Recenzje
Zakochani w świecie. Indie
Zakochani w świecie. Indie to już druga, niezwykła książka Joanny Grzymkowskiej-Podolak, traktująca o podróżach autorki i jej męża, Jarosława. Lektura już od pierwszej chwili zachwyca bajeczną szatą graficzną. To, że książka jest dobra, nie ulega wątpliwościom. Chciałabym Wam jednak dzisiaj opowiedzieć, że Indie Asi i Jarka to nie tylko książka podróżnicza, a para jest nie tylko zakochana w świecie. Podróżnicy są zakochani w życiu. Oraz sobie nawzajem. I stąd bierze się prawdziwa potęga czytelnicza tej książki.
Co kojarzy Wam się z Indiami?
Co kojarzy Wam się z Indiami?
Pikantne jedzenie? Hałas? Brud i bieda? Wielobarwne uliczki, przepięknie poprzebierane słonie, cudowne budowle, cudaczni ludzie i cuda dokonywane przez bogów, potrafiących nawiedzić człowiecze ciała?
Mnie właśnie tak i dlatego uważam, że Indie to jeden z krajów, do którego chętnie bym się wybrała. Uważam, że chaos tam panujący byłby dla mnie fantastycznym doświadczeniem. Ale różnorodność tego kraju jest tak przeogromna, że choćbym nie wiem, ile książek podróżniczych z tego zakresu przeczytała, i tak nie byłabym odpowiednio przygotowana.
Nowe ciekawostki o tym fantastycznym, jakby zupełnie innym świecie, poznałam dzięki lekturze Zakochanych w świecie. Cenniejszą rzeczą były jednak zdecydowanie prywatne odczucia podróżników w trakcie odwiedzin Bombaju, Goi, Waranasi, Agrze i wielu, wielu innych...
ZAKOCHANI W ŚWIECIE
Przed lekturą książki nie miałam pojęcia o istnieniu hidźr. Hidźry to osoby reprezentujące trzecią płeć na subkontynencie indyjskim. Męska twarz, damski strój, jak można przeczytać w artykule Moniki Kozakiewicz.Ich zachowanie bywa mocno kontrowersyjne. Nie miałam też zielonego pojęcia, że w Indiach często, by wyjść z środka transportu, trzeba z niego wyskoczyć w trakcie jazdy. Ani że Holi Open Air Poznań wziął się prosto z kraju Gandhiego i Matki Teresy. Rzucanie się kolorowymi proszkami to tradycja indyjskiego święta wiosny, teraz tak powszechna w teledyskach czy innych zabawach na całym świecie... (O ja głupiutka-malutka).
Pierwszy oddech indyjskim powietrzem, pierwsze kroki, pierwsze spojrzenia ludzi i na ludzi - przed podróżą wydawało mi się, że każde z tych przeżyć będzie ceremonią. Będzie symboliczne i do zapamiętania na resztę życia. I że jeśli będę kiedyś pisała książkę o Indiach, to zacznę od smaku i koloru powietrza, jak to sama gdzieś wyczytałam. Nic z tego. Wszystko działo się automatycznie. Tkwiliśmy w rzece ludzi. Tak samo wyczerpanych i zniecierpliwionych jak my.
Joanna Grzymkowska-Podolak w bardzo przystępny sposób pisze o swoich odczuciach związanych z podróżą. Dzięki takiej niewydumanej relacji oraz zwykłemu, często kolokwialnemu językowi, można poczuć się trzecim uczestnikiem podróży przez Indie. To bardzo cenne. I dużo uczy. Zwłaszcza tego, że wyobrażenia dramatycznie różnią się od rzeczywistości, ale to nie znaczy, że rzeczywistość jest gorsza; jest po prostu inna, parafrazując Szekspira. Warto pamiętać, że niezależnie od szerokości geograficznej, w jakiej się znajdziemy, życie to wciąż życie i czasem ciężko dać się ponieść oraz być prawdziwie świadomym każdej sekundy. Ale nie oznacza to, że mamy przestać się starać, co udowadniają Asia i Jarek każdym zdaniem Zakochanych w świecie.
Tak nas wychowano, takie mamy kody. Często łatwiej pomyśleć, że możemy być dla innych problemem niż radością. Wciśnięci w konwenanse częściej myślimy o sztywnej etykiecie niż o zwykłej, bezwarunkowej przyjemności bycia ze sobą
Pierwszy oddech indyjskim powietrzem, pierwsze kroki, pierwsze spojrzenia ludzi i na ludzi - przed podróżą wydawało mi się, że każde z tych przeżyć będzie ceremonią. Będzie symboliczne i do zapamiętania na resztę życia. I że jeśli będę kiedyś pisała książkę o Indiach, to zacznę od smaku i koloru powietrza, jak to sama gdzieś wyczytałam. Nic z tego. Wszystko działo się automatycznie. Tkwiliśmy w rzece ludzi. Tak samo wyczerpanych i zniecierpliwionych jak my.
Joanna Grzymkowska-Podolak w bardzo przystępny sposób pisze o swoich odczuciach związanych z podróżą. Dzięki takiej niewydumanej relacji oraz zwykłemu, często kolokwialnemu językowi, można poczuć się trzecim uczestnikiem podróży przez Indie. To bardzo cenne. I dużo uczy. Zwłaszcza tego, że wyobrażenia dramatycznie różnią się od rzeczywistości, ale to nie znaczy, że rzeczywistość jest gorsza; jest po prostu inna, parafrazując Szekspira. Warto pamiętać, że niezależnie od szerokości geograficznej, w jakiej się znajdziemy, życie to wciąż życie i czasem ciężko dać się ponieść oraz być prawdziwie świadomym każdej sekundy. Ale nie oznacza to, że mamy przestać się starać, co udowadniają Asia i Jarek każdym zdaniem Zakochanych w świecie.
Tak nas wychowano, takie mamy kody. Często łatwiej pomyśleć, że możemy być dla innych problemem niż radością. Wciśnięci w konwenanse częściej myślimy o sztywnej etykiecie niż o zwykłej, bezwarunkowej przyjemności bycia ze sobą
- pisze dalej autorka, ucząc otwartości, poszerzając horyzonty nie tylko geograficzne, ale i obyczajowe czytelnika. Otwiera na nowe doznania, trafnie dostrzegając, że nam, Polakom, bardzo trudno dostosować się do nowych warunków. Przyzwyczajeni do życia w naszych czterech szarych ścianach, poruszając się na trasie kilku przystanków tramwajowych między pracą a domem, zapominamy, że gdzie indziej jest inaczej i warto spróbować opuścić bezpieczne ramy, w jakie sami codziennie się wbijamy. I dlatego ważne są zarówno podróże, jak i książki podróżnicze, by zrozumieć to i owo.
Asia i Jarek to prawdziwie bohaterska para.
Rzucili wszystko i pojechali, mówiąc w skrócie, by czerpać życie garściami. Dodatkowo po przeczytaniu książki jest się pewnym, że to dwójka dobrych i życzliwych ludzi.
Mimo wielu intrygujących miejsc odwiedzonych przez Asię i Jarka, mnie najbardziej poruszyła Kalkuta. To w rozdziale poświęconym temu miastu przeczytamy:
Wiele czytałam o tym, że w Indiach młode kobiety, które nie spełniają się w rolach żon i synowych, lub te, które weszoły do domu męża ze zbyt małym posagiem, ulegają "wypadkom w kuchni". W rzeczywistości dziewczyny są po prostu podpalane! A że proceder odbywa się w domu, za zamkniętymi drzwiami, łatwo wmówić innym, że nieszczęśnica miała wypadek [...].
Cierpienie. Szok i niedowierzanie. A jednak prawda. I życie w okropnym strachu oraz bólu. Czasem jeszcze bardzo długie...
A innym razem, niestety, tragicznie krótkie. Słyszeliście o ceremonii sati? Kiedy mąż umiera, jego żona powinna umrzeć razem z nim, nawet, jeśli jest młoda, zdrowa i piękna. W końcu to własność mężczyzny! Dlatego kobiety po śmierci męża lądowały razem z jego zwłokami na stosie pogrzebowym. Być może wierzyły w honorowość swojego postępowania. Kiedy indziej zmuszano je do tego siłą, mamiono narkotykami... Zwyczaju tego zakazano dawno temu, ale słyszałam, choćby w jednym z odcinków programu Martyny Wojciechowskiej, że takie bestialskie tradycje są nadal praktykowane.
I co? Feministki nie mają już na świecie nic do roboty?
Oprócz kobiet, które wierzyły w szlachetność samospalenia, były też takie, które poddały się presji rodziny i społeczności, w której żyły.
Tragedia rytuału sati skłania mnie do innej refleksji... Czy obecnie nie jest tak na całym świecie? Że my, kobiety, wciąż ulegamy presji rodziny i społeczności, przestajemy słuchać swoich wewnętrznych pragnień, za wszelką cenę chcąc spełnić oczekiwania innych i być postrzegane jako dobre i przyzwoite, przez co umieramy w środku? W imię czego?
Powinnyśmy zastanowić się i z czasem odpowiedzieć sobie na to pytanie.
ZAKOCHANIAsia i Jarek to prawdziwie bohaterska para.
Rzucili wszystko i pojechali, mówiąc w skrócie, by czerpać życie garściami. Dodatkowo po przeczytaniu książki jest się pewnym, że to dwójka dobrych i życzliwych ludzi.
Autorka jest obdarzona świetną intuicją, bo nieraz postanawia po prostu zrobić sobie przerwę na wypicie napoju i od razu przydarza jej się jakaś przygoda. Dodatkowo przepięknie maluje słowem prawdziwe pejzaże, tak, że zdjęcia niemal nie są potrzebne. I dobitnie wyraża swoje odczucia, z którymi bardzo łatwo zidentyfikować się każdej kobiecie.
Nie chciałam uciekać. Nie obraziłam się na Indie. Nie przeraziły mnie. Raczej musiałam poukładać się z samą sobą w absolutnie nowej dla mnie rzeczywistości. Uspokoić samą siebie. I nie oczekiwać, że zaraz znajdę odpowiedzi na wszystkie pytania, które teraz w tym jawo-śnie się pojawiały.
Jarek natomiast wykazuje co chwila fenomenalny hart ducha. W pamięć bardzo zapadł mi brawurowy fragment, kiedy z właściwą sobie nonszalancją podróżnik filmuje dzikie zwierzę z bardzo bliskiej odległości, co może być tragiczne w skutkach... I wszystko kwituje stwierdzeniem: "Ale mamy fajnego bawołu"!
Książka jest zatem zapisem podróży ludzi zakochanych nie tylko w świecie, ale i w sobie nawzajem. Kerala zaś to nie tylko wyzwania, ale i wyznania, udowadniające cudowną więź między małżeństwem podróżników.
Fabryka Dygresji Emilia Nowak
Krym: miłość i nienawiść
Spod Ajudahu skały
Maciej Jastrzębski, korespondent Polskiego Radia w Rosji, należy do nielicznego grona obserwatorów na bieżąco relacjonujących status quo w regionie, który zamknął się dla turystów, ale wydarzenia, jakie tam mają miejsce, rzutują na lwią część europejskiego przemysłu turystycznego. Przed rosyjską aneksją Krymu wielu Polaków odbywało tam podróże sentymentalne i spędzało urlopy. Dziś Krym jest destynacją głównie dla rosyjskiego masowego turysty, choć warunki, jakie dziś oferuje krymska branża turystyczna, nie zadowalają nawet ich.
Reporterska książka polskiego dziennikarza nie ma charakteru przewodnika krajoznawczego, choć 0 kraju tym mówi dużo, smacznie 1 na czasie. Obszerny reportaż Jastrzębskiego jest quasi-powieścią, spisaną z relacji jej bohaterów. Fiodor jest Rosjaninem, kochającym Krym, i Marianna, jego dziewczyna, kocha Krym, choć jest Ukrainką. Autor opowiada ich dramatyczne losy, mieszając konwencję, wchodząc niekiedy w buty korespondenta wojennego, a niekiedy z butów tych wychodząc, gdy na przykład prowadzi fikcyjną rozmowę z wieszczem Adamem, pełną literackich odniesień. Opowieść toczy się na Krymie, gdzie śledzimy kolejne fazy przejmowania ukraińskiego terytorium widziane oczyma Tatarów, jakże okrutnie doświadczonych już w latach 40. Akcja rozgrywa się też w Rosji i Donbasie, dokąd losy rzucają bohaterów. Daje to autorowi znakomitą okazję przedstawienia swego punktu widzenia na temat polityki, relacji międzyludzkich i okrucieństwa prowadzonej na wschodzie Ukrainy wojny. Można mieć do wiedzy tej zastrzeżenia, bo subiektywna, stronnicza, wycinkowa, ale to święte prawo każdego autora. Dla polskiego czytelnika, pragnącego być na bieżąco z wypadkami na „Dzikich Polach", to kolejna już książka tego autora (zob. „Ma-trioszka Rosja i Jastrząb"), przybliżająca splątane dzieje wschodnich rubieży Ukrainy, zaś świetna znajomość politycznych realiów współczesnej Rosji, czyni tę opowieść wyjątkowo wiarygodną.
Maciej Jastrzębski, korespondent Polskiego Radia w Rosji, należy do nielicznego grona obserwatorów na bieżąco relacjonujących status quo w regionie, który zamknął się dla turystów, ale wydarzenia, jakie tam mają miejsce, rzutują na lwią część europejskiego przemysłu turystycznego. Przed rosyjską aneksją Krymu wielu Polaków odbywało tam podróże sentymentalne i spędzało urlopy. Dziś Krym jest destynacją głównie dla rosyjskiego masowego turysty, choć warunki, jakie dziś oferuje krymska branża turystyczna, nie zadowalają nawet ich.
Reporterska książka polskiego dziennikarza nie ma charakteru przewodnika krajoznawczego, choć 0 kraju tym mówi dużo, smacznie 1 na czasie. Obszerny reportaż Jastrzębskiego jest quasi-powieścią, spisaną z relacji jej bohaterów. Fiodor jest Rosjaninem, kochającym Krym, i Marianna, jego dziewczyna, kocha Krym, choć jest Ukrainką. Autor opowiada ich dramatyczne losy, mieszając konwencję, wchodząc niekiedy w buty korespondenta wojennego, a niekiedy z butów tych wychodząc, gdy na przykład prowadzi fikcyjną rozmowę z wieszczem Adamem, pełną literackich odniesień. Opowieść toczy się na Krymie, gdzie śledzimy kolejne fazy przejmowania ukraińskiego terytorium widziane oczyma Tatarów, jakże okrutnie doświadczonych już w latach 40. Akcja rozgrywa się też w Rosji i Donbasie, dokąd losy rzucają bohaterów. Daje to autorowi znakomitą okazję przedstawienia swego punktu widzenia na temat polityki, relacji międzyludzkich i okrucieństwa prowadzonej na wschodzie Ukrainy wojny. Można mieć do wiedzy tej zastrzeżenia, bo subiektywna, stronnicza, wycinkowa, ale to święte prawo każdego autora. Dla polskiego czytelnika, pragnącego być na bieżąco z wypadkami na „Dzikich Polach", to kolejna już książka tego autora (zob. „Ma-trioszka Rosja i Jastrząb"), przybliżająca splątane dzieje wschodnich rubieży Ukrainy, zaś świetna znajomość politycznych realiów współczesnej Rosji, czyni tę opowieść wyjątkowo wiarygodną.
Tygodnik Angora Ł. AZIK; 2015-11-22
Krym: miłość i nienawiść
„Pamiętam jak jesienią 2014 roku wybuchł skandal: Ukraińcy oskarżyli Rosjan o przerzucenie przez granicę dużej ilości sprzętu wojskowego”
Te słowa to zaledwie jeden mały wycinek z historii pana Macieja Jastrzębskiego, dziennikarza „Polskie Radio”. Historia współczesna, jakże najważniejsza dla stron konfliktu, a dla reszty świata również tak samo ważna. Różnica polega na tym, że reszta świata nie prowadzi tylko zbrojnego konfliktu, tak jak Ukraina i nieoficjalnie Rosja. Trzeba o tym mówić, tym bardziej, że media nie zawsze podają nam prawdę, lub tylko jakiś wycinek i to w dodatku nie zawsze w prawdziwym kontekście.
Ale do rzeczy o książce…
Książka została napisana przez dziennikarza, który robił wywiady, ale to nie jest wywiad. To historie przedstawione oczami ich uczestników. Na pierwszy plan wychodzi historia Marianny i Fiodora, ich miłość. Ona Ukrainka z Krymu, która za żadne skarby nie chce zmienić paszportu na rosyjski, wierna patriotka i oddana obywatelka. On Rosjanin, mieszkający w Moskwie, wierzy polityce swojego kraju i prezydentowi, ale nie miesza się szczególnie do polityki. Połączyła ich miłość, ale czy przetrwa? Jak mogą się kochać Ukrainka i Rosjanin w tak trudnym okresie? Tym bardziej, że mają całkiem oddzielne zdanie na temat polityki. Czy dadzą radę?
Kolejna, lecz króciutka historia Tatara mieszkającego na Krymie. Kiedy zobaczył jak Rosja chce wyrwać Ukrainie jego piękny kraj, postanowił zaciągnąć się do wojska i walczyć o wolność. Niestety nie zdążył tego zrobić. Dlaczego? Co się stało, że mężczyzna nie spełnił postanowienia?
Trzecia historia to po prostu opowieść widzianego Krymu oczami naszego dziennikarza. Trochę historii, trochę opowieści o stepach, o zabytkach i o sytuacji politycznej.
Książka wspaniała, przyciąga i zaciekawia każdego, tym bardziej, że przecież sytuacja która ma miejsce na Ukrainie bardzo ciekawi ludzi nie tylko w Polsce, ale także na całym świecie. Jak to jest, że Unia Europejska wprowadza sankcje względem Rosji, a ta idzie dalej w zaparte, że to nie ona wysyła żołnierzy do walki? Czy Rosja jest aż na tyle samowystarczalna? A może warto sobie postawić pytanie jak kraje UE poradzą sobie bez Rosji właśnie?
Te 275 stron potrafi wciągnąć każdego czytelnika. Niesamowity styl pisarza, nie jest to reportaż, to prawie opowiadanie. A przecież to wszystko działo się i dzieje się nadal naprawdę.
Cóż, tytuł na pewno skłania czytelnika do refleksji. Miłość i nienawiść, ale do czego, do kraju? Do separatystów? W końcu do UE? Na te wszystkie pytania odpowiecie sobie sami po przeczytaniu tej książki. Czyta się wspaniale, a po drodze można jeszcze pooglądać zdjęcia robione przez autora. Naprawdę warto.
Komu polecam: Każdemu, bez względu na wiek i płeć. Powinniśmy poznać prawdę o historii współczesnej i życiu tamtejszych ludzi, historię prawdziwą, niekoloryzowaną przez media.
Te słowa to zaledwie jeden mały wycinek z historii pana Macieja Jastrzębskiego, dziennikarza „Polskie Radio”. Historia współczesna, jakże najważniejsza dla stron konfliktu, a dla reszty świata również tak samo ważna. Różnica polega na tym, że reszta świata nie prowadzi tylko zbrojnego konfliktu, tak jak Ukraina i nieoficjalnie Rosja. Trzeba o tym mówić, tym bardziej, że media nie zawsze podają nam prawdę, lub tylko jakiś wycinek i to w dodatku nie zawsze w prawdziwym kontekście.
Ale do rzeczy o książce…
Książka została napisana przez dziennikarza, który robił wywiady, ale to nie jest wywiad. To historie przedstawione oczami ich uczestników. Na pierwszy plan wychodzi historia Marianny i Fiodora, ich miłość. Ona Ukrainka z Krymu, która za żadne skarby nie chce zmienić paszportu na rosyjski, wierna patriotka i oddana obywatelka. On Rosjanin, mieszkający w Moskwie, wierzy polityce swojego kraju i prezydentowi, ale nie miesza się szczególnie do polityki. Połączyła ich miłość, ale czy przetrwa? Jak mogą się kochać Ukrainka i Rosjanin w tak trudnym okresie? Tym bardziej, że mają całkiem oddzielne zdanie na temat polityki. Czy dadzą radę?
Kolejna, lecz króciutka historia Tatara mieszkającego na Krymie. Kiedy zobaczył jak Rosja chce wyrwać Ukrainie jego piękny kraj, postanowił zaciągnąć się do wojska i walczyć o wolność. Niestety nie zdążył tego zrobić. Dlaczego? Co się stało, że mężczyzna nie spełnił postanowienia?
Trzecia historia to po prostu opowieść widzianego Krymu oczami naszego dziennikarza. Trochę historii, trochę opowieści o stepach, o zabytkach i o sytuacji politycznej.
Książka wspaniała, przyciąga i zaciekawia każdego, tym bardziej, że przecież sytuacja która ma miejsce na Ukrainie bardzo ciekawi ludzi nie tylko w Polsce, ale także na całym świecie. Jak to jest, że Unia Europejska wprowadza sankcje względem Rosji, a ta idzie dalej w zaparte, że to nie ona wysyła żołnierzy do walki? Czy Rosja jest aż na tyle samowystarczalna? A może warto sobie postawić pytanie jak kraje UE poradzą sobie bez Rosji właśnie?
Te 275 stron potrafi wciągnąć każdego czytelnika. Niesamowity styl pisarza, nie jest to reportaż, to prawie opowiadanie. A przecież to wszystko działo się i dzieje się nadal naprawdę.
Cóż, tytuł na pewno skłania czytelnika do refleksji. Miłość i nienawiść, ale do czego, do kraju? Do separatystów? W końcu do UE? Na te wszystkie pytania odpowiecie sobie sami po przeczytaniu tej książki. Czyta się wspaniale, a po drodze można jeszcze pooglądać zdjęcia robione przez autora. Naprawdę warto.
Komu polecam: Każdemu, bez względu na wiek i płeć. Powinniśmy poznać prawdę o historii współczesnej i życiu tamtejszych ludzi, historię prawdziwą, niekoloryzowaną przez media.
DobreRecenzje.pl Edyta; 2015-11-16
Dziewczyny, na start!
Dziewczyny na start to poradnik w formie pamiętnika aurorstwa Katarzyny Karpy, która jest wicemistrzynią Polski w pieszych maratonach na orientacje na dystansie 50 kilometrów oraz Anna Karpa, jej mama, która zaczęła biegać dopiero po pięćdziesiątce.
Myślę, że najważniejszą rzeczą w tej książce jest jej autentyczność, prosta forma w jakiej autorka przekazuje swoje myśli i wspomnenia czytelnikowi. Wszystko ubogacone jest realistycznymi, prostymi zdjęciami co potenguje pozytywny przekaz. Mamy świadomość, że podmiot mówiący to taka osoba jak my, zwyczajna, prosta dziewczyna która spełnia swoje marzenia i realizuje cele.
Oprócz wskazówek motywacyjnych i poruszonych aspektów psychologicznych, autorka poświęciła miejsce na porady dotyczące techniki – czyli jak np. wybrać wygodne i odpowiednie buty do biegania, odpowiednie ubranie, które nie będzie krępowało ruchów.
Myślę, że książka przyda się nie tylko osobom lubiącym sport i trenujących jakąś dyscyplinę, ale każdej kobiecie, która chciałaby coś zmienić w swoim życiu i być bardziej aktywna. Bardzo ciekawy jest również dział dotyczący żywienia oraz picia człowieka, który chce żyć zdrowo i dbać o swoje ciało podczas uprawiania sportu.
Myślę, że najważniejszą rzeczą w tej książce jest jej autentyczność, prosta forma w jakiej autorka przekazuje swoje myśli i wspomnenia czytelnikowi. Wszystko ubogacone jest realistycznymi, prostymi zdjęciami co potenguje pozytywny przekaz. Mamy świadomość, że podmiot mówiący to taka osoba jak my, zwyczajna, prosta dziewczyna która spełnia swoje marzenia i realizuje cele.
Oprócz wskazówek motywacyjnych i poruszonych aspektów psychologicznych, autorka poświęciła miejsce na porady dotyczące techniki – czyli jak np. wybrać wygodne i odpowiednie buty do biegania, odpowiednie ubranie, które nie będzie krępowało ruchów.
Myślę, że książka przyda się nie tylko osobom lubiącym sport i trenujących jakąś dyscyplinę, ale każdej kobiecie, która chciałaby coś zmienić w swoim życiu i być bardziej aktywna. Bardzo ciekawy jest również dział dotyczący żywienia oraz picia człowieka, który chce żyć zdrowo i dbać o swoje ciało podczas uprawiania sportu.
Evv-vie.blogspot.com Ev vie; 2015-11-06
Mistrzowska edycja zdjęć. Adobe Photoshop CS5/CS5 PL dla fotografów
Martin Evening zawodowy fotograf, fascynat cyfrowych technologii w fotografii, a przede wszystkim autor wielu książek o obsłudze programów graficznych. To dzięki niemu mogę czytać tę książkę.
„Mistrzowska edycja zdjęć Adobe Photoshop CS5/CS5 PL dla fotografów”. Długi tytuł zdradza wszystko. W kilku dobrze nazwanych podrozdziałach znajdziemy niezbędne informacje o tym programie i dowiemy się jak on może się przydać fotografowi.
Gdy mój przyjaciel zobaczył u mnie tę książkę, od razu zapytał, czy nie było czegoś o najnowszym Photoshop’ie ? Pewnie i było, ale nazwisko autora przekonało mnie właśnie do tej pozycji. W sumie w kolejnej wersji PS’a mamy kilka nowości, ale większość użytecznych w fotografii funkcji jest ta sama, a bez dobrego wytłumaczenia podstaw i tego jak to działa i tak nie można pójść dalej.
Podczas czytania moją uwagę zwróciło omówienie pojęć podstawowych, co to niby każdy o tym wie, ale jak spytać, to są problemy. Przestrzenie kolorów, głębie bitowe, kalibracja… Całość jest dzięki temu bardziej zrozumiała. Poznając równolegle podstawy, łatwiej przyswoić dość duży zakres rozszerzonej wiedzy i pojęć. Dobrze został też omówiony interface poszczególnych narzędzi, dzięki temu możemy zagłębiać się w coraz bardziej zaawansowane funkcje programu. Dział o robieniu wydruków pozwoli zaoszczędzić sporo czasu i pieniędzy. Wszak miszmasz z profilami nie jednemu już pokrzyżował plany, a to bywa kosztowne. Do książki została załączona płyta CD z przykładowymi plikami, możemy również korzystać ze strony autora poświęconej książce www.photoshopforphotographers.com. Polecam ją szczególnie tym, tym którzy nie mają książki.
Książkę czyta się dobrze, język jest zrozumiały. Duża w tym zasługa tłumaczy. Autor jak to ma w zwyczaju, w bardzo przystępny sposób tłumaczy na przykładach co i jak, a dobrze zilustrowane tematy pozwalają łatwo rozpocząć pracę z programem. Nie bez znaczenia jest też kolejność rozdziałów, można powiedzieć – prowadzą czytelnika za rękę. To bardzo ważne, gdy wiemy jak skomplikowanym i trudnym w opanowaniu programem jest Adobe Photoshop.
Sama książka dość okazała ponad 750 stron, twarda oprawa, zakładka. Biorąc pod uwagę że będziemy z niej korzystać dość często wydaje się być dobrą inwestycją. Cena 149 PLN niemała, ale w końcu ile kosztuje Photoshop ?!
Cieszę się że mam tę książkę, znalazłem dla niej miejsce na półce obok równie dobrej książki Martin’a Evening’a „Adobe Photoshop Lightroom 4. Podręcznik dla fotografów”. Pewnie, że przydały by się najnowsze wersje tych pozycji wydawniczych, wersje angielskie już są. Mam nadzieję że pojawią się niebawem.
„Mistrzowska edycja zdjęć Adobe Photoshop CS5/CS5 PL dla fotografów”. Długi tytuł zdradza wszystko. W kilku dobrze nazwanych podrozdziałach znajdziemy niezbędne informacje o tym programie i dowiemy się jak on może się przydać fotografowi.
Gdy mój przyjaciel zobaczył u mnie tę książkę, od razu zapytał, czy nie było czegoś o najnowszym Photoshop’ie ? Pewnie i było, ale nazwisko autora przekonało mnie właśnie do tej pozycji. W sumie w kolejnej wersji PS’a mamy kilka nowości, ale większość użytecznych w fotografii funkcji jest ta sama, a bez dobrego wytłumaczenia podstaw i tego jak to działa i tak nie można pójść dalej.
Podczas czytania moją uwagę zwróciło omówienie pojęć podstawowych, co to niby każdy o tym wie, ale jak spytać, to są problemy. Przestrzenie kolorów, głębie bitowe, kalibracja… Całość jest dzięki temu bardziej zrozumiała. Poznając równolegle podstawy, łatwiej przyswoić dość duży zakres rozszerzonej wiedzy i pojęć. Dobrze został też omówiony interface poszczególnych narzędzi, dzięki temu możemy zagłębiać się w coraz bardziej zaawansowane funkcje programu. Dział o robieniu wydruków pozwoli zaoszczędzić sporo czasu i pieniędzy. Wszak miszmasz z profilami nie jednemu już pokrzyżował plany, a to bywa kosztowne. Do książki została załączona płyta CD z przykładowymi plikami, możemy również korzystać ze strony autora poświęconej książce www.photoshopforphotographers.com. Polecam ją szczególnie tym, tym którzy nie mają książki.
Książkę czyta się dobrze, język jest zrozumiały. Duża w tym zasługa tłumaczy. Autor jak to ma w zwyczaju, w bardzo przystępny sposób tłumaczy na przykładach co i jak, a dobrze zilustrowane tematy pozwalają łatwo rozpocząć pracę z programem. Nie bez znaczenia jest też kolejność rozdziałów, można powiedzieć – prowadzą czytelnika za rękę. To bardzo ważne, gdy wiemy jak skomplikowanym i trudnym w opanowaniu programem jest Adobe Photoshop.
Sama książka dość okazała ponad 750 stron, twarda oprawa, zakładka. Biorąc pod uwagę że będziemy z niej korzystać dość często wydaje się być dobrą inwestycją. Cena 149 PLN niemała, ale w końcu ile kosztuje Photoshop ?!
Cieszę się że mam tę książkę, znalazłem dla niej miejsce na półce obok równie dobrej książki Martin’a Evening’a „Adobe Photoshop Lightroom 4. Podręcznik dla fotografów”. Pewnie, że przydały by się najnowsze wersje tych pozycji wydawniczych, wersje angielskie już są. Mam nadzieję że pojawią się niebawem.
Szczecin czyta Artur Magdziarz AFRP
