Recenzje
Portugalia. W rytmie fado. Wydanie 2
Sztuka azulejos, templariusze, rytm fado i jeden z symboli Lizbony, tramwaj nr 28. To wszystko przychodzi na myśl, kiedy wypowiadamy magiczne słowo Portugalia. Jeśli dodamy jeszcze monumentalne zabytki kraju, dzikie klify na Przylądku św. Wincentego i znakomitą kuchnię, to trudno jest zrozumieć, dlaczego w rankingu popularnych destynacji, Portugalia długo przegrywała ze słonecznym wybrzeżem Hiszpanii. Obecnie coraz więcej podróżników odkrywa ten cudowny kraj, w którym każdy znajdzie coś dla siebie i to niezależnie od tego, czy jest wielbicielem sztuki sakralnej, folkloru, preferuje kontakt z przyrodą czy nie wyobraża sobie podróży z pominięciem barwnej Lizbony.
Dla wszystkich, którzy wyruszają w podróż do Portugalii bądź też poszukują pomysłu na wymarzone wakacje, wydawnictwo Bezdroża przygotowało wspaniałą propozycję – przewodnik „Portugalia w rytmie fado”. Autorzy: Anna Pamuła, Frederico Kuhl de Oliveira i Krzysztof Gierak zabierają nas w magiczną podróż, pomagają lepiej zrozumieć kraj i jego mieszkańców, a także dostarczają szeregu przydatnych w podróży danych. Znajdziemy tu bowiem zarówno informacje dotyczące burzliwej historii Portugalii, propozycje tras wycieczek, informacje praktyczne i krajoznawcze, jak i słowniczek obejmujący przydatne słowa i zwroty oraz mapy i plany miast.
W rozdziale „Niezbędnik turysty” znajdziemy dane teleadresowe placówek dyplomatycznych, informacje na temat klimatu, strefy czasowej, języków, numerów kierunkowych, przepisów ruchu drogowego, godzin otwarcia wybranych obiektów czy kliku miejsc, które zobaczyć powinien zarówno podróżnik lubiący przyrodę, zabytki, jak i poszukujący malowniczych widoków czy śladów prehistorii. Autorzy podpowiadają również co należy koniecznie zobaczyć – w rozdziale poświęconym kolejnym atrakcjom znajdziemy czternaście miejsc, które trzeba odwiedzić podczas pobytu w Portugalii, wraz z ich krótkim opisem. Korzystając z przewodnika możemy również zaplanować podróż korzystając z gotowych, dziewięciu tras, które poprowadzą nas do najpiękniejszych zakątków Lizbony, a także do Porto, Duro i kamiennych wiosek portugalskich czy do mniej znanej Portugalii północnej.
Lektura przewodnika dostarczy nam również wiedzy o wydarzeniach mających miejsce na terenie Portugalii – uczestnictwo w wielu z nich (jak Dia de Reis czy Festival Évora Clássica) może stać się pretekstem do podróży. Jeszcze w fazie planowania wyjazdu warto zapoznać się z dziesięcioma zasadami odpowiedzialnego podróżowania oraz z informacjami praktycznymi, dotyczącymi między innymi wyboru odpowiedniego czasu podróży, ubezpieczenia, zabezpieczenia medycznego czy waluty i cen. W rozdziale tym znajdziemy również strony internetowe, które warto odwiedzić, informacje na temat środków transportu (w tym transportu publicznego) oraz noclegów. Informacje krajoznawcze zawarte przewodniku pozwolą uzyskać wiedzę na temat klimatu czy fauny i flory kraju, podziału administracyjnego, a przede wszystkim barwnej choć burzliwej historii Portugalii.
W rozdziale poświęconym zwiedzaniu Portugalii znajdziemy informacje niezwykle istotne podczas poruszania się po kraju. Każdy z regionów Portugalii został scharakteryzowany, szczegółowo przedstawiono miejsca warte zobaczenia w każdym z nich, nie brak tu również ciekawostek dotyczących lokalnych zwyczajów czy imprez kulturalnych. Każdy region został przedstawiony na mapie, podane zostały również informacje znacznie ułatwiające organizację pobytu – informacje o noclegach, wyżywieniu czy komunikacji w regionie. Obszerny słowniczek pozwoli natomiast poczuć się nieco pewniej w Portugalii i załatwić wiele spraw na poczcie, w kantorze czy w sklepie.
Czytelny układ przewodnika oraz jego zawartość merytoryczna sprawiają, że jest on niezwykle cenną pozycją, pomocną nie tylko przy planowaniu podróży, ale również w trakcie jej trwania. Opisy portugalskich smakołyków zachęcają do skosztowania, zaś zabytków oraz widoków, do tego, by nie tylko Portugalię odwiedzić, ale i nieustannie do niej wracać. A zatem ... Boa viagem!
QulturaSlowa Justyna Gul
Podręcznik Przygody Rowerowej. Wydanie II
Podręcznik przygody rowerowej w tym roku doczekał się rozszerzonego, drugiego wydania. Na ogół nie robi się kolejnych wydań, jeśli coś jest złe. Zatem w tym przypadku, jak najbardziej uzasadnione jest to, co zrobiło wydawnictwo Bezdroża.
To, że dzięki Bezdrożom możemy czytać ciekawe, nie tylko podróżnicze, ale i „sportowe” książki już wiemy. Jednakże ja, pierwszy raz skusiłam się na coś rowerowego i zaskoczyłam tym sama siebie. Dlaczego? A no dlatego, że tak na dobrą sprawę, nie przepadam za rowerami. Wolę monocykl, albo od niedawna: bieganie. Niestety w ostatnim czasie jestem skazana na ten środek transportu, z prostego powodu: umarł mi samochód. Zatem powoli oswajam się z moim dwukołowcem, przyzwyczajam się. I w tym właśnie czasie pojawił się Podręcznik przygody rowerowej. „Cholera, jak już muszę tym jeździć, to może zrobię coś, żeby to polubić?” – pomyślałam. I tak oto wpadła w moje łapy publikacja Roberta Maciąga i jego przyjaciół.
Nie byłam pewna czego się spodziewać po tej książce. Myślałam, że będzie coś w stylu: to jest koło, to łańcuch, to kierownica. Pamiętaj żeby pompować koła. Na rower najlepiej ubrać się tak i tak. Tego używaj w ten sposób, a tak nigdy nie rób. Wiecie, taka instrukcja obsługi roweru z informacjami ułatwiającymi dłuższą podróż. No, ale jak widać nie miałam racji. Pierwsza część książki wciągnęła mnie na dobre i zafascynowała. Rozdział „Opowieści z drogi” to nic innego jak historie z trasy różnych osób. Mówią o swoich przygodach, o dobrych, złych momentach jakie ich spotkały. Te fragmenty ich rowerowych przygód sprawiają, że ma się ochotę też zrobić coś takiego. Wspominałam o tym, że rower to nie moja bajka? Jak zaczęłam to czytać, zapragnęłam też wyruszyć w taką podróż.
czytaj resztę recenzji na blogu
To, że dzięki Bezdrożom możemy czytać ciekawe, nie tylko podróżnicze, ale i „sportowe” książki już wiemy. Jednakże ja, pierwszy raz skusiłam się na coś rowerowego i zaskoczyłam tym sama siebie. Dlaczego? A no dlatego, że tak na dobrą sprawę, nie przepadam za rowerami. Wolę monocykl, albo od niedawna: bieganie. Niestety w ostatnim czasie jestem skazana na ten środek transportu, z prostego powodu: umarł mi samochód. Zatem powoli oswajam się z moim dwukołowcem, przyzwyczajam się. I w tym właśnie czasie pojawił się Podręcznik przygody rowerowej. „Cholera, jak już muszę tym jeździć, to może zrobię coś, żeby to polubić?” – pomyślałam. I tak oto wpadła w moje łapy publikacja Roberta Maciąga i jego przyjaciół.
Nie byłam pewna czego się spodziewać po tej książce. Myślałam, że będzie coś w stylu: to jest koło, to łańcuch, to kierownica. Pamiętaj żeby pompować koła. Na rower najlepiej ubrać się tak i tak. Tego używaj w ten sposób, a tak nigdy nie rób. Wiecie, taka instrukcja obsługi roweru z informacjami ułatwiającymi dłuższą podróż. No, ale jak widać nie miałam racji. Pierwsza część książki wciągnęła mnie na dobre i zafascynowała. Rozdział „Opowieści z drogi” to nic innego jak historie z trasy różnych osób. Mówią o swoich przygodach, o dobrych, złych momentach jakie ich spotkały. Te fragmenty ich rowerowych przygód sprawiają, że ma się ochotę też zrobić coś takiego. Wspominałam o tym, że rower to nie moja bajka? Jak zaczęłam to czytać, zapragnęłam też wyruszyć w taką podróż.
czytaj resztę recenzji na blogu
agapilecka.pl Aga Pilecka
Mój dziennik podróży
Wakacje w pełni. Jedni ruszają do babci na wieś, inni nad ciepłe morze, jeszcze inni zwiedzają wielkie miasta. Każda wyprawa to dla małych podróżników niesamowite emocje, fantastyczne przygody i zaskakujące odkrycia.Co zrobić, żeby wakacyjne wspomnienia nie zatarły się z czasem? Notować na bieżąco! Przecież każdy szanujący się podróżnik prowadzi dziennik.
Mój dziennik podróży to uniwersalna księga dziecięcych wspomnień z każdej, dowolnej wyprawy. Można zabrać go na długie wakacje i weekendowy wypad za miasto. Sprawdzi się podczas wycieczek po Polsce i w trakcie zagranicznych wojaży. Bez względu na kierunek wyprawy - wszędzie czekają przygody, które warto utrwalić, zanim wspomnienia wyblakną. Wypełniony dziennik stanie się niepowtarzalnym przewodnikiem - pamiętnikiem z podróży.
Mój dziennik podróży powstał z myślą o kilkulatkach - tych, które podróżowanie mają we krwi, i tych, którym rodzice dopiero próbują zaszczepić podróżniczego bakcyla. Zabawę z nim można zacząć, jeszcze zanim zamknie się walizkę. Do każdej podróży trzeba się dobrze przygotować, a dziennik pozwala wciągnąć w te przygotowania nawet najmłodszych. Zaczynamy od listy ekwipunku i narysowania trasy wyprawy. Z listą samodzielnie spakuje się nawet przedszkolak (i nie zapomni ani czapki z daszkiem, ani ukochanego misia), a własnoręcznie nakreślona mapa pomoże wyobrazić sobie, co ciekawego będzie się działo podczas podróży.
W drogę! Teraz Mój dziennik podróży będzie eksploatowany pełną parą. Przecież jest tak wiele do opisania. Najfajniejszy dzień wyprawy i ten najgorszy lub najnudniejszy. Ciekawi ludzie i nowi przyjaciele (może będą chcieli odcisnąć w dzienniku swoją dłoń?). Nieznane dotychczas rośliny i zwierzęta, słowniczek podstawowych zwrotów. W dzienniku jest też miejsce na wspomnienia kulinarne, bo w podróży poznaje się mnóstwo nowych smaków. Zaskakujące połączenia, nieznane - pyszne i okropne - potrawy, zabawne nazwy, wszystko jest warte zanotowania. Maluchy swoje wspomnienia mogą rysować, a rysunki uzupełniać zdjęciami, starszaki bez problemu poradzą sobie z pisaniem. W Moim dzienniku podróży jest mnóstwo wolnego miejsca na dowolne notatki - dzieci będą doskonale wiedziały, jak je wykorzystać. Może wkleją tam bilety wstępu do muzeów albo ulotki z odwiedzanych miejsc?
Mój dziennik podróży to niezwykły, interaktywny notatnik, który można dostosować do własnych potrzeb i wybranego celu wyprawy. Ma poręczny format i bez trudu zmieści się do plecaczka małego podróżnika. Przecież chodzi o to, żeby mieć go zawsze przy sobie i wspomnienia utrwalać na bieżąco. Do uzupełniania dziennika w opcji minimum wystarczy długopis lub ołówek, przy poważniejszych pracach przydadzą się klej, nożyczki i kredki. Koniec z nudnym czekaniem na obiad czy ciągnącą się w nieskończoność kolejką do kasy muzeum!
Mój dziennik podróży stworzyły Dominika Zaręba - podróżniczka i pionierka ekoturystyki w Polsce oraz Ania Jamróz - absolwentka krakowskiej ASP, graficzka i fotografka.
Mój dziennik podróży to uniwersalna księga dziecięcych wspomnień z każdej, dowolnej wyprawy. Można zabrać go na długie wakacje i weekendowy wypad za miasto. Sprawdzi się podczas wycieczek po Polsce i w trakcie zagranicznych wojaży. Bez względu na kierunek wyprawy - wszędzie czekają przygody, które warto utrwalić, zanim wspomnienia wyblakną. Wypełniony dziennik stanie się niepowtarzalnym przewodnikiem - pamiętnikiem z podróży.
Mój dziennik podróży powstał z myślą o kilkulatkach - tych, które podróżowanie mają we krwi, i tych, którym rodzice dopiero próbują zaszczepić podróżniczego bakcyla. Zabawę z nim można zacząć, jeszcze zanim zamknie się walizkę. Do każdej podróży trzeba się dobrze przygotować, a dziennik pozwala wciągnąć w te przygotowania nawet najmłodszych. Zaczynamy od listy ekwipunku i narysowania trasy wyprawy. Z listą samodzielnie spakuje się nawet przedszkolak (i nie zapomni ani czapki z daszkiem, ani ukochanego misia), a własnoręcznie nakreślona mapa pomoże wyobrazić sobie, co ciekawego będzie się działo podczas podróży.
W drogę! Teraz Mój dziennik podróży będzie eksploatowany pełną parą. Przecież jest tak wiele do opisania. Najfajniejszy dzień wyprawy i ten najgorszy lub najnudniejszy. Ciekawi ludzie i nowi przyjaciele (może będą chcieli odcisnąć w dzienniku swoją dłoń?). Nieznane dotychczas rośliny i zwierzęta, słowniczek podstawowych zwrotów. W dzienniku jest też miejsce na wspomnienia kulinarne, bo w podróży poznaje się mnóstwo nowych smaków. Zaskakujące połączenia, nieznane - pyszne i okropne - potrawy, zabawne nazwy, wszystko jest warte zanotowania. Maluchy swoje wspomnienia mogą rysować, a rysunki uzupełniać zdjęciami, starszaki bez problemu poradzą sobie z pisaniem. W Moim dzienniku podróży jest mnóstwo wolnego miejsca na dowolne notatki - dzieci będą doskonale wiedziały, jak je wykorzystać. Może wkleją tam bilety wstępu do muzeów albo ulotki z odwiedzanych miejsc?
Mój dziennik podróży to niezwykły, interaktywny notatnik, który można dostosować do własnych potrzeb i wybranego celu wyprawy. Ma poręczny format i bez trudu zmieści się do plecaczka małego podróżnika. Przecież chodzi o to, żeby mieć go zawsze przy sobie i wspomnienia utrwalać na bieżąco. Do uzupełniania dziennika w opcji minimum wystarczy długopis lub ołówek, przy poważniejszych pracach przydadzą się klej, nożyczki i kredki. Koniec z nudnym czekaniem na obiad czy ciągnącą się w nieskończoność kolejką do kasy muzeum!
Mój dziennik podróży stworzyły Dominika Zaręba - podróżniczka i pionierka ekoturystyki w Polsce oraz Ania Jamróz - absolwentka krakowskiej ASP, graficzka i fotografka.
Alicja Szwinta-Dyrda Agnieszka Radziszowska
Kotlet na wynos, czyli autostopem za równik
Są tacy ludzie, których podziwiam za odwagę. Za odwagę życia tak jak lubią, bohaterstwo życia i ryzykowania. Za to, że mają lekkość podchodzenia do spraw codziennych. Nie przejmują się rachunkami, gdy zechcą to pewnego dnia pakują się i jadą na Laos autostopem. Z mojej strony to podziw i jednocześnie zazdrość typowego pionka, którym jestem, który ma odłożone pieniądze na czynsz na 3 miesiące z góry i codziennie chodzi do pracy na 8 godzin, potem wraca, czyta i idzie spać. Jedyne podróże jakie odbywam to wtedy, gdy mam urlop w pracy, palcem po mapie lub za pośrednictwem książek.
Kotlet, czyli autor książki i jej główny bohater zarazem, pewnego dnia postanowił wyruszyć w podróż, która nie miała ani konkretnego celu ani terminu zakończenia. Samo podróżowanie było celem. Przebył 30 tysięcy kilometrów i nie zapłacił za to ani złotówki (no prawie). Podróżował przez Rosję, Mongolię, Chiny, Laos, Tajlandię, Kambodżę, Birmę, Malezję, Singapur i Indonezję. Przedzierał się przez syberyjską tajgę, lasy deszczowe i biwakował nad Bajkałem razem z niedźwiedziami. Był pasterzem owiec i chorował na febrę. Uczył angielskiego mongolskie dzieci i brał udział w żniwach ryżu. Jadł obrzydliwe jedzenie w najbardziej zapyziałych ruchomych budkach, poznawał ludzi, przeżył w Azji kilka Bożych Narodzeń i zrobił to wszystko na co ja nie mam odwagi.
Oceniam tę książkę jako niezłą. Albo inaczej – za odwagę daję najwyższą liczbę punktów. Autor daje liczne rady, by nie poruszać się all inclusive, tylko faktycznie poznawać ludzi i dzikie rejony. Udowadnia, że Azja prawdziwa niewiele ma wspólnego z Azją przeznaczoną dla turystów. Poleca zdać się na swoją intuicję, a nie ślepo podążać za wytycznymi przewodnika.
Podobała mi się idea tej publikacji. Miałam wrażenie, że tekst jest jednak odrobinę zbyt osobisty. To trochę jest tak, że blog czasem powinien pozostać blogiem, bo pewnych treści nie wypada umieszczać w książce. I tak, narracja była wybiórcza i bardzo chaotyczna. Autor wybierał kilka epizodów z danego kraju i je opisywał. Oczekiwałam głębszej analizy, uwiecznienia liczniejszych przygód. Ponadto pisarz zarzekał się, że będzie obalał stereotypy, a mam wrażenie, że stare zastąpił nowymi. Formułuje ogólniki na podstawie, bądź co bądź, krótkich wizyt. Po każdej podróży autorytarnie uznawał – ten jest taki a inny śmaki. Trudno uciec przed szufladkami, ale miło byłoby gdyby chociaż spróbował.
Przy tych wadach „Kotlet na wynos, czyli autostopem za równik" jest dość ciekawy. Zawiera liczne ciekawostki, których nie znalazłabym w przeciętnym przewodniku. Opisuje swoje prywatne opinie, co mu się podoba a co nie. To trochę literatura lubię-nie lubię.
„Kotlet na wynos, czyli autostopem za równik" została pięknie wydana. Papier jest gruby i błyszczący. Genialnie prezentują się na nim zdjęcia pana Kotleta z podróży. Całość jest kolorowa, każdy dział zakończony został podsumowaniem, w którym pisarz zawiera uogólnione przemyślenia na temat poszczególnych nacji. Według mnie książka jest słabo napisana, język prezentuje dość ubogi poziom, jednak wydaje mi się, że to bardziej historia do podziwiania i zazdroszczenia, aniżeli do oceniania pod względem językowym. Okładka pasuje do treści i przyciągnęła moją uwagę od razu.
Mam liczne zastrzeżenia, ale wydaje mi się to nieważne. I żeby nie zostać oskarżonym o prostacką zawiść daję wysoką notę. Chciałabym, by takich ludzi było więcej, by zarażali nas swoją pasją i energią.
Kotlet, czyli autor książki i jej główny bohater zarazem, pewnego dnia postanowił wyruszyć w podróż, która nie miała ani konkretnego celu ani terminu zakończenia. Samo podróżowanie było celem. Przebył 30 tysięcy kilometrów i nie zapłacił za to ani złotówki (no prawie). Podróżował przez Rosję, Mongolię, Chiny, Laos, Tajlandię, Kambodżę, Birmę, Malezję, Singapur i Indonezję. Przedzierał się przez syberyjską tajgę, lasy deszczowe i biwakował nad Bajkałem razem z niedźwiedziami. Był pasterzem owiec i chorował na febrę. Uczył angielskiego mongolskie dzieci i brał udział w żniwach ryżu. Jadł obrzydliwe jedzenie w najbardziej zapyziałych ruchomych budkach, poznawał ludzi, przeżył w Azji kilka Bożych Narodzeń i zrobił to wszystko na co ja nie mam odwagi.
Oceniam tę książkę jako niezłą. Albo inaczej – za odwagę daję najwyższą liczbę punktów. Autor daje liczne rady, by nie poruszać się all inclusive, tylko faktycznie poznawać ludzi i dzikie rejony. Udowadnia, że Azja prawdziwa niewiele ma wspólnego z Azją przeznaczoną dla turystów. Poleca zdać się na swoją intuicję, a nie ślepo podążać za wytycznymi przewodnika.
Podobała mi się idea tej publikacji. Miałam wrażenie, że tekst jest jednak odrobinę zbyt osobisty. To trochę jest tak, że blog czasem powinien pozostać blogiem, bo pewnych treści nie wypada umieszczać w książce. I tak, narracja była wybiórcza i bardzo chaotyczna. Autor wybierał kilka epizodów z danego kraju i je opisywał. Oczekiwałam głębszej analizy, uwiecznienia liczniejszych przygód. Ponadto pisarz zarzekał się, że będzie obalał stereotypy, a mam wrażenie, że stare zastąpił nowymi. Formułuje ogólniki na podstawie, bądź co bądź, krótkich wizyt. Po każdej podróży autorytarnie uznawał – ten jest taki a inny śmaki. Trudno uciec przed szufladkami, ale miło byłoby gdyby chociaż spróbował.
Przy tych wadach „Kotlet na wynos, czyli autostopem za równik" jest dość ciekawy. Zawiera liczne ciekawostki, których nie znalazłabym w przeciętnym przewodniku. Opisuje swoje prywatne opinie, co mu się podoba a co nie. To trochę literatura lubię-nie lubię.
„Kotlet na wynos, czyli autostopem za równik" została pięknie wydana. Papier jest gruby i błyszczący. Genialnie prezentują się na nim zdjęcia pana Kotleta z podróży. Całość jest kolorowa, każdy dział zakończony został podsumowaniem, w którym pisarz zawiera uogólnione przemyślenia na temat poszczególnych nacji. Według mnie książka jest słabo napisana, język prezentuje dość ubogi poziom, jednak wydaje mi się, że to bardziej historia do podziwiania i zazdroszczenia, aniżeli do oceniania pod względem językowym. Okładka pasuje do treści i przyciągnęła moją uwagę od razu.
Mam liczne zastrzeżenia, ale wydaje mi się to nieważne. I żeby nie zostać oskarżonym o prostacką zawiść daję wysoką notę. Chciałabym, by takich ludzi było więcej, by zarażali nas swoją pasją i energią.
Sztukater.pl Scarlett
Mój dziennik podróży
Wakacje trwają w najlepsze. Wiele osób wypoczywa na wczasach, niektórzy, tak jak ja, wciąż czekają na urlop. Pozwólcie, że krótko opowiem Wam dzisiaj o książeczce, którą powinni zabrać w podróż nasi milusińscy. O czym mowa?
"Mój dziennik podróży" – to twoja księga wspomnień z wyprawy. Zabierz go w podróż, zapisuj swoje przygody, wklejaj pamiątki zbierane po drodze, rysuj! To książka interaktywna! Ściągnij z internetu "Podróżnicze wycinanki" o mieście, regionie lub kraju twojej wyprawy. Wycinaj, baw się i poznawaj! Wypełniony dziennik stanie się twoim własnym pamiętnikiem-przewodnikiem. Dzięki temu twoje podróże będą niezapomniane! Publikacja powstała z myślą o dzieciach w wieku 5-10 lat oraz rodzicach, którzy chcieliby dziecku przekazać ciekawe informacje o odwiedzanym miejscu.
"Mój dziennik podróży" jest uniwersalny, można zabrać go ze sobą zarówno na zimowe i letnie wakacje, jak i kilkudniowy wyjazd za miasto. Sprawdzi się podczas wycieczek po Polsce i w trakcie zagranicznych wojaży. Uzupełnieniem publikacji są "Podróżnicze wycinanki", które w formie pliku pdf są dostępne na stronie wydawcy.
Nie posiadam jeszcze własnych dzieci, dlatego moja wersja dziennika podróży pojechała do Zakopanego z panienką H., poważnym przedszkolakiem, który żadnych przygód się nie boi. Z tego, co wiem od jej rodziców, mała wyżywa się artystycznie na książeczce codziennie i ma z tego niezłą frajdę. Owoców pracy panienki H. jeszcze nie widziałam, zobaczę je w przyszłym tygodniu. Mam nadzieję, że młoda czymś mnie zaskoczy.
Ta książeczka to nie jest duży wydatek, kosztuje około 10 złotych i myślę, że rodzice spokojnie mogą wyposażyć się w nią, gdy będą jechać z dziećmi na wakacje. Jej uzupełnianie nie wymaga zbyt wiele wysiłku, a stanowi frajdę. Za jakiś czas będzie fajną pamiątką z podróży. Sama chciałabym taką mieć ze swojego dzieciństwa, by móc powspominać gdzie byłam.
Drodzy rodzice, jeśli wybieracie się ze swoimi pociechami na wczasy, rozejrzyjcie się proszę za tą książeczką, naprawdę warto w nią zainwestować. Mam nadzieję, że sprawi waszym dzieciom frajdę.
"Mój dziennik podróży" – to twoja księga wspomnień z wyprawy. Zabierz go w podróż, zapisuj swoje przygody, wklejaj pamiątki zbierane po drodze, rysuj! To książka interaktywna! Ściągnij z internetu "Podróżnicze wycinanki" o mieście, regionie lub kraju twojej wyprawy. Wycinaj, baw się i poznawaj! Wypełniony dziennik stanie się twoim własnym pamiętnikiem-przewodnikiem. Dzięki temu twoje podróże będą niezapomniane! Publikacja powstała z myślą o dzieciach w wieku 5-10 lat oraz rodzicach, którzy chcieliby dziecku przekazać ciekawe informacje o odwiedzanym miejscu.
"Mój dziennik podróży" jest uniwersalny, można zabrać go ze sobą zarówno na zimowe i letnie wakacje, jak i kilkudniowy wyjazd za miasto. Sprawdzi się podczas wycieczek po Polsce i w trakcie zagranicznych wojaży. Uzupełnieniem publikacji są "Podróżnicze wycinanki", które w formie pliku pdf są dostępne na stronie wydawcy.
Nie posiadam jeszcze własnych dzieci, dlatego moja wersja dziennika podróży pojechała do Zakopanego z panienką H., poważnym przedszkolakiem, który żadnych przygód się nie boi. Z tego, co wiem od jej rodziców, mała wyżywa się artystycznie na książeczce codziennie i ma z tego niezłą frajdę. Owoców pracy panienki H. jeszcze nie widziałam, zobaczę je w przyszłym tygodniu. Mam nadzieję, że młoda czymś mnie zaskoczy.
Ta książeczka to nie jest duży wydatek, kosztuje około 10 złotych i myślę, że rodzice spokojnie mogą wyposażyć się w nią, gdy będą jechać z dziećmi na wakacje. Jej uzupełnianie nie wymaga zbyt wiele wysiłku, a stanowi frajdę. Za jakiś czas będzie fajną pamiątką z podróży. Sama chciałabym taką mieć ze swojego dzieciństwa, by móc powspominać gdzie byłam.
Drodzy rodzice, jeśli wybieracie się ze swoimi pociechami na wczasy, rozejrzyjcie się proszę za tą książeczką, naprawdę warto w nią zainwestować. Mam nadzieję, że sprawi waszym dzieciom frajdę.
Sztukater.pl Pani M
