Recenzje
Korona Polskich Gór. Dziennik młodego zdobywcy
⛰ 𝐑𝐄𝐂𝐄𝐍𝐙𝐉𝐀 : “ 𝐊𝐎𝐑𝐎𝐍𝐀 𝐏𝐎𝐋𝐒𝐊𝐈𝐂𝐇 𝐆𝐎̈𝐑 - 𝐃𝐙𝐈𝐄𝐍𝐍𝐈𝐊 𝐌𝐋𝐎𝐃𝐄𝐆𝐎 𝐙𝐃𝐎𝐁𝐘𝐖𝐂𝐘“ 𝐚𝐮𝐭𝐨𝐫𝐳𝐲 : 𝐊𝐫𝐲𝐬𝐭𝐢𝐚𝐧 𝐙𝐚𝐣𝐚̨𝐜, 𝐉𝐮𝐬𝐭𝐲𝐧𝐚 𝐙𝐚𝐣𝐚̨𝐜 𝐰𝐲𝐝𝐚𝐰𝐧𝐢𝐜𝐭𝐰𝐨 : 𝐛𝐞𝐳𝐝𝐫𝐨𝐳̇𝐞 [ 𝟓/𝟓 ] ⭐ ღ 𝐑𝐞𝐜𝐞𝐧𝐳𝐣𝐚 : Cześć! Witam was w recenzji książki pt „ Korona polskich gór - dziennik młodego zdobywcy” autorstwa Krystiana i Justyny Zając. Ten dziennik jest idealny dla każdego kto kocha górskie wyprawy i rzeczy z nimi związane. Znajduje sie tutaj mnóstwo ciekawych stron z którymi nie ma nudy! Autorzy mieli bardzo interesujący plan na wydanie tego i bardzo to podziwiam! Znajdziecie tutaj m.in. rady dotyczące jak zachowywać się na szlaku, ciekawostki dotyczące poszczególnych gór, a również całą Koronę Gór polskich! Mamy tutaj kilka krzyżówek, jak i kolorowanek na nudę. Również znajdują się strony z górami, gdzie możecie uzupełnić informacje kiedy tam byliście, ile wam zajęła droga itp. Możecie tam wbić pieczątki z tych miejsc! Kilka stron jest poświęconych na tak zwane zadania terenowe np znajdź drewniany mostek, wejdź na wieżę widokową. Wśród tych zadań są również do odznaczenia wodospady w różnych pasmach gór Polski. Podsumowując, ten dziennik jest idealny dla podróżników oraz wszystkich kochających góry. Podczas wypełniania nie ma nudy! Możesz zabrać go ze sobą w góry i zbierać pieczątki z szczytów na ostatnich stronach. Ja mogę wam go zdecydowanie polecić! Jeden z moich ulubionych dzienników i na 100% będę z niego korzystać jak najdłużej! — dziękuję za przeczytanie! Adiós
Sycylia. Smak południa
„Sycylia. Smak południa” to książka, która bardziej przypomina osobisty dziennik podróży niż klasyczny przewodnik turystyczny. Autorka z ogromnym wyczuciem pokazuje Sycylię od strony codzienności pełnej aromatów, rozmów i lokalnych rytuałów. Największą siłą tej opowieści są detale dzięki którym wyspa nabiera autentycznego charakteru. Książkę czyta się powoli, smakując kolejne opisy niczym sycylijskie potrawy. 👌To lektura dla osób, które w podróżach szukają czegoś więcej niż ładnych zdjęć i szybkiego zwiedzania. „Sycylia. Smak południa” inspiruje, by zatrzymać się na chwilę i naprawdę poczuć atmosferę odwiedzanego miejsca. ❤️
Korona Polskich Gór. Dziennik młodego zdobywcy
Jeżeli jesteście miłośnikami górskich wędrówek, to „Korona Polskich Gór. Dziennik młodego zdobywcy” może okazać się początkiem naprawdę wyjątkowej przygody! Justyna i Krystian Zając stworzyli książkę, która zamienia każdą górską wyprawę w prawdziwą misję pełną wyzwań, odkryć i niezapomnianych wspomnień. Na młodych zdobywców czeka aż 28 szczytów należących do Korony Polskich Gór. Przy każdym z nich znajdziemy krótkie ciekawostki o danym paśmie górskim i trasie, miejsce na wpisanie szczegółów wyprawy, pieczątkę oraz przestrzeń na własne notatki, rysunki czy zdjęcia. Autorzy świetnie połączyli praktyczny przewodnik z zabawą i motywacją do aktywnego spędzania czasu. Oprócz miejsc na zapiski znajdziemy tu także krzyżówki, wykreślanki, quizy, labirynty i zadania terenowe, które sprawiają, że dzieci jeszcze bardziej angażują się w odkrywanie górskiego świata. Książka nie zapomina o bezpieczeństwie i dobrych nawykach młodego turysty. W środku znajdziemy kodeks młodego odkrywcy, numery alarmowe GOPR i TOPR oraz checklistę rzeczy, które warto zabrać na szlak. Dzięki temu dziennik uczy również odpowiedzialnego podróżowania. Lekki, poręczny i idealny do wrzucenia do plecaka przed kolejną wyprawą. To książka, która naprawdę może towarzyszyć dzieciom podczas zdobywania kolejnych szczytów i stać się piękną pamiątką wspólnych rodzinnych wyjazdów. „Korona Polskich Gór. Dziennik młodego zdobywcy” motywuje, inspiruje i sprawia, że nawet najmłodsi zaczynają patrzeć na górskie wędrówki jak na wielką przygodę. Po kilku uzupełnionych stronach naprawdę zaczyna się marzyć o zdobyciu całej Korony Polskich Gór.
Znikająca kraina. Wędrówka przez góry Śląska
440 kilometrów pieszo w kilkanaście dni po wymagającym terenie górskim. Ze wschodu na zachód. Od Prudnika po Świeradów-Zdrój. W lipcowym, momentami niemiłosiernym skwarze i przy popołudniowych gwałtownych burzach. Samotnie, ale w najodpowiedniejszym momencie zawsze z pomocą napotkanych nieznanych, dobrodusznych osób. Walcząc z bólem, brakiem sił, rozlatującym się obuwiem i niepokojem o dostępność noclegu o podstawowych, ale godnych i dających kilka godzin ukojenia warunkach. Cały czas z pasją, determinacją i przywoływanymi w myślach wspomnieniami zarówno z dzieciństwa, jak i dorosłego już życia, które dotyczą poszczególnych miejscowości, gór i regionów. Przejście Głównego Szlaku Sudeckiego - drugiego pod względem długości (po Beskidzkim) tego typu szlaku turystycznego w Polsce, stało się przedmiotem opowieści i relacji dziennikarza Michała Zabłockiego w książce zatytułowanej: „Znikająca kraina. Wędrówka przez góry Śląska”. Publikacja została wydana nakładem Wydawnictwa „Sploty” z Grupy Wydawniczej „Helion”. Całość to składowa siedemnastu rozdziałów, a każdy z nich to zapis opowieści z kilkudziesięciu kilometrów marszu po szlaku, ale z wyraźnym zauważaniem tego, co jest nieco dalej niż tuż obok niego. To nie jest przewodnik turystyczny po Głównym Szlaku Sudeckim, lecz reportaż będący literaturą drogi - tej mijanej w czasie rzeczywistym i tej będącej wspomnieniami własnymi Autora, wspomagającym się zapisami szczęśliwie zachowanymi w przytaczanych w przypisach książkach oraz artykułach ze stron internetowych. Unikalnością tej publikacji są niezliczone historie podawane z charakterystyczną dla Zabłockiego swadą, do której łatwo się przyzwyczaić i dzięki temu prościej jest zrozumieć emocje towarzyszące piechurowi na poszczególnych etapach trasy. Etapach tak różnych, odmiennych od siebie, jak zróżnicowane są Góry Opawskie, Złote, Masyw Śnieznika, Góry Bystrzyckie, Orlickie, Stołowe, Sowie, Kamienne, Suche, Rudawy Janowickie, Karkonosze i wreszcie - Góry Izerskie, ale uspójnione naturalnie poprzez łączącą je sudeckość. Spójnikiem dla wszystkich tych pasm jest także narrator, dający każdemu z nich na stronach omawianej pozycji, atmosferę uważności i wrażliwości na siły oddziaływania przyrody, która niespiesznie, ale widocznie dla oka po pewnym czasie diametralnie zmienia oblicza opuszczonych wsi. Oto bowiem w miejscach niegdysiejszego istnienia zabudowań mieszkalnych, gospodarczych czy przemysłowych pojawiają się formacje roślinne i drzewa niejednokrotnie oplatające zardzewiałe konstrukcje, bezlitośnie pokazując im miejsce w szeregu na planecie. A jak przyroda radzi sobie z bezlitosnością człowieka? Wydaje się, że w wielu momentach odpowiedzi na tak zadane pytanie zdaje się szukać Autor - zaniepokojony celową monokulturą upraw i konkretnych gatunków drzew oraz w innym miejscu ich masową wycinką pod pretekstem podawanym bez stuprocentowej słuszności dla jego skuteczności i nie biorąc pod uwagę przez decydentów efektów jakie dały podobne zabiegi przed kilkuset laty, wówczas na potrzeby rozwoju epoki przemysłowej. A przecież siła drzew i ich znaczenie potrafi być ogromne. Michał Zabłocki zwraca na to uwagę choćby siedząc pod lipami w Jarnołtówku, na początkowym etapie drogi. Starożytni Germanie właśnie pod lipami rozwiązywali konflikty, wierząc, że drzewa przynoszą pokój i ujawniają prawdę… Czytelnik otrzymuje również liczne relacje z krótkich spotkań z wędrowcami przemierzającymi szlak w przeciwnym kierunku (głównie pytających bohatera książki o to, jak się chodzi po szlaku w wręcz kultowych dla całej fabuły sandałach), turystami odwiedzającymi tylko wybrane miejscowości lub zdobywającymi określone szczyty (tu tematem przewodnim jest podziw dla Autora za determinację w chęci przejścia kilkuset kilometrów), pracownikami - schronisk i innych obiektów noclegowych, terenów leśnych czy będących byłymi górnikami (z nimi wszystkimi zakres rozmów jest naprawdę ogromny, mają one zazwyczaj zabarwienie lokalne, pełne humoru, ale zdarza się, że czasami dialog bywa kłopotliwy), innymi gośćmi obiektów noclegowych (potrafiącymi w wysublimowany sposób zakłopotać w kontekście decyzji o nocowaniu następnego dnia w niepublicznym schronisku) i wreszcie z rozmów telefonicznych z bliskimi (a z teściową to nawet podczas osobistego spotkania!), którzy z troską dopingują dziennikarza i udzielają mu wskazówek. Te wszystkie kontakty są dla Zabłockiego przyczynkiem do refleksyjności nad prawdziwym doświadczeniem drogi - tym w wymiarze czysto ludzkim, dającym prawdziwie realną motywację do dalszego przejścia szlaku pomimo licznych chwil kryzysu - tak uwidaczniających się szczególnie paradoksalnie na początku, a nie w końcowym, teoretycznie najbardziej wymagającym fragmencie „GSS-u”. Istotnymi elementami, zgrabnie „wtrącanymi” do opisu wędrówki są szczegółowe, klimatyczne, czasem mające wymiar poetycki, opowieści o zrujnowanych pojedynczych obiektach oraz wielu całych wsiach, ale też o kulturze i tradycjach, które tak jak całe Sudety - mogą (nomen omen) poszczycić się długą, zakorzenioną w tym miejscu historią jaka jest nierozłącznym elementem tożsamości wielu ludów zamieszkujących te tereny - bez względu na to, po której stronie dzisiejszych granic znajduje się ich siedlisko. Tożsamości także samego piechura - wychowanego we Wrocławiu, jak sam się określa w odpowiedniej kolejności: Ślązaka, Polaka i Europejczyka dla którego to, co tu zakorzenione jest najważniejsze, a to co sztucznie wprowadzane (niepotrzebne wieże widokowe - szpecące same w sobie piękne szczyty, „tyrolizacja” ośrodków narciarskich, podhalańska przaśność) mocno wzburza, tak samo zresztą jak pewien pogląd patrona szlaku Mieczysława Orłowicza… „Znikająca kraina. Wędrówka przez góry Śląska” mimo, że nie jest przewodnikiem turystycznym, to w kilku aspektach spełnia warunki dla tego typu publikacji. Autorskie doświadczenia mogą posłużyć do decyzyjności co do słuszności dziennego kilometrażu przejścia (mając dobrą kondycję można pokonywać dłuższe dystanse, ale kosztem mniejszej uważności na to co wokół i rezygnując z kontemplacji otoczenia), wyboru miejsc noclegowych (cenne są uwagi o dłuższych odcinkach bez ani jednego takiego obiektu) i punktów konsumpcyjno-zaopatrzeniowych (dużo jest kulinarno-napitkowych polecajek, są też antypolecajki). Lekturę czyta się lekko, wszystko jest spójną całością i jedną wielką zachętą do odkrycia Sudetów na własny sposób. Niekoniecznie trzeba od razu przejść cały Główny Szlak Sudecki, warto uskutecznić realizację choćby jednego, dwóch odcinków podczas wolnego weekendu.
Sycylia. Smak południa
Od kilku miesięcy na szczycie mojej podróżniczej listy marzeń widnieje Sycylia i bardzo liczę na to, że jeszcze w tym roku (a w przyszłym to już obowiązkowo!) uda mi się tam wybrać. Dlatego też sięgnęłam po przewodnik Karoliny Wiszniewskiej @italia_e_cucina, który przed pierwszą wizytą na wyspie jest lekturą wręcz idealną. Książka odchodzi od typowo przewodnikowej formy, co czyni ją o wiele bardziej przystępną niż dość suchy opis zbioru zabytków i cudów natury z klasycznego przewodnika. Mamy tu 25 rozdziałów, każdy o innym sycylijskim mieście lub wyspach (oraz o jednej górze i jednym wulkanie). Wszelkie wskazówki dotyczące podróżowania, a także ciekawostki kulturowe i kulinarne autorka wplotła w tekst lub wyróżniła na specjalnie oznakowanych stronach. Nadal jest to jednak przewodnik, więc najwięcej znajdziemy w nim opisów najciekawszych atrakcji turystycznych, ale też rzadziej odwiedzanych zabytków i mniej wydeptanych szlaków. Do tego trochę historii, miejscowych legend oraz wydarzeń kulturalnych i religijnych, wyjątkowo ważnych dla Sycylijczyków. Wszystko napisane prostym językiem, w tym przypadku jednak wskazanym i bardzo przyjemnym w odbiorze. Tym, co podobało mi się szczególnie, były fragmenty dotyczące lokalnej kuchni, która jest na Sycylii niesamowicie bogata i różnorodna - podtytuł książki jest więc nieprzypadkowy. Nie zdawałam sobie sprawy, że w obrębie jednej wyspy może istnieć tak wiele wariantów różnych potraw! Karolina opowiada o nich z ogromną fascynacją, a jej miłość do miejscowej kuchni (i wina!) bije z każdej poświęconej jej strony. Podczas lektury zapisałam mnóstwo polecanych przez autorkę adresów, a na swoją listę dań do spróbowania wpisałam takie pozycje, na które sama z siebie (jako osoba wyjątkowo wybredna i nieskora do próbowania nowych smaków) na pewno nigdy bym się nie zdecydowała. Najważniejsze miasta, takie jak Palermo i Katania, turystyczne perełki - Taormina i Cefalù, a także mniej znane, acz równie intrygujące miasteczka, jak chociażby Macari. Myślę, że każdy znajdzie w tej książce miejsca, których odwiedzenie od dawna planował, a także takie, które jeszcze dołoży do planu podróży. Jedyne, czego mi w niej zabrakło, to jakiegoś krótkiego podsumowania na sam koniec, takiej małej kropki nad i. Chociaż może jestem zbyt wymagająca… Bo bez tego „Sycylia. Smak południa” i tak będzie świetnym wyborem dla osób szukających podróżniczych inspiracji. Jestem pewna, że okaże się pomocna w planowaniu wyjazdu, więc koniecznie sięgnijcie po nią przed wylotem na wyspę.
