RELACJE Z PODRÓŻY

W mojej Prowansji, gdzie czas leniwy



Autor: PP
Data dodania do serwisu: 2009-08-31
Relacja obejmuje następujące kraje: Francja

Oceń relacjęŚrednia ocenaIlość ocen
6.13 182
<p align="justify"><font size="1"><strong><span style="font-size: 16pt; font-family: Verdana"></span></strong><strong><span style="font-size: 16pt; font-family: Verdana"></span></strong></font><font size="2"><strong><span style="font-size: 10pt"><font>Są takie miejsca, do kt&oacute;rych z przyjemnością i nieskrywanym sentymentem &ndash; pomimo chęci zobaczenia nowych zakątk&oacute;w &ndash; powracamy. Niemalże niekończący się mechanizm wspomnień uruchomiony zostaje poprzez fotografie, filmy video, zasuszone kwiaty, muszle, ziarna piasku, zachowane bilety. Są takie miejsca, o kt&oacute;rych opowiada się w emocjonalnym uniesieniu,&nbsp;z rumieńcem i żywą gestykulacją. Opowiada się o nich tak, aby najdokładniej oddać odbiorcy ich piękno, a może &ndash; aby samemu ciągle pamiętać<span>&nbsp;</span>o uroku miejsca i<span>&nbsp; </span>nieustannie go celebrować. Jest takie miejsce w południowo-wschodniej Francji&hellip;</font></span></strong></font><span><font>&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; </font></span><font><font><span>&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; </span><span>&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; <br /></span></font></font></p><p align="justify"><font><font><span>&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; </span>Magdalenką zamoczoną w herbacie Proust zaczyna poszukiwanie straconego czasu.<span>&nbsp;&nbsp; </span>Gdy otwieram kuferek z prowansalskimi pamiątkami &ndash; lawendą, jaśminowym mydełkiem, kwiatostanem niedojrzałych winogron, zdjęciami, paragonami, biuletynami i ulotkami<span>&nbsp;</span>z przeraźliwie długimi francuskimi słowami, zaczyna się moja podr&oacute;ż w czas zyskany. Kolej mknąca wśr&oacute;d rudo-brązowych skał, w bliskiej obecności morza sprawia, że podr&oacute;żnik &ndash; ułożywszy się w wygodnym pociągowym fotelu &ndash; m&oacute;głby zachwycony, ze wzrokiem wpatrzonym w to, co za szybą przemierzać tak całe Lazurowe Wybrzeże. Pociąg zatrzymuje się na stacji Antibes.<span>&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; </span></font></font></p><p align="justify"><font><font><span>&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; </span>Wita mnie małe prowansalskie miasteczko, z charakterystyczną dla tego regionu średniowieczną architekturą. Miejscowość znana jest przede wszystkim z Muzeum Picassa, nieznana z wielu innych. Na wędr&oacute;wkę po Antibes mam przeznaczone dwie godziny, kieruję się więc od razu w stronę muzeum. Droga do kasztelu jest naprawdę urzekająca &ndash; tuż przy samym morzu ciągnie się długi, kręty, kamienny pas przerywany arkadami. Romański niegdyś zamek, w kt&oacute;rego wnętrzu znajduje się galeria, położony jest malowniczo na wzniesieniu. Pablo Picasso miał w zamku swoją pracownię i w podzięce za gościnę pozostawił rodzinie Grimaldich swoje obrazy, rzeźby oraz wyroby ceramiczne. Nie oglądam dzieł hiszpańskiego malarza &ndash; muzeum jest zamknięte z powodu remontu. Jednak surowa, warowna elewacja na tle błękitu nieba i lazuru morza jest wystarczającą rekompensatą. Schodzę ze wzg&oacute;rza i po raz kolejny zdumiewa mnie widok. Zamek niespodziewanie otoczony jest barokowymi kościołami z jasnopomarańczowym tynkiem i ślimacznicami.&nbsp;Ta całkowita odmienność stylowa &ndash; ku zaskoczeniu &ndash; doskonalone ze sobą wsp&oacute;łgra. </font></font></p><p align="justify"><font><font><span>&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; </span>Wchodzę w meandryczne, wąskie uliczki, kt&oacute;rych zieloność i kwiecistość uderza. Uderza r&oacute;wnież barwność kamienic z obowiązkowymi, najczęściej zielonkowatymi okiennicami oraz wejściem bujnie porośniętym bluszczem albo zdobionym przez krzew&nbsp;z soczyście r&oacute;żowymi kwiatami, kt&oacute;rego nazwy nie znam. Kamieniczki położone są&nbsp; tak blisko siebie (naturalnie po to, by chronić się wzajemnie przed słońcem), że Francuz wie&nbsp;o życiu swojego sąsiada nieomal wszystko. Może dlatego z nim tak często rozmawia,<span>&nbsp;</span>tak często się do niego uśmiecha. Urokliwe to zjawisko, takie swojskie, rzadko spotykane. Ma się nawet przez to poczucie barbarzyńskiego wkroczenia w strefę intymną, nieturystyczną właśnie. Obecność wędrowca r&oacute;wnie często budzi zaciekawienie, co jest niezauważana.<span>&nbsp;</span>Żyją te kamieniczki &ndash; zdaje się &ndash; wolnym i harmonijnym rytmem, a zadziwiająca prostota cechuje ich mieszkańc&oacute;w. Przypatruję się babuszce (nie inaczej) spokojnie siedzącej przed domem, przy stopach kt&oacute;rej rozkładają łapy czarne (nie inne) koty. Przejmujący dla mnie&nbsp;to obraz &ndash; osiągam<span>&nbsp; </span>stan uroczystego skupienia, świadoma bardziej niż kiedykolwiek,<span>&nbsp;</span>że obcuję z najprawdziwszym życiem.</font></font></p><p align="justify"><font><font><span>&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; </span>Robię kr&oacute;tki przystanek przy zacienionym baldachimem źr&oacute;dle wody pitnej. Siedzę,<span>&nbsp;</span>bez pośpiechu. I tak mi błogo, tak upojnie. Schowana przed palącym słońcem, zatopiona<span>&nbsp;</span>w śpiewie cykad, uśmiechając się &ndash; myślę. A trochę p&oacute;źniej mam ochotę wyśpiewać<span>&nbsp;</span>z Geppert: <em>Kocham cię życie</em>!<em> Poznawać pragnę, pragnę, pragnę cię w zachwycie</em>&hellip;</font></font></p><p align="justify"><font><font><span>&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; </span>Radosna refleksja przy źr&oacute;dełku zagłuszona zostaje wrzaskiem targu. Wabiona r&oacute;żnorodnymi zapachami, idę w sam środek zgiełku. Targujący się turyści i przebiegli handlarze. Stoły zastawione świeżymi owocami, warzywami, ziołami, rybami, mięsem, z kt&oacute;rymi sąsiadują stoiska z pamiątkami: reprodukcjami Picassa, figurkami zamku, ceramiką, poczt&oacute;wkami, błyskotkami. A jeszcze dalej perfumy, mydła i inne pachnidła. Wszystko to na obszarze kilkudziesięciu metr&oacute;w. Tłoczno, duszno, krzykliwie. A jakie to przyjemne.</font></font></p><p align="justify"><font><font><span>&nbsp;</span><span>&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; </span>Z owocem granatu w dłoni kolejno przechodzę przez place &ndash; typowo<span>&nbsp; </span>francuskie, zdobione fontannami, latarniami i klombami kwiat&oacute;w. Zastawione kawiarnianymi stolikami, z kt&oacute;rych bezpruderyjni Francuzi niezłomnie nawołują kobiety, jednocześnie szczodrze obdarowując je melodyjnymi komplementami. Bezproblemowo, otwarcie, rubasznie tutaj &ndash; być może nawet tak,<span>&nbsp; </span>jak w Ameryce M&aacute;rqueza. Takie to naturalne, takie mi nawet pasujące.</font></font></p><p align="justify"><font><font><span>&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; </span>Jest kraina trubadur&oacute;w nadal poetycko-malownicza, winniczna, lawendowa, ziołowa. Jest też zdumiewająco prosta, przez to tak mocno kusząca. Spędzone w Antibes dwie godziny wydłużam w wieczność. Taka jest moja Prowansja &ndash; czas wstrzymująca. Prowansja, kt&oacute;rej w książkach nie znajdziecie. Znajdziecie ją taką &ndash; tam będąc. </font></font></p><p align="justify"><font><font><span>&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; </span>A w drodze do kolejnego francuskiego miasteczka widzę przez okno krajobraz zupełnie inny: rolniczą Prowansję z rozległymi, ciągle wyłącznie zielonymi winnicami lipcowymi, skąpanymi w promieniach zachodzącego słońca. Też warto.</font></font></p><p><span></span></p>

powrót do początku strony