Kontrast:
ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »
APLIKACJA MOBILNANEW

Krym: miłość i nienawiść

Maciej Jastrzębski podejmuje trudny temat w swojej książce „Krym: miłość i nienawiść”. Trudny z dwóch powodów. Pierwszy to wplecenie obserwacji aneksji Krymu nie tylko oczami autora, ale dwóch różnych bohaterów – Marianny (mieszkanki ukraińskiego Symferopolu) i zakochanego w niej Rosjanina Fiodora Konstantynowicza, dobrze zarabiającego moskwianina.
Drugim powodem jakim pozwoliłam sobie mianować jako trudny jest opisanie całej sytuacji konfliktu rosyjsko-ukraińskiego w tak niebanalny sposób. Miłość przerwana zostaje polityką, która co ciekawe determinuje zachowania bohaterów – szczególnie Maranny.
Nagle czytając jesteś tam. W samym sercu tej dziwnej sytuacji, gdzie chwilami masz dość i denerwują Cię niektóre polityczne przekonania bohaterów. Ten reportaż jest dość dziwny, wciąga a zarazem frustruje. W tle konfliktu cały czas doświadczamy romansu, który jak synusoida wciąż skacze w górę i dół po wykresie codzienności.
Aneksja staje się symbolem dążenia do władzy za wszelką cenę. Strona po stronie zaczyna być wręcz podstępem. Wszystko dzieje się niby jak dotychczas, ale siłą są narzucane pewne kwestie, które kierują zachowaniami mieszkańców Krymu. I tu własnie przeplata się z sobą tytułowa miłość i nienawiść.
Maciej Jastrzęsbki jest związany od lat z Polskim Radiem. To wybitny dziennikarz, którzy rozpoczął swoją przygodę reporterską w 1988 roku z radiową trójką. Od wielu lat jest korespondentem zagranicznym Informacyjnej Agencji Radiowej Polskiego Radia. Obecnie mieszka w Moskwie i relacjonuje najważniejsze wydarzenia z Rosji.
Ta książka to ważna pod wieloma względami lektura. Nasiąknięta polityką i konfliktem, gdzie w tle próbuje przebić się miłość, trudna i niecodzienna – bo owa miłość powstaje w szablonie kontrastowych wartości.
kirzenska.wordpress.com Katarzyna Irzeńska

Obrazy spod powiek

„Wszak istnieje coś takiego jak zarażenie podróżą i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej” – te słowa Ryszarda Kapuścińskiego nasuwają się podczas lektury książek podróżniczych. Co takiego mają w sobie podróże, że stają się dla wielu sensem życia? Co trzeba w sobie mieć, jak wielką ciekawość świata, by eksplorować nieznane tereny, doświadczać nowych przeżyć, smaków i zapachów, poznawać ludzi, którzy choć na chwilę zaistnieją na osi naszego czasu?
Niezależnie od tego, co tak naprawdę (oprócz działania) odróżnia podróżnika od osoby, która podróżować tylko pragnie, czy nawet zwykłego turysty, Agatę Błachnio z pewnością podróżnikiem można nazwać. Zanim jednak zastanowimy się, co tak naprawdę motywuje psycholog i logopedę do wyruszenia w daleki świat, do utrwalania wrażeń za pomocą słów, do zatrzymywania chwil w kadrze aparatu fotograficznego, koniecznie musimy sięgnąć po książkę „Obrazy spod powiek”, opublikowana nakładem Wydawnictwa Helion. Publikacja, przybliżająca czytelnikowi zakątki Izraela i Jordanii to prawdziwa uczta nie tylko dla osób, które lubią aktywnie spędzać czas i przemierzać kolejne rejony świata z plecakiem. Książka Błachnio to również prawdziwa kopalnia wiedzy na temat kultury, zwyczajów czy ważnych z religijnego punktu widzenia miejsce, a także bogactwo barw i form, uchwyconych na wykonanych przez autorkę pięknych fotografiach. 
Wraz z Błachnio przemierzamy rzadko uczęszczane szlaki, rezydujemy w miastach, które nie znalazły się na turystycznych mapach atrakcji, które zachowały swój majestat, swój czar i tajemniczość, które nie skażone są jeszcze komercyjną zarazą. „Podróżowanie uczy tolerancji i otwartości” – pisze autorka, my zaś, wyruszając wraz z nią do Izraela musimy pozbyć się swoich ograniczeń, nastawić na odbiór wrażeń, na chłonięcie tej niezwykłej atmosfery będącej efektem wieków istnienia. Czytamy o pierwszych wrażeniach z podróży, o urokach arabskiego Nazaretu, Akki, starożytnej Cezarei czy niosącego ukojenie Jeziora Galilejskiego. 
Autorka pisze o oczarowaniu Jerozolimą, o ultraortodoksyjnych Żydach przemierzających ulice miasta, o wypolerowanych ludzkimi stopami schodach przed Bramą Damasceńską, a także o wrażeniu, jakie zrobiła na niej Stara Jerozolima, w której „jakby ktoś cały świat upchnął na jednym kilometrze, a potem otoczył murami”. W trakcie wędrówki zatrzymujemy się nieopodal Muru Zachodniego, będącego pozostałością do drugiej Świątyni Jerozolimskiej, składając w zagłębieniu Ściany Płaczu kartkę z modlitwą, mamy również możliwość skosztować szabatową kolację i zwiedzić ormiańską dzielnicę. 
Autorka zabiera nas także na plac targowy (zwiedzamy między innymi Mahane Yehuda Market), mieniący się feerią barw, zachwycający bogactwem gatunków owoców i warzyw, smakami i zapachami, odwiedzamy również bazylikę Grobu Pańskiego oraz zachwycającą Kopułę na Skale, będącą jedną z trzech świętych miejsc islamu. To zaledwie kilka z wielu miejsc opisanych i sfotografowanych przez Błachnio, jedno z wielu, które ujmują nas swoim czarem, które zachwycają surowym pięknem, ale i egzotyką. 
Autorka opisując w niezwykle plastyczny sposób swoje podróże, swoje wrażenia i spostrzeżenia, przenosi nas do miejsc, będących swoistą mieszanką Zachodu oraz Bliskiego Wschodu, gdzie wiara i tradycje są głęboko wrośnięte w każdy centymetr przestrzeni, gdzie uliczki tętnią życiem i zachwycają kolorami. Owiewają nas nie tylko zapachy miasta, ale również piaski pustyni, bowiem rozbijamy namiot na pustyni Wadi Rum, zwanej również Dolną Księżycową. Przemierzając z Agatą Błachnio kolejne kilometry doskonale rozumiemy uczucie, którym darzy ona Izrael i Jordanię, a co więcej – emocje udzielają się i nam. Tym samym „Obrazy spod powiek” stają się czymś więcej niż relacją z kolejnych podróży, stają się osobistym doświadczeniem, rozbudzają pragnienie wyruszenia w drogę i wędrowania tymi szlakami, tymi uliczkami, które poznała autorka…
QulturaSlowa Justyna Gul

Może (morze) wróci

Wyobraźcie sobie, że na terenie województwa Mazowieckiego zaplanowano stworzenie jeziora – zalanie lasów, miast, a w na ich miejscu utworzenie hodowli karpia. Po co? W myśl szczytnej idei zrobienia z Polski światowego lidera w hodowli karpi oczywiście. Głupie? No głupie jak nie wiem, ale jednak się wydarzyło. Nie w Polsce a w Uzbekistanie, nie zalanie a wysuszenie, nie Mazowsza a morza Aralskiego. I nie chodziło o karpie, lecz o Bawełnę.  Tak – ktoś kiedyś w ZSRR postanowił, że Uzbekistan zostanie największym na świecie producentem bawełny i dopiął swego. Jednak zamiast bawełnianego imperium mamy największą katastrofę ekologiczną XX wieku.
 
Książka poruszy każdego – nawet jeżeli nie jesteście miłośnikami Greenpeace a smutne oczy pandy z logo WWF nie robią na Was wrażenia i tak po nią sięgnijcie. Przynajmniej dowiecie się czegoś o Uzbekistanie – to arcyciekawe miejsce, totalna egzotyka. Warto dowiedzieć się o nim więcej. Wiecie na przykład, że aby przeliczyć pieniądze, najlepiej położyć je na wadze?  Warto dowiedzieć się dlaczego, prawda? Takich historii w tej książce jest mnóstwo. Głównym bohaterem pozostaje jednak morze Aralskie, którego historia powinna być przestrogą dla nas wszystkich. To najlepsza książka jaką przeczytałam w ciągu ostatnich miesięcy. 

PS. Dodatkowym atutem książki są fantastyczne zdjęcia -  m.in. powyższe. Robi wrażenie, prawda?
pozycjeobowiazkowe.blogspot.com Izabela Witorzeńć; 2015-12-06

Dziewczyny, na start!

Książkę sygnują dwie autorki, Katarzyna i jej mama, Anna, która dała się porwać pasji córki i zaczęła biegać przed sześćdziesiątką. Mama jako współautorka relacjonuje swoje przeżycia oraz początkowe rozterki na pierwszych treningach. Zdawać by się mogło, że będzie to przekrojowy poradnik dla kobiet w różnym wieku, skupiający się na ułatwieniu im przygotowania do udziału w zorganizowanym biegu. W rzeczywistości ciężar przeniesiony jest na opis samych imprez z naciskiem na biegi na orientację, górskie ultramaratony i maratony piesze. To nadal dość niszowe opcje w wachlarzu biegowych możliwości. Z tego też powodu sporo osób może mieć problem z rozeznaniem, jak taką imprezę w ogóle ugryźć. Dla nich właśnie ta pozycja będzie najciekawsza. Zamieszczone liczne zdjęcia nie grzeszą jakością, za to nie można im odmówić autentyczności, podobnie jak głównej autorce.
czasnabieganie.pl

Wbiec na szczyt

Bardzo ciekawa opowieść legendarnego nowozelandzkiego szkoleniowca Arthura Lydiarda (1917–2004), trenera wielu fantastycznych biegaczy średnio- i długodystansowych. Współczesnemu biegaczowi amatorowi metody treningowe autora mogą się wydać jedną wielką pochwałą aerobowej treningowej pracy u podstaw praktykowanej siedem dni w tygodniu przez długie miesiące. Warto jednak sięgnąć do tej książki choćby właśnie w celu porównania, jak przez te kilkadziesiąt lat ewoluowała myśl szkoleniowa.
czasnabieganie.pl