Recenzje
Piekło - niebo. Zrozumieć Koreę
Na pewno wielu z nas nie raz zastanawiało się jak toczy się życie w Korei Północnej i Południowej, czym one dwie się od siebie różnią, jak to jest w tej komunistycznej Korei, gdzie rządzą dyktatorzy. Jak poznać ich kulturę i obyczaje, kiedy wszystko to jest dla nas niedostępne i wiemy tylko tyle ile dowiemy się z mediów – czyli skrawki informacji.
Książka Piekło – niebo, zdecydowanie przybliży nam życie w Korei, trochę historii, ich stosunki międzynarodowe, kulturę i obyczaje. Ten kto do tej pory chciał się tych wszystkich rzeczy dowiedzieć a za bardzo nie wiedział gdzie ich szukać – ma doskonałą okazję dzięki tej książce.
Osobiście zainteresowała mnie kwestia cenzury i propagandy w Korei Północnej. Jak wszyscy pewnie wiecie już od wielu lat rządzi tam rodzina Kim Dzong Una – teraz to on zasiada na tronie dyktatury jako najmłodszy rządzący, któremu przyszło zarządzać krajem świeżo po studiach za granicą, gdzie do tej pory dbał tylko o dobrą zabawę i szybkie samochody. Pomimo jednak tego, że w tak młodym wieku przyszło mu objąć dyktaturę, wszystko wypada całkiem dobrze, radzi sobie naprawdę nie najgorzej.
Jak w takim razie wypada Korea Południowa? Pewnie większość z Was zdaje sobie sprawę z tego, że jest to już najbardziej rozwinięty kraj, wyprzedza nawet Japonię. I jak to możliwe, że dwa tak bliskie sobie kraje są za razem tak bardzo sobie dalekie? Że się nie lubią i, że najchętniej toczyłyby ze sobą nieustanne wojny? A czy byliście świadomi tego, że Korea Północna porywa Europejczyków i Japończyków? Zastanawiacie się po co i dlaczego? Tej odpowiedzi poszukajcie sami w książce.
Książka jest naprawdę godna polecenia. Do tej pory tajemnicza Korea Północna, bo o Południowej już co nieco wiemy, staje się dla nas dużo bliższa, możemy zobaczyć jak władza tam działa, jak przekonują obywateli do wierności, a także jakie przywileje ma dyktatura. Zawsze zastanawiało mnie jak to jest możliwe, że dyktator lata sobie samolotami, opływa w dostatek i wygodę, a żyją w państwie tacy ludzie, którzy robią wielkie wysiłki aby dotrwać do dnia następnego. Powiem jeszcze tylko, że perfekcyjnie dopełniają wszystko w książce zdjęcia.
Książka Piekło – niebo, zdecydowanie przybliży nam życie w Korei, trochę historii, ich stosunki międzynarodowe, kulturę i obyczaje. Ten kto do tej pory chciał się tych wszystkich rzeczy dowiedzieć a za bardzo nie wiedział gdzie ich szukać – ma doskonałą okazję dzięki tej książce.
Osobiście zainteresowała mnie kwestia cenzury i propagandy w Korei Północnej. Jak wszyscy pewnie wiecie już od wielu lat rządzi tam rodzina Kim Dzong Una – teraz to on zasiada na tronie dyktatury jako najmłodszy rządzący, któremu przyszło zarządzać krajem świeżo po studiach za granicą, gdzie do tej pory dbał tylko o dobrą zabawę i szybkie samochody. Pomimo jednak tego, że w tak młodym wieku przyszło mu objąć dyktaturę, wszystko wypada całkiem dobrze, radzi sobie naprawdę nie najgorzej.
Jak w takim razie wypada Korea Południowa? Pewnie większość z Was zdaje sobie sprawę z tego, że jest to już najbardziej rozwinięty kraj, wyprzedza nawet Japonię. I jak to możliwe, że dwa tak bliskie sobie kraje są za razem tak bardzo sobie dalekie? Że się nie lubią i, że najchętniej toczyłyby ze sobą nieustanne wojny? A czy byliście świadomi tego, że Korea Północna porywa Europejczyków i Japończyków? Zastanawiacie się po co i dlaczego? Tej odpowiedzi poszukajcie sami w książce.
Książka jest naprawdę godna polecenia. Do tej pory tajemnicza Korea Północna, bo o Południowej już co nieco wiemy, staje się dla nas dużo bliższa, możemy zobaczyć jak władza tam działa, jak przekonują obywateli do wierności, a także jakie przywileje ma dyktatura. Zawsze zastanawiało mnie jak to jest możliwe, że dyktator lata sobie samolotami, opływa w dostatek i wygodę, a żyją w państwie tacy ludzie, którzy robią wielkie wysiłki aby dotrwać do dnia następnego. Powiem jeszcze tylko, że perfekcyjnie dopełniają wszystko w książce zdjęcia.
DobreRecenzje.pl Edyta; 2017-01-08
Utracony świat. Podróże Leona Barszczewskiego po XIX-wiecznej Azji Środkowej
Eksplorator
Postać carskiego oficera i badacza Azji Środkowej Leona Barszczewskiego jest podręcznikowym przykładem, kim jest eksplorator: to poszukiwacz, odkrywca, naukowiec. Pozostaje po nim materiał źródłowy, który służył innym do pogłębienia wiedzy o każdej dziedzinie życia na nieznanych ziemiach. Nieprzecenioną zasługą kapitana Barszczewskiego, stacjonującego ponad dwadzieścia lat w Samar-kandzie, było podjęcie badań terenowych obejmujących hydrologię, geologię, etnografię, botanikę, zoologię, glacjologię. Dla Europejczyków Góry Samarkandzkie, lodowce Pamiru czy dzikie pogranicze afgań-skie były z jednej strony fascynujące ze względu na historyczną przeszłość (Barszczewski odkrył m.in. ruiny starych osad), ale jeszcze bardziej interesujące rządy i wywiady Rosji czy Anglii, poszukujące lądowej drogi do Indii, przez wrogie pustkowia gór Tienszan. Wysyłany tam przez armię Barszczewski miał znaleźć szlak, który umożliwiłby carowi ekspansję.
Lata spędzone na wielomiesięcznych wyprawach przyniosły ogromny materiał, który Barszczewski opisał, wystawił w formie artefaktów w samarkandzkim muzeum, w formie fotografii ukazał odchodzący w przeszłość świat tamtych krain. Książka zawiera dziesiątki tych fotografii, choć ich liczba nie jest walorem publikacji: warto było umieścić ich mniej, ale większych. Praca oparta na skumulowanym, ale jakościowo nierównym materiale pamiętnikarskim zachęca do lektury, ale i tu nadmiar wiadomości nie pozwala właściwie ocenić postaci. Barszczewski i jego dorobek bez wątpienia zasługują na (popularno) naukowe opracowanie, prezentujące zakres jego badań i odkryć oraz ich znaczenia dla nauki. Czytelnik tymczasem zyskuje szereg drobiazgowych wspomnień, często konfabulacji, powtórzeń i niewielkiej wartości przedruków z ówczesnej prasy. Co i tak nie przesłania ludzkiego wymiaru badacza godnego przywrócenia naszej pamięci.
Postać carskiego oficera i badacza Azji Środkowej Leona Barszczewskiego jest podręcznikowym przykładem, kim jest eksplorator: to poszukiwacz, odkrywca, naukowiec. Pozostaje po nim materiał źródłowy, który służył innym do pogłębienia wiedzy o każdej dziedzinie życia na nieznanych ziemiach. Nieprzecenioną zasługą kapitana Barszczewskiego, stacjonującego ponad dwadzieścia lat w Samar-kandzie, było podjęcie badań terenowych obejmujących hydrologię, geologię, etnografię, botanikę, zoologię, glacjologię. Dla Europejczyków Góry Samarkandzkie, lodowce Pamiru czy dzikie pogranicze afgań-skie były z jednej strony fascynujące ze względu na historyczną przeszłość (Barszczewski odkrył m.in. ruiny starych osad), ale jeszcze bardziej interesujące rządy i wywiady Rosji czy Anglii, poszukujące lądowej drogi do Indii, przez wrogie pustkowia gór Tienszan. Wysyłany tam przez armię Barszczewski miał znaleźć szlak, który umożliwiłby carowi ekspansję.
Lata spędzone na wielomiesięcznych wyprawach przyniosły ogromny materiał, który Barszczewski opisał, wystawił w formie artefaktów w samarkandzkim muzeum, w formie fotografii ukazał odchodzący w przeszłość świat tamtych krain. Książka zawiera dziesiątki tych fotografii, choć ich liczba nie jest walorem publikacji: warto było umieścić ich mniej, ale większych. Praca oparta na skumulowanym, ale jakościowo nierównym materiale pamiętnikarskim zachęca do lektury, ale i tu nadmiar wiadomości nie pozwala właściwie ocenić postaci. Barszczewski i jego dorobek bez wątpienia zasługują na (popularno) naukowe opracowanie, prezentujące zakres jego badań i odkryć oraz ich znaczenia dla nauki. Czytelnik tymczasem zyskuje szereg drobiazgowych wspomnień, często konfabulacji, powtórzeń i niewielkiej wartości przedruków z ówczesnej prasy. Co i tak nie przesłania ludzkiego wymiaru badacza godnego przywrócenia naszej pamięci.
Tygodnik Angora Ł. AZIK; 2017-01-08
Utracony świat. Podróże Leona Barszczewskiego po XIX-wiecznej Azji Środkowej
Mam przed sobą książkę niezwykłą, która bez wątpienia ma dwóch bohaterów. Pierwszy – to jej Autor: Igor Strojecki, drugi – to jego pradziad, Leon Barszczewski.
Igor Strojecki dokonał rzeczy mozolnej, drobiazgowej i trudnej – odnalazł i zebrał spuściznę swego sławnego ( a dziś - niestety – zapomnianego) przodka, z niezwykłą starannością ją uporządkował, opracował i opublikował w postaci książki pod znamiennym tytułem „Utracony świat”!
Życiem i tym, co osiągnął oraz pozostawił po sobie Leon Barszczewski można by obdzielić kilka osób! Jako oficer armii carskiej ( pamiętajmy, że mowa o czasach, gdy Polska jest pod zaborami) przeniesiony zostaje do Turkiestanu, gdzie pozostaje 21 lat (1876-97)z pasją oddając się poznawaniu i eksploracji rozległych i w większości jeszcze niezbadanych terenów Azji Środkowej; Pamir, Ałtaj, Buchara, Samarkanda, Turkiestan , ale i Afganistan, Chiny i Mongolia – przemierzył je w trakcie kilkudziesięciu ekspedycji wzdłuż i wszerz. W wielu z tych miejsc był pierwszym Europejczykiem, który pojawił się w zagubionych pośród dzikich, majestatycznych gór kiszłakach ( wioskach). [W jednej z nich napotka chatkę buddyjskiego kapłana, który widzi człowieka pierwszy raz od… pięćdziesięciu lat!] Wykonując polecenia wojskowe bada możliwość górskiego przejścia między Afganistanem i Indiami. Penetrując azjatyckie góry wielokrotnie korygował dotychczasowe mapy, nanosił nowe drogi, badał górskie jeziora i źródła, przede wszystkim jednak oddając się największej pasji swego życia – odkrywaniu i badaniu środkowoazjatyckich lodowców. Leon Barszczewski jest ich pierwszym pozaeuropejskim badaczem i najwybitniejszym dziewiętnastowiecznym znawcą.
Z kolejnych wypraw przywozi okazy flory i fauny (czosnek Barszczewskiego, który rozkwita na wiosnę białym kobiercem pośród leśnego runa nosi nazwę na cześć jego odkrywcy), równolegle z geograficznymi prowadzi też badania geologiczne i archeologiczne. Zbiór jego wykopalisk z okolic Samarkandy w XIX wieku uznawany był za największą prywatną kolekcję starożytności regionu Azji Środkowej, którą jeszcze za życia przekazał nieodpłatnie do Muzeum Historii Samarkandy.
Łatwiej byłoby napisać, czym się Barszczewski nie zajmował, bo interesowało go absolutnie wszystko! Na jednej ze stron książki aż jedenaście(!) linijek zajmuje wyliczenie tego, co Barszczewski odkrył w samym tylko okręgu Samarkandy; złoża rudy żelaza i ołowiu, srebro i węgiel kamienny, turkusy i kryształy górskie, złoto i wiele, wiele, wiele innych.
Barszczewski biegle władał rosyjskim, turkmeńskim, tadżyckim, arabskim i uzbeckim, poznał też lokalne języki i ich narzecza, co pozwoliło mu nawiązywać bliższe relacje z półdzikimi ludami azjatyckiego świata na końcu ówczesnej cywilizacji.
Leon Barszczewski to nie tylko podróżnik i badacz, ale przede wszystkim piękny człowiek. Jako pierwszy bodaj Europejczyk zwraca uwagę i jest pełen współczucia dla trudnego położenia muzułmańskich kobiet, ze swych oszczędności pomaga polskiej diasporze ( byli zesłańcy, po zsyłce osiedleni w Turkiestanie) doposażyć kościół katolicki. W swych wędrówkach nigdy nie pozostaje obojętny na los potrzebującego człowieka i gdy zachodzi taka potrzeba, przerywa pracę badawczą i leczy mieszkańców wysokogórskich wiosek dzieląc się z nimi chininą i tym, co akurat posiada. Sam zresztą w swych Dziennikach (nielicznych, które ocalały) tak o sobie pisał bez cienia kokieterii: „Wiele razy wychodziłem cało z opresji, ale mój stosunek do mieszkańców był zawsze serdeczny, starałem się wniknąć w ich życie, zwyczaje i obrzędy, wierzenia i przesądy. Zjednałem sobie wśród nich wielu prawdziwych przyjaciół”. Chyba największym z nich był Tadżyk Jakub, który oddał Barszczewskiemu 19 lat swego życia jako jego niestrudzony przewodnik i wierny towarzysz wszystkich ekspedycji. Tak po latach wspominał swego pana: „Nigdy nie dał mi odczuć swej wyższości, (jego) skromność wprawiała mnie w zdumienie. Tylko człowiek prawdziwie wielki mógł być tak prostym, skromnym, uprzejmym, a jednocześnie ujmującym”.
Na okładce książki czytam, że Leon Barszczewski to bohater londonowski, to polski Indiana Jones. Trafne porównania! Ja dodałabym jeszcze: człowiek renesansu – niepospolity umysł o niewiarygodnie szerokich horyzontach, a przy tym pracowity i niezłomny.
Na koniec należy jeszcze wspomnieć , że poza rozlicznymi zainteresowaniami i poza miłością do lodowców, wielką pasją Leona Barszczewskiego była fotografia. Książkę ubogacają jego liczne zdjęcia, które dają wyobrażenie i przedsmak tego, jak przepotężną i groźną, ale i bajecznie piękną częścią naszego globu jest Azja Środkowa. Jego spuścizna fotograficzna, mimo że w większości zaginęła w zawierusze dwóch wojen światowych, stanowi dziś unikalny dokument życia codziennego i społecznego mieszkańców Azji Centralnej w XIX wieku. Dwadzieścia jeden lat spędzonych na środkowoazjatyckich ziemiach zaowocowało tysiącami klisz ilustrujących piękno gór, dolin, rzek, lodowców. Do dziś dotrwało ich zaledwie kilkaset. Podobnie z jego szkicami, notatkami i dziennikami – świata, który Barszczewskiego fascynował i który dokumentował, już nie ma, stąd tytuł – „Utracony świat” – zatrzymany jedynie na kliszach w kolorze sepii.
„Utracony świat. Leona Barszczewskiego podróże po XIX wiecznej Azji Środkowej” nie jest lekturą łatwą, polecam ją jednak miłośnikom biografii ludzi niezwykłych i przez szacunek dla benedyktyńskiej pracy jej Autora – Igora Strojeckiego.
Na koniec raz jeszcze oddam głos Leonowi Barszczewskiemu. Niech jego słowa staną się dla nas u progu nowego 2017 roku przyczynkiem do refleksji: „Wszystko można pokonać na świecie dobrym słowem i serdeczną prostotą, nie zaś dumą i pychą”.
http://mumagstravellers.blogspot.com/ Majka Em; 2017-01-08
Zeszyt łobuza i jego kumpli
Obudź w sobie łobuza
"Zeszyt łobuza i jego kumpli" to kreatywna książka, której zadaniem jest pobudzanie dziecięcej wyobraźni i stwarzanie pomysłów na świetną zabawę. W zeszycie można (a nawet trzeba!) rysować, wycinać" i kleić. Znajdziemy tu ponad sto zadań, prostych doświadczeń i zabaw, które dziecko może wykonywać samodzielnie lub w towarzystwie kolegów.
Domowa erupcja wulkanu, tajny szyfr, mumia, list do Św. Mikołaja, a także niezliczone zagadki i ąuizy zajmą chłopców (dziewczynki również chętnie je wykonują) w wieku 7-11 lat na całe godziny. I to bez użycia komputera!
"Zeszyt łobuza i jego kumpli" to kreatywna książka, której zadaniem jest pobudzanie dziecięcej wyobraźni i stwarzanie pomysłów na świetną zabawę. W zeszycie można (a nawet trzeba!) rysować, wycinać" i kleić. Znajdziemy tu ponad sto zadań, prostych doświadczeń i zabaw, które dziecko może wykonywać samodzielnie lub w towarzystwie kolegów.
Domowa erupcja wulkanu, tajny szyfr, mumia, list do Św. Mikołaja, a także niezliczone zagadki i ąuizy zajmą chłopców (dziewczynki również chętnie je wykonują) w wieku 7-11 lat na całe godziny. I to bez użycia komputera!
otopanorama.pl PK; 2017-01-05
Hard Beat. Taniec nad otchłanią
Czy książka o dziennikarzu wojennym może być ciekawa nie sądzę, ale co jeśli to książka z pod pióra K. Bromberg to już zmienia postać rzeczy. Tanner Thomas brat Ry wyrusza do pracy, jako dziennikarz. Z pierwszych stron książki dowiadujemy się jak jego bliska przyjaciółka Stella zginęła. Thomas, chociaż się nie przyznaje to ciężko mu się z tym uporać. Dzięki małemu szantażowi, Rafe’a zgadza się Tanner wrócił do pracy. Choć dziennikarz przypuszczał, że kiedy wróci do tego samego miejsca i pracy po czterech miesiącach nieobecności to wszystko będzie tak jak dawniej. Lecz każde miejsce w hotelu przypomina mu o Stelli i ich ostatniej nocy przed jej śmiercią. Po przylocie i zameldowaniu się w hotelu Tan odwiedza bar, w którym znajduje się kolega Pauly i jeszcze jedna tajemnicza dama. Ukradkowe spojrzenia kobiety zauważa Pauly i mówi o tym koledze, choć Tan nie zdaje się być zainteresowany kobietą to i tak w pewnym momencie zerka na dziewczynę i trafia prosto w jej zielone oczy.
"Gdy nasze spojrzenia się krzyżują, rozchyla usta z zaskoczenia, ale chwilę później powoli się uśmiecha."
Po tym jednym spojrzeniu zaczyna wszystko się zmieniać. BJ postanawia podejść do baru gdzie siedzi Tanner i zamawia sobie drinka na jego koszt. Choć Tanner ucieka emocjonalnie od kobiety to i tak po pewnym czasie trafiają na siebie w korytarzu na piętrze Thomas. Mała wymiana zdań a pożądanie bierze górą i dwoje młodych trafiają do łóżka. Jedna niezobowiązująca noc nic szkodzi dla mężczyzny. Lecz gdy okazuje się, że jego jedno nocna przygoda jest tym fotografem, co ma zastąpić Stellę to już nie jest takie fajne. Emocje biorą górą i młodzi na każdym kroku kłócą się. Tan zaczyna zauważać, że dziewczynę ciągle otaczają mężczyźni a to już nie bardzo mu się podoba. Nie chcę się przyznać do tego wręcz nie podoba mu się to uczucie.
"Wszystkie ruchy są pozornie niewinne, ale ja jestem facetem i wiem, o czym prawdopodobnie myślą. Jak na mój gust nawet najlżejszy dotyk to już zbyt wiele."
Tanner mówi Beaux o zamierzonych zasadach względem ich i dziewczyna niechętnie, ale się zgadza. Czy obje dadzą radę powstrzymać się przed uczuciem?
"Gdy nasze spojrzenia się krzyżują, rozchyla usta z zaskoczenia, ale chwilę później powoli się uśmiecha."
Po tym jednym spojrzeniu zaczyna wszystko się zmieniać. BJ postanawia podejść do baru gdzie siedzi Tanner i zamawia sobie drinka na jego koszt. Choć Tanner ucieka emocjonalnie od kobiety to i tak po pewnym czasie trafiają na siebie w korytarzu na piętrze Thomas. Mała wymiana zdań a pożądanie bierze górą i dwoje młodych trafiają do łóżka. Jedna niezobowiązująca noc nic szkodzi dla mężczyzny. Lecz gdy okazuje się, że jego jedno nocna przygoda jest tym fotografem, co ma zastąpić Stellę to już nie jest takie fajne. Emocje biorą górą i młodzi na każdym kroku kłócą się. Tan zaczyna zauważać, że dziewczynę ciągle otaczają mężczyźni a to już nie bardzo mu się podoba. Nie chcę się przyznać do tego wręcz nie podoba mu się to uczucie.
"Wszystkie ruchy są pozornie niewinne, ale ja jestem facetem i wiem, o czym prawdopodobnie myślą. Jak na mój gust nawet najlżejszy dotyk to już zbyt wiele."
Tanner mówi Beaux o zamierzonych zasadach względem ich i dziewczyna niechętnie, ale się zgadza. Czy obje dadzą radę powstrzymać się przed uczuciem?
Czy wytrwają w postanowieniu?
I co przyniesie im los?
BJ dla nieznajomych lub świeżo poznanych osób. Beaux wyjątkowe imię dla wyjątkowych ludzi i nie każdy mógł je poznać. Jest osobą skrytą i szybko można ją zranić, lecz z drugiej strony pokazuje Tannerowi pazurki wtedy, kiedy ma tylko sposobność. Jak dla mnie jest to jej sposób na własną obronę. Jej przeszłość nie jest taka prosta jak by nam się wydawało i wyjście na prostą wymaga bardzo dużego poświęcenia.
Tanner Thomas dziennikarz wojenny nie boi się niczego. W ostatnim czasie nie może pozbierać się po śmierci Stelli, choć szybko chce wrócić do pracy to nie bardzo chce, aby ktoś zastąpił jego przyjaciółkę a zwłaszcza już „świeżynka”. W pracy spełnia się idealnie zawsze ma najświeższe informacje i jest pierwszy na miejscu, kiedy w sferze uczuciowej nie jest już takim bohaterem. Lecz kiedy uświadomi i przyzna się do swojego uczucia do BJ a zwłaszcza jak po raz pierwszy powie „Kocham Cię” to już nie będzie wtedy za późno?
K. Bromberg po raz kolejny udowadnia mi i wam, że może nas w ciekawy sposób zaintrygować swoją książką. Kolejna książka tej autorki jest coraz ciekawsza względem pomysłu na książkę jak i scenami. Same sceny są dobrze napisane i nie pozostawiają czytelnikowi dużo do życzenia. Choć w pewnym momencie chciałam potrząsnąć naszego dziennikarza, aby się opamiętał i zobaczył, kto na niego czeka. Bałam się momentami, że nie zauważy tego a ta historia nie skończy się tak jak bym chciała. Książka wywierała na mnie wiele emocji a może pisarka miała właśnie taki zamiar? W każdym razie polecam książkę każdemu czytelnikowi. Warta jest, aby nie przespać nocy i zacząć myśleć o kolejnym super przystojniaku, jaki nam wykreowała pisarka.
zaczarowana-ksiazka.blogspot.com
