Kontrast:
ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »
APLIKACJA MOBILNANEW

Malta. Travelbook. Wydanie 1

Wielka mała wyspa

Jak to często bywa, niewielkie terytorialnie państwa mają sporo do zaoferowania turystom. Malta jest tego najlepszym i niezbyt odległym przykładem. Zresztą coraz częściej odwiedzanym przez polskich turystów, którzy odkryli tu wiele możliwości spędzania urlopu: nurkując w turkusowych wodach, pływając kolorową łódką luzzu, niezwykłe krajobrazy z fascynującymi klifami, religijne i kulinarne festy, pedałowanie licznymi trasami rowerowymi, leżenie na plaży i zwiedzanie świetnie zachowanych zabytków architektury.

Szukający kontaktu z przyrodą mają na Malcie sporo możliwości. Wspomniane klify Dingli, strzelające pionową ścianą 200 m w górę oglądane z morza sprawiają silne wrażenie. Lazurowe Okno, naturalny ostaniec w skałach na zachodnim wybrzeżu wyspy Gozo. Błękitna Grota kusi, by zanurkować w jej czystych wodach, zaś pomarańczowe gaje w ogrodach Buskett są dobrym wyborem na przeczekanie upalnego południa. Trzy maltańskie obiekty znalazły się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. Obok uznanych średniowiecznych zabytków Malta prezentuje sporo pamiątek z mniej odległych czasów. Lascaris War Rooms to podziemny system militarny wydrążony pod La Valettą; poza nim w wielu maltańskich miejscowościach zachowano zasługujące na odwiedziny schrony przeciwlotnicze. Warto pamiętać, że niewielka Malta odegrała istotną rolę podczas drugiej wojny. Tu w 1945 roku odbyła się konferencja poprzedzająca konferencję jałtańską.

Na wyspie znajdują się dwa parki narodowe. Ta'Quali leży między Mdiną i Attard, na terenie wykorzystywanym podczas wojny przez brytyjskie lotnictwo. Znajdziemy tu Muzeum Lotnictwa i stadion narodowy. Organizowane są tu festiwale. Drugi gwarantuje ciszę. Park Majjistral obejmuje ochroną nadmorskie klify, jaskinie, groby, ule, tajemnicze koleiny wyryte w skalnym podłożu. Co ważne, na Maltę można pojechać o każdej porze roku.
Tygodnik Angora Ł. AZIK, 35/2015

Syberyjski Sen. Opowieść bezdrożna

Z czym Polakowi kojarzy się Syberia? Nie tylko z zimną, odległą i ogromną krainą, ale przede wszystkim z tragedią i dramatem ludzi, którzy za karę zostali zesłani do tego miejsca. Dlatego też nie pałam sympatią do Syberii. Mimo wszystko książka Zofii Piłasiewicz zaintrygowała mnie bardzo.

„Syberyjski sen. Opowieść bezdrożna” jest zapisem autorki dwóch podróży na Syberię. I faktycznie jest bezdrożna. Bohaterka oraz jej towarzysze podróżowali różnymi środkami transportu zaczynając od kolei transsyberyjskiej, przez katamarany, a kończąc na własnych nogach. Trzeba przyznać, że podróż Zofii Piłasiewicz i jej towarzyszy była bardzo urozmaicona.

Syberia widziana oczami autorki jest niezwykła. Pisarka zabiera nas do Tuwy, czyli jaśniej mówiąc do autonomicznej republiki we wschodniej części Syberii. Urozmaicony, dziki krajobraz zapiera dech: trawiasty step, pustynia, jeziora i pokryte śniegiem góry, z których wiele jest usianych zabytkami kulturalnymi. W tamtejszych rejonach mieszkańcy wyznają buddyzm oraz rdzenny szamanizm. Pomimo represji ze strony rządu radzieckiego, mieszkańcy Tuwy szanują i praktykują swój koczowniczy tryb życia, swoje religie oraz tradycje.

Autorka opisuje swoją wyprawę w fascynujący sposób. Bez zbędnych informacji i patetycznych opisów, skupiając się nie tylko na pięknie przyrody, niesamowitości napotkanych miejsc, lokalnych kulturach, wyzwaniach fizycznych oraz emocjach, które towarzysząc w poznawaniu świata. Pokazała zupełnie inne oblicze Syberii. Jednocześnie przeniosła nas w czasie i przestrzeni, do zupełnie innej bajki.

Podziwiam autorkę, gdyż ja nie odważyłabym się na taką wyprawę. I nie chodzi tylko o to, że Syberia nie jest moim podróżniczym marzeniem. Przede wszystkim trzeba mieć odpowiednie przygotowanie fizyczne oraz psychiczne. Wielogodzinne wędrówki z ciężkimi plecakami czy walka z żywiołem w katamaranie – to zdecydowanie nie moja bajka. Chociaż nigdy nie mówię nigdy, może kiedy będę w wieku pani Zofii, to zdecyduję się na taką wyprawę?

Dzięki „Syberyjskiemu snu” autorka przekonała mnie trochę do Syberii. Zmieniłam nieco zdanie o tym miejscu, jednak nie zachęciła mnie do rychłego wyjazdu w tamte rejony. Zofia Piłasiewicz sprawnie i przyjemnie przekazywała informacje o geografii, historii, społeczeństwie, kulturze Syberii. Autorka odmalowała niezwykle żywy portret tych rozległym terenów z ogromnym uczuciem. Lektura „Syberyjskiego snu. Opowieści bezdrożnych” nie tylko poszerza horyzonty, ale również sprawia, że czytelnik może na chwilę uciec od codzienności i cywilizacji.
Kobiecaintuicja.wordpress.com

Motocykl po czterdziestce (zamiast kochanki)

Ci, którzy mnie znają wiedzą, że uwielbiam jeździć motocyklem, na razie, jako „plecaczek” (chociaż prawo jazdy zdawałam, wyszło jak wyszło), ale mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości będę już prowadzić motocykl sama. To mąż zaraził mnie tą pasją. To z nim zaczęłam jeździć na różnego rodzaju zloty motocyklowe, poznawać niesamowitych nie raz oryginalnych ludzi, z którymi do tej pory utrzymujemy kontakt. Był czas, że poznawałam motocykl, kiedy tylko mnie minął (zasługa męża). Uwielbiam choppery jednak od jakiegoś czasu raczej lubujemy się w motocyklach turystycznych – są o wiele wygodniejsze na dłuższe przejażdżki. Dlatego też, gdy tylko zauważyłam książkę Jarosława Gibasa pod dość interesującym tytułem Motocykl po czterdziestce (zamiast kochanki), nie mogłam przejść obok niej obojętnie i już z czystej ciekawości zapoznać się z jej zawartością.

Motocykl po czterdziestce (zamiast kochanki) to swego rodzaju kompendium wiedzy dla laików w tym temacie, lub osób, które postanowiły zakupić sobie motocykl. Na szczęście autor nie podaje suchych faktów, nie pisz językiem stricte naukowym, tylko w przystępny sposób wyjaśnia wszystkie tajniki szeroko rozumianego motocyklizmu. Autor w bardzo ciekawy nie raz humorystyczny sposób odpowiada na podstawowe pytania dotyczące tego jak powinno się jeździć motocyklem, jak powinien zachowywać się pasażer, jaka ciąży odpowiedzialność wtedy na kierowcy. Porusza również kwestię nader ważną, a mianowicie chodzi o odpowiedni ubiór. Wybierając się motocyklem w dłuższą podróż nie powinniśmy zakładać krótkich spodenek i koszulki z krótkim rękawem, bo przecież żar się leje z nieba. Ja wiem, nie raz i nie dwa to przeżyłam, że póki się jeszcze jedzie w odpowiednim, przystosowanym do jazdy motocyklem ubiorze to jest przyjemnie i w miarę chłodno. Jednak, jeśli już wjedziemy w miasto i non stop światła, korek itp. to cieknie po wszystkim (dosłownie). Nie raz i nie dwa (bo zdarzyło się w trakcie jazdy na jeden ze zlotów) przejechać nam przez dwie burze. I nikt mi nie wmówi, że przecież jazda motocyklem jest taka przyjemna w takich warunkach. I twardo stoję przy stwierdzeniu, że ci, którzy motocyklem nie jeżdżą, niech się nie wypowiadają na temat ubioru. Bo ja wolę jak mi cieknie po plecha, niż mieć w razie wypadku spodnie z asfaltu.

Jarosław Gibas – socjolog, trener, coach i mówca motywacyjny. Autor książek Schudnij z Kaizen, Pokonaj stres z Kaizen i Życie. Następny poziom. Jednak przede wszystkim motocyklista – entuzjasta dużych cruiserów. Od lat z wzajemnością zakochany w Hondzie Shadow Aero VT1100, dzieli się swoją motocyklową pasją na blogu www.bigbiker.pl. Garażuje w Katowicach.

Motocykl po czterdziestce (zamiast kochanki) to świetnie skonstruowana książka, napisana w bardzo przejrzystych rozdziałach. Lekturę zaczynamy od tego, po co nam motocykl i przede wszystkim, jaki „powinniśmy” sobie sprawić. Następnie powinniśmy skupić się na ochronie czajnika, pomyśleć jak zapakować cały swój majdan na motocykl przed wyjazdem w podróż, czy wspomniany wcześniej „plecaczek” to frajda czy mordęga? Autor nie ominął również zagadnienia dziewczyn na motocyklach, które coraz częściej siadają za kierownice jednośladów oraz największym wrogu motocykla – samochodzie. Nie zabrakło również pytań, których nie powinno zadawać się kierowcy motocykla, i przede wszystkim zakazie siadania na nie swój pojazd! Takich historii i głupich pytań mogłabym również trochę przytoczyć, w końcu jeżdżę, jako pasażer już ponad piętnaście lat.

Motocykl po czterdziestce (zamiast kochanki) to książka zarówno dla tych, którzy zaczynają swoją przygodę z motocyklem, jak również dla tych, którzy już w siodle swoje przesiedzieli. Jako, że kilka już lat siedzę w temacie nic nowego szczególnie się nie dowiedziałam, jednak książka jest napisana tak ciekawym i nie raz humorystycznym językiem, że przeczytałam ją jednym tchem.
zksiazkawdloni.pl Kasia Roszczenko

Paul Tergat. Biegaj z mistrzem

Historie sportowców i pasjonatów sportu mogą być nie lada motywatorem do zmiany stylu życia i włączenia fizycznej aktywności w codzienny tryb dnia.

W oparciu o biografię i losy kariery sportowej Paula Tergata – kenijskiego biegacza ­– powstała jedna z najnowszych publikacji Wydawnictwa Septem. Jürg Wirz, przyjaciel sportowca, postanowił przybliżyć światu niezwykłą historię lekkoatlety. Paul Tergat dorastał w kenijskiej wiosce w licznej rodzinie, nieobce są mu bieda i głód. Gdy odkrył w sobie zamiłowanie do biegania, a przede wszystkim potencjał do uprawiania tego sportu, nie przypuszczał, że zapewni mu on międzynarodową sławę, przyniesie bogactwo, odmieniając całkowicie życie jego rodziny.

Książka jest łączy w sobie wątki biograficzne Paula Tergata, fragmenty jego wypowiedzi na różnorakie tematy, multum zdjęć z archiwów medialnych, prywatnych kolekcji zarówno autora książki, jak i samego sportowca. Nie brak w książce praktycznych porad mających na celu usprawnienie treningu czytelników. Mogą oni czerpać zarówno ze wskazówek w tekście, jak i przykładowych planów treningowych wplecionych w treść.

Choć książka jest niejednorodna w sposobie przekazywania treści: poradnictwo miesza się w niej z formami biograficzną i wspomnieniową, to w ostatecznym odbiorze okazuje się ona znakomitą inspiracją do zmiany stylu życia. „Ludzkie” oblicze człowieka sukcesu, który wywodzi się z nizin społecznych, o pochodzeniu swym niezapominający, potrafi skutecznie potrząsnąć i zmobilizować do odmiany na lepsze.
Dominika Makowska

Wbiec na szczyt

Przyszło nam żyć w czasach kiedy biega już niemal każdy, albo przynajmniej patrząc dookoła takie można odnieść wrażenie. Choć w szkołach zwolnienia z lekcji WF-u są jeszcze na porządku dziennym, to wartość joggingu doceniamy wraz z wiekiem. Bieganie jest aktywnością dla każdego to oczywiste, różnej maści doradców i samozwańczych ekspertów w tej branży też nie brakuje, ale aby wiedzieć jak uprawiać tę dyscyplinę mądrze, zawsze warto posłuchać kogoś z większym doświadczeniem lub sięgnąć po dobrą literaturę. Jedno i drugie można znaleźć wybierając z księgarskiej półki pozycję autorstwa wybitnego nowozelandzkiego trenera Arthura Lydiarda, który wychował wielu medalistów największych lekkoatletycznych imprez o niezwykle wymownym tytule „Wbiec na szczyt”.

Czytając jego rady zawarte w tej książce, można się z nim zgadzać lub nie, ale doświadczenia podpartego sukcesami jego podopiecznych – nie można mu zarzucić. W książce znaleźć można nie tylko odpowiedź na pytanie retoryczne dlaczego jogging jest wartościowy, ale także plany treningowe, dzięki którym autor stara się przygotować każdego do osiągnięcia wymarzonego celu w bieganiu. Dla jednych będzie to tylko świetna kondycja i dobre samopoczucie, a dla innych start w maratonie czy przekraczanie granic własnych możliwości i śrubowanie kolejnych rekordów.

Z książki czerpać mogą wszyscy. Początkujący biegacze dowiedzą się jak istotne jest dobranie odpowiedniego obuwia, które źle wykorzystywane stają się najczęstszym powodem kontuzji skutecznie uprzykrzających uprawianie ulubionej formy sportowej aktywności oraz jak dobrać odpowiednią dietę bogatą w witaminy i minerały, z kolei bardziej zaawansowani biegacze co robić ze swoim potencjałem gdy dojdą do punktu, w którym uświadomią sobie, że samodzielnie nie zdołają osiągnąć dalszych postępów.

Autor rozwiewa także sporo biegowych mitów jak choćby filozofię głoszącą, że zawodnik nie powinien biegać więcej niż dwóch maratonów rocznie, a także – co ciekawe – zaprzecza tezie skuteczności trenowania na dużych wysokościach. Odpowiada też na pytania co jest powodem tego, że w dzieciństwie dziewczęta biegają tak samo dobrze jak chłopcy, nierzadko nawet nad nimi górując, a kobiety są tak wytrzymałe w biegach długodystansowych.

Publikacja Wydawnictwa Helion wzbogacona została kilkoma czarno-białymi zdjęciami stanowiącymi dodatkowy czynnik motywujący do treningów, które czynią mistrzów i pomagają wbiec na szczyt. Książka zawiera bardzo wiele wskazówek dotyczących tego co należy robić, ale jej lektura jednocześnie uświadamia nam, że żaden sportowiec nie zdoła dotrzeć do granic swoich możliwości jedynie dzięki fachowej literaturze. Podstawą jest skuteczny trening, którego idealnym sposobem zakończenia nie jest świadomość, że masz już dość lecz uczucie niedosytu i przeświadczenie, że pokonanie większego dystansu nie stanowiłoby problemu. Autor zaciekawia czytelników przykładami, że największych sportowych imprez nie wygrywają najlepsi, ale zawodnicy którzy w dniu zawodów byli najlepiej do nich przygotowani.

Z racji, że osobiście mam już trochę doświadczenia w bieganiu, a na koncie kilkanaście maratonów i biegów na ultra dystansie mogę potwierdzić, że autor doskonale zna swój warsztat i przekazał w swojej książce godne uwagi wskazówki, aby to co robimy, robić lepiej i ciągle dążyć do progresu w myśl zasady, że najlepsi robią zwykle rzeczy lepiej niż inni.
moznaprzeczytac.pl Krzysztof Stec