Recenzje
Mediolan i Lombardia. Travelbook. Wydanie 1
Urlop w Lombardii
Brzmi to o wiele bardziej snobistycznie niż urlop w Toskanii... Mało kto jednak wybiera sobie za jedyny wakacyjny cel region, którego pertą jest Mediolan, choć i pomniejszych brylantów tu wiele. Jezioro Maggiore, Cremona, Berga-mo czy jeszcze mniej przez rodaków rozpoznane Como, Pawia czy Brescia - to tylko niektóre z wywoławczych haseł, jakie przynosi nam nowy przewodnik po tym regionie.
Jak zwykle, gdy wybieramy się do Włoch, możemy spodziewać się satysfakcji wszechstronnej. Także Lombardia ofiarowuje nam walory przyrodnicze, krajobrazowe, ale jeszcze więcej historycznych, związanych z losami Italii i Europy. Południe regionu to rozległa Nizina Padańska, zaś północ to majestat Alp. Znajdziemy tu parki narodowe (Stelvio) czy parki krajobrazowe (Ticino). Ludziom szukających relaksu na łonie natury Lombardia gwarantuje znakomity wypoczynek. Ale i dla poszukujących inspiracji kulturalnych warto tu przyjechać ze względu na nazwiska: Stradivariego, który najlepsze skrzypce świata budował w Cremonie; w Bergamo urodził się Donizetti, mistrz belcanta; zaś z Mediolanem na całe długie życie związał się Verdi. Stąd pochodził malarz Mante-gna, tu działał Bramante, wielki architekt związany później z Rzymem, wreszcie tu zaczął na nowo, po pobycie we Florencji, swą karierę 30-letni da Vinci. Jeśli jeszcze uświadomić sobie, że z Mediolanu pochodzi Caravaggio i tu urodził się Visconti, nie trzeba się będzie przekonywać do przyjazdu.
Szczególnie wart uwagi jest Mediolan, miasto zwane włoskim Nowym Jorkiem, wymykające się krajowym standardom. Jest ikoną dynamicznie rozwijającej się przemysłowo, finansowo i kulturowo północy, jest rzucającym się w oczy turysty zaprzeczeniem sennego i tradycyjnego Rzymu. Tu życie płynie inaczej niż w innych częściach Włoch. O czym warto się przekonać, pijąc cappuccino na mediolańskim Corso Como.
Brzmi to o wiele bardziej snobistycznie niż urlop w Toskanii... Mało kto jednak wybiera sobie za jedyny wakacyjny cel region, którego pertą jest Mediolan, choć i pomniejszych brylantów tu wiele. Jezioro Maggiore, Cremona, Berga-mo czy jeszcze mniej przez rodaków rozpoznane Como, Pawia czy Brescia - to tylko niektóre z wywoławczych haseł, jakie przynosi nam nowy przewodnik po tym regionie.
Jak zwykle, gdy wybieramy się do Włoch, możemy spodziewać się satysfakcji wszechstronnej. Także Lombardia ofiarowuje nam walory przyrodnicze, krajobrazowe, ale jeszcze więcej historycznych, związanych z losami Italii i Europy. Południe regionu to rozległa Nizina Padańska, zaś północ to majestat Alp. Znajdziemy tu parki narodowe (Stelvio) czy parki krajobrazowe (Ticino). Ludziom szukających relaksu na łonie natury Lombardia gwarantuje znakomity wypoczynek. Ale i dla poszukujących inspiracji kulturalnych warto tu przyjechać ze względu na nazwiska: Stradivariego, który najlepsze skrzypce świata budował w Cremonie; w Bergamo urodził się Donizetti, mistrz belcanta; zaś z Mediolanem na całe długie życie związał się Verdi. Stąd pochodził malarz Mante-gna, tu działał Bramante, wielki architekt związany później z Rzymem, wreszcie tu zaczął na nowo, po pobycie we Florencji, swą karierę 30-letni da Vinci. Jeśli jeszcze uświadomić sobie, że z Mediolanu pochodzi Caravaggio i tu urodził się Visconti, nie trzeba się będzie przekonywać do przyjazdu.
Szczególnie wart uwagi jest Mediolan, miasto zwane włoskim Nowym Jorkiem, wymykające się krajowym standardom. Jest ikoną dynamicznie rozwijającej się przemysłowo, finansowo i kulturowo północy, jest rzucającym się w oczy turysty zaprzeczeniem sennego i tradycyjnego Rzymu. Tu życie płynie inaczej niż w innych częściach Włoch. O czym warto się przekonać, pijąc cappuccino na mediolańskim Corso Como.
Tygodnik Angora Ł. Azik; 2017-01-01
TukTukCinema. Czyli rzecz o Indiach, Gangesie, radości życia, wiecznie psującym się skuterze i Bolku i Lolku
Festiwal filmu amerykańskiego, w którym niedawno brałem udział, stał się dla mnie doskonałym pretekstem, by między seansami odbyć wycieczkę do kina… w zupełnie przeciwnym kierunku. W podróż po Azji, jakiej dotąd nie znałem, zabrał mnie w swojej najnowszej książce Robert Robb Maciąg. Przed Wami wyjątkowy projekt – Tuk Tuk Cinema!
Największa tajemnica jaką kryje ta książka tkwi w podejściu Autora do otaczającej go rzeczywistości. Robert, słowami innego podróżnika i filmowca, Jeana-Claude Carrière mówi: nie lubisz ludzi, raczej nie ruszaj się do Indii. Od siebie dodaje solidną dawkę argumentów, które wielu Europejczykom wystarczyłyby z nawiązką, by rzeczywiście nigdy tam nie pojechać. I od razu pomaga znaleźć remedium. Ale dajmy krok wstecz.
Pomysł Maciąga na kolejną wyprawę po Indiach wziął się z jego wieloletniej fascynacji tamtym rejonem. Już na etapie planowania wyjazdu wiedział, że tym razem chce zrobić coś innego niż zwykle i COŚ DOBREGO dla innych. Kino – to było to! Na zakupionym w Delhi skuterze (po pierwotnym planie jazdy przez Indie tuk tukiem pozostał tytuł książki) przejechał prawie 2 tysiące kilometrów wzdłuż (bliżej lub dalej) brzegów świętej rzeki Hindusów, Gangesu. W czasie przejazdu odwiedzał szkoły i sierocińce, by zebranym w nich dzieciakom pokazywać objazdowe kino z dalekiego kraju. Dobra współpraca ze Studiem Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej sprawiła, że postawił na Przygody Bolka i Lolka oraz odcinki z serii o Reksiu. Animowane nieme kino w kolorze prezentowane na okrytych prześcieradłem podartych murach stojących budynków. Widzicie to?
Poznałem Roberta w czasie festiwalu podróżniczego, gdzie miałem okazję słuchać jego pasjonującej opowieści o wyprawie do Pakistanu. Ze swadą i sporym poczuciem humoru opowiadał o przeżytych przygodach. W podobnym klimacie utrzymana jest książka. Bardziej kumpelska pogadanka niż pisana sztywnymi prawidłami opowieść. Ma trochę ponad 250 stron, ale przyjaznej wielkości czcionka sprawia, że bardzo szybko się ją czyta. Składa się z trzydziestu dwóch rozdziałów, każdy jest dość krótki – to odzwierciedlenie przystanków na kinowym tournée.
Książka Roberta jest mocnym świadectwem, że pozytywne nastawienie może przynieść naprawdę wiele korzyści. Niezłomna wiara autora w przedstawicieli innej kultury z jednej strony wydaje się nieco naiwna, z drugiej jest jak najbardziej zdroworozsądkowa. Takie nastawienie jest zwyczajnie pomocne – zwłaszcza kiedy jesteś tysiące kilometrów od domu i właśnie wyczerpały Ci się wszelkie pokłady cierpliwości i poczucia humoru.
Czytając książkę, gdzieś między wierszami złapiecie serię ciekawostek o Indiach, jak choćby gdzie w jednym miejscu można obejrzeć cały buddyjski świat – zbiór świątyń zbudowanych przez buddyjskie państwa, m.in. Japonię, Tajlandię czy Buthan. Zadziwi Was jak kreatywni mogą być żebracy oraz że krowy w Indiach nie są aż tak bardzo nietykalne. Poznacie trochę tubylczych zwrotów i dowiecie się jak radzić sobie w ulicznym ruchu. Gwarantuję Wam – emocje murowane. Próżno tam szukać konkretnych wskazówek, gdzie i za ile znaleźć nocleg. To nie takie wydawnictwo. Korzyści są zupełnie gdzie indziej.
Zmierzając do brzegu. Jeśli sięgniecie po książkę, której pełny tytuł brzmi Tuk Tuk Cinema, czyli historia o Indiach, Gangesie, radości życia, wiecznie psującym się skuterze i Bolku i Lolku, dostaniecie wszystko co zawarte w podtytule. I poczekajcie prawie do ostatniej strony, żeby zobaczyć na kim przenośne kino z dalekiego kraju zrobiło największe wrażenie. A potem znajdziecie pewnie swój sposób na COŚ DOBREGO.
Największa tajemnica jaką kryje ta książka tkwi w podejściu Autora do otaczającej go rzeczywistości. Robert, słowami innego podróżnika i filmowca, Jeana-Claude Carrière mówi: nie lubisz ludzi, raczej nie ruszaj się do Indii. Od siebie dodaje solidną dawkę argumentów, które wielu Europejczykom wystarczyłyby z nawiązką, by rzeczywiście nigdy tam nie pojechać. I od razu pomaga znaleźć remedium. Ale dajmy krok wstecz.
Pomysł Maciąga na kolejną wyprawę po Indiach wziął się z jego wieloletniej fascynacji tamtym rejonem. Już na etapie planowania wyjazdu wiedział, że tym razem chce zrobić coś innego niż zwykle i COŚ DOBREGO dla innych. Kino – to było to! Na zakupionym w Delhi skuterze (po pierwotnym planie jazdy przez Indie tuk tukiem pozostał tytuł książki) przejechał prawie 2 tysiące kilometrów wzdłuż (bliżej lub dalej) brzegów świętej rzeki Hindusów, Gangesu. W czasie przejazdu odwiedzał szkoły i sierocińce, by zebranym w nich dzieciakom pokazywać objazdowe kino z dalekiego kraju. Dobra współpraca ze Studiem Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej sprawiła, że postawił na Przygody Bolka i Lolka oraz odcinki z serii o Reksiu. Animowane nieme kino w kolorze prezentowane na okrytych prześcieradłem podartych murach stojących budynków. Widzicie to?
Poznałem Roberta w czasie festiwalu podróżniczego, gdzie miałem okazję słuchać jego pasjonującej opowieści o wyprawie do Pakistanu. Ze swadą i sporym poczuciem humoru opowiadał o przeżytych przygodach. W podobnym klimacie utrzymana jest książka. Bardziej kumpelska pogadanka niż pisana sztywnymi prawidłami opowieść. Ma trochę ponad 250 stron, ale przyjaznej wielkości czcionka sprawia, że bardzo szybko się ją czyta. Składa się z trzydziestu dwóch rozdziałów, każdy jest dość krótki – to odzwierciedlenie przystanków na kinowym tournée.
Książka Roberta jest mocnym świadectwem, że pozytywne nastawienie może przynieść naprawdę wiele korzyści. Niezłomna wiara autora w przedstawicieli innej kultury z jednej strony wydaje się nieco naiwna, z drugiej jest jak najbardziej zdroworozsądkowa. Takie nastawienie jest zwyczajnie pomocne – zwłaszcza kiedy jesteś tysiące kilometrów od domu i właśnie wyczerpały Ci się wszelkie pokłady cierpliwości i poczucia humoru.
Czytając książkę, gdzieś między wierszami złapiecie serię ciekawostek o Indiach, jak choćby gdzie w jednym miejscu można obejrzeć cały buddyjski świat – zbiór świątyń zbudowanych przez buddyjskie państwa, m.in. Japonię, Tajlandię czy Buthan. Zadziwi Was jak kreatywni mogą być żebracy oraz że krowy w Indiach nie są aż tak bardzo nietykalne. Poznacie trochę tubylczych zwrotów i dowiecie się jak radzić sobie w ulicznym ruchu. Gwarantuję Wam – emocje murowane. Próżno tam szukać konkretnych wskazówek, gdzie i za ile znaleźć nocleg. To nie takie wydawnictwo. Korzyści są zupełnie gdzie indziej.
Zmierzając do brzegu. Jeśli sięgniecie po książkę, której pełny tytuł brzmi Tuk Tuk Cinema, czyli historia o Indiach, Gangesie, radości życia, wiecznie psującym się skuterze i Bolku i Lolku, dostaniecie wszystko co zawarte w podtytule. I poczekajcie prawie do ostatniej strony, żeby zobaczyć na kim przenośne kino z dalekiego kraju zrobiło największe wrażenie. A potem znajdziecie pewnie swój sposób na COŚ DOBREGO.
festivall.pl
Zeszyt łobuza i jego kumpli
Jest to świetna książka dla rozrabiaków w wieku od 7-11 lat. Będzie oczywiście dobra i dla tych grzeczniejszych dzieci. Pociechy rodziców znajdą tutaj pomysły, które będą rozwijać wyobraźnię, ćwiczenia, zagadki oraz rozmaite zabawy.
"Zeszyt łobuza i jego kumpli" podzielony jest na dwie części, które rozpoczynają się z dwóch przeciwnych stron książki - muszę przyznać, że pierwszy raz z czymś takim się spotkałem i robi to naprawdę dobre wrażenie - a w środku znajdą coś dla siebie miłośnicy Pokemonów, Gwiezdnych Wojen, zabaw w państwa-miasta, quizy, wycinanki
Książka wydaje się być niepozorna, ale według mnie drzemie w niej duży potencjał. Może zająć ona dziecku czas i rozwijać jego wyobraźnię, sprawność manualną oraz podstawową wiedzę ogólną.
Wyobraźnia jest rzeczą, którą warto rozwijać, a ta książka jest do tego idealna. Dzieci razem mogą coś zrobić, np. latający pojazd, stworzyć ranking najgorszych gier komputerowych, śnieg z kartki papieru, zrealizować kupon na dodatkową godzinę przed komputerem czy poskładać kości kościotrupa. Z takim zeszytem wszystko jest możliwe!
"Zeszyt łobuza i jego kumpli" jest lekarstwem na nudę nawet w deszczowe dni. Ciekawe, czy wszystkim łobuzom wystarczy odwagi, aby zrealizować wszystkie zadania jakie znajdą w środku.
"Zeszyt łobuza i jego kumpli" podzielony jest na dwie części, które rozpoczynają się z dwóch przeciwnych stron książki - muszę przyznać, że pierwszy raz z czymś takim się spotkałem i robi to naprawdę dobre wrażenie - a w środku znajdą coś dla siebie miłośnicy Pokemonów, Gwiezdnych Wojen, zabaw w państwa-miasta, quizy, wycinanki
Książka wydaje się być niepozorna, ale według mnie drzemie w niej duży potencjał. Może zająć ona dziecku czas i rozwijać jego wyobraźnię, sprawność manualną oraz podstawową wiedzę ogólną.
Wyobraźnia jest rzeczą, którą warto rozwijać, a ta książka jest do tego idealna. Dzieci razem mogą coś zrobić, np. latający pojazd, stworzyć ranking najgorszych gier komputerowych, śnieg z kartki papieru, zrealizować kupon na dodatkową godzinę przed komputerem czy poskładać kości kościotrupa. Z takim zeszytem wszystko jest możliwe!
"Zeszyt łobuza i jego kumpli" jest lekarstwem na nudę nawet w deszczowe dni. Ciekawe, czy wszystkim łobuzom wystarczy odwagi, aby zrealizować wszystkie zadania jakie znajdą w środku.
Książka przy kawie Krystian Ka; 2016-12-01
Zeszyt łobuza i jego kumpli
Z tym zeszytem dzieciakowi najgorsza nawet nuda nie grozi!
Świetna książeczka - jak sama nazwa wskazuje, dla małych rozrabiaków ;) ... ale dla małych aniołków również! (w końcu każdy dzieciak ma w sobie trochę z tego i z tego ;). Zbiór mnóstwa konstruktywnych pomysłów, zabaw, ćwiczeń, zagadek... IDEALNA SPRAWA W KONTEKŚCIE ZAGOSPODAROWANIA CZASU TWOJEGO DZIECKA.
"Zeszyt..." jest dedykowany dzieciakom w wieku 7-11 lat. Wchodząc głębiej w szczegóły: jest podzielony na dwie części (rozpoczęte z dwóch przeciwnych stron książeczki - na marginesie świetna koncepcja). A co w środku? Coś dla miłośników Gwiezdnych Wojen, klasycznych zabaw w rodzaju państwa-miasta, statki, coś w stylu Halloween, trochę rysowania, trochę wycinania, quizy... fajna, fajna, naprawdę fajna sprawa :)
Super w tej pozycji jest jej potencjał - niby to nic wielkiego, tylko trochę zadrukowanego papieru, a naprawdę może i zająć dziecku czas i zadziałać na jego wyobraźnię. A wyobraźnia dziecka jest czymś, co zawsze warto (i trzeba) stymulować - ta książeczka nadaje się do tego wręcz idealnie.
Gorąco polecam!
cosnapolce.blogspot.com Northman; 2016-11-22
Zeszyt łobuza i jego kumpli
Dzisiaj u nas propozycja dla starszych czytelników - chłopców w wieku 7-11 lat, która może być wspaniałą alternatywą dla ekranu komputerowego czy smartfona. Książka nietypowa, bo stanowiąca zeszyt kreatywny, składający się z dwóch połówek (odpowiadających jasnej i ciemnej stronie mocy) i przeznaczony do wspólnej zabawy z przyjaciółmi. Każdy z kumpli może mieć swoją połówkę zeszytu - jasną lub ciemną, lub mogą razem rozwiązywać zadania z obu stron mocy, mając przy tym dużo frajdy z "łobuzowania" i wspólnie spędzonego czasu.
Pewne zadania z jasnej strony mocy znajdują swoje odzwierciedlenie w poleceniach z ciemnej strony, jak np. ranking najlepszych i najgorszych gier, ulubiona "jasna" i "ciemna" postać z Gwiezdnych wojen, rysunek dobrego/złego robota oraz hodowla rzeżuchy i/lub pleśni.
Chłopcy, a może również dziewczynki, znajdą tu propozycje znanych nam wszystkim gier, takich jak państwa miasta, statki oraz szubienica, poprzeplatane z kreatywnymi zadaniami plastycznymi, przykładami doświadczeń z dzieciny fizyki, chemii czy biologii (np. wulkan, prąd z ziemniaka, gumowa piłka z jaja), różnorodnymi łamigłówkami, quizami i rankingami, odnoszącymi się do wiedzy zdobytej w szkole oraz wynikającej z zainteresowań - piłka nożna, gry komputerowe, filmy, wojsko, motoryzacja... Nie zabraknie tu również pomysłów na aktywność fizyczną oraz inspiracji do wygłupów i psikusów o niskiej szkodliwości społecznej. W książce znalazły się również kupony (np. jednorazowo zwalniajacy z odpowiedzi przy tablicy) do zrealizowania w szkole lub w domu, w zależności od uznania osoby, której dany bilet zostanie przedstawiony.
Część zadań zakłada obecność rodziców, jak choćby pieczenie pizzy z własnego przepisu czy polecenie, w którym potrzebne jest żelazko (jakie? musicie sprawdzić sami :-)), inne zdecydowanie chętniej zostaną zrealizowane bez udziału dorosłych. Przy niektórych możliwy jest mały (lub całkiem spory) bałagan, ale wszystko w granicach rozsądku i z zachowaniem zasad bezpieczeństwa.
Całość podana jest w atrakcyjny dla chłopców z przewidywanej grupy wiekowej sposób.
Zeszyt jest idealną propozycją na długie deszczowe popołudnia, sprawdzi się w domu, w szkole (oczywiście podczas przerwy ;-)), w podróży i w terenie. Pewne zadania, ze względu na konieczność popisania lub zniszczenia fragmentu zeszytu, są jednorazowe, inne mogą być, i z pewnością będą, powtarzane wielokrotnie przez młodych użytkowników tej lektury. Uzupełnianie zeszytu może okazać się wielką frajdą dla wszystkich członków Klubu Mrocznej Ligi oraz Tajnych Agentów, a wypełniona książka będzie pamiątką wspólnie spędzonych chwil i niesamowitych przygód.
Książkę polecamy, jako prezent choinkowy dla wszystkich łobuzów, tych mniejszych i większych, niezależnie od zainteresowań czy chęci do nauki, która tu ma miejsce przy okazji wesołej zabawy. Figle i mnóstwo pomysłów na kreatywne spędzenie czasu gwarantowane.
Pewne zadania z jasnej strony mocy znajdują swoje odzwierciedlenie w poleceniach z ciemnej strony, jak np. ranking najlepszych i najgorszych gier, ulubiona "jasna" i "ciemna" postać z Gwiezdnych wojen, rysunek dobrego/złego robota oraz hodowla rzeżuchy i/lub pleśni.
Chłopcy, a może również dziewczynki, znajdą tu propozycje znanych nam wszystkim gier, takich jak państwa miasta, statki oraz szubienica, poprzeplatane z kreatywnymi zadaniami plastycznymi, przykładami doświadczeń z dzieciny fizyki, chemii czy biologii (np. wulkan, prąd z ziemniaka, gumowa piłka z jaja), różnorodnymi łamigłówkami, quizami i rankingami, odnoszącymi się do wiedzy zdobytej w szkole oraz wynikającej z zainteresowań - piłka nożna, gry komputerowe, filmy, wojsko, motoryzacja... Nie zabraknie tu również pomysłów na aktywność fizyczną oraz inspiracji do wygłupów i psikusów o niskiej szkodliwości społecznej. W książce znalazły się również kupony (np. jednorazowo zwalniajacy z odpowiedzi przy tablicy) do zrealizowania w szkole lub w domu, w zależności od uznania osoby, której dany bilet zostanie przedstawiony.
Część zadań zakłada obecność rodziców, jak choćby pieczenie pizzy z własnego przepisu czy polecenie, w którym potrzebne jest żelazko (jakie? musicie sprawdzić sami :-)), inne zdecydowanie chętniej zostaną zrealizowane bez udziału dorosłych. Przy niektórych możliwy jest mały (lub całkiem spory) bałagan, ale wszystko w granicach rozsądku i z zachowaniem zasad bezpieczeństwa.
Całość podana jest w atrakcyjny dla chłopców z przewidywanej grupy wiekowej sposób.
Zeszyt jest idealną propozycją na długie deszczowe popołudnia, sprawdzi się w domu, w szkole (oczywiście podczas przerwy ;-)), w podróży i w terenie. Pewne zadania, ze względu na konieczność popisania lub zniszczenia fragmentu zeszytu, są jednorazowe, inne mogą być, i z pewnością będą, powtarzane wielokrotnie przez młodych użytkowników tej lektury. Uzupełnianie zeszytu może okazać się wielką frajdą dla wszystkich członków Klubu Mrocznej Ligi oraz Tajnych Agentów, a wypełniona książka będzie pamiątką wspólnie spędzonych chwil i niesamowitych przygód.
Książkę polecamy, jako prezent choinkowy dla wszystkich łobuzów, tych mniejszych i większych, niezależnie od zainteresowań czy chęci do nauki, która tu ma miejsce przy okazji wesołej zabawy. Figle i mnóstwo pomysłów na kreatywne spędzenie czasu gwarantowane.
rozanedziecinstwo.blogspot.com
