Kontrast:
ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »
APLIKACJA MOBILNANEW

Familoki. Śląskie mikrokosmosy. Opowieści o mieszkańcach ceglanych domów

Górny Śląsk ma w sobie coś wyjątkowego. Z jednej strony zadymiony, duszny, niebezpieczny. A z drugiej intrygujący, dynamiczny i niesamowicie bogaty kulturowo. Kamil Iwanicki zaprasza czytelnika do wnętrza familoków, do kopalni, na mniej i bardziej znane dzielnice, do śląskich szkół i śląskich kościołów. Dzięki tej książce można poznać nie tylko historie tego regionu, ale także historie konkretnych dzielnic, fabryk, kopalni, rodzin... i w końcu - ludzi. Na okładce przecież widnieje napis: "Opowieści o mieszkańcach ceglanych domów". Czy było to dokładnie to, czego się spodziewałam? Nie. Spodziewałam się mglistej opowieści o górnikach i ich codzienności. Jak możecie się domyślać, dostałam o wiele więcej. Autor przedstawia wiele historii - od samych familoków zaczynając, aż po legendy Górnego Śląska, zahaczając o edukację, religie, wojnę i wiele innych tematów. Nie potrafię dobrze streścić tej książki w paru zdaniach. Musicie sami się przekonać, o czym ona dokładnie opowiada. Od siebie muszę jednak dodać ważny wniosek: nie spodziewałam się, że Górny Śląsk może być tak intrygującym, klimatycznym i wciągającym światem. Nie sądziłam, że familoki mają do zaoferowania tak dużo historii i tak dużo tradycji. Może byłam ignorantką. Przyznaje się. Nigdy nie interesował mnie ten temat. Ale teraz, po tej lekturze, z pewnością będę nosić w sobie duży sentyment do tego miejsca i do tych historii. Serdecznie polecam każdemu zapoznać się z książka Kamila Iwanickiego. Napisana w bardzo przystępny sposób, a jednocześnie pełna rzetelnej wiedzy i wciągających historii.

literacki.kociołek Włodarska Patrycja

Fotografia podróżnicza. Tajemnice zawodowców wyjaśnione krok po kroku

Ten prosty, skuteczny i przystępnie napisany poradnik to skarbnica wiedzy dla tych, którzy chcą szybko i prosto zrobić świetne zdjęcia z podróży. Komórką i skomplikowanym aparatem fotograficznym. Mało rzeczy tak mnie denerwuje, jak kompulsywne i bezrefleksyjne pstrykanie zdjęć jedno za drugim. I przyznam wam, że tęsknię za czasami, gdy możliwość robienia fotografii nie była tak powszechna, klisze nie tak dostępne, zaś aparaty były aparatami. Dziś każdy może pstryknąć ci fotkę i ty nawet o tym nie wiesz. Sam doświadczyłem tego, gdy zupełnie przypadkowo znalazłem swoje zdjęcia (w sensie mojej gęby, nie mojego autorstwa) na jakimś blogu opisującym jedną z rekonstrukcji bitwy z czasów wojny. Cóż, jedyne co mi pozostaje to ponarzekać, że wszystko spsiało i nie jest już takie jak kiedyś i takie tam marudzenie. Muszę pogodzić się z rozwojem, w tym durnego pstrykania wszystkiego i wszystkich podczas praktycznie każdego wyjazd. Mogę jednak mieć wpływ na to, jak takie zrobione telefonem komórkowym zdjęcie może wyglądać. Rozwój techniczny sprawia, że większość obecnie funkcjonujących telefonów ma w sobie masę funkcji, które do tej pory zarezerwowane były dla tradycyjnych aparatów fotograficznych. Niestety za technologią nie nadąża nas umysł, którego kreatywność podczas wykonywania zdjęcia ogranicza się do głupawego uśmiechu do obiektywu. A przecież dziś ogranicza nas jedynie inwencja. Czasem trzeba jej pomóc. I w tym momencie pojawia się podręczny, przystępny i praktyczny poradnik „Fotografia podróżnicza” Scotta Kelbyego. Książkę wydało wydawnictwo Helion i jak zwykle zrobiło to profesjonalnie i rzeczowo. Zamiast wypuszczać na rynek kolejną poradnikową cegłę dla zawodowców, czyli dla wszystkich i nikogo otrzymujemy w sumie takiego skrótowca: jak zrobić fajne zdjęcia w podróży. Kelby to fachura, zawodowy fotograf, autor poradników i facet, który w praktyczny i szybki sposób dzieli się swoją wiedzą. I powiem wam, że wskazówki, które udziela w uderzają swoją prostotą i praktycznością. Praktycznie na każdym etapie. Trudno powiedzieć, że poradnik podzielony jest na rozdziały. To raczej szybko podane informacje i krótkie, zabawne podpowiedzi jak prostymi sztuczkami osiągnąć naprawdę fajny efekt. Mamy tu wszystko - jak przygotować się do zdjęć przed wyjazdem, co spakować, czego spodziewać się, jak spojrzeć na oklepany temat w sposób kreatywny, jak skomponować kadr praktycznie w chwilę, a czasem jak kreatywnie wesprzeć się Photoshopem, by oddać magię chwili. No cóż, żyjemy w takich czasach, że wszystko musi być podrasowane. Nikt już nie pamięta starych, czarnobiałych fotografii, na których postać bywała nieostra, kadry niekoniecznie „malarskie”. Teraz nawet jedzenie musi być perfekcyjnie sfotografowane, bo dzięki temu na naszego Instagrama może wpaść parę groszy od potencjalnego sponsora. Fotografia przestaje znaczyć więcej niż 1000 słów. Niestety. Takie czasy. Dlatego też nie mamy czasu uczyć się skomplikowanej nauki robienia perfekcyjnych zdjęć. Potrzebujemy więc szybkiej, praktycznej i przystępnie podanej informacji. Rzuconej na talerz: masz, żryj. I taki jest właśnie poradnik Kelbyego: szybki i skuteczny. A to ważne.

Srebrny Kompas Saracen Przemysław

Familoki. Śląskie mikrokosmosy. Opowieści o mieszkańcach ceglanych domów

📚Recenzja: 91/2023 (Recenzja premierowa) 📚Autor: Kamil Iwanicki 📚Tytuł: "Familoki. Śląskie mikrokosmosy. Opowieści o mieszkańcach ceglanych domów." 📚Wydawnictwo: Wydawnictwo Editio 📚Ocena: 7/10 "Familok jest niczym Górnoślązak - stojący twardo na śląskiej ziemi, z której wyrósł, umorusany dymem z kominów, ciężki, ale stabilny. Świat się zmienia,a familok wraz z nim, choć jednocześnie wydaje się niezmienny." Z pojęciem "familok" pierwszy raz spotkałam się podczas lektury genialnej książki Magdaleny Majcher "Doktórka od familoków", opisującej działalność doktor Jolanty Wadowskiej- Król. Bardzo cieszę się, że czytając reportaż Kamila Iwanickiego, mogłam zgłębić temat i dowiedzieć się więcej o życiu mieszkańców Górnego Śląska na przestrzeni wielu lat. Co prawda dość ciężko było przebrnąć mi przez początek książki, w którym autor przybliżał historię Górnego Śląska, kolonii robotniczych na tym terenie oraz dzieje hutnictwa, ale dalej było już tylko ciekawiej. Na dalszych kartach reportażu Kamil Iwanicki opisuje jak z czasem zmieniało się zarówno życie Górnoślązaków, jak również postrzeganie familoków. W ciekawy sposób przybliża nam codzienność mieszkańców tych domów, opowiadając mi. in o wystroju wnętrz mieszkań, o tradycyjnej kuchni tego regionu, o zwyczajach świątecznych. Mnie najbardziej porwały rozdział o bajtlach, czyli dzieciach, o ich zabawach i sposobach na spędzanie wolnego czasu oraz ten o wierze w śląskie demony. Autor raczy nas wieloma ciekawostkami, przez co lektura tego reportażu nie jest ani nudna, ani monotonna. Dodatkowo w książce znajdziemy rozmaite fotografie, które pokazują nam na przykład mieszkańców familoków w ich codziennych zajęciach. Jeśli lubicie reportaże, które w nienachalny sposób przybliżają temat, myślę, że książka "Familoki..." Kamila Iwanickiego przypadnie Wam do gustu. Do zaczytania. Molly📖. PS. Wydawnictwo podjęło decyzję o zmianie okładki. Ja na głównym zdjęciu prezentuje jeszcze tę, z wydania pierwszego. 

molly.ksiazkowa Borzyńska Justyna

Familoki. Śląskie mikrokosmosy. Opowieści o mieszkańcach ceglanych domów

Kamil Iwanicki "Familoki. Śląskie mikrokosmosy" "Sama nazwa "familok" wywodzi się z niemieckich słów Familien-Haus albo Familien-Block, czyli "blok rodzinny"." Kamil Iwanicki w swojej książce pokazuje nam w jaki sposób żyły dawne kolonie robotnicze, tłumaczy jak przez lata zmieniały się familoki oraz ich mieszkańcy. Niegdyś rodziny zamieszkujące familoki były bardzo liczne, rodziny miały nawet do 12 dzieci 👩‍👧‍👧👩‍👧‍👧 co na obecne czasy jest bardzo rzadko spotykane 🙂 Ojciec rodziny chodził do pracy, pomagał przy cięższych pracach, życie matki krążyło wokół 3k czyli: Kinder (dzieci), Küche (kuchni) i Kirche (kościoła). Warto też wspomnieć że w górnośląskiej kuchni jedzenie dzieło się na to które jadło się co dzień i beztydzien, rolada z kluskami była zarezerwowana na niedzielny obiad, później się troche zmieniło jednak rolada dalej ma boski status 😁 W latach 90 upadł przemysł, likwidowano huty i kopalnie, przez co zwiększało się bezrobocie, familoki też były w coraz gorszym stanie. Dla mnie książka jest wspaniałym przewodnikiem, jako osoba nie znająca języka śląskiego, nie byłam pozostawiona sama sobie. Autor zadbał o tłumaczenia cytatów i tekstów po śląsku. Przedstawił w bardzo ciekawy sposób życie ludzi z domków z czerwonej cegły, gdzie dzieci znały się od małego, chodziły razem do szkoły a wolny czas spędzały na osiedlowych podwórkach. Nie pozostaje mi nic innego jak pojechać do Katowic i odwiedzić najpopularniejszą dzielnicę - Nikiszowiec, gdzie dalej można posłuchać gadki, zobaczyć tradycyjne śląskie palmy a w święta spotkać kobiety i mężczyzn ubranych w stroje rozbarskie. Premiera książki już dzisiaj 📚 

czytam_to_co_lubie Niewiadomska Ida

Familoki. Śląskie mikrokosmosy. Opowieści o mieszkańcach ceglanych domów

"Familok jest niczym Górnoślązak - stojący twardo na śląskiej ziemi, z której wyrósł, umorusany dymem z kominów, ciężki, ale stabilny." Górny Śląsk ma w sobie coś wyjątkowego. Z jednej strony zadymiony, duszny, niebezpieczny. A z drugiej intrygujący, dynamiczny i niesamowicie bogaty kulturowo. Kamil Iwanicki zaprasza czytelnika do wnętrza familoków, do kopalni, na mniej i bardziej znane dzielnice, do śląskich szkół i śląskich kościołów. Dzięki tej książce można poznać nie tylko historie tego regionu, ale także historie konkretnych dzielnic, fabryk, kopalni, rodzin... i w końcu - ludzi. Na okładce przecież widnieje napis: "Opowieści o mieszkańcach ceglanych domów". Czy było to dokładnie to, czego się spodziewałam? Nie. Spodziewałam się mglistej opowieści o górnikach i ich codzienności. Jak możecie się domyślać, dostałam o wiele więcej. Autor przedstawia wiele historii - od samych familoków zaczynając, aż po legendy Górnego Śląska, zahaczając o edukację, religie, wojnę i wiele innych tematów. Nie potrafię dobrze streścić tej książki w paru zdaniach. Musicie sami się przekonać, o czym ona dokładnie opowiada. Od siebie muszę jednak dodać ważny wniosek: nie spodziewałam się, że Górny Śląsk może być tak intrygującym, klimatycznym i wciągającym światem. Nie sądziłam, że familoki mają do zaoferowania tak dużo historii i tak dużo tradycji. Może byłam ignorantką. Przyznaje się. Nigdy nie interesował mnie ten temat. Ale teraz, po tej lekturze, z pewnością będę nosić w sobie duży sentyment do tego miejsca i do tych historii. Serdecznie polecam każdemu zapoznać się z książka Kamila Iwanickiego. Napisana w bardzo przystępny sposób, a jednocześnie pełna rzetelnej wiedzy i wciągających historii.
literacki.kociołek Włodarska Patrycja