Kontrast:
ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »
APLIKACJA MOBILNANEW

Z plecakiem przez świat. Vademecum podróżnika

Podróże uzależniają, ale to akurat nałóg, który polecam każdemu – pisze w swojej najnowszej książce Monika Witkowska. A ma w tej dziedzinie przebogate doświadczenie.
Jest bowiem globtroterką przemierzającą Polskę i świat – była w około 180 krajach na wszystkich kontynentach – od grubo ponad trzech dekad. Przy czym jeżdżąca zarówno w miejsca znane i do sławnych zabytków, ale także, a może przede wszystkim, szukająca tych leżących na uboczu głównych podróżniczych szlaków, aby poznawać żyjących tam ludzi i ich obyczaje. Najchętniej podróżuje samotnie, z plecakiem, i z reguły ze skromnymi środkami w kieszeni.
I to jej zdaniem, które trudno kwestionować, jest prawdziwym globtroterstwem. Podróżujących po świecie dzieli bowiem na trzy kategorie, w zależności od sposobu ich przemieszczania się i zainteresowań. Uważając zarazem, że każdy ma prawo wyboru takiego, który mu najbardziej odpowiada. Lub na który go stać, nie tylko ze względu na sytuację materialną, ale także kondycję fizyczną i psychiczną oraz inne uwarunkowania. Obok globtroterów, są to podróżnicy oraz turyści. Monika – znamy się już ponad ćwierć wieku – jest także zapaloną i doświadczoną żeglarką.
Z niebanalnymi osiągnięciami w tej dziedzinie. Przepłynięciem Atlantyku i Pacyfiku, opłynięciem Przylądka Horn, pokonaniem Przejścia Północno – Zachodniego i kilku innych trudnych tras morskich. Ponadto uprawia turystykę wysokogórską. Mimo zdobycia w 2013 roku Mount Everestu, a w różnych latach najwyższych (i wielu niższych) szczytów sześciu kontynentów – na ostatni brakujący jej do Korony Ziemi, Mt. Vison na Antarktydzie, ma zamiar wejść w bieżącym sezonie – nie uważa się za himalaistkę czy alpinistkę. Jest też przewodniczką oraz pilotką grup turystycznych i trekkingowych.
No i świetnie piszącą dziennikarką turystyczną oraz autorką wielu już książek podróżniczych. Najnowsza, którą mam przyjemność omawiać, jest poszerzoną i zaktualizowaną wersją wydanej pod tym samym tytułem kilka lat temu. Autorka przekazuje w niej swoje doświadczenia czytelnikom, zarówno podróżnikom, jak i tym, którzy dopiero mogą się nimi stać. Jest to książka, co stwierdza na wstępie, przede wszystkim dla podróżujących na własną rękę backpackersów. Plecakowiczów, czyli tych, którzy przemierzają świat mając bardzo ograniczony budżet.
Ale zakłada – i ma rację – że każdy zainteresowany podróżami znajdzie w niej przydatne informacje dla siebie. Wielkim walorem tej książki jest, zacytuję: „ (że)... to o czym piszę, oparte jest na własnych doświadczeniach z podróżowania po wszystkich kontynentach, po krajach zróżnicowanych kulturowo i geograficznie... zadaniem tej książki jest opisać sytuacje z życia wzięte, pokazać, co w czasie podróży może nas spotkać, jakie błędy można popełnić (zawsze lepiej uczyć się na cudzych, w tym wypadku moich) i jakie mogą być ich konsekwencje".
A opisanych sytuacji, zarówno przeżytych przez autorkę, jak i, rzadziej, takich, z którymi zetknęła się w trakcie podróży, są setki. W tym bardzo liczne w postaci informacji w ramkach włamanych w tekst. Uwagę czytelnika przyciąga już wstęp, z którego dowiaduje się o trudnych podróżniczych początkach autorki, doświadczeniach z harcerstwa oraz poznawania przez nią Polski, często autostopem. I pierwszych zagranicznych wyjazdach w latach PRL-u, gdy podróżowała za zachód, podobnie jak inni – a znam to z autopsji – dosłownie z groszami w kieszeni.
Bo takie były wówczas nasze zarobki w przeliczeniu na „prawdziwe pieniądze". Na poznawanie świata zarabiała „na saksach". Zbierając truskawki w Norwegii, okopując drzewka oliwne w Grecji, pracując na farmie w Szwajcarii, czy sprzątając domy w Kalifornii itp. Ogromną większość Vademecum zajmują rady oparte o własne doświadczenia autorki, podzielone na trzy części. „Przygotowania" – do podróży, czyli sprawdzenie się, czy nadajemy się na podróżników, wybranie celu, szukanie o nim informacji, decyzji, czy jechać w pojedynkę, czy z kimś.
A także jakie i gdzie potrzebne są dokumenty oraz ekwipunek uzależniony od miejsc, które zamierza się poznać, pory roku lub klimatu, długości wyjazdu itp. Już w tej części sporo nowych informacji znaleźć mogą nawet doświadczeni turyści. Najobszerniejsza, „No to w drogę !", zawiera niezliczone dane, fakty i rady. M.in. na temat co warto wiedzieć o podróżach samolotami i wyszukiwaniu tanich przelotów. Przemieszczaniu się na miejscu lokalnymi środkami transportu. Znajdywaniu taniego dachu nad głową – także miejsc pod namiot, lub korzystania z gościny przypadkowo poznanych tubylców.
Przekraczaniu granic oraz niekiedy zaskakującym jedzeniu w różnych krajach. Porozumiewaniu się, gdy – przeważnie – nie zna się miejscowego języka, finansach wyprawy, bezpieczeństwie oraz sposobach ochrony przed złodziejami, postępowaniu w przypadku zagrożenia zdrowia i innych sytuacjach nadzwyczajnych, czy warunkach sanitarnych w różnych miejscach naszego globu. No i o głównym celu wyjazdów: zobaczyć jak najwięcej i co, gdzie, kiedy. Oraz poznawaniu miejscowych ludzi i ich zwyczajów, z naciskiem na konieczność szanowania ich, dostosowania się, z wieloma praktycznymi radami dotyczącymi różnych kultur.
Z niekiedy bardzo istotnymi informacjami. Jak i gdzie ubierać się nie tylko ze względu na klimat czy temperaturę, ale rodzaj obiektu, np. świątynie, i miejscowe obyczaje. Jakimi gestami zatrzymywać samochody na autostopie w różnych krajach. Czy jakimi ruchami ciała, lub palców posługiwać się, aby nie obrazić, a jest to bardzo łatwe, lokalsów, jak tubylców nazywa autorka. Trzecia część książki poświęcona jest innym kwestiom ważnym. Przede wszystkim jak nie dać się chorobom i jakie stanowią one zagrożenia. O obowiązkowych i zalecanych szczepieniach przed wyjazdem – ich tabela zajmuje wewnętrzne strony przedniej okładki.
Korzystaniu z wody niewiadomego pochodzenia, także do mycia zębów. Specyfice wypraw górskich itp. Nacisk autorka kładzie na etykę podróżowania, bo z nią niektórzy nasi rodacy, chociaż nie tylko oni, mają problemy. Na kontakty z miejscową ludnością, czy spotkania z rodakami mieszkającymi niekiedy w bardzo odległych zakątkach świata. Nie brak również rad na temat fotografowania, bo autorka i w tym ma spore doświadczenie, a książka jest bogato ilustrowana jej zdjęciami. M.in. czy, gdzie i kiedy trzeba płacić miejscowym za „pozowanie", czyli zgodę, aby ich sfotografować. Lub rezygnować, gdy nie życzą sobie tego.
O, bardzo ważnych, różnych godzinach i datach stosowanych w miejscowych kalendarzach. Niekiedy zawiłych, a nieznajomość których może prowadzić do spóźnień na środki transportu, czy niemożliwość załatwienia spraw urzędowych. Są też rozdzialiki poświęcone samotnym kobietom w podróży, z wieloma faktami obalającymi mity w tej dziedzinie, czy o zdobywaniu środków na podróże itp. A wszystko to ilustrowane, jak już wspomniałem, licznymi ciekawymi przykładami, z kapitalnymi scenkami i anegdotami powodującymi nawet wybuchu śmiechu w trakcie lektury.
Np. o naszych rodakach nie znających angielskiego i usiłujących dokonać zakupów w brytyjskim sklepie. Jeden, gdy potrzebna mu była piłka do cięcia metalu, demonstrował sprzedawcy, posługując się polskim analogię do... piłki futbolowej i wymieniał nazwiska znanych piłkarzy. Powtarzając słow „metal". Inny szukając kiełbasy, ale nie krakowskiej – zatańczył krakowiaka, lecz myśliwskiej – pokazywał gestami strzelanie. Są autentyczne przykłady, jak nie sprawdzając wystawionego biletu, można trafić nie tam, dokąd się zamierzało. Np. samolotem do Sydney w Kanadzie, a nie Australii, czy Sidney w stanie Montana w USA.
Są opisy zapluskwionych pokoi w tanich hotelikach. Rzekomego porwania przez lwa, a w rzeczywistości hienę, plecaka z przegryzionego przez nią namiotu, bo jego właściciel Anglik, wbrew poleceniu przewodnika, pozostawił w nim pachnącą kiełbasę. „Noclegu z duchami" – rozbiciu namiotu, jak się okazało, na cmentarzu. Informacje o konieczności zachowania szczególnej ostrożności na plażach zalewanych wysokimi, nawet do 14 metrów !, przypływami oceanów lub mórz. Czy jak postępować w przypadku trzęsienia ziemi. O zagrożeniach ze strony dzikich zwierząt, jadowitych węży, czy małp – złodziejek.
I rady jak postępować, aby nie dać się okraść lub ograbić przez złodziei i bandytów. Np. narzucając na plecak specjalną siatkę, której nie da się przeciąć zwykłym nożem, lub chociażby osłonę przeciwdeszczową. Sporo można dowiedzieć się o pułapkach kulturowych, jakie czekają na europejskich turystów w krajach egzotycznych. We wspomnianej etyce podróżowania m.in. o tym, czego turyście nie wypada robić. Np. zabierać „drugiego śniadania" z hotelowej restauracji w systemie szwedzkiego stół. O konieczności dawania napiwków tam, gdzie jest to zwyczajem i nierzadko głównym źródłem utrzymania.
Przykłady można mnożyć. Np. przeczytać o smaku trochę szokujących potraw, jakie jadała autorka, m.in. żywe larwy, smażone tarantule, czy pieczone świnki morskie. Są odpowiedzi na pytania w rodzaju: gdzie można zjeść, legalnie, mięso wielorybów? I ostrzeżenia, że turystycznych pamiątek ze skóry, kłów czy kości, bądź piór, i których zwierząt, gadów i płazów oraz ptaków, a także koralowców, nie należy kupować, a nawet zbierać. Bo po przylocie do kraju przestrzegającego Konwencji Waszyngtońskiej, grozi za to nie tylko ich konfiskata, lecz również wysokie kary.
Z licznych ciekawych informacji zawartych w tej książce wspomnę jeszcze o dwu dotyczących naszych rodaków. Pierwsza, iż twórcą znanej firmy kosmetycznej Max Factor był Maksymilian Faktorowicz (1872-1938) ze Zduńskiej Woli, który przybył do Los Angeles w USA w 1904 r. Druga – informację autorki rozszerzam w oparciu o inne źródła, gdyż są to fakty mało znane – że w specjalnym gmachu na wzgórzu w Glendale w Forest Park, obecnie dzielnicy Los Angeles w Kalifornii, znajduje się największa na świecie (15 x 60 m) panorama o tematyce religijnej „Golgota" (po angielsku „Ukrzyżowanie" – „The Crucifixion").
Namalował ją, z inspiracji Ignacego Jana Paderewskiego, (ukończył w 1896 r. i w nim po raz pierwszy wystawiono ją we Lwowie) Jan Styka (1858-1925), m.in. współautor, z Wojciechem Kossakiem, „Panoramy Racławickiej". W 1904 r. I. J. Paderewski przywiózł ją na Wystawę Światową w St. Louis w USA, ale z braku odpowiedniego miejsca i środków finansowych nie została na niej wystawiona, nie odesłano jej też do Europy. W 1944 r. kupił ją na licytacji koneser sztuki i milioner Hubert Eaton i wybudował dla niej specjalny pawilon. Obecnie można ją oglądać podczas pokazów słowno – muzyczno – świetlnych.
Zaś prochy jej autora, który zmarł w Rzymie, przeniesiono w 1959 r. do USA i pochowano obok jego syna Tadeusza w Kwaterze Nieśmiertelnych na pobliskim cmentarzu Forest Lawn Memorial Park. I spoczywają one obecnie w pobliżu grobów m.in. Elizabeth Taylor i Michaela Jacksona. Bardzo ciekawych faktów, opowieści i anegdot, jest w tej książce naprawdę wiele. Warto więc aby ją przeczytali nie tylko turyści i początkujący podróżnicy, ale również bardzo doświadczeni globtroterzy. Bo na pewno znajdą w niej coś, co ich zainteresuje i wzbogaci wiedzę o świecie oraz organizowaniu sobie jego zwiedzania.
kurier365.pl Cezary Rudziński; 2016-01-01

Z plecakiem przez świat. Vademecum podróżnika

Mam przed sobą kolejną książkę wydaną przez śląskie Bezdroża, o której znów mogę napisać: przepięknie wydana, na kredowym papierze, z mnóstwem bardzo dobrej jakości fotografii. „Z plecakiem przez świat”, mimo że idealnie wpisuje się w profil wydawnictwa (vide: tytuł!), tym razem różni się znacząco od wszystkich pozostałych książek, o których pisałam. Tamte - pozwoliły nam wędrować za autorem po wybranym (i odwiedzonym) kraju, krajach bądź regionie świata. Ta – jest sumą doświadczeń i wiedzy ( dodam – bezcennej!) Autorki, która pierwszą podróż odbyła w 1990 roku. Od tamtego czasu, jak sama pisze, odwiedziła 180 krajów na wszystkich kontynentach i czytając Jej książkę co rusz zastanawiałam się, gdzie Monika Witkowska jeszcze NIE BYŁA! A była – absolutnie wszędzie.

„Z plecakiem przez świat” ma podtytuł: „Vademecum podróżnika” i nie jest on na wyrost! Powiedziałabym, że to biblia podróżnika, która powinna znaleźć swe miejsce w każdym domu, w którym mieszkają niespokojne duchy, niesyte świata i ludzi, którym przyświeca to samo motto co Monice Witkowskiej: „Podróżuj. Śnij. Odkrywaj”.

Kim jest Autorka i dlaczego jej Vademecum jest bezcenne? Najpierw Monika Witkowska – dziennikarka , która swymi pasjami ( i energią!) mogłaby obdzielić wielu. Jeździ na nartach i chodzi po górach ( zdobyła siedem z ośmiu szczytów zaliczanych do Korony Ziemi), pływa na desce windsurfingowej, lata na parolotni i skacze ze spadochronem. Uprawia żeglarstwo morsko – oceaniczne i polarne ( przepłynęła Pacyfik i Atlantyk, jednak ulubionym kierunkiem jej morskich podróży jest Alaska i Arktyka.) Witkowska jeździ, pływa i lata po całym świecie prywatnie i biznesowo, także jako pilot wypraw zorientowanych nie na wypoczynek w luksusowych ośrodkach, lecz na trekking w dżungli lub górach, safari, rafting. Sama o sobie lubi pisać: plecakowicz – backpacker, który (która) uwielbia odkrywać, poznawać miejsca ciągle jeszcze dziewicze, do których zwykli turyści nie docierają, dzięki czemu tzw. lokalsi nieobeznani ( i niezepsuci!) kontaktem z „cywilizowanym białym” są w tym samym stopniu spragnieni kontaktu z przybyszem co przybysz z nimi. Powie ktoś: „Na takie hobby trzeba mieć niezłą kasę!” Nic podobnego! W swej książce Witkowska wciąż podkreśla , jak niewielkim budżetem dysponuje; dla przykładu: do Nowej Zelandii na miesiąc pojechała ze 150$, a na 2 tygodnie do Australii – z pięćdziesięcioma.

Dla kogo jest Jej książka? Choć pierwotnie miała być poradnikiem-zachętą dla kobiet, w ostateczności adresowana jest do wszystkich, którzy podróże kochają, jak i do tych, którzy przymierzają się do pierwszej w życiu wyprawy. Dla nich książka Moniki Witkowskiej pomyślana została jako poradnik z setkami absolutnie niezbędnych informacji.

W części I dowiemy się, jak i od czego zacząć przygotowania do podróży. Gdzie? Dlaczego? Z kim? Jakie dokumenty są niezbędne i jak je zgromadzić? Jak i co spakować do plecaka? Z typowo kobiecą ( ale i podróżniczą) precyzją pomaga wybrać najodpowiedniejsze ubrania, buty, kosmetyki i inne rzeczy. A gdy zawartość plecaka zostaje skompletowana, czas na rozdział II czyli „W drogę”. Co jeść i pić, by być zdrowym? Jak nie pogubić się w przelicznikach walut i zachować w rejonach niespokojnych sejsmicznie? Witkowska podaje konkretne i wyczerpujące informacje o chorobach, na jakie narażony jest Europejczyk w odległych rejonach świata ( na skrzydełku – tabela szczepień!). Tysiące detali, setki informacji dają gwarancję, że przygotowani do wyprawy (wypraw) przez Monikę Witkowską naprawdę załatwimy wszystko: zakupimy najtańszy bilet ( czytaj: najbardziej opłacalny cenowo), nie zgubimy się na ogromnych lotniskach, załatwimy pomyślnie wszelkie formalności związane z odprawą i dolecimy do celu bez przykrych niespodzianek.

Obok morza absolutnie niezbędnych informacji w książce pomieszczone zostały teksty poboczne w formie krótkich anegdot mówiące o przygodach Autorki w rozlicznych podróżach. Ładnie wyodrębnione przykuwają uwagę i po kilku z nich czytelnik już wie, że nie szkoda przerwać lektury zasadniczej treści książki. Całość dopełniają liczne, a zawsze świetne fotografie. 

Część III książki poza kolejną porcją niezbędnych informacji zawiera rozdział zatytułowany „Etyka podróżowania” przypominający o tym, że jako turyści mamy nie tylko prawa i przywileje, ale także obowiązki – względem środowiska naturalnego i mieszkańców odwiedzanych zakątków świata. Witkowska przypomina o konieczności dostosowania się do miejscowych zwyczajów, uszanowania odmienności kulturowej ( strój, zachowanie). Podkreśla, jak ważne jest, by zostawiać po sobie zawsze nie tylko czyste miejsce, ale i dobre wrażenie. Po co? By ci, co przybędą po nas, nie spotkali się z brakiem życzliwości lokalsów zniechęconych niemiłymi doświadczeniami.

I na koniec bardzo ważny rozdział zatytułowany „Po babsku, czyli samotna kobieta w podróży”. Witkowska rozprawia się – a można Jej wierzyć, skoro od ćwierćwiecza jeździ po świecie i ZAWSZE bezpiecznie wraca do domu – z wcale nierzadkimi przekonaniami o niebezpieczeństwach, że na samotną podróżniczkę „ktoś czyha, ktoś chce (ją) okraść, zabić, a wcześniej jeszcze zgwałcić”.

Nie ukrywam, że jestem oczarowana Moniką Witkowską i jej książką. Pisze Ona: „Podróże uzależniają, a (…) podróżowanie jest jak narkotyk. Jak się już zacznie – trudno z niego zrezygnować”. U progu nowego roku życzę Państwu i sobie takiego właśnie uzależnienia. Podróżujmy. Śnijmy. Odkrywajmy.
http://mumagstravellers.blogspot.com/ Majka Em; 2015-12-31

Indonezja. Zielony Przewodnik. Wydanie 1

Indonezja. Kraj, położony na wyspach. Kraj orientu, pełen niespodzianek. Kraj niesamowitej, jakże odmiennej od naszej, kultury, sztuki, tradycji. Indonezja jawi nam się często jako kraj nieodkryty, wciąż tajemniczy i choć ostatnio coraz bardziej popularne stały się wycieczki właśnie tam, do dalekiej Azji, wciąż niewielu wie o tym kraju dużo. Często nawet, gdy już zaplanujemy wymarzoną podróż na Jawę czy Bali, nie wiemy dokładnie, czego można się spodziewać. Zakładamy, że pięciogwiazdkowe hotele na całym świecie są takie same. Tylko czy warto jechać tak daleko, by skoncentrować się jedynie na sączeniu drinków nad basenem? Może niektórym taka forma wypoczynku odpowiada. Ja należę jednak do innej grupy turystów. Takich, którzy jadąc gdzieś, chcą zobaczyć jak najwięcej, jak najwięcej doświadczyć i przeżyć. Dlatego do każdej podróży przygotowuję się, czytając przewodniki, reportaże z miejsc, które planuję odwiedzić, oglądam mapy... Czasem sięgam po przewodniki także wtedy, gdy jakaś podróż jest dopiero w fazie dalekich planów, gdy jakieś miejsce po prostu mnie zainteresuje. Przewodnik pozwala dowiedzieć się, czy rzeczywiście warto tam pojechać. Lektura przewodników jest po prostu świetną rozrywką dostarczającą przy okazji wiedzy o świecie...
Właśnie z tego powodu z przyjemnością sięgnęłam po przewodnik Michelina po Indonezji. Nie mam w planach na razie aż tak dalekich podróży. A jednak właśnie Azja Południowo-Zachodnia, ta najbardziej egzotyczna kusi i fascynuje coraz bardziej. Zwłaszcza, że według prognoz naukowców nadmiernie ekspansywna gospodarka, postępująca globalizacja i zmiany klimatyczne na zawsze mogą zmienić wiele państw azjatyckich i sprawić, że ich tradycje i kultury niedługo odejdą w niepamięć. Dotyczy to zwłaszcza miejsc takich, jak choćby Indonezja, która jest przecież państwem położonym na wyspach. Dlatego tak bardzo chciałabym tam pojechać. Na razie zatopiłam się jednak w lekturze przewodnika.
Wiem, że charakterystyczne przewodniki z serii Michelin, są godne zaufania i bardzo praktyczne. Nie raz miałam okazję z nich korzystać i nigdy się nie zawiodłam. W przypadku przewodnika po Indonezji było podobnie: piękne wydanie i poręczny format, idealny do tego, by zmieścić się w podróżnym bagażu to pierwsze z wielu zalet tej publikacji. Troszkę przeszkadza waga – wykorzystanie dobrej jakości papieru sprawiło, że przewodnik niestety wydaje się być ciężki. Może to mieć znaczenie dla ludzi, którzy postanawiają wczasy all inclusive zamienić raczej na tramping. To jednak jeden z niewielu minusów tej pozycji.
Zalet jest niewątpliwie więcej: w przewodniku znajdziemy mnóstwo naprawdę przydatnych podczas podróży informacji, począwszy od porad dotyczących przygotowania się do podróży (na przykład dotyczących tego, jak zadbać o swoje zdrowie i co koniecznie zabrać ze sobą w podróż). Kolejna część przewodnika to wyczerpujące informacje na temat historii, kultury, tradycji, sytuacji społecznej kraju. Warto je przeczytać, bo dzięki nim można poznać kraj, zrozumieć go i jego mieszkańców. Dalej w przewodniku znajdziemy już informacje o konkretnych miejscach. Podzielono je na poszczególne wyspy, więc osoby, które planują pobyt na przykład tylko na Jawie, z łatwością znajdą informacje na temat występujących w tym miejscu atrakcji turystycznych. A trzeba przyznać, że w Indonezji jest ich naprawdę dużo, zarówno tych naturalnych jak i tych związanych z kultura i działalnością człowieka. Dodatkową zaletą przewodnika są przepiękne i niezwykle zachęcające do odbycia podróży zdjęcia. Oglądając je po prostu chce się spakować plecak i ruszyć w drogę!
Trzeba przyznać, że przewodnik „Indonezja" stanowić będzie idealną pomoc w planowaniu podróży na Jawę czy Bali. To pozycja, w którą warto się zaopatrzyć zaraz po zakupie wycieczki lub rezerwacji biletów lotniczych do Indonezji. Jednak po ten przewodnik warto sięgnąć także po to, by po prostu dowiedzieć się wielu interesujących rzeczy o Indonezji. Nie skłamię, jeśli powiem, że to jeden z lepszych przewodników po tej części świata, jakie można dziś znaleźć na rynku.
Sztukater.pl www.sztukater.pl

Krym: miłość i nienawiść

Od początku konfliktu na Ukrainie zastanawiałem się jak to jest. Z jednej strony tyle nienawiści, zbrodnie wojenne, propaganda medialna jak z czasów III Rzeszy i Sowietów, a z drugiej niby normalne życie - wciąż jest handel między Rosją a Ukrainą, działają połączenia kolejowe, autobusowe i lotnicze oraz ludzie po obu stronach granicy się kontaktują, wszak wiele jest choćby rodzin mieszanych.

Żeby było jeszcze bardziej skomplikowanie, z nieco innej strony, Ukraińcem zostaje formalnie Micheil Saakaszwili, były prezydent Gruzji, obejmuje stanowisko gubernatora Odessy, zamieszkałego w dużej części przez ludność rosyjską, ale w większości opowiadającą się za Kijowem. I sporo też wskazuje na to, że Saakaszwili w przyszłości będzie premierem Ukrainy. Innym ciekawym przykładem jest białoruska noblistka, Swiatłana Aleksijewicz, tworząca po rosyjsku, urodzona w Stanisławowie (dziś Ukraina, kiedyś jeszcze II RP), zamieszkała w Mińsku. Równie niechętna rosyjskiemu imperializmowi i Putinowi, a także Łukaszence, co podkreślająca, że "człowiek sowiecki" o wiele lat przeżył sam Związek Sowiecki, i nie zawsze musi mieć to pejoratywne znaczenie, choć rzeczywiście pod wieloma względami to dziedzictwo jest okropne.

Myślę, że my z perspektywy polskiej pod tym względem słabo rozpoznajemy ten posowiecki "wszechświat". Jeszcze dość dobrze oddzielnie rozumiemy Rosję, Ukrainę, czy Białoruś, ale z trudem przychodzi nam zrozumienie, jak wciąż przenikają się te narody (plus inne narody byłego ZSRS, tacy jak Tatarzy, o których losach w tej książce również jest sporo). A jednocześnie, to nie przekłada się w żaden sposób na realizację moskiewskich marzeń o "russkim mirze" i nie hamuje dążeń narodów b. ZSRS do powiększania swojej sfery niepodległości. Bo właśnie, to nie jest "wszechświat" rosyjski, tylko posowiecki, a to nie to samo. Z tego bierze się podstawowe nieporozumienie, i wiele nawet konfliktów. Tak, jak spór o Krym.

Nieco przybliżył mi tę specyfikę Maciej Jastrzębski, korespondent Polskiego Radia w Rosji, w swojej najnowszej książce "Krym: miłość i nienawiść". Pomysł, by opowiedzieć o aneksji Krymu i o tym, co się stało potem przez pryzmat losów pary napotkanej przypadkowo w Donbasie - Rosjanina z Moskwy i Ukrainki z Symferopola, jest genialny w swoje prostocie, ale też jest efektem reporterskiego szczęścia, tego że takich ludzi Jastrzębski poznał.

Historia Fiodora i Marianny jest naprawdę niesamowita, pełna wielu niewiarygodnych wręcz zwrotów akcji. Wzruszająca i piękna. Nie jest przy tym to ani tragedia miłosna, ale też nie jest to na pewno dobrze kończąca się komedia romantyczna. To życie.

W pewnym momencie rozstajemy się z zakochanymi kursującymi między Moskwą, Krymem, Donbasem i Kijowem, zapatrzonymi w siebie, gdy wokół świat szaleje wojna i niemal tak samo straszna wojenna propaganda, gdy giną ludzie, ale gdy też toczy się w miarę normalne życie. I naprawdę nie wiadomo, jak to się skończy. Co zwycięży, miłość, czy nienawiść?

Nie znałem wcześniejszych książek Jastrzębskiego, nie znałem jego metody. Dlatego z początku miałem pewne trudności w przyjęciu jego w sumie nie-dziennikarskiej konwencji opowiadania. To niejako oparta na faktach literatura piękna. Nie jakieś fajerwerki erudycji i stylu, bo autor wierny pozostaje też dziennikarskiej rzetelności i stara się czytelnikom objaśnić jednak całe tło. Ale końcowy efekt jest bardzo ciekawy, książka wciąga, trudno się oderwać, czytelnik chce wiedzieć, co będzie dalej. Do tego, wszystko okraszone fragmentami "Sonetów krymskich" naszego Wieszcza oraz innych dzieł literatury wielkiej albo popularnych piosenek. I wieloma dygresjami i ciekawostkami.

Mam nadzieję, że Ukrainka i Rosjanin opisani w książce znaleźli szczęście, może dziś mają już dziecko albo go oczekują? A może jednak nie, przepaść wykopana przez kremlowskich polittechnologów i coraz straszniejsza rzeczywistość zabiły tę miłość? Chętnie poznałbym dalszy ciąg tej historii.
rebelya.pl Marcin Herman; 2015-12-22

Krym: miłość i nienawiść

Krym- to półwysep, skrawek Ukrainy który siłą został przyłączony do Rosji. To jedno słowo : KRYM a tak wiele emocji, niezwykle dramatyczna współczesna historia, która dzieje się na naszych oczach.
I o tym skrawku ziemi, i o tej historii pisze właśnie Maciej Jastrzębski w swojej najnowszej książce „Krym. Miłość i nienawiść”.Pan Maciej jest dziennikarzem Polskiego Radia i korespondentem tej stacji w Rosji. Książka jest kolejną pozycją reportersko-fabularną. Autor pisał już wcześniej książki o Rosji jak i o Gruzji. Tym razem jego powieść opowiada o Krymie.
 
Dziennikarz opowiada historię oczami uczestników wydarzeń na Krymie. Głównym tematem jest historia miłości Marianny, Ukrainki z Krymu i Fiodora, mieszkańca Moskwy. Ona- nigdy nie chce zmieć swojego miejsc zamieszkania  i swojego obywatelstwa na rosyjskie, jest patriotką, on- wierzy w politykę swojego kraju, wierzy prezydentowi, ale nie miesza się do polityki.
Kochają się… Ale czy ta miłość ma szansę przetrwać w trudnym czasie konfliktu?
Książka to trzy opowieści pierwsza to ta opisana powyżej, druga to historia Tatara mieszkającego na Krymie, który zaciąga się do wojska i walczy o wolność. Trzecia część to po prostu opowieść o Krymie widzianym oczami pana Macieja.
 
Gorsze od kłamstwa są tylko półprawdy, bo to one sieją największe spustoszenie w naszych duszach.
 
Bardzo cenną cechą tej książki jest to, że autor stara się nie oceniać bohaterów i sytuacji, nie sugeruje czytelnikom co i w jaki sposób mają myśleć. Dlatego też ta książka jest bardzo dobrym sposobem na dowiedzenie się jak naprawdę wygląda sprawa Ukrainy.
Książka jest tak napisana, że te 275 stron czyta się błyskawicznie i nim człowiek się zorientuje jest już na końcu. Styl pisania jest bardzo porywający, ciekawy i niebanalny. Nie jest to reportaż w naukowym znaczeniu tego słowa… To połączenie reportażu z opowieścią obyczajową. Zadziwia to w jak sprawny sposób autor połączył te dwa gatunki literackie, teoretycznie tak odmienne i dalekie.
Książka jest moim zdaniem bardzo dobrą pozycją literatury faktu. Mimo, iż opowiada trudne i pełne niepokoju wydarzenia przepełniona jest nadzieją na dobrą zmianę i koniec tego konfliktu. Jastrzębski pokazuje, że ta wojna nie toczy się tylko na terenach objętych działaniami wojennymi ale przede wszystkim zakorzeniona jest ona w sercach ludzi.
 
Ważniejsza jest granica, którą mamy w głowie i w sercach. To jej pod żadnym pozorem nie można przekroczyć. Efektem każdej próby kompromisu między złem i mniejszym złem jest jednakowoż zło. Rosyjska idea stworzenia nowego ładu na świecie nie jest groźna dlatego, że nie akceptuje ustalonego przed laty porządku. Jest groźna, bo chce się ją realizować nie z kimś, ale przeciwko komuś.
 
Tytuł ten polecam każdemu, bo pozwala uświadomić sobie, że nie wszystko jest zależne od nas i nie mamy wpływu na pewne konsekwencje nie tylko naszych działań. Książka ta pokazuje też jak blisko jest do zatoczenia koła przez historię. A czy to jest dobre, czy może warto by świat zrobił wszystko by ta powtórka jednak nie miała miejsca?
Książka z nadzieją Tusia i Lena