Recenzje
Utracony świat. Podróże Leona Barszczewskiego po XIX-wiecznej Azji Środkowej
Mamy w domu już jedną książkę o tym niesamowitym podróżniku. Leon Barszczewski przez dziewiętnaście lat przemierzał Azję, zapisując w kadrze obiektywu to, co widział. Dzięki niemu możemy dziś zobaczyć, jak pod koniec XIX wieku wyglądały azjatyckie miasta i prowincje. Barszczewski spenetrował dorzecze Amu-darii, przemierzył Tien-szan, Góry Hisarskie i lodowce Pamiru. Badał zwyczaje i wierzenia rdzennej ludności, nawiązał wiele serdecznych przyjaźni i obalił panujące ówcześnie przekonanie, że tereny te zamieszkują „dzicy”.
wokolfaktu.pl Katarzyna Stańczyk; 2016-10-09
Hard Beat. Taniec nad otchłanią
Niebezpieczeństwo, życie na krawędzi i świadomość tego, że każde jedno wyjście poza hotel może okazać się tym ostatnim. Praca korespondenta wojennego to nieustanne balansowanie na krawędzi, bo jeden nieostrożny ruch może zakończyć się śmiercią. Co byście powiedzieli na to, gdyby w takiej właśnie scenerii zrodziła się ognista namiętność? K. Bromberg wpadła na pomysł, by przenieść swoich bohaterów w nieco bardziej dynamiczny, za to bez dwóch zdań wywołujący poczucie strachu świat. Zainteresowani? Zatem zapraszam na recenzję „Hard Beat. Taniec nad otchłanią”.
ZARYS FABUŁY:
ZARYS FABUŁY:
Dla Tannera Thomasa niebezpieczeństwo nie ma już żadnego znaczenia. Próbując pozbierać się po strasznym wydarzeniu, kiedy to podczas jednego ze służbowych wyjazdów zginęła jego współpracowniczka, przyjaciółka i zarazem kobieta, którą kochał, wraca w środowisko toczącej się wojny słabszy, a jednak silniejszy zarazem. I chociaż wszyscy radzili mu, by pozostał w domu, przyciągany siłą hipnotyzującego zagrożenia pragnie zestawić swój ból z rzeczywistością rozgrywaną pośród świstu kul.
Właśnie wtedy na jego drodze staje Beaux, pewna siebie, kochająca ryzyko kobieta, która ma pełnić funkcję towarzyszącego mu fotografa. Znajomość rozpoczynająca się od szalejącej burzy szybko nabiera innego kształtu, a służbowa relacja zaczyna wykraczać poza granice kontaktów zawodowych. Czy namiętność może ich zniszczyć? Tanner już wkrótce będzie miał okazję przekonać się o tym, że Beaux ma do zaoferowana o wiele więcej, niż dobre zdjęcia, jednak jedną z jej kart ukrytych w rękawie jest przeszłość – ta, która z pewnością namiesza najwięcej.
W miejscu, gdzie wszystkie więzi wydają się silniejsze…. W obliczu zagrożenia, w którym wejście na minę to nie forma przenośni… W sidłach uczucia, które może uzdrowić, bądź rozszarpać na kawałki gorzej, niż ładunek wybuchowy. Czy można kochać tam, gdzie uczucia nie są mile widziane?
ANALIZA:
Głównym bohaterem jak i narratorem powieści jest Tanner, uparty, niezwykle zdolny, nieobawiający się wyzwań reporter, który powraca w strefę śmierci by poradzić sobie z utratą tak bliskiej mu osoby. Zamiast stronić od miejsca, w którym rozegrało się jego piekło, podejmuje ryzyko nie zważając na konsekwencje. Twardy i ulegający męskim instynktom, jest w rzeczywistości wrażliwym i opiekuńczym człowiekiem. Ktoś jednak musi wydobyć z niego pokłady uczuć, które zamrożone spoczywają na dnie jego serca.
Beaux Croslyn to twarda sztuka, kobieta z jajem. Pewna swoich zawodowych umiejętności, ambitna, lekceważąca bezpieczeństwo. Uparta i pyskata musi skorzystać ze swoich mocnych stron, bo Tanner, z którym przychodzi jej współpracować, to niełatwy towarzysz zwłaszcza teraz, kiedy wciąż czuje ból po utracie przyjaciółki.
Od fizycznego pociągu, kipiącej aury namiętności i ognistego pożądania, od pragnień i pierwotnych instynktów, do emocji z wyższej półki, tych, z którymi nie tak łatwo sobie poradzić. Kto powiedział, że miłość zawsze zaczyna się niewinnie? Nigdy nie jest prosta, za to zawsze wymagająca. Przyjdzie cierpieć im obojgu, pytanie tylko – czy będzie się opłacało?
Od fizycznego pociągu, kipiącej aury namiętności i ognistego pożądania, od pragnień i pierwotnych instynktów, do emocji z wyższej półki, tych, z którymi nie tak łatwo sobie poradzić. Kto powiedział, że miłość zawsze zaczyna się niewinnie? Nigdy nie jest prosta, za to zawsze wymagająca. Przyjdzie cierpieć im obojgu, pytanie tylko – czy będzie się opłacało?
K. Bromberg odeszła od koncepcji środowiska zamożnych elit, porzucając je na rzecz niebezpiecznej strefy walk. I dobrze. Bo już trochę przejadły nam się te wszystkie biurowce i bogato wyposażone wille, nieprawdaż? Jest ogniście i tym razem ów ogień ma podwójne znaczenie- przybierając oblicze wojennego ostrzału jak też iskry zapalanej w sercu. Podobne jak tytułowy taniec – danse macabre i dirty dancing jednocześnie.
Sporo tutaj seksu, chociaż nie jest on tak zwanym „zapychaczem” stron, jak to bywa w wielu przypadkach, kiedy książce brak pobocznego wątku. Na początku nieco wolno i nudnawo, potem coraz szybciej, akcja rozkręca się i szykuje zasługujący na brawa finał. Nie muszę chyba wspominać, że K. Bromberg ma całkiem przyjemny styl. „Hard Beat” to naprawdę mocne uderzenie.
Są tajemnice, te z przeszłości, ale i teraźniejszości. Jest kłamstwo, prawda i słowa raniące bardziej aniżeli kule wystrzelone z pistoletu. Pojawia się niebezpieczeństwo, nie tylko te wokół, ale przenikające do środka. Dzieje się sporo, bo autorka nie zapomniała, że książka tego gatunku powinna oferować coś więcej, aniżeli wyłącznie sceny zbliżeń.
PODSUMOWANIE:
Powieść polecam wielbicielom prozy tej autorki. Podoba mi się odmienny klimat książki, bo chociaż można tutaj wychwycić podobieństwa z poprzednimi częściami serii Driven, generalnie całość wydaje się po prostu inna. Nie liczcie na podwójną głębię czy rozrywające duszę emocje, w końcu to literatura erotyczna, ale za to jaka. Jeżeli jesteście fanami tego gatunku, śmiało sięgajcie. A jeśli przebrniecie już przez początek, podpowiadam, potem będzie tylko lepiej.
http://ktoczytaksiazki-zyjepodwojnie.blogspot.com/ werka777; 2016-10-09
TukTukCinema. Czyli rzecz o Indiach, Gangesie, radości życia, wiecznie psującym się skuterze i Bolku i Lolku
Pamiętam gdy w ręce wpadła mi pierwsza książka Roberta Maciąga „ Rowerem przez Chiny Wietnam i Kambodżę” pomyślałem sobie, że trzeba być niezłym wariatem, nakręconym emocjami by wskoczyć na rower typu Ukraina i przejechać nim taki kawał, bez zupełnego przygotowania, po to by wypalić w sobie złość.
Później pojawiła się książka „Tysiąc szklanek herbaty. Spotkania na Jedwabnym Szlaku” bardziej dojrzała, pełna przemyśleń, optymistycznie nastawiona do ludzi podróż. Czytało ją się znakomicie.
Teraz pojawia się „TUK TUK Cinema” dzięki uprzejmości autora, mogłem ją przeczytać na kilka dni przed premierą.
Przez te kilka lat od czasu premiery pierwszej książki, autor stał się uznanym podróżnikiem. Osiadł w Polsce i prowadzi życie męża i ojca. Nosi go jednak, a i głowa ciągle jest gdzieś tam w podróży.
Na kolejną wyprawę rowerem nie pozwala mu chore kolano. Robert postanawia rozwinąć pewien projekt, który powstał w Nepalu w 2013 roku gdy wyświetlał Bolka i Lolka dzieciom w szkole na końcu świata.
Tym sposobem powstaje „TUK TUK Cinema” i autor za cel obiera sobie tak ukochane przez niego Indie.
Pierwotnie miał to być Tuk Tuk czyli motoriksza, ale problemy związane z rejestracją i pozwoleniem dla białego na jeżdżenie takim pojazdem finalnie doprowadziły do tego, że całą drogę wzdłuż Gangesu pokonał On na skuterze.
Robert zabiera nas w podróż po Indiach jakich nie znamy z folderów biur podróży. To prawdziwe Indie, te z codziennymi problemami zwykłych ludzi.
Mam wrażenie, że wyświetlanie filmów dla dzieci było pretekstem dla autora by po raz kolejny pojechać i zobaczyć Indie, jeszcze z innej strony, której do tej pory nie znał.
W samej książce, aż tak dużo o Reksiu czy Bolku i Lolku niema ma.
Bajki dla dzieci są paszportem na wejście do indyjskich sierocińców, szkół i domów dla niepełnosprawnych dzieci. Poznajemy tak nie znany nam świat i jego realia. Robert jako zawodowy nauczyciel dzieci niepełnosprawnych ma jak najbardziej prawo by nam ten obraz przybliżyć. Często pisząc o swoich przemyśleniach, obawach i odczuciach.
To nie jest podróżnicza książka w stylu „ byłem tam, było fajnie i widziałem to i to..”. Autor będąc w Agrze nie odwiedza Tadź Mahal bo jak tłumaczy taka karma.
Jak to w książkach Roberta bywa, nie poznajemy kolejnych zabytków, ale za to odkrywamy życiorysy nie znanych nam ludzi, ich problemy i codzienne trudy w indyjskim świecie. Zresztą na samym początku książki jest wpis – „ Kto nie lubi ludzi, niech do Indii nie jedzie”, a jak widać z kolejnych stron, Robert kocha ludzi.
To co bardzo lubię w jego książkach, to jego przemyślenia, widać, że facet często myśli o ludziach których spotyka na drodze i o świecie, który tych ludzi otacza.
Aby w pełni opisać nam ten krajobraz, książka wypełniona jest olbrzymią wiedzą autora o Indiach, dopełnia to relację z przejazdu polskiego mini kina po indyjskich ścieżkach.
Cała historia napisana jest niezwykle sprawnie, czyta się to znakomicie, ja na chwilę wziąłem książkę do ręki by po niedługim czasie zorientować się, że jestem w jej połowie.
I gdy ta wyprawa, która trwała miesiąc dobiega końca, wraz z ostatnią stroną książki, ma się ochotę krzyknąć do autora „ ej, Robert wskakuj na coś do jeżdżenia, jedź i opisz nam znowu jakiś odległy świat”.
Jeśli spotkacie gdzieś w księgarni tą książkę to możecie być pewni, że nie stracicie przy niej czasu, a Robert wraz z Bolkiem i Lolkiem odkryją przed Wami nie znaną nam stronę Indii i wspaniałych ludzi zamieszkujących ten kraj.
p.s. w tekście użyłem zdjęcia Roberta Maciąga z jego podróży po Indiach.
Spakowana walizka .
TukTukCinema. Czyli rzecz o Indiach, Gangesie, radości życia, wiecznie psującym się skuterze i Bolku i Lolku
Czy można indyjską auto rykszę, spalinowego tuk tuka, trzy kołowe "coś" o 7 koniach mechanicznych przerobić na objazdowe kino?
Można! A co zrobić, jeżeli załatwienie wszystkich pozwoleń trwa za długo, a czas oczekiwania na nie "zależy od wysokości łapówki"? Można zrobić to samo, ALE NA SKUTERZE! Indyskiej Hondzie o zawrotnej mocy 7 KM, choć hindusi twierdzą, że to niemożliwe. Robert Robb Maciąg w 2015 roku, jadąc na indyjskim skuterze trasą wzdłuż świętego Gangesu wyświetlał polskie kreskówki, gdzie tylko się dało. Trasa przejazdu liczyła dwa i pół tysiąca kilometrów, w ciągu 3 tygodni, aż 12 razy, Robbowi udało się rozłożyć ekran (lub znaleźć białą ścianę) i zrobić polskie kino. Pełne Bolka i Lolka oraz Reksia.
Pomysł przerodził się w projekt, który w Indiach trwa nadal i kontynuowany przez hinduskich przyjaciół Robba Maciąga. Tymczasem w Polsce, ukazała się nakładem Wydawnictwa Bezdroża książka pt. TukTukCinema. Czyli historia o Indiach, Gangesie, radości życia, wiecznie psującym się skuterze i Bolku i Lolku. To fascynująca, szczera, nielukrowana relacja z tej szalonej wyprawy.
Zobacz Indie oczami zakręconego outsidera, który próbuje je poznać i zrozumieć, a także wniknąć w ich naturę głębiej, niż jest w stanie zrobić to turysta. I poczuj radość z tego spotkania.
Robb Maciąg ma niesamowitą zdolność skracania dystansu. W trakcie podróży nie pozuje na wielkiego odkrywcę, białego „bwana” w korkowym kapeluszu. Zamiast tego po prostu zanurza się w świecie z szeroko otwartymi oczami, traktując wszystkich spotkanych ludzi jak przyjaciół. Uczmy się tej postawy, warto.
Tomek Michniewicz
W tej książce nie znajdziecie stereotypowych bajek o kolorowych i pachnących Indiach czy postkolonialnych opisów indyjskiej biedy. Robb Maciąg nie robi z siebie najdzielniejszego i wszechwiedzącego arcypodróżnika. On najzwyczajniej w świecie jest opętany ideą podarowania dzieciakom chwil radości. A że należy do pierwszej ligi polskich gawędziarzy, to opowiada nam o swoim opętaniu w taki sposób, że trudno się od niego oderwać.
post-turysta.pl
Można! A co zrobić, jeżeli załatwienie wszystkich pozwoleń trwa za długo, a czas oczekiwania na nie "zależy od wysokości łapówki"? Można zrobić to samo, ALE NA SKUTERZE! Indyskiej Hondzie o zawrotnej mocy 7 KM, choć hindusi twierdzą, że to niemożliwe. Robert Robb Maciąg w 2015 roku, jadąc na indyjskim skuterze trasą wzdłuż świętego Gangesu wyświetlał polskie kreskówki, gdzie tylko się dało. Trasa przejazdu liczyła dwa i pół tysiąca kilometrów, w ciągu 3 tygodni, aż 12 razy, Robbowi udało się rozłożyć ekran (lub znaleźć białą ścianę) i zrobić polskie kino. Pełne Bolka i Lolka oraz Reksia.
Pomysł przerodził się w projekt, który w Indiach trwa nadal i kontynuowany przez hinduskich przyjaciół Robba Maciąga. Tymczasem w Polsce, ukazała się nakładem Wydawnictwa Bezdroża książka pt. TukTukCinema. Czyli historia o Indiach, Gangesie, radości życia, wiecznie psującym się skuterze i Bolku i Lolku. To fascynująca, szczera, nielukrowana relacja z tej szalonej wyprawy.
Zobacz Indie oczami zakręconego outsidera, który próbuje je poznać i zrozumieć, a także wniknąć w ich naturę głębiej, niż jest w stanie zrobić to turysta. I poczuj radość z tego spotkania.
Robb Maciąg ma niesamowitą zdolność skracania dystansu. W trakcie podróży nie pozuje na wielkiego odkrywcę, białego „bwana” w korkowym kapeluszu. Zamiast tego po prostu zanurza się w świecie z szeroko otwartymi oczami, traktując wszystkich spotkanych ludzi jak przyjaciół. Uczmy się tej postawy, warto.
Tomek Michniewicz
W tej książce nie znajdziecie stereotypowych bajek o kolorowych i pachnących Indiach czy postkolonialnych opisów indyjskiej biedy. Robb Maciąg nie robi z siebie najdzielniejszego i wszechwiedzącego arcypodróżnika. On najzwyczajniej w świecie jest opętany ideą podarowania dzieciakom chwil radości. A że należy do pierwszej ligi polskich gawędziarzy, to opowiada nam o swoim opętaniu w taki sposób, że trudno się od niego oderwać.
post-turysta.pl
dlaLejdis.pl
Przez polskie góry. Przewodnik biegacza. Wydanie 1
Nasze polskie, piękne góry, to świetna propozycja na relaks, uprawianie sportu, a także podziwianie pięknych widoków i odpoczynek. Nasze góry to bardzo dobry pomysł na wyrobienie sobie kondycji i odporności . I to właśnie dziś Wam proponujemy!
Biegi górskie. Na początek brzmi groźnie prawda? Ale spokojnie, nikt przecież nie będzie zaczynał od tras bardzo trudnych i wymagających. Zacznijmy może najpierw od przygotowania psychicznego, następnie skompletujmy potrzebny sprzęt, ubrania i oczywiście wiedzę o danych trasach. Tak jak autorzy tego poradnika radzą, najpierw starajmy się zacząć od marszu, na krótkich trasach, a dopiero później stopniowo zwiększajmy poziom trudności.
Poradnik zawiera wiele praktycznych porad dotyczących naszego stroju, tego co potrzebne nam będzie i w co powinniśmy się zaopatrzyć. Warto z tym wszystkim się zapoznać, najpierw trochę poteoretyzować, a gdy już poczujemy się gotowi na wyprawę – wtedy pamiętajmy aby robić wszystko z rozwagą, a czekają nas niesamowite i niezapomniane przeżycia.
Pomyślicie pewnie, że to super pomysł i nowe ciekawe doświadczenia. Lecz pamiętajmy! Biegi górskie to nie to samo co biegi miejskie – po równym terenie. Tutaj swoją trasę szczególnie musimy zaplanować, warto skorzystać z przykładowych tras z poradnika (a trzeba przyznać, że naprawdę jest ich cała masa) i najlepiej wybrać taką gdzie w połowie będziemy mogli odwiedzić schronisko i tam odpocząć, a nawet jak mówią autorzy posilić się np. doskonałą szarlotką.
To niewielki poradnik, który zmieści się do każdej torebki, zabierzecie go ze sobą na wakacje lub właśnie w góry i nie zajmie Wam dużo miejsca. Dodatkowo zauważyć trzeba, że stworzony jest jakby wprost dla biegaczy gotowych planować swoje trasy. Stworzony jako kołonotatnik idealnie się do tego nadaje i zachwyca swą praktycznością.
Biegi górskie. Na początek brzmi groźnie prawda? Ale spokojnie, nikt przecież nie będzie zaczynał od tras bardzo trudnych i wymagających. Zacznijmy może najpierw od przygotowania psychicznego, następnie skompletujmy potrzebny sprzęt, ubrania i oczywiście wiedzę o danych trasach. Tak jak autorzy tego poradnika radzą, najpierw starajmy się zacząć od marszu, na krótkich trasach, a dopiero później stopniowo zwiększajmy poziom trudności.
Poradnik zawiera wiele praktycznych porad dotyczących naszego stroju, tego co potrzebne nam będzie i w co powinniśmy się zaopatrzyć. Warto z tym wszystkim się zapoznać, najpierw trochę poteoretyzować, a gdy już poczujemy się gotowi na wyprawę – wtedy pamiętajmy aby robić wszystko z rozwagą, a czekają nas niesamowite i niezapomniane przeżycia.
Pomyślicie pewnie, że to super pomysł i nowe ciekawe doświadczenia. Lecz pamiętajmy! Biegi górskie to nie to samo co biegi miejskie – po równym terenie. Tutaj swoją trasę szczególnie musimy zaplanować, warto skorzystać z przykładowych tras z poradnika (a trzeba przyznać, że naprawdę jest ich cała masa) i najlepiej wybrać taką gdzie w połowie będziemy mogli odwiedzić schronisko i tam odpocząć, a nawet jak mówią autorzy posilić się np. doskonałą szarlotką.
To niewielki poradnik, który zmieści się do każdej torebki, zabierzecie go ze sobą na wakacje lub właśnie w góry i nie zajmie Wam dużo miejsca. Dodatkowo zauważyć trzeba, że stworzony jest jakby wprost dla biegaczy gotowych planować swoje trasy. Stworzony jako kołonotatnik idealnie się do tego nadaje i zachwyca swą praktycznością.
DobreRecenzje.pl Edyta; 2016-10-05
