Recenzje
Na Północ. Szwecja znana i nieznana
Szwecja – kraj pełen tajemnic, zabytków i pięknych krajobrazów, znany przede wszystkim z zimnego klimatu, Wikingów i... moich ukochanych kryminałów! Co jeszcze o niej wiedziałam? Niewiele. Na szczęście Maciej Zborowski pokazał mi zupełnie nową Szwecję!
Ku mojemu zaskoczeniu autor pokazuje nam tę część Skandynawii z zupełnie niekomercyjnej strony. Oczywiście, są tutaj wspomniane najważniejsze zabytki, ale to nie one grają tutaj pierwsze skrzypce...
O czym zatem możemy przeczytać w tej książce? O ludziach, ich mentalności, problemach, zwyczajach, a nawet o kulinarnych upodobaniach naszych sąsiadów zza morza! Jestem przyjemnie zaskoczona, bo książka jest napisana nie tylko lekko i ciekawie, ale przede wszystkim inaczej niż wszystkie, które czytałam do tej pory! Autor pozwala nam poznać klimat Szwecji, zobaczyć nietypowe miejsca i zrozumieć zwyczaje – mówi nawet o zapachu Szwecji, która pachnie lasem i świeżością.
Nie wierzycie mi? To na zachętę dodam, że Szwecja była kiedyś bardzo biednym krajem i (jak to z biedotą bywa), pogrążonym w alkoholizmie! Walczono z tym uzależnieniem na wiele zaskakujących sposobów, a ograniczenia w ilości kupowanych „procentów" istnieją tam do dziś! Moją ulubioną wiadomością z książki jest jednak to, że Szwedzi (zamiast Kevina samego w domu) w wigilię Bożego Narodzenia oglądają... Kaczora Donalda! Prócz tych informacji znajdziemy również wiele innych ciekawostek, które nie tylko pokażą nam Szwecję z nietypowej strony, ale również podsycą ciekawość. Ja sama już planuję podróż promem na drugą stronę Bałtyku!
Na północ – Szwecja znana i nieznana jest pozycją godną polecenia! Książka wypełniona doskonale wykadrowanymi zdjęciami, poczuciem humoru i niecodzienną wiedzą o obcym kraju na pewno zdobędzie wiele spragnionych podróży serc... Polecam każdemu, kto jest ciekawy świata i jego tajemnic!
Ku mojemu zaskoczeniu autor pokazuje nam tę część Skandynawii z zupełnie niekomercyjnej strony. Oczywiście, są tutaj wspomniane najważniejsze zabytki, ale to nie one grają tutaj pierwsze skrzypce...
O czym zatem możemy przeczytać w tej książce? O ludziach, ich mentalności, problemach, zwyczajach, a nawet o kulinarnych upodobaniach naszych sąsiadów zza morza! Jestem przyjemnie zaskoczona, bo książka jest napisana nie tylko lekko i ciekawie, ale przede wszystkim inaczej niż wszystkie, które czytałam do tej pory! Autor pozwala nam poznać klimat Szwecji, zobaczyć nietypowe miejsca i zrozumieć zwyczaje – mówi nawet o zapachu Szwecji, która pachnie lasem i świeżością.
Nie wierzycie mi? To na zachętę dodam, że Szwecja była kiedyś bardzo biednym krajem i (jak to z biedotą bywa), pogrążonym w alkoholizmie! Walczono z tym uzależnieniem na wiele zaskakujących sposobów, a ograniczenia w ilości kupowanych „procentów" istnieją tam do dziś! Moją ulubioną wiadomością z książki jest jednak to, że Szwedzi (zamiast Kevina samego w domu) w wigilię Bożego Narodzenia oglądają... Kaczora Donalda! Prócz tych informacji znajdziemy również wiele innych ciekawostek, które nie tylko pokażą nam Szwecję z nietypowej strony, ale również podsycą ciekawość. Ja sama już planuję podróż promem na drugą stronę Bałtyku!
Na północ – Szwecja znana i nieznana jest pozycją godną polecenia! Książka wypełniona doskonale wykadrowanymi zdjęciami, poczuciem humoru i niecodzienną wiedzą o obcym kraju na pewno zdobędzie wiele spragnionych podróży serc... Polecam każdemu, kto jest ciekawy świata i jego tajemnic!
Sztukater.pl Dama Karo
Dżongło. Niech Będzie, Jak Chce Woda
Kiedy mieszkałam w akademiku, poznałam bardzo sympatyczną Chinkę. Nie znałam jej oryginalnego imienia, mówiliśmy na nią Emilka. Był u nas zwyczaj, że obcokrajowcom nadaje się polskie imiona, żeby było je łatwo wymówić. Pewnego dnia Emilka zapytała mnie i moją koleżankę, co wiemy o Chinach. Wymieniłyśmy krótkie spojrzenia. Trochę wstyd było się przyznać, że wiemy niewiele. W końcu wytłumaczyłyśmy jej to, a ona opowiedziała nam o swojej ojczyźnie. Piłyśmy przy tym prawdziwą chińską herbatę z kwiatów. Tych wspomnień nikt mi nie odbierze. Ze względu na nie zdecydowałam się na lekturę książki Adama W. Chałupskiego.
To relacja z kilkuletniej podróży po Azji architekta, który porzucił pracę i postanowił udać się do Tybetu. Zrealizowanie marzenia okazuje się jednak trudniejsze niż można było się tego spodziewać. Wybuchają tam bowiem zamieszki, co uniemożliwia podróżowanie. Mężczyzna jednak nie zniechęca się i przemierza Azję na rowerze. Tubylcy okazują mu wiele życzliwości, przyjmowali go serdecznie i dzielili się z nim tym, co mieli. To było bardzo szlachetne z ich strony, w końcu to nie byli bogaci ludzie. W pewnym momencie architekt zauważa obecność tytułowego Dżongła. Jesteście ciekawi co to takiego? Otóż Dżongło to taki twór, o którym musicie sami przeczytać w tej książce, bo ja wam tego nie zdradzę. To trzeba przeżyć na własnej skórze.
Podziwiam tego byłego architekta za odwagę. Ja nie wyruszyłabym w nieznane na rowerze. Jestem jednak w miarę wygodnickim stworzeniem i nie wyobrażam sobie targania ze sobą swojego środka transportu po górach. Jeszcze dodatkowo musiałabym się martwić o nocleg. Nie jestem na tyle odważna, by wyruszyć w taką podróż. Miło jest poczytać czyjeś wrażenia z takiej wyprawy, ale mnie jest dobrze w domu.
Muszę przyznać, że przez pierwszą połowę książki nie mogłam wczuć się w jej klimat. Niewiele się działo i momentami nudziłam się. Na szczęście w drugiej połowie akcja ruszyła, sporo się działo i nawet nie zorientowałam się, kiedy dotarłam do ostatniej strony. Relacja z tej wyprawy jest, przynajmniej w moim odczuciu, dość trudna w odbiorze, co nie znaczy, że jest zła. To kopalnia wiedzy na temat azjatyckiej kultury widzianej oczami obcokrajowca. Chałupski wspomina chociażby o tym, że w Japonii jest choroba zwana karoshi. Dotyka ona pracoholików i kończy się przeważnie śmiercią pracownika, który nie ma czasu na odpoczynek. Dla Japończyków posiadanie w rodzinie kogoś, kto w taki sposób zakończył swoje życie, jest powodem do dumy. U nas byłoby tylko powodem do żartów typu: "ZUS się ucieszy, bo nie dożył emerytury".
Całość książki uzupełniają zdjęcia. Niestety, nie wszystkie były dobrej jakości. Niektóre były trochę zamazane, co nieco może burzyć wrażenie estetyczne. Niemniej jednak są one niezwykłą kroniką z podróży. Aż chciałoby się tam pojechać.
Myślę, że po tę książkę spokojnie mogą sięgnąć wszyscy pasjonaci podróży oraz wielbiciele azjatyckich klimatów. Takim czytelnikom ta historia na pewno przypadnie do gustu. Radzę jednak przygotować się na dość trudną wyprawę w nieznane, która dopiero po pewnym czasie ruszy z kopyta. Jesteście gotowi na taką podróż? Bierzcie zatem książki w dłoń i dajcie się porwać Adamowi W. Chałupskiemu. Mam nadzieję, że ta wycieczka wam się spodoba i na długo pozostanie w waszej pamięci.
To relacja z kilkuletniej podróży po Azji architekta, który porzucił pracę i postanowił udać się do Tybetu. Zrealizowanie marzenia okazuje się jednak trudniejsze niż można było się tego spodziewać. Wybuchają tam bowiem zamieszki, co uniemożliwia podróżowanie. Mężczyzna jednak nie zniechęca się i przemierza Azję na rowerze. Tubylcy okazują mu wiele życzliwości, przyjmowali go serdecznie i dzielili się z nim tym, co mieli. To było bardzo szlachetne z ich strony, w końcu to nie byli bogaci ludzie. W pewnym momencie architekt zauważa obecność tytułowego Dżongła. Jesteście ciekawi co to takiego? Otóż Dżongło to taki twór, o którym musicie sami przeczytać w tej książce, bo ja wam tego nie zdradzę. To trzeba przeżyć na własnej skórze.
Podziwiam tego byłego architekta za odwagę. Ja nie wyruszyłabym w nieznane na rowerze. Jestem jednak w miarę wygodnickim stworzeniem i nie wyobrażam sobie targania ze sobą swojego środka transportu po górach. Jeszcze dodatkowo musiałabym się martwić o nocleg. Nie jestem na tyle odważna, by wyruszyć w taką podróż. Miło jest poczytać czyjeś wrażenia z takiej wyprawy, ale mnie jest dobrze w domu.
Muszę przyznać, że przez pierwszą połowę książki nie mogłam wczuć się w jej klimat. Niewiele się działo i momentami nudziłam się. Na szczęście w drugiej połowie akcja ruszyła, sporo się działo i nawet nie zorientowałam się, kiedy dotarłam do ostatniej strony. Relacja z tej wyprawy jest, przynajmniej w moim odczuciu, dość trudna w odbiorze, co nie znaczy, że jest zła. To kopalnia wiedzy na temat azjatyckiej kultury widzianej oczami obcokrajowca. Chałupski wspomina chociażby o tym, że w Japonii jest choroba zwana karoshi. Dotyka ona pracoholików i kończy się przeważnie śmiercią pracownika, który nie ma czasu na odpoczynek. Dla Japończyków posiadanie w rodzinie kogoś, kto w taki sposób zakończył swoje życie, jest powodem do dumy. U nas byłoby tylko powodem do żartów typu: "ZUS się ucieszy, bo nie dożył emerytury".
Całość książki uzupełniają zdjęcia. Niestety, nie wszystkie były dobrej jakości. Niektóre były trochę zamazane, co nieco może burzyć wrażenie estetyczne. Niemniej jednak są one niezwykłą kroniką z podróży. Aż chciałoby się tam pojechać.
Myślę, że po tę książkę spokojnie mogą sięgnąć wszyscy pasjonaci podróży oraz wielbiciele azjatyckich klimatów. Takim czytelnikom ta historia na pewno przypadnie do gustu. Radzę jednak przygotować się na dość trudną wyprawę w nieznane, która dopiero po pewnym czasie ruszy z kopyta. Jesteście gotowi na taką podróż? Bierzcie zatem książki w dłoń i dajcie się porwać Adamowi W. Chałupskiemu. Mam nadzieję, że ta wycieczka wam się spodoba i na długo pozostanie w waszej pamięci.
Sztukater.pl Pani M.
Dżongło. Niech Będzie, Jak Chce Woda
Rowerem w poszukiwaniu siebie
Chałupski to architekt, który wyrusza w podróż do nieznanej Azji, na początku chce zwiedzić Tybet. Ale nic z tego -jak sie okazuje przeszkadza w tym Dżongło... Choć wydaje się, że to tylko polityka. Książka ta jest w gruncie rzeczy satyrą na współczesne społeczeństwo, w której Chiny są jedynie tłem dla przekazania głębszych refleksji. A o samych Chinach też można się sporo dowiedzieć. Zwłaszcza o Chińczykach. No i niewątpliwie autor, który jest też bohaterem opowieści, mógł się sporo dowiedzieć o sobie.
Chałupski to architekt, który wyrusza w podróż do nieznanej Azji, na początku chce zwiedzić Tybet. Ale nic z tego -jak sie okazuje przeszkadza w tym Dżongło... Choć wydaje się, że to tylko polityka. Książka ta jest w gruncie rzeczy satyrą na współczesne społeczeństwo, w której Chiny są jedynie tłem dla przekazania głębszych refleksji. A o samych Chinach też można się sporo dowiedzieć. Zwłaszcza o Chińczykach. No i niewątpliwie autor, który jest też bohaterem opowieści, mógł się sporo dowiedzieć o sobie.
Gazeta Współczesna ajs
Wataha w podróży. Himalaje na czterech łapach
To książka krzepiąca, zachęcająca do aktywności, ucząca odpowiedzialności i miłości, a nade wszystko łamiąca stereotypowe myślenie jakoby wzięcie pod opiekę psa dezorganizowało życie i zmuszało do rezygnacji z marzeń. Co to, to nie! Pies może być naszym kompanem w każdym aspekcie życia, jeśli tylko mu na to pozwolimy.
Agata Włodarczyk i Przemek Bucharowski – autorzy bloga 3wilki.pl – pakują plecaki i ruszają w dwumiesięczną podróż szlakami Himalajów. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt, że towarzyszy im Diuna – wilczak czechosłowacki, który staje się pełnoprawnym uczestnikiem wyprawy. Razem stanowią drużynę, która pod ostrzałem ciekawskich spojrzeń mieszkańców Indii przemierza kolejne kilometry. Wspólnie cieszą się wyzwalającą podróżą, dbają o jej komfort i uczą siebie nawzajem.
Jak przystało na książkę będącą refleksją z podróży „Wataha” obfituje w ciekawostki zebrane ze szlaku, zdjęcia je okraszające oraz impresje autorów o Indiach, ich mieszkańcach, zwyczajach oraz inspirującej przyrodzie. To nie Himalaje są jednak faktycznym bohaterem książki. Jest nim pies dzielnie dotrzymujący kroku swoim właścicielom – Diuna. To ona w chwilach największego zwątpienia dodaje otuchy Agacie i Przemkowi, motywuje do pokonywania zmęczenia i trudności pojawiających się w trakcie podróży. I wbrew obiegowej opinii nie stanowi balastu, ale cudowny motywator.
To książka wyjątkowa, bo ukazująca superlatywy, jakie płyną z podróżowania z psem. To książka potrzebna, bo ucząca odpowiedzialności za to, co się oswoiło. I pojawiła się w najlepszym możliwym momencie, gdy w ludziach zaczynają budzić się postawy prozwierzęce, a okres wakacyjny sprzyja podróżowaniu. Tym razem niech to będą nasze wspólne wakacje – spędzone z psem.
Agata Włodarczyk i Przemek Bucharowski – autorzy bloga 3wilki.pl – pakują plecaki i ruszają w dwumiesięczną podróż szlakami Himalajów. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt, że towarzyszy im Diuna – wilczak czechosłowacki, który staje się pełnoprawnym uczestnikiem wyprawy. Razem stanowią drużynę, która pod ostrzałem ciekawskich spojrzeń mieszkańców Indii przemierza kolejne kilometry. Wspólnie cieszą się wyzwalającą podróżą, dbają o jej komfort i uczą siebie nawzajem.
Jak przystało na książkę będącą refleksją z podróży „Wataha” obfituje w ciekawostki zebrane ze szlaku, zdjęcia je okraszające oraz impresje autorów o Indiach, ich mieszkańcach, zwyczajach oraz inspirującej przyrodzie. To nie Himalaje są jednak faktycznym bohaterem książki. Jest nim pies dzielnie dotrzymujący kroku swoim właścicielom – Diuna. To ona w chwilach największego zwątpienia dodaje otuchy Agacie i Przemkowi, motywuje do pokonywania zmęczenia i trudności pojawiających się w trakcie podróży. I wbrew obiegowej opinii nie stanowi balastu, ale cudowny motywator.
To książka wyjątkowa, bo ukazująca superlatywy, jakie płyną z podróżowania z psem. To książka potrzebna, bo ucząca odpowiedzialności za to, co się oswoiło. I pojawiła się w najlepszym możliwym momencie, gdy w ludziach zaczynają budzić się postawy prozwierzęce, a okres wakacyjny sprzyja podróżowaniu. Tym razem niech to będą nasze wspólne wakacje – spędzone z psem.
Dominika Makowska
Wbiec na szczyt
Bieganie – z pozoru prosta czynność, ale gdy człowiek zechce się rozwijać w tej aktywności, powiększać przebiegnięty kilometraż, polepszać wyniki musi sięgać po pomoc doświadczonych trenerów.
Nie zawsze trzeba od razu wydawać majątek na sesje treningu personalnego, czasem szczegółowe informacje zaczerpnąć można z książek. Tych o bieganiu na polskim rynku pojawiło się ostatnio bardzo dużo, wśród nich na uwagę zasługuje „Wbiec na szczyt” Arthur’a Lyriard’a napisana we współpracy z Gareth’em Gilmour’em.
Arthur Lyriad był nowozelandzkim trenerem lekkoatletyki, po dziś dzień uznawanym za jednego z najlepszych szkoleniowców dla biegaczy na średnim i długim dystansie. Trenował m.in. mistrzów olimpijskich w biegach na 800 i 1500 metrów, współpracował również z reprezentacjami innych krajów np. Danii, Meksyku, czy Finlandii.
„Wbiec na szczyt” to książka dla każdego biegacza. Od osoby zupełnie początkującej po zaawansowaną, od amatora po zawodowca.
Czytelnicy, niezależnie od poziomu swojego biegowego doświadczenia znajdą w niej wiele cennych rad, popartych ciekawymi przykładami z życia treningowego prawdziwych biegaczy. Dowiedzą się m.in. co robić, by zacząć biegać, jakie jest według Lyriad’a dwadzieścia jeden czynników determinujących osiągnięcie u sportowca sukcesu w swojej dziedzinie, jak powinna wyglądać właściwa technika biegu i jakie są ćwiczenia, które ułatwić mają zadbanie o nią.
Autor opisuje również najpopularniejsze kontuzje wśród biegaczy i ćwiczenia, które mają im przeciwdziałać. Przedstawia znane / nieznane prawdy i mity dotyczące tego sportu i sporo rad odnośnie odżywiania.
W „Wbiec na szczyt” osoba na każdym etapie swojej przygody z bieganiem będzie mogła odnaleźć swój plan treningowy – Lyriad umieszcza ich tu, bowiem kilka, jak i korzystając z przedstawionych przez niego informacji móc sobie taki plan stworzyć samemu. A świadomość, że sportowcy na całym świecie korzystają z jego programów po dziś dzień tylko utwierdza w przekonaniu, że taki plan treningowy będzie dobry.
Z jednej strony można powiedzieć, że jest to książka techniczna, bo dużo jest w niej takich informacji odnośnie biegania. Wszystko przedstawione jest jednak prostym językiem, z dokładnym wytłumaczeniem, co, jak i po co. Z drugiej zaś strony czyta ją się z zaciekawieniem, które powoduje wiele wziętych ze sportowego życia historii, wiele przykładów problemów, z jakimi borykali się różni biegacze i tego, w jaki sposób Lyriad im pomógł.
Ogromne doświadczenie w trenerskiej pracy widać na każdej stronnicy książki. Szczególnie podoba mi się jego zdroworozsądkowe podejście np. do tego, by pomimo założonego planu nie zmuszać się do treningu, gdy czujemy bunt organizmu, a np. zrobić trening luźniejszy, lub postawić tego dnia na innego rodzaju aktywność.
Jeżeli potrzebujesz nieco więcej wiedzy o technice biegu, szukasz informacji o tym, jak biegać dłużej, dalej, szybciej tak książka jest zdecydowanie dla Ciebie
Nie zawsze trzeba od razu wydawać majątek na sesje treningu personalnego, czasem szczegółowe informacje zaczerpnąć można z książek. Tych o bieganiu na polskim rynku pojawiło się ostatnio bardzo dużo, wśród nich na uwagę zasługuje „Wbiec na szczyt” Arthur’a Lyriard’a napisana we współpracy z Gareth’em Gilmour’em.
Arthur Lyriad był nowozelandzkim trenerem lekkoatletyki, po dziś dzień uznawanym za jednego z najlepszych szkoleniowców dla biegaczy na średnim i długim dystansie. Trenował m.in. mistrzów olimpijskich w biegach na 800 i 1500 metrów, współpracował również z reprezentacjami innych krajów np. Danii, Meksyku, czy Finlandii.
„Wbiec na szczyt” to książka dla każdego biegacza. Od osoby zupełnie początkującej po zaawansowaną, od amatora po zawodowca.
Czytelnicy, niezależnie od poziomu swojego biegowego doświadczenia znajdą w niej wiele cennych rad, popartych ciekawymi przykładami z życia treningowego prawdziwych biegaczy. Dowiedzą się m.in. co robić, by zacząć biegać, jakie jest według Lyriad’a dwadzieścia jeden czynników determinujących osiągnięcie u sportowca sukcesu w swojej dziedzinie, jak powinna wyglądać właściwa technika biegu i jakie są ćwiczenia, które ułatwić mają zadbanie o nią.
Autor opisuje również najpopularniejsze kontuzje wśród biegaczy i ćwiczenia, które mają im przeciwdziałać. Przedstawia znane / nieznane prawdy i mity dotyczące tego sportu i sporo rad odnośnie odżywiania.
W „Wbiec na szczyt” osoba na każdym etapie swojej przygody z bieganiem będzie mogła odnaleźć swój plan treningowy – Lyriad umieszcza ich tu, bowiem kilka, jak i korzystając z przedstawionych przez niego informacji móc sobie taki plan stworzyć samemu. A świadomość, że sportowcy na całym świecie korzystają z jego programów po dziś dzień tylko utwierdza w przekonaniu, że taki plan treningowy będzie dobry.
Z jednej strony można powiedzieć, że jest to książka techniczna, bo dużo jest w niej takich informacji odnośnie biegania. Wszystko przedstawione jest jednak prostym językiem, z dokładnym wytłumaczeniem, co, jak i po co. Z drugiej zaś strony czyta ją się z zaciekawieniem, które powoduje wiele wziętych ze sportowego życia historii, wiele przykładów problemów, z jakimi borykali się różni biegacze i tego, w jaki sposób Lyriad im pomógł.
Ogromne doświadczenie w trenerskiej pracy widać na każdej stronnicy książki. Szczególnie podoba mi się jego zdroworozsądkowe podejście np. do tego, by pomimo założonego planu nie zmuszać się do treningu, gdy czujemy bunt organizmu, a np. zrobić trening luźniejszy, lub postawić tego dnia na innego rodzaju aktywność.
Jeżeli potrzebujesz nieco więcej wiedzy o technice biegu, szukasz informacji o tym, jak biegać dłużej, dalej, szybciej tak książka jest zdecydowanie dla Ciebie
dlaLejdis.pl Anna Pytel
