Kontrast:
ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »
APLIKACJA MOBILNANEW

Dublin. Travelbook. Wydanie 1

Irlandia od co najmniej kilku lat budzi u nas zainteresowanie zarówno jako miejsce pracy, a nawet przenoszenia się na tę Zieloną Wyspę, jak jest nazywana, na stałe, jak i kierunek wyjazdów turystycznych. Często łączonych z odwiedzaniem mieszkających tam krewnych i znajomych.Zarówno jednym, jak i drugim, w poznawaniu stolicy kraju, Dublina oraz jego atrakcji pomóc może przewodnik Bezdroży po tym mieście, wydany w serii travelbook. Poza licznymi informacjami zamieszczonymi w nim zgodnie z jej koncepcją, czytelnik - turysta znajduje w tym przewodniku także 8 planów i map oraz 25 ważnych lub ciekawostkowych informacji w ramkach włamanych w tekst. Ponadto blisko 160 kolorowych zdjęć, chociaż, niestety, nie wszystkie są opisane. Rozdziały wstępne: Informacje praktyczne i krajoznawcze poprzedza krótka część "Atrakcje Dublina", w której autor sugeruje co w tym mieście i jego okolicach szczególnie warto zobaczyć lub przeżyć. Jeżeli chodzi o to ostatnie, jego zdaniem jest co najmniej sześć takich przeżyć i wymienia oraz opisuje je. Przede wszystkim udział w obchodach Dnia św. Patryka, poznanie historii Irlandii i Dublina, zwłaszcza zaś czasów Wikingów oraz spróbowania whiskey i piwa Guinnessa w ich oryginalnych wytwórniach. Ponadto zwiedzenie dawnego więzienia Kilmainhan Gaol, odwiedzenie Temple Baru oraz odbycie spaceru po nabrzeżu rzeki Liffey. Miłośnikom starej architektury i historii autor proponuje poznanie przede wszystkim pięciu zabytkowych budowli, w tym trzech kościołów, zamku i Trinity College. Zaś amatorom przyrody i cudów natury, również pięciu miejsc w mieście i w jego okolicach. Rozdział ?Informacje praktyczne", to rady i sugestie kiedy wybrać się do Dublina, jak tam dotrzeć i poruszać się na miejscu, gdzie nocować i co oraz gdzie jeść. Plus Informator A-Z z najważniejszymi informacjami "w pigułce" w układzie alfabetycznym. Rozdział "Informacje krajoznawcze" zawiera to, co powinien. A więc Krajoznawcze ABC z informacjami o położeniu kraju, jego klimacie, florze i faunie, geologii, historii - z kalendarzem historycznym - zarówno Irlandii jak i jej stolicy. Ponadto o tamtejszym społeczeństwie, kulturze i sztuce oraz sporcie, świętach i festiwalach, a także kuchni. W podstawowej części przewodnika: "Zwiedzanie Dublina" autor proponuje je - i oprowadza czytelnika, zwracając uwagę na najważniejsze zabytki, obiekty - w tym muzea oraz inne ciekawe miejsca, z informacjami o godzinach otwarcia, cenami biletów itp., w podziale miasta na 9 części. Od dzielnicy średniowiecznej, poprzez różne charakterystyczne regiony, po dzielnicę portową i centrum finansowe. Tym, którzy mając więcej czasu zechcą zobaczyć także jeszcze coś poza stolicą, sugeruje w rozdziale "Zwiedzanie okolic Dublina" dokąd, z informacjami o wybranych miejscowościach i miejscach - i w jaki sposób - wybrać się, w którymś z kierunków na cztery strony świata: południe, zachód, południe oraz północny zachód. Ponadto zaś szlaki górskie w pobliżu miasta. Na końcu przewodnika znajduje się, też tradycyjnie, zwięzły Indeks, legenda z opisem symboli i znaków użytych na mapach oraz planach, a także krótka informacja o autorze. Poręczny format oraz staranna szata edytorska powinny wzbudzić zainteresowanie tym przewodnikiem turystów wybierających się do Irlandii i jej stolicy.
kurier365.pl Cezary Rudziński; 2016-06-12

Dublin. Travelbook. Wydanie 1

Nie tylko Joyce

Od lat Irlandia rozbrzmiewa już po polsku, jak niegdyś po gaelicku. I nie jest już XIX--wiecznym pe-ryferium Europy, słynącym z klęski głodu i zaciętego oporu wobec Anglików. Dziś to nowoczesny kraj unijny, o rosnącym PKB, coraz bardziej atrakcyjny dla turystów. Także tych, którzy odwiedzają w Irlandii krewnych i przyjaciół. Coraz głębiej wrastających w irlandzką społeczność. Nie tylko Dublin wart jest zwiedzenia, bo to już oczywistość, gdy wysiada się z jednego z 320 samolotów irlandzkiego przewoźnika Ryanair, mającego na ogonie symbol kraju: złotą harfę. Dublin ma wiele atrakcji - możemy napawać się ciszą katedry św. Patryka, biblioteczną powagą Trinity College, możemy gapić się na leniwy nurt rzeki Liffey albo pić whiskey w ?Tempie Bar". Możemy też podjechać taksówką do ?Sandy Cove", gdzie odnajdziemy biograficzne ślady najsłynniejszego (choć nie jedynego, by wspomnieć choćby Wilde'a czy Yeatsa) pisarza Irlandii Jamesa Joyce'a, twórcy ?Uli-sessa". Ale możemy również pojechać 40 - 50 kilometrów na południe od miasta, by zakosztować średniowiecznego klimatu na wrzosowiskach opodal Glendalough, a przede wszystkim zagłębić się w niewielkie, ale urokliwe góry Wicklow, tworzące Park Narodowy Wicklow Mountains. To nie są wysokie góry, sięgają ledwie ponad 900 metrów nad poziom morza, ale są niezwykle malownicze. Płynie tu wiele rzek, oko cieszy wodospad Powerscourt. Kiedyś działał tu klasztor św. Kevina, funkcjonowały kopalnie ołowiu, dziś jednak to ostoja ciszy. Jest sporo torfowisk, dzikiej zwierzyny oraz stanowisk archeologicznych, dowodzących długiej historii osadnictwa na tych ziemiach. Warto stanąć na przełęczy Wicklow Gap, najwyżej położonej na wyspie przełęczy drogowej, skąd roztacza się niezapomniany widok na Park. Zabytkowa, zrekonstruowana po pożarze posiadłość Powerscourt jest dość zaskakująca w tej przyrodniczej scenerii, ale turystycznie jest ciekawa; inspiracją do jej budowy były zespoły pałacowe w Wersalu i Wiedniu. Tamże muzeum zabawek. Ł.Azik PIOTR THIER. DUBLIN. TRAVEL-BOOK. Wydawnictwo BEZDROŻA, GLIWICE, 2016, s. 184. Cena 24,90 zł.
Tygodnik Angora Ł.Azik; 2016-06-12

Sen powrotu

Mahatma Gandhi twierdził, że „wolność to stan umysłu”, zaś Krzysztof Grabowski umiejscowił tę wolność „tam, gdzie kończy się strach”. Czym tak naprawdę jest wolność? Dla wielu oznacza ona wolność wyboru, dla innych ma wymiar bardziej materialny czy społeczny i jest związana z brakiem zobowiązań wobec rodziny czy wobec pracodawcy. Jeszcze inni utożsamiają wolność z podróżą, z przekraczaniem swoich granic oraz z życiem według rytmu serca, nie zaś opinii otoczenia.
 
A jak wygląda wolność w wykonaniu Piotra Strzeżysza? Możemy się o tym przekonać sięgając po książkę autora i podróżnika, „Sen powrotu”, Opublikowana nakładem wydawnictwa Bezdroża, jest już kolejną publikacją w dorobku autora, zaś jej ramy czasowe (i terytorialne) wyznacza podróż, w którą wyruszył. Osoby, które miały przyjemność sięgnąć po poprzednią książkę „Powidoki” pamiętają zapewne, że podróżnik zmuszony był powrócić do kraju z uwagi na kontuzję kolana. To jednak nie zmieniło jego planów, a tylko odsunęło je w czasie. Po kilkumiesięcznym leczeniu duch przygody znów popchał autora ku eksploracji nowych terenów, oczywiście na nieodłącznym rowerze i z przytoczonymi do niego sakwami. O tym, jak wyglądała podróż przez obie Ameryki, o spotkanych w drodze ludziach, o zwierzętach, a także o wrażeniach autora i jego życiu duchowym w trakcie tej wyprawy czytamy z prawdziwą fascynacją. Książka zaspokaja wymagania wszystkich wielbicieli książek podróżniczych, ale odnoszę wrażenie, że jej siła oddziaływania wykracza daleko poza zachętę do powtórzenia wyczynu autora i podążenia wytyczoną przez niego trasą. To również drogowskaz, który pokazuje nam, że tak naprawdę to my dokonujemy wyborów, że życie takie jak Strzeżysz może wieść każdy, ale z pełną świadomością konsekwencji takiej decyzji.
 
Wraz z autorem przemierzamy przez dziesięć miesięcy trasę wiodącą z Alaski do Ziemi Ognistej, a dokładnie do małego miasteczka położonego na jej krańcu, Ushuaia. To nie tylko podróż, ale i wyzwanie, zarówno dla umysłu jak i dla ciała, to ogniowa próba, z której Strzeżysz wyszedł zwycięsko. Nie zdołał zawrócić go z drogi ból kolana, nieustanna choroba zatok i gorączka, nie skusił się na mało subtelną ofertę matrymonialną na Kostaryce, nie został na zawsze w kolumbijskiej wiosce, gdzie właścicielka hotelowej restauracji udostępniła mu swój dom. Nieznana siła pchała go wciąż do przodu, stawiając na jego drodze zarówno przeszkody, jak i prawdziwe anioły.
 
Książka jest nie tylko zapisem zawierającym szczegóły podróży, ale – a może przede wszystkim – portretem spotkanych ludzi, którzy nierzadko bezinteresownie udzielali mu pomocy, obdarzając dobrym słowem, historią, dobrami materialnymi, służyli bezpiecznym kątem, a nawet opłacali miejsce spoczynku. I choć zdarzały się przypadki, że ktoś chciał go wykorzystać, naciągnąć na darmowy trunek, na niemałe pieniądze w zamian za rzekomo skuteczne lekarstwo, został nawet okradziony, to jednak z lektury bije życzliwość osób, z których drogą życia przecięła się droga autora. Zatrzymujemy się u pewnego weterynarza z Meksyku, jemy dojrzałe mango z robotnikami, poznajemy właściciela restauracji w Salwadorze czy siedemdziesięciodwuletniego Ernesto, rzeźbiarza z wioski Piqua, którego życie jest dla mnie kwintesencją szeroko pojętej wolności i równowagi. To zaledwie kilka twarzy na mapie podróży, której przystanki naznaczone były także bliskimi kontaktami ze zwierzętami – do autora łaszą się bezdomne psy, w brodę wplątują się koty, przeżywa on bliskie spotkanie z guanako, dzikim przodkiem lamy, zaś pancernik bierze go przez przypadek za padlinę. 
 
Wszystkie przygody autora, jego przemyślenia, portrety spotkanych ludzi, a także opisy okolic składają się na piękną, niemalże poetycką książkę „Sen powrotu”. Strzeżysz mistrzowsko włada słowem, niczym pędzlem maluje słowami zastaną rzeczywistość, poświęcając jednocześnie sporo miejsca własnym przemyśleniom i spostrzeżeniom. To sprawia, że z lekturą wiążą się nie tylko podróżnicze tęsknoty, ale jest ona także bodźcem do refleksji, do przemyśleń, do zastanowienia się nad tym, co tak naprawdę jest w życiu ważne, jaką rolę odgrywają na naszej drodze inni ludzie i … czym jest dla nas wolność.
QulturaSlowa Justyna Gul

Drezno i Saksonia. Travelbook. Wydanie 1

Niemcy dzielą się na 16 krajów związkowych (landów) pośród nich Saksonia, region graniczący z Polską, w którym już w XIII wieku rozpoczęła się gorączka srebra, co przyczyniło się do bogactwa Sasów. Stąd pochodził August Mocny, król Polski, znany w naszych podręcznikach jako August III Sas. Centrum Saksonii pozostaje Drezno, pełne poloniców i barokowych zabytków, odbudowanych po wojennych zniszczeniach. Nie tylko miasta i podmiejskie rezydencje w Saksonii godne są odwiedzin. Region jest niezwykle bogaty w zabytki, obejmujące style od średniowiecza po sztukę modernistyczną. Znajdziemy tu piękne obiekty, jak twierdza Koeni-gstein górująca nad Łabą oraz zamki w Miśni, Colditz i Torgau. Do tego barokowe pałace jak Pillnitz czy Moritzburg, potężna budowla stojąca na wyspie powyżej lustra wody, co widać z daleka, i budzi podziw monumentalnością. Pałac myśliwski mieści potężną kolekcję trofeów myśliwskich, ale wart jest zwiedzenia także ze względu na znakomicie zachowany wystrój, w tym sypialnię króla Augusta dekorowaną około dwoma milionami malowanych ptasich piór. Przepych baroku przywrócono Dreznu, przez co miasto jest jednym z piękniejszych w Europie. Warto więc zwrócić uwagę nie tylko na fasadę Zwingeru, ale także na Grosser Garten i Grossedlitz w nieodległym Heidenau. Jak przystało na żywotny region kulturalny, Saksonia przyciąga tysiące turystów swymi festiwalami i świętami publicznymi, pośród których są takie atrakcje jak Karl May--Fest, czyli festiwal Karola Maya w Radebeul, które zmienia się w krainę Dzikiego Zachodu i jego powieściowych bohaterów; we Friebergu w grudniu atrakcją jest parada adwentowa; wrzesień to czas degustacji win, zaś do Zwickau każdego czerwca ściąga fanów trabanta zlot aut tej marki. W Lipsku atrakcją jest festiwal bachowski, konkuruje z nim festiwal piwa, ale znajdzie się tu coś dla miłośników teatru, filmu, a także hippiki. Ponjeważ Saksonia graniczy z Dolnym Śląskiem, różnice, np. kulinarne, są niewielkie. Dominuje kuchnia oparta na czterech K: Kartoffeln, Klósse (kluski), Kaffe, Kuchen (ciasto). Jak pisze autor przewodnika, śmiało można dodać jeszcze dwa K: kiełbasa i kebab, co oddaje zmieniające się gusta i czasy.
Tygodnik Angora Ł.Azik; 2016-06-05

Powidoki. Wydanie 1

Powidoki to zbiór podroży Piotra Strzeżysza, które swój początek mają w momencie, gdy Piotrek ma kilkanaście lat. Już wtedy fascynował się rowerem i przeżył niesamowitą podróż. W każdym słowie udowadnia, że nawet dziecięce marzenia mają sens i mogą się spełnić.
Przeczytamy tu o przekraczaniu granic przez Piotrka zarówno już w dzieciństwie jak i w dorosłym życiu. Granic nie tylko terytorialnych.
Autor wkracza w jakiś taki bardzo ciekawy sposób w głąb samego siebie. Mam wrażenie jakby jego umysł i ciało były mapą, a on umiejętnie i dojrzale stara się szukać nowych dróg.

Rower
Nie ma nic ważniejszego niż rower. Uparł się. I dobrze! Bo czyta się te historie z jeszcze większą ciekawością. Można jechać przecież innymi środkami transportu, ale w obliczu Piotrka to właśnie rower daje mu wolność i pozwala na podróżowanie po swojemu. Czytając miałam wrażenie, że rower stał się poniekąd jego domem. Wiem, powinnam napisać, że prędzej namiot, ale jeżeli spojrzymy na perspektywę pojęcia słowa „dom” nie jak na miejsce, a stan umysłu – to można dojść do podobnych wniosków jak ja, że to właśnie rower był jego ostoją bezpieczeństwa. Jego spokojem i sposobem na dziś, ja jutro.
Wszystkie opisane historie były ciekawe, każda inna i każda miała swoją puentę i czas na przemyślenia.

Ludzie poznani w podróży
Mam wrażenie, że byli najważniejsi. Zawsze. Bez dwóch zdań. Nawet gdy bywało niebezpiecznie. Przecież za każdym razem uczymy się nie tylko miejsca, ale właśnie drugiego człowieka, kultury i obyczajów. Zdarza się, że bywamy zaskoczeni uprzejmością albo pewnymi zachowaniami. Podróżuje się zatem po to, by nauczyć się ludzi. Powidoki to historia przepełniona spotkaniami z drugim człowiekiem. Piotr na swojej drodze poznał wiele ciekawych osobowości. Najbardziej utkwiły mi sytuacje jakie przeżył w Indiach, nie wiem czemu, może to moja tęsknota za Azją i zafascynowanie tymi ludźmi.
 
Podróżować nie po to, aby dotrzeć do celu, lecz aby dojechać jak najpóźniej, aby nie dojechać, o ile to możliwe, nigdy
C. Magris

Sam Autor za każdym razem się zaskakiwał tym, że tak wiele serdecznych ludzi spotkał na swojej drodze. Piotrek opisał te wszystkie historie tak, że przeżyłam to razem z nim. Właściwie to przeżyłam bardzo tę książkę. Zapytacie dlaczego? Każde słowo, każdy dokładny opis sytuacji sprawiał, że Piotrek stał mi się jakoś tak dziwnie bliższy. Gdybym teraz miała usiąść z Piotrkiem twarzą w twarz, to nie wiedząc czemu – mam wrażenie – , że czułabym się jakbyśmy się jakbyśmy znali się od lat.

Piotrze …
Tak. Poznałam Cię lepiej dzięki Powidokom. Masz taki dar uzmysłowienia sytuacji, miejsc w jakich byłeś, że przeżywa się z Tobą każde słowo. Gdybyś miał opisać zwykłą czynność picia wody na pustyni, to zrobiłbyś to tak rewelacyjnie, że nabrałoby to dla mnie tak realnego wymiaru, że znowu bym tam była. Czytanie Ciebie to przyjemność.

Powidoki …
to podróż wgłąb samego siebie. Poprzez przebytą drogę uczymy się obcowania ze sobą. Każda kolejna podróż sprawia, że zaczynamy sobie nie wyobrażać życia bez pasji jaką mamy. Książka świetne ukazuje miłość Piotrka do tego co robi. I nie zawsze będzie wesoło i kolorowo. I trzeba czasem przejść nie wiadomo ile, przeżyć coś niebezpiecznego, poznać różnych ludzi i mieć poprzez ten fakt, cały wachlarz emocji. Trzeba czasem zrobić coś dwa razy. Przemieszczać się z miejsca na miejsce mimo zmęczenia czy zrezygnowania. Trzeba się też wkurzyć. Bez tego podróżowanie byłoby przecież nudne …
Dzięki za Powidoki. To bardzo mądra książka. Masz takie dojrzałe podejście do słowa „wędrowanie”.

 
kirzenska.wordpress.com Katarzyna Irzeńska