Kontrast:
ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »
APLIKACJA MOBILNANEW

555 zagadek o Pieninach

Zima to świetny okres na przygotowanie sobie planu wycieczek na kolejny sezon, ponieważ można się wtedy odpowiednio przygotować zarówno pod względem wiedzy, jak i wyposażenia. Pieniny są niewielkie, ale to nie oznacza, że te góry nie mogą nas niczym zaskoczyć, są one niezwykle malownicze i zróżnicowane, a do tego dostarczają nam pięknych widoków, także zdecydowanie warto się tam wybrać chociaż raz w życiu. 555 zagadek o Pieninach to fantastyczna książka, która sprawi, że poznamy wszystkie tajemnice tych gór i będziemy mogli bliżej przyjrzeć się atrakcjom, jakie mogą nam one zaoferować. W środku znajdziemy rozdziały podzielone na pytania, w każdym znajduje się ich kilka lub kilkanaście, są one posegregowane tematycznie i tak mamy pytania o szczyty, schroniska, szlaki, turystykę, uzdrowiska, a nawet o malarstwo. Jedne pytania wymagają odpowiedzi, a inne zawierają zdjęcie, które po prostu musimy rozpoznać, następnie mamy oczywiście odpowiedzi, są one treściwe, ale krótkie, a łącznie tworzą spis wszystkiego, co musimy o tych górach wiedzieć, także dostajemy tutaj sporą dawkę wiedzy. Bardzo uwielbiam tę serię, chociaż tak naprawdę nie znam odpowiedzi na żadne z tych pytań, ale uwielbiam najpierw się nad nimi zastanawiać, a dopiero sięgać po odpowiedzi. Książka będzie na pewno udanym prezentem dla osób kochających góry, będą mogli sobie zrobić sprawdzian, jak dobrze je znają. To, co najbardziej mi się podoba to fakt, że nie mamy tutaj samych opisów, ale również piękne zdjęcia, które można podziwiać i zapisywać sobie, które widoki chce się zobaczyć na żywo. Jeżeli szukajcie nietypowego przewodnika, który pomoże wam przygotować się do podróży w góry, to polecam wam właśnie ten, na pewno, kiedy już się tam wybierzecie, będziecie mogli błysnąć wiedzą i zaimponować nią swoim znajomym.

zaczytane.strony Radlak Karolina

Pierwsza pomoc przedmedyczna. Outdoor - survival - wojna

Autorzy napisali książkę z myślą o turystach, survivalowcach, preppersach, żołnierzach WOT, nauczycielach i uczniach klas mundurowych, przyszłych ratownikach. Czytając książkę chciałam sprawdzić jaki jest poziom mojej wiedzy na temat ratowania życia. No i się załamałam, że nie posiadam prawie żadnej wiedzy. Jednak czytając krok po kroku każdy rozdział wiele się nauczyłam i zrozumiałam. Mało kto zastanawia się w jakich okolicznościach może się znaleźć np. jako uczestnik wypadku w domu, w pracy, na drodze, katastrofy i związanych z nimi zagrożeń życia typu urazy, zatrucia, hipotermia, krwotoki, oparzenia, odma. Zanim przyjedzie karetka to na nas będzie spoczywać obowiązek pomocy i musimy wiedzieć co robić, w jakiej kolejności i w jaki sposób. Ważne, aby pomóc, a nie szkodzić. Dokładnie jest napisane jak się zachować, z czego korzystać i jak sobie radzić mimo stresu, warunków pogodowych i często braku środków. Dowiedziałam się, jak powinna być wyposażona apteczka między innymi cywilna, co powinna zawierać, jak często wymienia się jej zawartość. Jak ją przechowywać. Jakie rodzaje kursów czy szkoleń możemy przejść w Polsce, aby się lepiej przygotować. Ciekawym rozdziałem jest omówienie mitów dotyczących pierwszej pomocy. Zamierzam ją przeczytać kilka razy, aby utrwalić podstawową wiedzę i zapamiętać jak najwięcej. W końcu wypadki zdarzają się każdego dnia i o każdej porze. W takich sytuacjach nie mamy czasu na zastanawianie się musimy natychmiast działać. Nie rozumiem, dlaczego nie przechodzimy takiego choćby jednodniowego szkolenia już w szkole średniej. Powinno to być obowiązkowe. To nie powinna być sama sucha teoria tylko ćwiczenia i konkretne przypadki.

Instagram Niewiadomska Monika

Familoki. Śląskie mikrokosmosy. Opowieści o mieszkańcach ceglanych domów

Z wielką przyjemnością przeczytałam ten reportaż, ponieważ niedawno czytałam książkę Doktórka od Familoków i byłam bardzo ciekawa historii tych miejsc. Familoki to symbol Górnego Śląska. Kojarzone z dzielnicą Katowic, Nikiszowcem. Ich historia sięga aż końca XVIII wieku. Z książki dowiedzieć się można jak i dla kogo powstały robotnicze osiedla. Autor książki opowiada o życiu w Familokach kiedyś I dziś. O klimacie jaki w nich panował. O tym gdzie dziś jeszcze można je zobaczyć. Ta książka to także historia. Duży plus za wydanie książki ze zdjęciami i mapkami. I ta okładka, która od razu podsuwa obraz Familoków. Reportaż napisany jest prostym i łatwym językiem. Są wstawki gwary śląskiej z tłumaczeniem na końcu książki, więc wszystko jest zrozumiałe. Polecam. Warto przeczytać.

kinga_psy_i_ksiazka Kulig Kinga

Familoki. Śląskie mikrokosmosy. Opowieści o mieszkańcach ceglanych domów

Śląsk – piękna, historyczna, ale też i współcześnie wyjątkowa część Polski, która od zawsze kojarzy się nam z górnictwem, pracowitymi i charakternymi ludźmi, nieodłącznymi w tym krajobrazie rodzinnymi osiedlami nazywanymi familokami. I to właśnie nim, ale też i całościowemu spojrzeniu na dawne i dzisiejsze życie na Śląsku, została poświęcona znakomita książka Kamila Iwanickiego pt. Familoki. Śląskie mikrokosmosy. Opowieści o mieszkańcach ceglanych domów. Książka, która edukuje, zaskakuje i przede wszystkim porusza sentymentalnym spojrzeniem na świat, który powoli przechodzi do przeszłości… Kilka słów o autorze Familoków nie mógłby napisać nikt inny, aniżeli właśnie Kamil Iwanicki. To mieszkaniec Śląska, wielki znawca dziejów i kultury tego polskiego regionu. Pasjonat wszystkiego tego, co wiąże się z Górnym Śląskiem i jego okolicami. I dlatego też sięgając po niniejszy tytuł możemy mieć pewność, że spotkamy na jego stronach opowieść człowieka, który wie o czym mówi. Który rozumie śląską mentalność i który potrafi opowiedzieć o tym specyficznym świecie najwięcej, najlepiej, najciekawiej. I tak też właśnie się tutaj dzieje. Śląskie mikrokosmosy Autor zabiera nas w fascynującą podróż na Górny Śląsk. Dokładniej do części miasta Katowic, nazywanej Nikiszowcem. Tam poznajmy dawne i współczesne familoki. Odkrywamy codzienność życia w tych osiedlach, która nie zmieniła się wcale aż tak bardzo na przestrzeni całych stuleci. Widzimy piękno i wyjątkowość tych miejsc, w których tak ważnymi były i wciąż są tradycja, poszanowanie dla pracy, sąsiedzka życzliwość. Bo oczywiście jest tu mowa o domach z betonu i cegieł, ale najważniejszymi są ludzie, którzy je tworzyli. Jak na dobrą pozycję spod znaku historycznego reportażu przystało, Kamil Iwanicki zaczyna swoją relację od początku. To znaczy od sięgającej XVII stulecia idei powstania familoków, pierwszych osiedli. Od codzienności życia i najważniejszych miejsc, które przyciągały kolejnych osadników. Sięga przy tym do miejskich legend, historycznych źródeł i dzieł kultury. Mówi o relacjach przekazywanych z pokolenia na pokolenia, które żyją po dzień dzisiejszych w pamięci mieszkańców Górnego Śląska. Kolejne rozdziały książki Kolejno rozdziały Familoków prowadzą nas przez przedwojenny czas wielkiego rozkwitu śląskich familoków. Autor mówi o popularności tych robotniczych dzielnic. Pisze o pięknie, które było trudne i surowe, ale jednak na swój sposób spokojne, zwyczajne. To tutaj też pojawia się wiele kulturowych smaczków, które odnoszą się chociażby do wierzeń i legend, zwyczajów i obyczajów, obchodzonych świat, miejsca na wiarę w Boga, czy też tak prozaicznych i zarazem fascynujących kwestii, jak kuchnia, przydomowa hodowla zwierząt, kolory ścian, okiennic, drzwi. Potem wkraczamy w trudny czas wojny, który wynikał z wiadomych względów – strach, bieda, trauma… Dotykamy trudnego tematu końca wojennych działań, gdy oto wielu mieszkańców Górnego Śląska dotknął już sowiecki terror, by wspomnieć o wielu tysiącach mieszkańców wysłanych na przymusową pracę do Związku Radzieckiego. To również mowa o łączeniu się kultury, zacieraniu granic w tym względzie, naturalnych przemianach w niemalże każdym aspekcie życia. Powojenne czasy Czas komuny i czas wkroczenia Polski na drogę demokracji po 1990 roku, to kolejny ważny etap w tej literackiej podróży. Z każdą kolejną stroną zaczyna przypominać coraz bliższą nam rzeczywistość, gdy przemysłowa potęga i kulturowa tradycja zaczynają schodzić niejako na dalszy plan. To też przyczyniło się do tego, że familoki zaczęły popadać w ruinę, gdy oto zamykano kolejne fabryki i kopalnie, a co za tym idzie mieszkańcy Śląska decydowali się na emigrację. To smutna, swoista puenta tej historycznej relacji. Bardzo ważnym aspektem Familoków jest to, że autor poruszył w niej absolutnie każdy z kluczowych elementów omawianego tu zagadnienia. Począwszy od historycznych przemian, poprzez politykę, jak i kończąc na zwyczajnej prozie życia. Do tego nie zabrakło tu niezwykle interesującego spojrzenia na tradycję, kulturę i sztukę, które przewija się chociażby w licznych omówieniach filmów i książek. Wreszcie jest i mowa o środowisku, górniczych szkodach, jak i dramatycznych wpływie smogu na zdrowie mieszkańców. Podsumowanie recenzji Tej barwnej relacji dopełniają oczywiście wspaniałe fotografie – miejsc, budynków, pomników i ludzi, które powstały zarówno wiele lat tam, jak i współcześnie. Jest to fascynujące spojrzenie na architekturę, koloryt familoków i to, co dziś z nich pozostało… Jak i również na zwykłą, podwórkową codzienność. Gdzie sąsiadki rozmawiają ze sobą, dzieci bawią się w najlepsze, mężowie, ojcowie i bracia podążają do pracy w kopalni lub w fabryce. I jest w nich coś naprawdę pięknego, niezwykle emocjonalnego, wyjątkowego. Na końcu pojawia się iskierka optymizmu. Dokończone oraz wciąż trwające próby ratowania familoków przed zniszczeniem, które mają stanowić sobą już nie tylko dom dla ludzi, ale też i piękny, godny, ważny pomnik historii. I to właśnie działania takich osób, jak Kamil Iwanicki sprawiają, że stało i wciąż staje się to możliwym. Takim przykładem jest również ta książka – Familoki. We wspaniały sposób przedstawia nam nieco inny obraz Górnego Śląska, który mnie osobiście bardzo zaskoczył, pozytywnie zaskoczył.
Dobre chwile Sarna Katarzyna

Beyond Possible. Wiara w siebie góry przenosi

Lubicie wycieczki w góry? Zainspirowała mnie idea zdobycia w szalonym tempie wszystkich czternastu najwyższych szczytów świata. Miałem nadzieję wspiąć się na nepalskie imponujące wierzchołki Annapurny, Dhaulagiri, Kanczendzongi, Mount Everestu, Lhotse, Makalu i Manaslu, popędzić na Nanga Parbat, Gaszerbrumy I i II, K2, Broad Peak w Pakistanie, a na końcu zdobyć niepokojące ośmiotysięczniki Tybetu — Czo Oju i Sziszapangmę. Ale dlaczego? Lubię czytać książki o rozwoju osobistym. Może wydawać się, że każda pisze o tym samym, ale jednak sposób przekazu jest różny. Nims zabiera nas w podróż po czternastu najwyższych szczytach. Coś, co na pierwszy rzut oka wydaje się niemożliwe - dla niego jest czymś oczywistym. W każdej sytuacji widział szanse na osiągnięcie, spełnienie swojego marzenia. Nie brał pod uwagę, że może mu się nie udać. Był pewny swego i choć okoliczności nie zawsze były idealne, szukał rozwiązania. Nims pokazał mi, że ograniczenia są w naszej głowie. Brzmi banalnie, ale patrząc na jego wyprawę - mogę się z tym zdaniem zgodzić. Książka to opowieść o zdobywaniu szczytów, ale góry mogą być dla nas metaforą własnych osiągnięć. Nie zawsze sytuacja jest kolorowa, czasem mamy ochotę się poddać i zapomnieć o swoim pragnieniu. Jednak patrząc z boku, możemy zobaczyć jak daleko udało nam się dojść. Sam fakt, że podjęliśmy się wyzwania i mamy cel, jest już drogą do sukcesu. Nims nie bał się podjąć wyprawy, choć warunki pogodowe i sytuacje w książce pokazują, że mógłby się poddać. On wciąż szedł do przodu.

mucha_w_ksiazkach Mucha Joanna