Recenzje
Madera. Travelbook. Wydanie 1
Czarter do Funchal
Kolejny autorski i polski przewodnik po Maderze. Dla polskiego turysty nazwa docelowego portu lotniczego Funchal od dawna nie brzmi obco. Wyspa kwiatów, jak trafnie nazywa się Maderę, od lat jest już w ofercie polskich biur podróży. Jest jedną z tych destynacji, które gwarantują nie tylko beztroski relaks na atlantyckiej plaży, ale także głęboki kontakt z przyrodą i egzotyczną kulturą. Archipelag (trzy grupy wysp) Maderski leży na Atlantyku niemal tysiąc kilometrów od Portugalii. Zamieszkuje go niecałe 300 tysięcy mieszkańców. Choć jest archipelagiem typowo wulkanicznym, wyrzeźbił go ocean. Strome urwiska są tego najlepszym dowodem. Jednocześnie wulkaniczne żyzne gleby umożliwiły już setki lat temu efektywne uprawy, co też widać do dziś. Dzięki klimatowi atrakcją są prastare lasy wawrzynowe wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO. Inne cuda natury obejrzeć można w tutejszych ogrodach botanicznych. Uprawy bananów, winorośli, aloesu to na wyspach obrazek zwyczajny. Funchal to stolica archipelagu, miasto parków i ogrodów, pisze autorka, pełne życia i nowoczesne, a jednocześnie pełne historii i tradycji. Trzeba wstąpić do starej katedry, przespacerować się promenadą wzdłuż oceanu, nacieszyć oczy pięknymi widokami na zatokę Santa Catarina, skusić się na lampkę maderskiego wina, odpocząć w ogrodach Ouinta das Cruzes. Nie tylko stołeczne atrakcje warte są czasu i uwagi... Jak przystało na miejsce turystyczne, Madera kusi przybyszów licznymi festiwalami, pełnymi radości i zabawy. Od karnawału przez Festa da Flor (Święto Kwiatów) do czerwcowego Festiwalu Atlantyckiego z gigantycznymi pokazami sztucznych ogni. W każdą sobotę czerwca odbywają się konkursy na najlepsze efekty specjalne, śpiewają gwiazdy fado, leje się madera... lokalne wino, które ma święto we wrześniu, gdy rozpoczyna się winobranie. To Festa do Vinho da Madera - huczne święto z tańcami i muzyką do białego rana.
Kolejny autorski i polski przewodnik po Maderze. Dla polskiego turysty nazwa docelowego portu lotniczego Funchal od dawna nie brzmi obco. Wyspa kwiatów, jak trafnie nazywa się Maderę, od lat jest już w ofercie polskich biur podróży. Jest jedną z tych destynacji, które gwarantują nie tylko beztroski relaks na atlantyckiej plaży, ale także głęboki kontakt z przyrodą i egzotyczną kulturą. Archipelag (trzy grupy wysp) Maderski leży na Atlantyku niemal tysiąc kilometrów od Portugalii. Zamieszkuje go niecałe 300 tysięcy mieszkańców. Choć jest archipelagiem typowo wulkanicznym, wyrzeźbił go ocean. Strome urwiska są tego najlepszym dowodem. Jednocześnie wulkaniczne żyzne gleby umożliwiły już setki lat temu efektywne uprawy, co też widać do dziś. Dzięki klimatowi atrakcją są prastare lasy wawrzynowe wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO. Inne cuda natury obejrzeć można w tutejszych ogrodach botanicznych. Uprawy bananów, winorośli, aloesu to na wyspach obrazek zwyczajny. Funchal to stolica archipelagu, miasto parków i ogrodów, pisze autorka, pełne życia i nowoczesne, a jednocześnie pełne historii i tradycji. Trzeba wstąpić do starej katedry, przespacerować się promenadą wzdłuż oceanu, nacieszyć oczy pięknymi widokami na zatokę Santa Catarina, skusić się na lampkę maderskiego wina, odpocząć w ogrodach Ouinta das Cruzes. Nie tylko stołeczne atrakcje warte są czasu i uwagi... Jak przystało na miejsce turystyczne, Madera kusi przybyszów licznymi festiwalami, pełnymi radości i zabawy. Od karnawału przez Festa da Flor (Święto Kwiatów) do czerwcowego Festiwalu Atlantyckiego z gigantycznymi pokazami sztucznych ogni. W każdą sobotę czerwca odbywają się konkursy na najlepsze efekty specjalne, śpiewają gwiazdy fado, leje się madera... lokalne wino, które ma święto we wrześniu, gdy rozpoczyna się winobranie. To Festa do Vinho da Madera - huczne święto z tańcami i muzyką do białego rana.
Tygodnik Angora Ł. Azik
Pobij swój rekord. Skuteczne treningi od 5 km do maratonu dla ambitnych biegaczy
Bieganie to od jakiegoś czasu jeden z najpopularniejszych i najmodniejszych sportów w Polsce. Coraz więcej amatorów prócz biegania dla przyjemności, startuje w biegowych zawodach.
Uliczne biegi na 5km, 10km, półmaratony i maratony, biegi przełajowe wyrastają jak grzyby po deszczu. Od wiosny do jesieni w zawodach można brać udział niemal, co weekend, w dowolnym miejscu w kraju.
Dla wielu osób start w biegach zorganizowanych to sposób na sprawdzenie siebie, dla innych kolejny cel do odhaczenia, jeszcze inni chcą pobijać swoje rekordy i przekraczać swoje bariery.
W lepszym, mądrzejszym trenowaniu i przygotowywaniu się do biegowych zawodów pomoże niewątpliwie książka pt. „Pobij swój rekord” Pete’a Pfitzinger’a i Scott’a Douglas’a.
Pete doskonale wie, o czym pisze. Jest fizjologiem, trenerem, autorem felietonów do czasopisma „Running Times”, dwa razy należał do amerykańskiej olimpijskiej drużyny maratończyków. Z kolei Scott jest autorem wielu tekstów o tematyce sportowej i zapalonym biegaczem.
W swojej książce zawarli kompletne, dobrze rozpisane i co najważniejsze wytłumaczone plany treningowe do startów na dystansach od 5km do maratonu.
Czy początkujący, czy bardziej doświadczony biegacz, każdy znajdzie tu coś dla siebie. Od informacji o rodzaju tempa w biegu szybkościowym, po wytłumaczenie, po co wykonuje się tzw. „długie wybiegania” i dlaczego „ciężej nie znaczy lepiej”.
W naprawdę prosty (szczególnie dla laików) sposób wyjaśniają m.in. jak kontrolować trening za pomocą pulsometru, czy podwyższać swój pułap tlenowy VO2 max. Przedstawiają kluczowe informacje na temat objawów przetrenowania, odwodnienia, dają sposoby na zapobieganie kontuzjom. Wspominają o treningach uzupełniających, istocie masażu, rozdział poświęcając również fizjologii biegania kobiet. Jak się rozgrzewać? Jak chłodzić organizm? Jak regenerować po długotrwałym wysiłku biegowym? Na te i inne pytania każdy czytelnik znajdzie odpowiedź.
Plany treningowe skonstruowane przez Pete’a i Scott’a są tak, by jak najefektywniej wykorzystać czas podczas treningu. Wraz z planem biegacz dostaje pełny pakiet informacji od taktyki, jaką powinien stosować podczas określonych zawodów do tego, jak wybrać optymalne tempo w ich trakcie. Jest on dosłownie prowadzony za rękę do osiągnięcia swojego upragnionego celu.
Jak sami autorzy dodają „Pobij swój rekord” jest pozycją dla wszystkich tych, którzy chcą biegać bardziej efektywnie, „mądrzej” trenować, bez poświęcania na to mnóstwa czasu. W pełni się z tym zgadzam i uważam, że ta pozycja śmiało może znaleźć się w każdej biblioteczce biegacza.
Uliczne biegi na 5km, 10km, półmaratony i maratony, biegi przełajowe wyrastają jak grzyby po deszczu. Od wiosny do jesieni w zawodach można brać udział niemal, co weekend, w dowolnym miejscu w kraju.
Dla wielu osób start w biegach zorganizowanych to sposób na sprawdzenie siebie, dla innych kolejny cel do odhaczenia, jeszcze inni chcą pobijać swoje rekordy i przekraczać swoje bariery.
W lepszym, mądrzejszym trenowaniu i przygotowywaniu się do biegowych zawodów pomoże niewątpliwie książka pt. „Pobij swój rekord” Pete’a Pfitzinger’a i Scott’a Douglas’a.
Pete doskonale wie, o czym pisze. Jest fizjologiem, trenerem, autorem felietonów do czasopisma „Running Times”, dwa razy należał do amerykańskiej olimpijskiej drużyny maratończyków. Z kolei Scott jest autorem wielu tekstów o tematyce sportowej i zapalonym biegaczem.
W swojej książce zawarli kompletne, dobrze rozpisane i co najważniejsze wytłumaczone plany treningowe do startów na dystansach od 5km do maratonu.
Czy początkujący, czy bardziej doświadczony biegacz, każdy znajdzie tu coś dla siebie. Od informacji o rodzaju tempa w biegu szybkościowym, po wytłumaczenie, po co wykonuje się tzw. „długie wybiegania” i dlaczego „ciężej nie znaczy lepiej”.
W naprawdę prosty (szczególnie dla laików) sposób wyjaśniają m.in. jak kontrolować trening za pomocą pulsometru, czy podwyższać swój pułap tlenowy VO2 max. Przedstawiają kluczowe informacje na temat objawów przetrenowania, odwodnienia, dają sposoby na zapobieganie kontuzjom. Wspominają o treningach uzupełniających, istocie masażu, rozdział poświęcając również fizjologii biegania kobiet. Jak się rozgrzewać? Jak chłodzić organizm? Jak regenerować po długotrwałym wysiłku biegowym? Na te i inne pytania każdy czytelnik znajdzie odpowiedź.
Plany treningowe skonstruowane przez Pete’a i Scott’a są tak, by jak najefektywniej wykorzystać czas podczas treningu. Wraz z planem biegacz dostaje pełny pakiet informacji od taktyki, jaką powinien stosować podczas określonych zawodów do tego, jak wybrać optymalne tempo w ich trakcie. Jest on dosłownie prowadzony za rękę do osiągnięcia swojego upragnionego celu.
Jak sami autorzy dodają „Pobij swój rekord” jest pozycją dla wszystkich tych, którzy chcą biegać bardziej efektywnie, „mądrzej” trenować, bez poświęcania na to mnóstwa czasu. W pełni się z tym zgadzam i uważam, że ta pozycja śmiało może znaleźć się w każdej biblioteczce biegacza.
dlaLejdis.pl Anna Pytel
Pekin. Udane Wakacje. Wydanie 1
Pod wieżą Bębnów
Kto znał stolicę Chin przed 2008 rokiem, a ujrzy ją dziś, nie uwierzy oczom. Dzięki igrzyskom olimpijskim miasto zmieniło swoje oblicze i zmieniło styl. Z monumentalnego molocha przeistoczyło się w dynamiczne i nowoczesne centrum Państwa Środka. Olimpijskie inwestycje wymusiły zmiany w najbardziej malowniczych, choć zapyziałych częściach Pekinu. Zniknęły tak charakterystyczne dla wielkiego miasta hutongi, zaś ich miejsce zajęły hipernowoczesne osiedla, poszerzono ulice, które i tak pozostały niemiłosiernie zatłoczone. Po Shen Zhen i Szanghaju Pekin jest trzecim chińskim megalopolis, które prześcignęło współczesność. Na pewno w kwestii urbanistyki i architektury.
Z roku na rok rośnie liczba turystów odwiedzających Chiny. Komunistyczny kapitalizm, jaki praktykuje się w kraju, umożliwia milionom przedsiębiorczych Chińczyków bogacenie się, a co za tym idzie - rośnie bogactwo państwa. Także dzięki niskim płacom i zerowej opiece socjalnej. Niemniej to kraj, który Europejczyków fascynuje i zmusza do kolejnych odwiedzin.
Pośród tysięcy zabytków wartych obejrzenia w Pekinie wieża Bębnów wyróżnia się z kilku powodów. Niegdyś (wzniesiono ją w 1272 roku) wyznaczała granice miasta, zaś bicie w dzwony oznaczało czas zamykania bram. W XV wieku gruntownie ją przebudowano i dziś tworzy znakomite miejsce do oglądania z góry okolicznych dzielnic starego Pekinu. U jej podnóża siedem razy dziennie odbywają się pokazy gry na starych chińskich bębnach. Nieopodal wznosi się 33-metrowa wieża Dzwonów, z której rozciąga się widok na wieżę Bębnów. W wieży mieści się 63-tonowy, gigantyczny dzwon. Łatwo tu dojechać metrem, po okolicy przejechać się rikszą, a po zwiedzaniu posilić się w jednym z niezliczonych barów. Mimo skromnej objętości przewodnik bogato ilustrowany i wzbogacony w plany dzielnic i mapy miasta.
Kto znał stolicę Chin przed 2008 rokiem, a ujrzy ją dziś, nie uwierzy oczom. Dzięki igrzyskom olimpijskim miasto zmieniło swoje oblicze i zmieniło styl. Z monumentalnego molocha przeistoczyło się w dynamiczne i nowoczesne centrum Państwa Środka. Olimpijskie inwestycje wymusiły zmiany w najbardziej malowniczych, choć zapyziałych częściach Pekinu. Zniknęły tak charakterystyczne dla wielkiego miasta hutongi, zaś ich miejsce zajęły hipernowoczesne osiedla, poszerzono ulice, które i tak pozostały niemiłosiernie zatłoczone. Po Shen Zhen i Szanghaju Pekin jest trzecim chińskim megalopolis, które prześcignęło współczesność. Na pewno w kwestii urbanistyki i architektury.
Z roku na rok rośnie liczba turystów odwiedzających Chiny. Komunistyczny kapitalizm, jaki praktykuje się w kraju, umożliwia milionom przedsiębiorczych Chińczyków bogacenie się, a co za tym idzie - rośnie bogactwo państwa. Także dzięki niskim płacom i zerowej opiece socjalnej. Niemniej to kraj, który Europejczyków fascynuje i zmusza do kolejnych odwiedzin.
Pośród tysięcy zabytków wartych obejrzenia w Pekinie wieża Bębnów wyróżnia się z kilku powodów. Niegdyś (wzniesiono ją w 1272 roku) wyznaczała granice miasta, zaś bicie w dzwony oznaczało czas zamykania bram. W XV wieku gruntownie ją przebudowano i dziś tworzy znakomite miejsce do oglądania z góry okolicznych dzielnic starego Pekinu. U jej podnóża siedem razy dziennie odbywają się pokazy gry na starych chińskich bębnach. Nieopodal wznosi się 33-metrowa wieża Dzwonów, z której rozciąga się widok na wieżę Bębnów. W wieży mieści się 63-tonowy, gigantyczny dzwon. Łatwo tu dojechać metrem, po okolicy przejechać się rikszą, a po zwiedzaniu posilić się w jednym z niezliczonych barów. Mimo skromnej objętości przewodnik bogato ilustrowany i wzbogacony w plany dzielnic i mapy miasta.
Tygodnik Angora Ł. AZIK, 33/2015
Na Północ. Szwecja znana i nieznana
Pokazana w kilkudziesięciu krótkich rozdziałach Szwecja, jakiej wielu z Polaków w ogóle nie zna. Na próżno szukać tu widoków ze Sztokholmu, katedry w Uppsali czy zorzy polarnej. Wszystko zaczyna się od sylwetki Zlatana Ibrahimowica, a kończy na czerwieni faluńskiej.
W środku podzielone na kilka części, często zabawne i wcale nie dające odpowiedzi na wszystkie pytania opowiadania, na przykład o Turning Torso czyli o najwyższym budynku w Szwecji, o lodowym hotelu w Jukkasjärvi, o największym centrum handlowym pod Göteborgiem, szwedzkich śladach w polskiej Gdyni, lesie trolli na Olandii i tajemniczym Visby na Gotlandii i ciągle egzotycznych Wyspach Alandzkich. Znajdziemy tu teksty o historii biegu Wazy i o jedynej na świecie słonecznej lidze, czy poszukiwaniu i informowaniu o najbardziej nasłonecznionych szwedzkich miejscach,
Bardzo ważny jest rozdział o jedzeniu. Kto był, ten wie. Szwedzka kuchnia jest bardzo specyficzna, trudno się do jej smaków przekonać, natomiast Szwedzi są wzorem do naśladowania, jeśli chodzi o pielęgnowanie tradycji i zachowywanie dawnych receptur. Autor szuka odpowiedzi na dręczące każdego turystę pytania" skąd wziął się kiszony śledź, czyli surströmming, dlaczego w czwartki je się grochówkę i naleśniki i czy rzeczywiście Szwedzi sĄ największymi kawoszami na świecie?
Zaskoczenie spotyka nas przy lekturze rozdziału kultura, bo nie ma tu ani malarstwa ani filharmonii ani zabytków. Dowiadujemy się za to co nieco o gwiazdach rockowej muzyki, o fenomenie konkursu Eurowizji a także o szwedzkich symbolach.
Świetna książka. Do czytania przed ale też na pewno po wizycie u naszego północnego sąsiada. Autor, skandynawista, językoznawca, doskonale wyczuwa, co dla przybysza z południa jest niezrozumiałe, zagadkowe i na co nawet sami Szwedzi nie mają zwykle gotowej odpowiedzi. Na przykład skąd się wziął szwedzki stół, który w Szwecji nazywa się smörgåsbord, czyli stół kanapkowy? Po odpowiedź odsyłam do książki.
W środku podzielone na kilka części, często zabawne i wcale nie dające odpowiedzi na wszystkie pytania opowiadania, na przykład o Turning Torso czyli o najwyższym budynku w Szwecji, o lodowym hotelu w Jukkasjärvi, o największym centrum handlowym pod Göteborgiem, szwedzkich śladach w polskiej Gdyni, lesie trolli na Olandii i tajemniczym Visby na Gotlandii i ciągle egzotycznych Wyspach Alandzkich. Znajdziemy tu teksty o historii biegu Wazy i o jedynej na świecie słonecznej lidze, czy poszukiwaniu i informowaniu o najbardziej nasłonecznionych szwedzkich miejscach,
Bardzo ważny jest rozdział o jedzeniu. Kto był, ten wie. Szwedzka kuchnia jest bardzo specyficzna, trudno się do jej smaków przekonać, natomiast Szwedzi są wzorem do naśladowania, jeśli chodzi o pielęgnowanie tradycji i zachowywanie dawnych receptur. Autor szuka odpowiedzi na dręczące każdego turystę pytania" skąd wziął się kiszony śledź, czyli surströmming, dlaczego w czwartki je się grochówkę i naleśniki i czy rzeczywiście Szwedzi sĄ największymi kawoszami na świecie?
Zaskoczenie spotyka nas przy lekturze rozdziału kultura, bo nie ma tu ani malarstwa ani filharmonii ani zabytków. Dowiadujemy się za to co nieco o gwiazdach rockowej muzyki, o fenomenie konkursu Eurowizji a także o szwedzkich symbolach.
Świetna książka. Do czytania przed ale też na pewno po wizycie u naszego północnego sąsiada. Autor, skandynawista, językoznawca, doskonale wyczuwa, co dla przybysza z południa jest niezrozumiałe, zagadkowe i na co nawet sami Szwedzi nie mają zwykle gotowej odpowiedzi. Na przykład skąd się wziął szwedzki stół, który w Szwecji nazywa się smörgåsbord, czyli stół kanapkowy? Po odpowiedź odsyłam do książki.
radiokrakow.pl Barbara Gawryluk
Czechy północne. Travelbook. Wydanie 1
Niedaleko Ołomuńca
Czechy, podobnie jak od pewnego czasu Niemcy, stają się dla Polaków nie tylko atrakcyjnym celem wyjazdów zakupowych, ale także krajoznawczych i wypoczynkowych. A już po pierwszej wizycie zaczyna imponować nam stan architektury, zachowane zabytki, krajobrazy, odmienna od polskiej mentalność. Ołomuniec, historyczna stolica Moraw, jest jednym z takich przykładowych miejsc. Miasto o średniowiecznym rodowodzie mimo braku znaczących obiektów ma charakterystyczną atmosferę królewskiego dziedzictwa. Dawna świetność miasta dosłownie unosi się w powietrzu. Na pewno warto posiedzieć na największym placu miasta, Górnym Rynku, ochłodzić się przy fontannach Cezara i Herkulesa oraz zadrzeć głowę na kolumnę Trójcy Przenajświętszej, barokowe arcydzieło wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO. Znajdziemy w mieście ślady zamku Przemyślidów, szereg starych kościołów i obiektów świeckich. Można też z Ołomuńca uczynić bazę wypadową po okolicy, która niesie sporo wartych odwiedzin atrakcji. Jedną z nich jest Xlll-wieczny zamek w Helfsztynie, wzniesiony nad doliną rzeki Beczwy. Był gniazdem rozbójnika Fridusza z Linavy, który gnębił współczesnych na tyle, że zapisał się w pamięci. Zamek zniszczono w 1817 roku, ostrzeliwując go z armat. W nieodległych Bojkovicach znajduje się potężny XV-wieczny zamek Novy Svietlov z ciekawym muzeum i zadbanym otoczeniem. Nieopodal Morawskiego Szlaku Wina znajdziemy Węgierskie Grodziszcze o starej proweniencji, z ładnym barokowym kościołem i murami obronnymi z XV wieku. Będąc w miasteczku, trzeba zajrzeć na Velehrad, gdzie w Xlll-wieku margrabia morawski sprowadził cystersów. Powstał tu klasztor, a wkrótce romańskogotycka bazylika, dziś po wielu przeróbkach w „opakowaniu" barokowym. Kto zna i lubi polskie Góry Stołowe, może wybrać się do Teplicko-Adrszpaskich Skał, niedaleko znanych letniskowych miejscowości, gdzie kryje się fascynująca osobliwość przyrodnicza - skalne miasta, które inspirowały m.in. Goethego.
Czechy, podobnie jak od pewnego czasu Niemcy, stają się dla Polaków nie tylko atrakcyjnym celem wyjazdów zakupowych, ale także krajoznawczych i wypoczynkowych. A już po pierwszej wizycie zaczyna imponować nam stan architektury, zachowane zabytki, krajobrazy, odmienna od polskiej mentalność. Ołomuniec, historyczna stolica Moraw, jest jednym z takich przykładowych miejsc. Miasto o średniowiecznym rodowodzie mimo braku znaczących obiektów ma charakterystyczną atmosferę królewskiego dziedzictwa. Dawna świetność miasta dosłownie unosi się w powietrzu. Na pewno warto posiedzieć na największym placu miasta, Górnym Rynku, ochłodzić się przy fontannach Cezara i Herkulesa oraz zadrzeć głowę na kolumnę Trójcy Przenajświętszej, barokowe arcydzieło wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO. Znajdziemy w mieście ślady zamku Przemyślidów, szereg starych kościołów i obiektów świeckich. Można też z Ołomuńca uczynić bazę wypadową po okolicy, która niesie sporo wartych odwiedzin atrakcji. Jedną z nich jest Xlll-wieczny zamek w Helfsztynie, wzniesiony nad doliną rzeki Beczwy. Był gniazdem rozbójnika Fridusza z Linavy, który gnębił współczesnych na tyle, że zapisał się w pamięci. Zamek zniszczono w 1817 roku, ostrzeliwując go z armat. W nieodległych Bojkovicach znajduje się potężny XV-wieczny zamek Novy Svietlov z ciekawym muzeum i zadbanym otoczeniem. Nieopodal Morawskiego Szlaku Wina znajdziemy Węgierskie Grodziszcze o starej proweniencji, z ładnym barokowym kościołem i murami obronnymi z XV wieku. Będąc w miasteczku, trzeba zajrzeć na Velehrad, gdzie w Xlll-wieku margrabia morawski sprowadził cystersów. Powstał tu klasztor, a wkrótce romańskogotycka bazylika, dziś po wielu przeróbkach w „opakowaniu" barokowym. Kto zna i lubi polskie Góry Stołowe, może wybrać się do Teplicko-Adrszpaskich Skał, niedaleko znanych letniskowych miejscowości, gdzie kryje się fascynująca osobliwość przyrodnicza - skalne miasta, które inspirowały m.in. Goethego.
Tygodnik Angora Ł. Azik
