Spod zamarzniętych powiek (ebook)(audiobook)(audiobook)

Okładka książki Spod zamarzniętych powiek
Okładka książki Spod zamarzniętych powiek

Tył okładki książki Spod zamarzniętych powiek

Wydawnictwo:
Agora
Wydawnictwo:
Agora
Ocena:
5.5/6  Opinie: 2
Druk:
oprawa miękka
2w1 w pakiecie:
     ePub
     Mobi

Książka

44,99 zł

DODAJ DO

eBook

34,99 zł

DODAJ DO lub KUP NA PREZENT KUP 1-KLIKNIĘCIEM

Przenieś na półkę

Do przechowalni

Do przechowalni

Niegasnące pragnienie gór

Na najwyższe szczyty Himalajów i Karakorum docierają tylko najsilniejsi fizycznie i psychicznie. Ci, którzy są w stanie pokonać strach, zimno i własne słabości. Adam Bielecki jest obecnie jednym z najsłynniejszych polskich himalaistów, należy do grona najmocniejszych na świecie. Gdy miał trzynaście lat, z powodu wieku odmówiono mu udziału w kursie skałkowym. Gdy skończył piętnaście, usłyszał od starszego taternika, że kiedyś będzie z niego świetny wspinacz. Jeśli wcześniej się nie zabije. Ta książka to pierwsza pełna opowieść Adama Bieleckiego o jego osobistej drodze z górniczych Tychów na szczyty najwyższych gór świata. To także hołd dla bohaterów i twórców polskiego himalaizmu zimowego, w których szeregu Bielecki ustawił się, zdobywając jako pierwszy człowiek zimą Gaszerbrum I i Broad Peak. W dramatycznych historiach tych wejść Bielecki przede wszystkim opowiada o nieludzkich warunkach zimowej wspinaczki w Himalajach i Karakorum, sztuki uprawianej przez nielicznych na świecie, która stała się naszą narodową specjalnością.

(…) Długi na sześć kilometrów lodowiec sprawił nam więcej kłopotów, niż myśleliśmy. Na wysokości 5700 m n.p.m. zamiast śnieżnego płaskowyżu, który doprowadziłby nas w miejsce, gdzie miał stanąć obóz I, ujrzeliśmy lodowe gruzowisko. Wcześniej słyszałem, że w lecie po tym lodowcu można chodzić bez wiązania się liną. Po tym, co zobaczyliśmy, zrozumieliśmy, że nie ma na to szans.

Stamtąd zawróciliśmy. Może to dobrze, że wówczas nie wiedzieliśmy, ile tak naprawdę przeszliśmy. Wydawało się nam, że większość drogi do obozu I, czyli jedynki. Później się okazało, że byliśmy zaledwie w jednej trzeciej.

To był trzeci dzień wyprawy i pierwszy akcji górskiej. Pierwsze starcie z Gaszerbrumem I i od razu porażka. Do zmroku zostało kilka godzin. Zmęczyły nas ciągłe napięcie i strach. Zagrożenie było wszechobecne, mogło przyjść z góry w postaci lawiny bądź urwanego kawałka jednej z licznych lodowych wież, między którymi lawirowaliśmy. Mogło też przyjść z dołu w postaci zarwanego mostu śnieżnego bądź ukrytej pod śniegiem szczeliny (…)
 

Fragment książki

Zamknij

Wybierz metodę płatności