Kontrast:
ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »
APLIKACJA MOBILNANEW

Znikająca kraina. Wędrówka przez góry Śląska

440 kilometrów pieszo w kilkanaście dni po wymagającym terenie górskim. Ze wschodu na zachód. Od Prudnika po Świeradów-Zdrój. W lipcowym, momentami niemiłosiernym skwarze i przy popołudniowych gwałtownych burzach. Samotnie, ale w najodpowiedniejszym momencie zawsze z pomocą napotkanych nieznanych, dobrodusznych osób. Walcząc z bólem, brakiem sił, rozlatującym się obuwiem i niepokojem o dostępność noclegu o podstawowych, ale godnych i dających kilka godzin ukojenia warunkach. Cały czas z pasją, determinacją i przywoływanymi w myślach wspomnieniami zarówno z dzieciństwa, jak i dorosłego już życia, które dotyczą poszczególnych miejscowości, gór i regionów. Przejście Głównego Szlaku Sudeckiego - drugiego pod względem długości (po Beskidzkim) tego typu szlaku turystycznego w Polsce, stało się przedmiotem opowieści i relacji dziennikarza Michała Zabłockiego w książce zatytułowanej: „Znikająca kraina. Wędrówka przez góry Śląska”. Publikacja została wydana nakładem Wydawnictwa „Sploty” z Grupy Wydawniczej „Helion”. Całość to składowa siedemnastu rozdziałów, a każdy z nich to zapis opowieści z kilkudziesięciu kilometrów marszu po szlaku, ale z wyraźnym zauważaniem tego, co jest nieco dalej niż tuż obok niego. To nie jest przewodnik turystyczny po Głównym Szlaku Sudeckim, lecz reportaż będący literaturą drogi - tej mijanej w czasie rzeczywistym i tej będącej wspomnieniami własnymi Autora, wspomagającym się zapisami szczęśliwie zachowanymi w przytaczanych w przypisach książkach oraz artykułach ze stron internetowych. Unikalnością tej publikacji są niezliczone historie podawane z charakterystyczną dla Zabłockiego swadą, do której łatwo się przyzwyczaić i dzięki temu prościej jest zrozumieć emocje towarzyszące piechurowi na poszczególnych etapach trasy. Etapach tak różnych, odmiennych od siebie, jak zróżnicowane są Góry Opawskie, Złote, Masyw Śnieznika, Góry Bystrzyckie, Orlickie, Stołowe, Sowie, Kamienne, Suche, Rudawy Janowickie, Karkonosze i wreszcie - Góry Izerskie, ale uspójnione naturalnie poprzez łączącą je sudeckość. Spójnikiem dla wszystkich tych pasm jest także narrator, dający każdemu z nich na stronach omawianej pozycji, atmosferę uważności i wrażliwości na siły oddziaływania przyrody, która niespiesznie, ale widocznie dla oka po pewnym czasie diametralnie zmienia oblicza opuszczonych wsi. Oto bowiem w miejscach niegdysiejszego istnienia zabudowań mieszkalnych, gospodarczych czy przemysłowych pojawiają się formacje roślinne i drzewa niejednokrotnie oplatające zardzewiałe konstrukcje, bezlitośnie pokazując im miejsce w szeregu na planecie. A jak przyroda radzi sobie z bezlitosnością człowieka? Wydaje się, że w wielu momentach odpowiedzi na tak zadane pytanie zdaje się szukać Autor - zaniepokojony celową monokulturą upraw i konkretnych gatunków drzew oraz w innym miejscu ich masową wycinką pod pretekstem podawanym bez stuprocentowej słuszności dla jego skuteczności i nie biorąc pod uwagę przez decydentów efektów jakie dały podobne zabiegi przed kilkuset laty, wówczas na potrzeby rozwoju epoki przemysłowej. A przecież siła drzew i ich znaczenie potrafi być ogromne. Michał Zabłocki zwraca na to uwagę choćby siedząc pod lipami w Jarnołtówku, na początkowym etapie drogi. Starożytni Germanie właśnie pod lipami rozwiązywali konflikty, wierząc, że drzewa przynoszą pokój i ujawniają prawdę… Czytelnik otrzymuje również liczne relacje z krótkich spotkań z wędrowcami przemierzającymi szlak w przeciwnym kierunku (głównie pytających bohatera książki o to, jak się chodzi po szlaku w wręcz kultowych dla całej fabuły sandałach), turystami odwiedzającymi tylko wybrane miejscowości lub zdobywającymi określone szczyty (tu tematem przewodnim jest podziw dla Autora za determinację w chęci przejścia kilkuset kilometrów), pracownikami - schronisk i innych obiektów noclegowych, terenów leśnych czy będących byłymi górnikami (z nimi wszystkimi zakres rozmów jest naprawdę ogromny, mają one zazwyczaj zabarwienie lokalne, pełne humoru, ale zdarza się, że czasami dialog bywa kłopotliwy), innymi gośćmi obiektów noclegowych (potrafiącymi w wysublimowany sposób zakłopotać w kontekście decyzji o nocowaniu następnego dnia w niepublicznym schronisku) i wreszcie z rozmów telefonicznych z bliskimi (a z teściową to nawet podczas osobistego spotkania!), którzy z troską dopingują dziennikarza i udzielają mu wskazówek. Te wszystkie kontakty są dla Zabłockiego przyczynkiem do refleksyjności nad prawdziwym doświadczeniem drogi - tym w wymiarze czysto ludzkim, dającym prawdziwie realną motywację do dalszego przejścia szlaku pomimo licznych chwil kryzysu - tak uwidaczniających się szczególnie paradoksalnie na początku, a nie w końcowym, teoretycznie najbardziej wymagającym fragmencie „GSS-u”. Istotnymi elementami, zgrabnie „wtrącanymi” do opisu wędrówki są szczegółowe, klimatyczne, czasem mające wymiar poetycki, opowieści o zrujnowanych pojedynczych obiektach oraz wielu całych wsiach, ale też o kulturze i tradycjach, które tak jak całe Sudety - mogą (nomen omen) poszczycić się długą, zakorzenioną w tym miejscu historią jaka jest nierozłącznym elementem tożsamości wielu ludów zamieszkujących te tereny - bez względu na to, po której stronie dzisiejszych granic znajduje się ich siedlisko. Tożsamości także samego piechura - wychowanego we Wrocławiu, jak sam się określa w odpowiedniej kolejności: Ślązaka, Polaka i Europejczyka dla którego to, co tu zakorzenione jest najważniejsze, a to co sztucznie wprowadzane (niepotrzebne wieże widokowe - szpecące same w sobie piękne szczyty, „tyrolizacja” ośrodków narciarskich, podhalańska przaśność) mocno wzburza, tak samo zresztą jak pewien pogląd patrona szlaku Mieczysława Orłowicza… „Znikająca kraina. Wędrówka przez góry Śląska” mimo, że nie jest przewodnikiem turystycznym, to w kilku aspektach spełnia warunki dla tego typu publikacji. Autorskie doświadczenia mogą posłużyć do decyzyjności co do słuszności dziennego kilometrażu przejścia (mając dobrą kondycję można pokonywać dłuższe dystanse, ale kosztem mniejszej uważności na to co wokół i rezygnując z kontemplacji otoczenia), wyboru miejsc noclegowych (cenne są uwagi o dłuższych odcinkach bez ani jednego takiego obiektu) i punktów konsumpcyjno-zaopatrzeniowych (dużo jest kulinarno-napitkowych polecajek, są też antypolecajki). Lekturę czyta się lekko, wszystko jest spójną całością i jedną wielką zachętą do odkrycia Sudetów na własny sposób. Niekoniecznie trzeba od razu przejść cały Główny Szlak Sudecki, warto uskutecznić realizację choćby jednego, dwóch odcinków podczas wolnego weekendu.

Mapy Współczesne - mapywspolczesne.wordpress.com Andrzej Leśny Leśny Andrzej

Korona Polskich Gór. Dziennik młodego zdobywcy

Gdy na jesieni wchodziliśmy na Lackową, obiecaliśmy sobie że w tym roku musimy zacząć KGP. Całkiem przypadkiem Mikołaj usłyszał nasze marzenie i pod choinką znaleźliśmy książeczki do zbierania pieczątek. Dla 5latka są one jednak dość nudne więc długo szukałam czegoś co zaciekawi malucha - zobaczcie jaki IDEAŁ trafił w nasze ręce! ,,Korona Polskich Gór. Dziennik młodego zdobywcy" od @wydawnictwo_bezdroza to niezwykła książka, która zamienia zwykłe wycieczki w prawdziwą przygodę pełną emocji, odkryć i niezapomnianych wspomnień. To coś więcej niż dziennik - to osobisty towarzysz każdego młodego miłośnika gór, który marzy o zdobywaniu najwyższych szczytów Polski. Już od pierwszych stron książka zachęca do działania i rozbudza ciekawość świata. Ciekawe informacje o polskich pasmach górskich oraz najwyższych szczytach sprawiają, że dziecko nie tylko wędruje, ale także poznaje przyrodę, geografię i historię odwiedzanych miejsc. Wszystko zostało podane w przystępny i atrakcyjny sposób, idealny dla młodych odkrywców. Ogromnym atutem dziennika jest miejsce na własną twórczość - notatki, rysunki, zdjęcia czy wklejanie pamiątek ze szlaku. Dzięki temu każda wyprawa staje się wyjątkową historią, do której można wracać przez lata. Zadania i wyzwania dodatkowo motywują do zdobywania kolejnych szczytów i rozwijają ducha przygody.

Boys.books Ceregra Marta

Sycylia. Smak południa

Jedna z lepszych książek podróżniczo-kulinarnych, jakie przeczytałam w ostatnich miesiącach. A mówię to jako osoba, która naprawdę ma już przesyt książek o Włoszech pisanych według dokładnie tego samego schematu. Myślałam, że „Sycylia. Smak południa” będzie bardziej przewodnikiem. Wiadomo trochę historii, kilka ciekawostek, lista miejsc i obowiązkowe zachwyty nad makaronem. Tymczasem bardzo szybko okazało się, że ta książka działa zupełnie inaczej. Najbardziej wciągnęło mnie to, że wszystko tutaj opiera się na konkretnych scenach i detalach. Nie na wielkich opisach „magicznej Sycylii”, tylko na rzeczach, które naprawdę zostają w głowie. Nagle dostajesz historię o barze w Savoce, gdzie ktoś wpada tylko na wodę gazowaną, a kończy z gorącym arancino, bo właśnie wyszło z kuchni. I dokładnie takie momenty budują klimat tej książki. Bardzo podobał mi się też fragment o paście alla Norma w wersji z Savoki. Niby klasyczne sycylijskie danie, ale lokalnie dodają kilka kropel miodu cytrynowego, żeby przełamać kwas pomidorów. Drobnostka, a od razu czujesz, że za tym stoi prawdziwe miejsce i konkretni ludzie, a nie kolejny przepis skopiowany z internetu. W ogóle jedzenie jest tutaj opisane świetnie. Nie w taki przesadnie „instagramowy” sposób, tylko bardzo naturalnie. Czytając o granicie, ricotcie fresca czy pane cunzatu miałam dokładnie ten rodzaj frustracji, kiedy człowiek kończy rozdział i nagle okazuje się, że najbliższa piekarnia niestety nie znajduje się na Sycylii. Poza jedzeniem bardzo dobrze wypadają też fragmenty o miastach. Szczególnie Noto i Mesyna. Autorka potrafi wrzucić mały detal historyczny albo legendę dokładnie w odpowiednim momencie. Dzięki temu nie czyta się tego jak encyklopedii, tylko bardziej jak opowieść osoby, która naprawdę chodziła tymi ulicami i coś z nich zapamiętała poza ładnym widokiem. Po przeczytaniu nie miałam ochoty oglądać kolejnych zdjęć Sycylii (piękne w wydaniu). Miałam ochotę tam wrócić.

Przypadkowe Rzeczy Kusnietsova Julia

Sycylia. Smak południa

Od kilku miesięcy na szczycie mojej podróżniczej listy marzeń widnieje Sycylia i bardzo liczę na to, że jeszcze w tym roku (a w przyszłym to już obowiązkowo!) uda mi się tam wybrać. Dlatego też sięgnęłam po przewodnik Karoliny Wiszniewskiej @italia_e_cucina, który przed pierwszą wizytą na wyspie jest lekturą wręcz idealną. Książka odchodzi od typowo przewodnikowej formy, co czyni ją o wiele bardziej przystępną niż dość suchy opis zbioru zabytków i cudów natury z klasycznego przewodnika. Mamy tu 25 rozdziałów, każdy o innym sycylijskim mieście lub wyspach (oraz o jednej górze i jednym wulkanie). Wszelkie wskazówki dotyczące podróżowania, a także ciekawostki kulturowe i kulinarne autorka wplotła w tekst lub wyróżniła na specjalnie oznakowanych stronach. Nadal jest to jednak przewodnik, więc najwięcej znajdziemy w nim opisów najciekawszych atrakcji turystycznych, ale też rzadziej odwiedzanych zabytków i mniej wydeptanych szlaków. Do tego trochę historii, miejscowych legend oraz wydarzeń kulturalnych i religijnych, wyjątkowo ważnych dla Sycylijczyków. Wszystko napisane prostym językiem, w tym przypadku jednak wskazanym i bardzo przyjemnym w odbiorze. Tym, co podobało mi się szczególnie, były fragmenty dotyczące lokalnej kuchni, która jest na Sycylii niesamowicie bogata i różnorodna - podtytuł książki jest więc nieprzypadkowy. Nie zdawałam sobie sprawy, że w obrębie jednej wyspy może istnieć tak wiele wariantów różnych potraw! Karolina opowiada o nich z ogromną fascynacją, a jej miłość do miejscowej kuchni (i wina!) bije z każdej poświęconej jej strony. Podczas lektury zapisałam mnóstwo polecanych przez autorkę adresów, a na swoją listę dań do spróbowania wpisałam takie pozycje, na które sama z siebie (jako osoba wyjątkowo wybredna i nieskora do próbowania nowych smaków) na pewno nigdy bym się nie zdecydowała. Najważniejsze miasta, takie jak Palermo i Katania, turystyczne perełki - Taormina i Cefalù, a także mniej znane, acz równie intrygujące miasteczka, jak chociażby Macari. Myślę, że każdy znajdzie w tej książce miejsca, których odwiedzenie od dawna planował, a także takie, które jeszcze dołoży do planu podróży. Jedyne, czego mi w niej zabrakło, to jakiegoś krótkiego podsumowania na sam koniec, takiej małej kropki nad i. Chociaż może jestem zbyt wymagająca… Bo bez tego „Sycylia. Smak południa” i tak będzie świetnym wyborem dla osób szukających podróżniczych inspiracji. Jestem pewna, że okaże się pomocna w planowaniu wyjazdu, więc koniecznie sięgnijcie po nią przed wylotem na wyspę.

@leniwiec_posrod_ksiazek Malotka Dominika

Korona Polskich Gór. Dziennik młodego zdobywcy

Jeśli masz w domu małego zdobywcę gór, to ten dziennik z pewnością go zachwyci! ⛰️🥾 "Korona polskich gór dziennik młodego zdobywcy" autorstwa Justyny i Krystiana Zając to wyjątkowy dziennik, dzięki któremu młody odkrywca górskich szlaków będzie mógł zapisywać swoje najpiękniejsze wspomnienia z wycieczek 🏔️ Na czytelnika czeka aż 28 szczytów do zdobycia! Przy każdym z nich można znaleźć ciekawe informacje o danej górze, a także miejsce na zapisanie początku i końca trasy, długości wyprawy czy czasu przejścia. Nie zabrakło również miejsca na pieczątkę oraz różnych aktywności dla dzieci — zagadek, krzyżówek, rebusów czy przestrzeni do rysowania. To prawdziwa gratka dla młodych wędrowców i świetny sposób na zachowanie wszystkich górskich przygód w jednym miejscu. Taki dziennik nie tylko motywuje do zdobywania kolejnych szczytów, ale też tworzy piękną pamiątkę na lata 💚

Mazia89 Kostuń Marzena