciekawych kolorowych zdjęć. Jeżeli dodać do tego, że autor od 10 lat mieszka w jawajskiej stolicy kultury i wraz z miejscową żoną z Celebesu prowadzi biuro podróży, to czytelnik ma pewność, że zawarte w tym przewodniku informacje są rzetelne i kompetentne. A to, w przypadku wyjazdów, zwłaszcza organizowanych samodzielnie w egzotyczne rejony świata, ma ogromne znaczenie. Zgodnie z koncepcją tej serii travelbooków, autor wymienia i krótko informuje o najważniejszych atrakcjach obu wysp. Po pięć najciekawszych świątyń i urzekających widoków, po trzy niesamowite przeżycia i atrakcje dla dzieci - chociaż parki ptaków i motyli na pewno są interesujące również dla dorosłych. A także 4 hity okolic Yogyakarty i Komodo, a więc już poza obszarem tytułowych wysp. Bardzo ciekawe, ale i ważne, są rozdziały wstępne: Informacje praktyczne i Informacje krajoznawcze.

W pierwszym z nich czytelnik - turysta znajduje m.in. rady w jakim terminie (pora roku) wybrać się w tamte strony. A także o formalnościach granicznych z nieco skomplikowanym systemem wizowym. Obywatele RP, podobnie jak innych państw Unii Europejskiej, wizy otrzymują bezpłatnie. Ale tylko na 5 lotniskach, na okres do 30 dni.

Przekroczenie tego terminu pociąga za sobą kary za każdy następny dzień, a nie ma możliwości przedłużenia wizy na miejscu. Chyba, że zgłosi się to przy przylocie i zapłaci. Ale tylko na kolejne 30 dni. Bardzo istotne są informacje o ubezpieczeniach zdrowotnych, zabezpieczeniu medycznym oraz, niemałych, kosztach leczenia i lekarstw. Podobnie o dojeździe na te wyspy różnymi liniami lotniczymi, komunikacji lokalnej - z praktycznymi radami jak podróżować najtaniej, noclegach i wyżywieniu na miejscu oraz trudnościach z tym drugim w niektóre dni świąteczne. Równie ważne są Informacje krajoznawcze z Krajoznawczym ABC. M.in. w których bankomatach można podejmować gotówkę posługując się polskimi kartami. O kwestiach bezpieczeństwa, zwłaszcza podróżujących samotnie kobiet.

Z radą, aby dokumenty i cenne przedmioty deponować w hotelowych schowkach w recepcji. O "cenach białego człowieka"  wyższych niż dla tubylców na bazarach i w lokalnych środkach transportu oraz konieczności targowania się. O cle - czego nie wolno wywozić. Ostrzeżenie aby nie posiadać nawet minimalnych ilości narkotyków, gdyż kary za to są drakońskie, do śmierci włącznie. Podobnie przed oszustami i naciągaczami oraz lokalnym łapownictwie. Z obyczajów m.in. o unikaniu używania publicznie lewej ręki, np. przy wręczaniu paszportu, biletu czy pieniędzy, bo uważana jest ona tam za nieczystą. Konieczności odpowiedniego ubioru.

Informacjami gdzie bezpiecznie i korzystnie wymieniać pieniądze. I radzie aby zabierać ze sobą banknoty dolarowe tylko w dobrym stanie, emitowane po 2000 roku. Z uwagą, że kurs ich wymiany zależy też od nominału: im jest on niższy, tym gorszy. Bardzo ciekawe i stosunkowo obszerne są części poświęcone miejscowym obyczajom na Bali i Lomboku oraz tamtejszej kulturze, sztuce i kuchni.

Część podstawowa przewodnika to zwiedzanie Bali, następnie Lomboku. W podziale na części tych wysp, z uwzględnieniem najciekawszych regionów, miast i wsi. Z ich, w przypadku najważniejszych, historią, sugestiami co zwiedzać, opisem zabytków i atrakcji na omawianych trasach. Na końcu zaś informacjami praktycznymi gdzie nocować i jeść. Krótki rozdział poświęcony jest również wycieczkom z Bali do Yogyakarty na Jawie oraz na wyspę Komodo do tamtejszego parku narodowego. Z ich historią, opisem atrakcji, w tym kultury i sztoki oraz sławnych wielkich jaszczurek - waranów.

Jak już wspomniałem, w tekst włamano sporo ciekawych informacji w ramkach. Przykładowo: "Kalendarium historyczne Bali". "Kalendarium historyczne Lomboku". "Kasty" (na Bali). "Hinduizm balijski". "Psy na Lomboku" (dzikie, gryzące się między sobą, ale przeważnie niegroźne dla ludzi). "Bransolety z Kuty" (zmora turystów nachalnie nagabywanych przez bandy młodocianych handlarzy). "Tradycje Sasaków Sade". "Wyspa tysiąca meczetów" (Lombok). "Kuchnia Yogyakarty" i wiele innych.

Na końcu przewodnika znajduje się krótki słowniczek polsko - indonezyjski, indeks, spisy map, planów i informacji w ramkach oraz informacja o autorze. W sumie więc jest to dobry, kompetentnie i ładnie napisany przewodnik wart polecenia nie tylko osobom wybierającym się w tamte strony, ale również interesującym Indonezją.
GLOBTROTER INFO Cezary Rudziński; 2016-07-12

Gruzja. Magiczne Zakaukazie. Wydanie 1

Podróż do źródeł czasu

Poznawanie Gruzji czy Armenii, niewielkich krajów kaukaskich o bogatej historii i jeszcze bogatszej kulturze, przypomina podróż do źródeł czasu. Najstarsze bazyliki gruzińskie powstały bowiem pół tysiąca lat wcześniej niż romańska rotunda Feliska i Adaukta na Wawelu datowana na koniec X wieku. Architektura sakralna Gruzji jest bowiem prostą kontynuacją tradycji bizantyńskiej i syryjskiej. Podobnie często spotykane freski na ścianach wielu zachowanych kościołów są znakomitymi przykładami tradycji Bizancjum. Turysta europejski, polski w szczególności, jest tu mocno poruszony egzotyką kultury, która przyjęła chrześcijaństwo na długie wieki, nim dokonał tego książę Mieszko I. Obiekty w Sio-ni, Anczishctai czy Urbnisi są tego przykładem. Gruzja od dawna cieszy się sympatią Polaków, zaś całkiem od niedawna rozgorzała wielkim afektem do Polski i Polaków, co odczuwa się tu na każdym kroku. Warto tę sympatię pielęgnować, ale i warto z niej skorzystać, by poznać nie tylko materialne dziedzictwo dziejów, ale spróbować poznać mentalność mieszkańców Gruzji, ich prosty styl życia, gościnność, obyczaje. Gruzja obfituje w miejsca, które zaspokoją najbardziej wyszukane oczekiwania. Czy będzie to klimatyczne i stołeczne Tbilisi, czy osławiona Gruzińska Droga Wojenna, górskie monastery, kaukaskie wioski kultywujące stare tradycje, nowoczesne ośrodki czarnomorskie z Batumi jako perłą w koronie, skalne miasto Wardzia czy bezkresne szlaki górskie, dające wędrowcowi najwyższą satysfakcję. Do tego prosta a zarazem wyszukana kuchnia, niezłe wino. Niemało, jak na mały kraj, który oferuje każdemu wielkie wakacje. Uproszczone procedury, ruch bezwizowy, tanie bilety lotnicze, przyjazne ceny na miejscu i zachęcający do wędrówki klimat. Kolejny autorski przewodnik oferujący maksimum informacji, aktualnej i adresowanej do polskiego odbiorcy.
Tygodnik Angora Ł.Azik; 2016-07-10

Armenia. W krainie chaczkarów, wulkanów i moreli. Wydanie 1

W serii wydawniczej Bezdroża Classic ukazały się pierwsze wydania przewodników po Armenii i Gruzji. Osobnych po obu tych krajach, co sugerowałem już dosyć dawno recenzując, wydawany wcześniej w kilku nakładach, przewodnik tej oficyny po trzech krajach Zakaukazia.

Turyście wybierającemu się tylko do jednego z nich wygodniej jest bowiem posługiwać się cieńszym, lżejszym, a częściowo dokładniejszym opisem tego, co warto tam zobaczyć i poznać. Ponieważ jednym z dwu autorów nowych przewodników był również współautor poprzedniego, jest oczywiste, że w przypadku np. informacji o poszczególnych miejscowościach i zabytkach, stanowią one powtórzenia, chociaż częściowo przeredagowane oraz uzupełnione i zaktualizowane. Co nie zmniejsza mojej wysokiej oceny "Armenii" - Gruzji poświęcę następną recenzję, podobnie zresztą jak i poprzedniego przewodnika po Zakaukaziu. W porównaniu z nim, plusami są liczniejsze, w sumie ponad 60, przeważnie bardzo ciekawe informacje monotematyczne włamane w tekst w ramkach, a także rozbudowane sugestie, co szczególnie warto zobaczyć i poznać w tym pięknym kraju. Minusem zaś czarno - białe i to nieliczne zdjęcia, z wyjątkowo 10 kolorowymi, ale nie najlepszej jakości technicznej, w części wstępnej przewodnika. Autorzy piszą w niej, co koniecznie trzeba w Armenii zobaczyć, wymieniając 13 miejscowości i miejsc. I, na ile znam ten kraj, uwzględniają rzeczywiście chyba wszystko zasługujące w nim na szczególną uwagę. Chociaż nie wszyscy turyści będą w stanie, chociażby ze względu na bezpieczeństwo, pojechać do Górskiego Karabachu, czy wspiąć się, co wymaga jednak sporego wysiłku, chociażby na jeden z czterech szczytów najwyższej góry kraju, liczącego 4090 m n.p.m. Aragacu. Bardzo rozsądne, a zarazem realnie zaplanowane w czasie są również propozycje poznawania Armenii jedną z czterech tras. Przy czym tylko na pierwszą sugerują poświęcenie 7 dni, na pozostałe po 2 tygodnie. Jednak już propozycje, co w poszczególnych miejscowościach przede wszystkim trzeba zobaczyć lub przeżyć, są dla mnie, przynajmniej częściowo, dyskusyjne. Tak np. wśród 6 takich sugestii dotyczących Erywania zabrakło bardzo ciekawego Narodowego Muzeum Historycznego i mieszczącej się w tym samym gmachu na placu Republiki Galerii Narodowej. Podobnie jak światowej sławy instytutu - muzeum ormiańskiego piśmiennictwa Matanadaran. Nie wiem jak inni, ale ja, musząc wybierać, zrezygnowałbym na ich rzecz z proponowanego wypicia kawy przy tymże placu Republiki, czy jazdy wypożyczonym rowerem w stołecznym ruchu ulicznym. Bardzo trafne są propozycje dotyczące wycieczek poza Erywań. Ale sześciu wymienionych miejsc: świątyni w Garni, monasteru Chor Wirap, twierdzy Erebuni, "ormiańskiej Częstochowy" - Eczmiadzynu, katedry Zawrtnoc i jaskiń mistrza Lewona nie da się zwiedzić, co sugerują autorzy, jednego dnia, nawet dysponując samochodem i bardzo po łebkach. Mnóstwo ciekawych i potrzebnych informacji zawartych jest w Informacjach praktycznych, Kraju w pigułce i Informacjach krajoznawczych. Główną część przewodnika poświęconą zwiedzaniu kraju autorzy, co jest również sensowne i logiczne, podzielili na 3 części. Armenię środkową, północną i południową oraz osobno Górski Karabach. W każdej z nich najpierw wypunktowują co w niej jest najciekawszego, zasługującego szczególnie na zobaczenie, a następnie "oprowadzają" czytelnika wybranymi trasami z informacjami o tym, co znajduje się na lub przy nich. Są to informacje wystarczające przeciętnemu turyście, pozwalające mu zdecydować na co poświecić więcej, a na co mniej uwagi. W Armenii środkowej w ten sposób zaprezentowany jest Erewań oraz regiony: Aragac, Kotajk, Geghakunin oraz Armawir i Ararat, a w nich poszczególne zabytki, miejsca i atrakcje. Z mapkami, planami klasztorów i świątyń itp. Analogicznie w przypadku pozostałych części kraju już bez podziału na regiony oraz Górskiego Karabachu z uwzględnieniem jego części północnej i południowej. Jak już wspomniałem, treść przewodnika wzbogaca ponad 60 włamanych na poszczególnych stronach obszerniejszych i ciekawych monotematycznych informacji w ramkach. Np.: "Chaczkary - kamienne wizytówki Armenii", "Ormiańskie imiona", "Święty Masztoc i armeński alfabet", "Jaskinie mistrza Lewona", "Azhdahak, siedziba smoka", "Jak powstał Eczmiadzyn", "Pieszo po Wajoc Dzor", "Dywany z Karabachu", "Loty pod ostrzałem" (Międzynarodowy port lotniczy w Stepanakercie), "Powojenne miasto duchów" (Agdam) i wiele innych. Na końcu znajduje się krótki słowniczek polsko-ormiański, Indeks oraz spisy: ramek, map i planów oraz treści. W sumie jest to więc przewodnik, który z przyjemnością mogę polecić zarówno turystom wybierającym się do tego kraju, jak i czytelnikom pragnącym dowiedzieć się sporo o Armenii, jej historii, kulturze, a przede wszystkim o zabytkach, ciekawych miejscach i innych atrakcjach.
kurier365.pl Cezary Rudziński; 2016-07-09

Mój dziennik podróży

Nakładem wydawnictwa Bezdroża ukazała się wyjątkowa publikacja dla dzieci pt. Mój dziennik podróży. To dziecięca księga wspomnień z wyprawy. Najmłodsi podróżnicy mogą tu opisać lub narysować swoje przygody, wkleić mapę, bilety lub pamiątki zebrane po drodze oraz papierowy sejf na skarby. Książeczka jest uniwersalna, można zabrać ją ze sobą zarówno na zimowe i letnie wakacje, jak i kilkudniowy wyjazd za miasto. Sprawdzi się podczas wycieczek po Polsce i w trakcie zagranicznych wojaży.

Tak się złożyło, że i Smyk zaopatrzony w Dziennik Podróży rozpoczął swoje pierwsze szkolne wakacje. Książeczka dotarła do nas prosto do domu, a moment otwierania przesyłki był tak samo ekscytujący co świadomość, iż wkrótce ruszymy całą trójką poleniuchować nad Morzem Czarnym. Nie mogło być inaczej. Nim książeczka została zapakowana obok wielu równie potrzebnych rzeczy do walizki, musiała zostać pokazana Kochanej Babuni.

Babunia jak Babunia, wnuczka ukochała i powiedziała:

„Z takim Dziennikiem Podróży to możesz ruszyć choćby na koniec świata”.

I tak Smyk wraz ze swoim nowym przyjacielem, który miał mu towarzyszyć każdego dnia ruszył na podbój Bułgarii. O nudzie mowy być nie mogło. Plan pobytu zapowiadał się imponująco i mimo ambitnych planów nie udało się systematycznie uzupełniać pamiętnika.

Naszym i Smyka głównym założeniem było kolekcjonowanie wrażeń, tak aby później mieć co wspominać i co uzupełniać w dzienniczku. Kilkakrotnie Smyk urządził sobie pracownie na hotelowym balkonie, ale gwar i odgłosy bawiących się w basenie dzieci działały jak „lep na muchy” i nasz Filo koniec końców zawsze lądował w wodzie.

Mimo niesystematyczności temat dzienniczka przewijał się często. Książeczka jest bowiem świetnym edukatorem i tak naprawdę doskonałym pretekstem do fantastycznych rozmów z dzieciakiem.

Jak wygląda flaga Bułgarii? Jak narysować mapę Słonecznego Brzegu? Czy w moim dzienniczku mogę narysować tą plażę z golasami i dlaczego oni opalali się na golasa? Jak mogę wkleić do dzienniczka trochę piasku?

Pytań było wiele podobnie jak odpowiedzi. A i poszukiwań nie zabrakło. Bo na przykład trzeba było sprawdzić jak w języku bułgarskim brzmią podstawowe słowa i jak się je zapisuje.

Znacznie prościej poszło nam z ulubionymi daniami Smyka. W Bułgarii zajadał się niestety mało regionalną pizza, a omlet omijał szerokim łukiem. Po latach (mamy zamiar zachować ten dzienniczek na długo) sprawdzimy czy smaki i gusty się mu zmienią. Po powrocie dzienniczek został upiększony farbkami i większą gamą kolorów, bo Smykowi zależało by wypiękniał.


I wypiękniał. Przybyło mu wklejonych pamiątek i sekretnych „ściśle tajnych” opowieści, które nadały dziennikowi Smykowy, jakże unikatowy charakter. Pozostaje już tylko wywołać kilka pamiątkowych zdjęć, aby książeczka stała się wspomnieniem bułgarskich wakacji 2016 "🙂"

Z pełną odpowiedzialnością prawie już drugoklasista Smyk poleca książkę.

„I Ty możesz stworzyć swój Dziennik Podróży”.
swiatdlasmyka.com.pl Smyk; 2016-07-07