Kontrast:
ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »
APLIKACJA MOBILNANEW

Krym: miłość i nienawiść

Z przyjemnością mam okazję opowiedzieć Wam dzisiaj o szczerej, autentycznej i wciąż obecnej historii zaciętych walk o Krym. W książce Macieja Jastrzębskiego znajdziecie wnikliwy obraz rosyjsko-ukraińskiej rzeczywistości, która bez żadnych skrupułów ukazuje nieuchwyconą dotąd  prawdę losów zwykłych ludzi dotkniętych „wielką polityką”. Pod czujnym i ostrym wzrokiem reportera nie ukryje się nawet najmniejszy zakamarek; kłamstwa, złudzenia, czy chociażby prowadzonej wówczas propagandy. Co więcej, oprócz politycznego starcia racji dwóch krajów, odnajdziecie tam również i miłość – uczucie, które potrafi połączyć dwoje ludzi pomimo odmiennych poglądów na świat, tradycji i zakorzenionych obyczajów. Czy w morzu nienawiści można odnaleźć jeszcze nadzieję na bezpieczną przystań? Koniecznie musicie się o tym przekonać – zapraszam do przeczytania recenzji. 
Maciej Jastrzębski to dziennikarz Polskiego Radia, autor wielu książek i wciąż podróżujący reporter. Znany z takich publikacji jak Matrioszka RosjaJastrząb oraz Klątwa gruzińskiego toru. Z zapałem podejmuje trudne, ambitne i dotąd niewyjaśnione tematy dotyczące państw położonych na wschód. Przybliża czytelnikom nie tylko obraz politycznych niesnasek, ale także i prawdziwe, często przeplecione bólem nieporozumienia – ludzkie emocje, historie, dramaty czy tragedie. Tym razem wybrał się jednak na Krym – zupełnie inny, niż ten, który opisują w pieśniach i wierszach poetów.Wybrał się na Krym prawdziwy, współczesny,  nieznośny. Krym, który stał się ofiarą aneksji, miejscem zamieszkania skłóconych ze sobą Ukraińców i Rosjan, którzy nie potrafią żyć ze sobą w zgodzie. Dokąd zaprowadzi nas ta wciąż rozgrywająca się akcja na scenie Europy?
 
"Jastrzębski zna się na Rosji, wielokrotnie to udowadniał, tropiąc zawiłości rosyjskiej duszy i polityki. Nowa książka to nie tylko reporterski przewodnik po Krymie – z ciekawie wplecionymi historiami , legendami i opowieściami autochtonów, to przede wszystkim wnikliwy zapis aneksji Krymu. Jastrzębski pochyla się nad tłem tych wydarzeń, czyli nad historiami jednostek zaplątanych w wir „wielkiej, niepojętej”  polityki, dając do zrozumienia, ze rosyjscy żołnierze potrafią przekroczyć każdą granicę, przede wszystkim moralną."
Janusz Leon Wiśniewski
(pisarz i naukowiec)

Miłość i nienawiść to idealny paradoks, ale zarazem pasujące określenie do stosunków panujących w Rosji i na Ukrainie. Maciej Jastrzębski opisuje w książce bez owijania w bawełnę wszystko to, co udało mu się zobaczyć i dowiedzieć, podczas pobytu za granicą. Przybliża czytelnikowi sytuację w której znalazł się z własnej woli, ale także i drugą stronę medalu – położenie ludzi, którzy musieli biernie przyglądać się na to, w jaki sposób gwałci się ich dotychczasowe prawa. Przedstawia losy Marianny, która wychowana na tradycyjną Ukrainkę, przypadkowo poznaje przedsiębiorczego Rosjanina – Fiodora. Dojrzali, ustatkowani i w pełni świadomi swoich decyzji, pomimo „czarnych, deszczowych chmur” – zakochują się w sobie. Miłość tych dwojga rodzi się jednak w najmniej oczekiwanym momencie – politycznej walki o Krym. Czy ich uczucie pomimo różniących poglądów przetrwa? Jaką cenę będą musieli zapłacić za próbę stworzenia namiastki wspólnego szczęścia?Maciej Jastrzębski napisał kolejną  niezwykłą książkę. To nie jest tylko reporterski opis wydarzeń, w których uczestniczy. (…) Aneksję półwyspu obserwujemy oczyma dwojga bohaterów – mieszkającej w Symferopolu Ukrainki Marianny i zakochanego w niej Rosjanina Fiodora, typowego, dobrze sytuowanego moskwianina. To ich historii wysłuchuje spotkany przypadkiem na opuszczonym przystanku gdzieś w Donbasie – autor. Historii, która nie wiadomo jak się skończy, bo nie wiemy też, jaki będzie koniec obecnego ukraińska-rosyjskiego konfliktu i los zajętego półwyspu. Przeczytałam ten dziwny reportaż, z awanturniczym romansem w tle, jednym tchem.” 
Maria Przełomiec
(autorka i prowadząca „Studio Wschód”)

Książka stanowi dobrane i pomysłowe połączenie reportażu z elementami romansu. Czyta się ją z niewiarygodnym zaciekawieniem, gdyż gdzieś w głębi przemykają przed oczami pewne urywki telewizyjnych wydarzeń, głos dochodzący z radiowego odbiornika czy krzykliwe nagłówki gazet w pobliskim kiosku, opowiadające o wydarzeniach krymskich. W pamięci mamy schowany i kołaczący się niepewnie obraz niedawnych sporów naszych bliskich sąsiadów, postulaty polityków i dyplomatyczne podejście Polski. Coś wiemy, coś słyszeliśmy o tym, ale nigdy nie tak dokładnie, nie z bliska. Jastrzębski dogłębnie ukazuje nam rzeczywistość konfliktu, stara się nie pominąć żadnego szczegółu, dokumentuje swoje spostrzeżenia fotografiami. W książce możecie odnaleźć autorskie zdjęcia pochodzące właśnie z tego „gorącego i niebezpiecznego okresu”. Ludzie na pograniczu, indywidualne pikiety i demonstracje, wiece zwolenników i przeciwników Krymu, miejsca pamięci poległych i wiele, wiele innych obrazów. Ma się wówczas wrażenie jakbyśmy w tym sporze uczestniczyli, mieli w nim swój udział i lekkie poczucie winy, że działo się to tak blisko, obok nas. W życiu każdego człowieka nic nie jest pewne i właśnie Maciej Jastrzębski o tym pisze. Nigdy nie wiadomo co spotka nas na drodze: wojna, miłość, śmierć czy nienawiść. Żyjemy często nie pamiętając o tym, co tak naprawdę czyni nas szczęśliwymi ludźmi. Przykład Krymu to również przestroga, swego rodzaju ostrzeżenie przed tym co może nieuchronnie nadejść i w innych częściach Globu. Gorąco zachęcam do lektury opisującej współczesny, masowy konflikt ukraińsko-rosyjski. Bądźmy świadomi tego co dzieje się na naszych oczach i zapisujmy nasze świadectwa na kartach historii. Nie bądźmy obojętni na świat i to co nas otacza – żyjmy świadomie.
 
Kulturantki.pl Milena; 2015-12-28

Sri Lanka. Wyspa cynamonowa. Wydanie 1

Sri Lanka, nadal chyba bardziej znana jako Ceylon, tak nazywana do 1972 r., należy do najciekawszych zakątków świata. Położona na Oceanie Indyjskim, na południe od indyjskiego subkontynentu, od którego oddziela go tylko cieśnina Palk i zatoka Mannan, oferuje turystom ciekawe zabytki, różnorodność kulturalną mieszkańców, wspaniałą przyrodę i krajobrazy oraz znakomity wypoczynek na nad oceanicznych plażach. I to praktycznie przez cały rok, chociaż lepiej wybrać się tam poza porą monsunową. Która ? to ciekawostka ? jest w innym okresie w południowo ? zachodniej i we wschodniej częściach wyspy.

Zwiedzać ją można zarówno w ramach wycieczek organizowanych przez biura podróży, jak i indywidualnie. I to już całą wyspę, bez omijania ciekawej północy, która była praktycznie nieodstępna, a podróż tam co najmniej ryzykowna w związku z wojną domową toczoną do 2009 r. przez separatystów ? oddziały Tamilskich Tygrysów z syngaleską większością oraz władzami. Przede wszystkim dla osób podróżujących na Sri Lankę indywidualnie przeznaczony jest nowy przewodnik po niej, jaki ukazał się w serii Bezdroża Classic. Chociaż i uczestnicy wycieczek powinni go mieć i zabrać ze sobą, gdyż znajdą w nim ogromną dawkę informacji oraz rad. Przy czym napisanych nie przez reportera, który wpada na krótko, zbiera pospiesznie materiały, zagląda do tego, co wcześniej napisali inni i pisze przewodnik. Lecz przez naszego rodaka ? podróżnika, który mieszka tam już od 2007 roku i jest pilotem oraz organizatorem wycieczek. Zdołał więc poznać wiele ciekawych miejsc i obiektów także poza trasami standardowych wycieczek biur podróży. I ma, co wykazuje w tekście, naprawdę dużą wiedzę o tej stosunkowo niewielkiej ? 65,6 tys. km2, niemal pięciokrotnie mniejszej od Polski, wyspie. Omawiany przewodnik zgodnie z formułą przyjętą dla tej serii wydawniczej, zawiera na wstępie trochę informacji niezbędnych turyście oraz sugestii, co powinni zobaczyć na wyspie w zależności od zainteresowań. Z wymienieniem, krótkimi informacjami o nich oraz zdjęciami, 20 miejsc lub obiektów które trzeba tam zobaczyć koniecznie. Nie brakuje wśród nich żadnego spośród naprawdę ważnych, które zdołałem tam poznać, lub przynajmniej wiem, że zasługują na szczególną uwagę. Właściwą część przewodnikową poprzedza rozdział ?Zaplanuj podróż" z propozycjami 6 tras samochodowych prowadzących łącznie przez ogromną większość najciekawszych i najważniejszych miejsc. Przy czym od wypadów jednodniowych, poprzez 2-3 dniowe i nieco dłuższe, aż po 11 dniową ?Drogi i bezdroża". Pokrywającą się w znacznym stopniu z programami typowych wycieczek na Sri Lankę organizowanych przez nasze biura podróży. Jest też, istotny zwłaszcza dla turystów indywidualnych, kalendarz najważniejszych stałych wydarzeń religijnych, kulturalnych, świąt narodowych i lokalnych. Obszerny i kompetentnie napisany rozdział ?Informacje praktyczne" z wydzieloną częścią ?Informacje A-Z". Ponadto również wysoko oceniany przeze mnie rozdział ?Informacje krajoznawcze". Zawiera on podstawowe dane na temat charakterystyki geograficznej wyspy, jej historii, polityki i gospodarki, społeczeństwa, języków, religii, kultury i sztuki oraz kuchni. Podstawowa, a zarazem najobszerniejsza część przewodnika, ?Zwiedzanie Sri Lanki" przybliża czytelnikowi to co przede wszystkim warto na niej poznać. Miejsca oraz zabytki w podziale na największe miasto i stolicę administracyjną Kolombo (konstytucyjną i siedzibą parlamentu jest Sri Dżajawardanapura Kotte, praktycznie już przedmieście Kolombo) oraz 7 regionów. Z ich ? w sumie 20 ? mapkami oraz planami najważniejszych miast i terenów zabytkowych. W prezentacji każdego z nich jest jego krótka charakterystyka, sugestie co przede wszystkim należy w nich zobaczyć, przedstawienie poszczególnych miejscowości i ich okolic. A także informacje o dojeździe, noclegach, wyżywieniu, rozrywkach, zakupach i charakterystycznych pamiątkach. Wszystko bardzo, chyba nawet trochę nadmiernie zwięźle, ale kompetentnie. Tekst wzbogacają, włamane weń liczne, łącznie niemal 80, informacje monotematyczne w ramkach. Zawierające np. sugestie co zwiedzać mając do dyspozycji 2 dni w Galle, Kandy czy Nuwara Elija, lub 6 dni w interiorze. Informacje o placówkach dyplomatycznych, czasach przejazdu pomiędzy ważniejszymi miejscowościami, niebezpiecznych zwierzętach, przykładowych napiwkach, ostrzeżenia przed naciągaczami itp. Jak również bardzo liczne ciekawostki. Np. ?Witkacy na Ceylonie", ?Degustacja herbaty", ?Kraina ogrodników", ?Jedwab lankijski", ?Batik", ?Kamień księżycowy", ?Betel", ?Tsunami", ?Pogłaskać żółwia", ?Rytualna kąpiel", ?Kaszaloty", ?Bogowie w podróży", ?Historia zęba Buddy", ?Masaże ajurwedyjskie", ?Tajemnice fortecy" i wiele innych. Czytając ten przewodnik znalazłem jedną nieścisłość w podpisie pod zdjęciem ? bo w tekście jest też sporo zdjęć, niestety w większości czarno-białych. Batikowanie (proces produkcji tkanin batikowych) to nie, jak przeczytałem, ?nanoszenie wzoru z wosku na materiał", ale barwienie tkanin w miejscach nie pokrytych woskiem, w rezultacie przede wszystkim usuwania go aby uzyskać potrzebne wzory. Mam też wątpliwości odnośnie czasu potrzebnego na proponowane przez autora, samodzielne zwiedzanie wyspy opisanymi trasami. Nie bardzo wyobrażam sobie np. jak jednego dnia można przebyć nadmorską trasę Kosogoda ? Galle, nawet samochodem, po drodze zwiedzając 7 miejsc. W tym łodzią motorową lasy mangrowe oraz zobaczyć 66 wysp na jeziorze Madu Ganga. Zwiedzić: wylęgarnię żółwi morskich, plantację cynamonu, klasztor buddyjski, sławne muzeum masek w Ambalangodzie. I ? dodam ? oczywiście również, pobliskie warsztaty, w których są one wykonywane, i ewentualnie coś w nich kupić, o czym autor nie pisze, ale to przecież oczywiste, bo po to tam się jeździ. Ponadto kopalnię niebieskich kamieni księżycowych oraz na koniec fort i inne zabytki Galle. No i chyba jeszcze coś zjeść po drodze. Ale już dłuższe trasy, na ile znam tamte miejsca, zaplanowane są bardziej realnie. To jednak tylko drobne uwagi krytyczne nie zmieniające mojej bardzo pozytywnej oceny tego przewodnika. Który z przyjemnością mogę polecić Czytelnikom.
kurier365.pl Cezary Rudziński; 2016-01-14

Z plecakiem przez świat. Vademecum podróżnika

Książka nie jest jedynie poradnikiem, ale przede wszystkim zbiorem opowieści i anegdot, uzmysławiających, jakie sytuacje mogą zdarzyć się w podróży. Każdy początkujący i doświadczony podróżnik znajdzie w tej publikacji coś dla siebie.

Autorka odpowiada m.in. na oryginalne pytania: Dlaczego w Nepalu nie powinno się głaskać dzieci po głowach? Czemu w Chinach nie należy dawać w prezencie zegarka? Czym nas mogą zaskoczyć chorwackie zakonnice? Jak smakują żywe larwy, smażone tarantule?

W vademecum podróżnika znajdziemy też odpowiedzi na pytania praktyczne np.: Co zrobić, aby ustrzec się przed ?klątwą faraona?? Jak i gdzie szukać tanich biletów lotniczych? Co zrobić gdy linia lotnicza zgubi nasz bagaż? Jak zachowywać się w trakcie trzęsienia ziemi?

Pewnym jest więc, że po lekturze tej książki podróżowanie po świecie stanie się dużo prostsze!
dobreksiazkimag.pl

Zakochani w świecie. Indie

Książka, o której dziś skreślę kilka słów, długo leżała na półce, a ja  nie umiałam się do niej zabrać. „Zakochani w świecie. Indie”; część pierwsza  tytułu brzmiała pięknie i zachęcająco. Druga – niekoniecznie.  W Indiach nie byłam, ale wchłonęłam w siebie taką dawkę literatury na ich temat, że kolejna nie wydawała mi się konieczna.   Nie pamiętam już, co sprawiło,  że skapitulowałam i książkę przeczytałam, ale nie żałuję!
 
Autorką, a właściwie autorami  jest małżeństwo ludzi mediów – ona: Joanna Grzymkowska – Podolak- dziennikarka telewizyjna i on  - Jarosław Podolak – operator telewizyjny. „Nasz plan był prosty: Objechać Indie, zrobić z tej wyprawy cykl telewizyjnych reportaży podróżniczych i napisać książkę (…) o naszych indyjskich przygodach, radościach, rozczarowaniach i olśnieniach”.
 
Niezaprzeczalnym atutem książki jest jej świeżość  i bezpretensjonalność. Autorka nie udaje , że na wędrówkach po świecie zjadła przysłowiowe zęby. Pisze prosto i szczerze: „Dopiero uczymy się być podróżnikami. Mamy nieodpartą ciekawość świata i ludzi i chęć, by ich poznawać”. Teraz już rozumiem część I  tytułu: „Zakochani w świecie”. Otwieram zatem  i czytam….
 
Joanna i Jarosław Podolakowie  bez większych planów, bez  rezerwacji biletów czy hoteli założyli, że w ciągu czterech miesięcy objadą całe Indie.  Ich podróż zaczyna się na zachodnim wybrzeżu w Bombaju i tam też kończy ( bardzo pomocna w śledzeniu ich wędrówki jest duża czytelna mapa  na wewnętrznej  stronie okładki!).  Po drodze Podolakowie  poznają piękne  plaże Goi i baśniowy Tadż Mahal, zamglony Dardżyling z herbacianymi polami i święte miasto Waranasi nad brzegami świętego  Gangesu.  Północ  kraju i pora roku nie pozwalają smakować piękna potężnej  Kangczendzongi, która tylko raz – o piątej nad ranem odsłania swe majestatyczne piękno na całe…20 minut!  Z nieprzyjaznego zimna podróżnicy jadą do Radżastanu z ponad pięćdziesięcioma stopniami gorąca! A wreszcie kraina Sikhów na północy z ich świętym miastem Amritsar.
 
Nieśpiesznie, z dnia na dzień, otwarci na nowe krajobrazy, ludzi i przygody ( a tych, jak w każdej podróży – niemało!) Autorzy przemierzają  kolejne miasta, odwiedzają kolejne świątynne kompleksy i buddyjskie klasztory.  Są świadkami  procesji i  lokalnych świąt  i uczestnikami ulicznych zabaw.  Wraz  z nimi odbywamy trekking po rezerwacie ostatnich wolno żyjących  indyjskich słoni i zachwycamy się ryżowymi tarasami oraz herbacianymi polami.  I wreszcie Kalkuta, gdzie spontanicznie zapada decyzja o trzydniowej  pracy w hospicjum założonym przez  bł. Matkę Teresę.
 
Napisałam, że książka  Joanny i Jarosława Podolaków  jest świeża i bezpretensjonalna.  I szczera.  Poznają oni nie tylko kolejne regiony tego potężnego i zróżnicowanego kraju, ale także samych siebie! Plan na początek zakładał: „Oswoić się z Indiami, ze sobą w Indiach i z plecakami na sobie”.  By spędzić  z sobą intensywne i szczelnie wypełnione 4 miesiące podróży, by umieć zaakceptować, że w drodze może się wydarzyć wszystko, trzeba nie tylko decyzji o wspólnej podróży, ale przede wszystkim  potrzeba świadomości, że on/ona jest  tym właściwym współtowarzyszem drogi!  Joanna Podolak pisze po prostu: „Było nam  dobrze ze sobą  i dobrze ze sobą w podróży”, a gdzie indziej: „Lubiliśmy być razem i razem odkrywać nowe miejsca. Dzielić się wrażeniami i przygodami.  Do naszej podróży potrzebowaliśmy Indii, ale jeszcze bardziej siebie”. I choć  w tak gęstym „programie zdarzeń” nie obyło się   bez drobnych  nieporozumień i całkiem poważnej małżeńskiej kłótni ( w ilości: jedna!), książka jest zapisem wspólnych  przeżyć, zachwytów, olśnień i gorzkich refleksji.  Po Waranasi z płonącymi całą dobę stosami pogrzebowymi Autorka pisze: „Tego się nie zapomina. To doświadczenie, które zostaje w pamięci jak blizna na skórze”.  Z Kalkuty Podolakowie wywożą „szacunek dla człowieka bezsilnego, bezradnego i bezwolnego”  i refleksję,  jakimi jesteśmy szczęściarzami wiodąc swoje bezpieczne wygodne życie na drugim końcu świata.  Trekking  po rezerwacie słoni wyciska łzy bezsilności  nad bezwzględnością człowieka, który siłą podporządkowuje sobie te królewskie zwierzęta.  Ale nie chodzi o tanią ckliwość i sentymentalizm.  Autorka widzi i rozumie, że  Indie to kraj  niesłychanych kontrastów! Przepych i bogactwo  sąsiadują z biedą, o której Autorka pisze wprost, że jest przerażająca i dla Europejczyka – zupełnie abstrakcyjna.  Szok  u przybysza z naszej części świata wywołuje kontakt z indyjską ulicą, na której panuje niemiłosierny tłok, „niewyobrażalny chaos riksz, taksówek, autobusów i motorów”, a  pomiędzy tym wszystkim – żebracy, krowy i małpy. I szczury! Tam zawsze dzieje się: „dużo, szybko i głośno”,  bo w Indiach – jak czytamy – „nie ma możliwości, żebyś był tylko sam z sobą!”
 
 
Tym, co ocala wizerunek tego kraju i sprawia, że chce się do niego wracać ( w dwa lata po pierwszej podróży pp. Podolakowie po raz drugi pojechali do Indii) są  nie tylko olśniewające  widoki i zapierające dech w piersiach pomniki architektury, ale  - jak na całym świecie – ludzie! Choć często natarczywi   i natrętni ( przepyszne fragmenty, w których głównymi bohaterami są…ZDJĘCIA- dodam – w ilościach absolutnie hurtowych, a także  reakcje smagłych Hindusów  na blond Europejkę! – koniecznie do lektury! J), w większości sytuacji – serdeczni, uczynni,  życzliwi   i gościnni – jak pisze Autorka- „bez granic”. Trudno byłoby porachować niezliczone spotkania z ludźmi – na kilka chwil,  sekund, na dzień cały. Takie, które w ułamku sekundy się zapomina i takie, które zapadają w pamięć  i serce.
 
Pod koniec czytamy: „Tylko od nas  zależy,  co w niej [podróży]  znajdziemy i co z niej weźmiemy.  Najprawdopodobniej  zobaczymy i spotkamy to, co ze sobą przywieźliśmy. (…) Każdy dostaje taką podróż, do jakiej jest gotowy”.
 
W nowym  2016 roku życzę Wam, drodzy Czytelnicy bloga i sobie, byśmy – jak Autorzy książki – byli „zakochani w świecie” i jak Oni – otwarci i gotowi na „podróż życia”. Bo taką bez wątpienia była  czteromiesięczna wędrówka  po Indiach  Joanny i Jarosława Podolaków.
http://mumagstravellers.blogspot.com/ Majka Em

Szkatułka pełna Sahelu. Subsaharyjska ballada

„Odbywam tę podróż niemal dwieście lat po pierwszych Europejczykach. Nie muszę się przebierać ani ukrywać. Nie muszę znać arabskiego ani żadnego z języków ludów zamieszkujących Sahel. Nie znam obyczajów Bambara ani Mossich, nie przeczytałem w całości Koranu. Czy człowiek będący takim ignorantem może tam wyruszyć? Czy taka podróż może się dobrze skończyć?” – pytania te zadaje sobie wędrowiec, badacz, malarz słów i obrazów. Tak bowiem można określić osobę Mirosława Kowalskiego, lekarza kardiologa, który zabiera nas w daleką wyprawę po to, by sypnąć nam w oczy piaskiem pustyni, by rozwiać nam włosy wiatrem, by poczęstować nas daktylami czy jissuma gounday, by … zauroczyć nas pięknem Czarnej Afryki.

Książkę „Szkatułka pełna Sahelu”, opublikowaną nakładem wydawnictwa Helion, trudno nazwać podróżniczą, nie jest to też przewodnik – chyba że mamy na myśli przewodnik po codziennym życiu i kulturze. Sam autor wskazuje w podtytule na fakt, iż jest to subsaharyjska ballada i chyba to określenie najlepiej oddaje klimat książki, jej nieuchwytny czar oraz plastyczność i melodyjność. Czytając o Sahelu niemal widzimy mieszkańców tego biednego, ale pełnego surowego piękna terenu, czujemy zapachy i doznajemy niezwykłego wrażenia obecności u boku autora. Kowalski opisuje ten mało znany zakątek w taki sposób, że chłoniemy kolejne słowa, weryfikując swoje opinie o życiu na czarnym ladzie, bądź też poddając się tęsknocie za odbyciem takiej podróży w rzeczywistości. 

Autor przybliża nam rzeczywistość, z jaką zmagają się mieszkańcy Sahelu, obrzeża pustyni (tak tłumaczona jest ta nazwa), pisze o historii Afryki, o powstaniu i rozwoju miast, o bolączkach ludzi oraz o różnicach kulturowych. Zatrzymujemy się wraz z nim w Bamako – mieście ludu Bambara, chłonąc opowieść o kolonizacji Sahelu, o niepodległości, o niezwykłej topografii miast, w których brak jest chodników, także o lokalnych podróżach w dość ekstremalnych warunkach, jakie zapewnia sotrama, mały autobus.

Odwiedzamy Muzeum Narodowe w Bamako, Musa Kunda, czyli Muzeum Kobiet, wędrujemy na urwisko Bandiagary, zwiedzając okoliczne osady, poznając kultywowane do dziś tradycje, w tym rytuał zabiegu obrzezania. W Songo nas zachwyt budzi grota pokryta malowidłami; ciekawość rozpalą też zwyczaje Dogonów, wzbudzające pragnienie metaforycznej wędrówki drogą życia. Zdziwienie i niezrozumienie budzi fakt izolacji kobiet w pewnych okresach jej życia, na przykład kiedy miesiączkuje czy karmi dziecko, zaś czytając opisy meczetu Kani Kombolé nie możemy wyjść ze zdumienia nad ekstrawagancją i finezyjnością tej budowli. To zaledwie kilka przystanków, kilka obrazów, które mamy możliwość obserwować i wydarzeń, w jakich mamy możliwość uczestniczyć dzięki Mirosławowi Kowalskiemu, a już wiemy, że chcemy jeszcze. Wraz z nim przemierzamy zatem kolejne setki kilometrów, spacerujemy po Djenné, podziwiamy góry Hombori, odwiedzamy jedno z najbardziej tajemniczych miejsc na ziemi, czyli Timbukt chłonąc jego wyjątkowość, zatrzymujemy się również w Nigerze, zatapiając się w atmosferę odwiedzanych miejsc, poznając ich historię i kulturę, a także bieżące problemy. 

Lektura tekstu pozwala na docenienie reporterskiej ciekawości autora, dzięki której i czytelnik może poznać intrygujące historie na temat lokalnych obyczajów, zagłębić się też w przeszłość, śledząc rozwój poszczególnych miast, wędrówki ludów czy zmiany, które zachodzą obecnie – tak w ludziach , jak i w zamieszkiwanych przez nich osadach. Podróżując wraz ze „Szkatułką…” po tych niezwykłych, pełnych oddechów przodków miejscach zdumiewa fakt, że tak naprawdę do dziś nie znamy dobrze tych terenów, a już na pewno nie doceniamy ich zagadkowego piękna. Ono widoczne jest nie tylko w słowach Mirosława Kowalskiego, ale też w niezwykłych zdjęciach przyrody oraz portretach mieszkańców, które to stanowią integralną część książki. Jedyne, co budzi rozczarowanie to świadomość że książka – jak każda podróż – kończy się zbyt szybko. Pozostaje jedynie mieć nadzieje, że dostaniemy szansę powrotu do miejsc, gdzie znów zbudzi nas głos muezina, gdzie ciekawić będzie opowieść o europejskich wyprawach, gdzie rozpalać wyobraźnie będą obrzędy, festiwale a także grioci i ich opowieści snute muzyką.
QulturaSlowa Justyna Gul