Kontrast:
ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »
APLIKACJA MOBILNANEW

Kulisy Kulinarnej Akademii

Wszystkie smaki Francji
 
Gotowanie jest jak seks. Wszyscy to robią na całym świecie, ale tylko niewielu, w seksie i w kuchni, jest artystami. Bycie artystą to nie tylko wrodzone umiejętności i dotknięcie geniusza, ale także technika, a tej można się uczyć tylko od najlepszych. Wbrew pozorom, słowa te nie wypłynęły z ust Magdy Gessler, nie pochodzą również z jednej z popularnych książek erotycznych. To fragment… listu motywacyjnego.
 
Zapis tej treści znalazł się w aplikacji do jednej z najbardziej znanych akademii gotowania na świecie - Le Cordon Bleu. To właśnie tam nauki pobierał Marek Brzeziński, anglista i psycholog, który przez dwadzieścia jeden lat był wykładowcą psychologii i antropologii na Uniwersytecie Schillera w Paryżu oraz pracownikiem polskiej redakcji Radia France Internationale. Zmiany, które są nieuchronną częścią ludzkiego życia, sprawiły, że niemal jednocześnie zakończył obie te kariery, do czego zresztą przyczyniła się polityka Nicolasa Sarkozy'ego, który przeciwny był utrzymywaniu obcojęzycznych redakcji. 
 
Mówi się, że gdy Pan Bóg zamyka drzwi, otwiera jednocześnie okno i tak właśnie stało się w przypadku Brzezińskiego. Skorzystanie z programu aktywizacji zawodowej zwalnianych pracowników umożliwiło mu sfinansowanie kursu kulinarnego - i to kursu wyjątkowego, odbywającego się właśnie w Le Cordon Bleu. Efektem wyczerpującej nauki, wielu wyrzeczeń, ale też prawdziwej kulinarnej i kulturowej przygody, jest nie tylko umiejętność przyrządzenia perliczki po normandzku czy Carpaccio z gęsich wątróbek, ale także wspaniała książka Kulisy Kulinarnej Akademii, opublikowana nakładem wydawnictwa Helion.
 
Kulinarna podróż, w którą zabiera czytelników Brzeziński, nie ma sobie równych - i to nie tylko z uwagi na francuskie smaki i smaczki, ale również na niezwykłą lekkość i plastyczność języka, granicząca wręcz z poetyckim ujęciem tematu. Autor pisze: To, co mnie tam spotkało, przerosło moje wyobrażenia. Kulinarna świątynia - a w jej wnętrzu reżim jak w oddziale pułku specjalnego piechoty morskiej. Świat, z którego istnienia trudno było sobie zdać sprawę - świat musztry i rozkoszy podniebienia. Odkrywałem to z oczyma otwartymi ze zdumienia. Po ponad pół wieku obcowania ze sobą odkrywam też siebie. To chyba było w tej całej przygodzie najbardziej zaskakujące. Również lektura książki stanowi wspaniałą przygodę i okazję do delektowania się każdym słowem, każdym zdaniem. Jest również okazją do poznania Francji - i to nie tylko przez pryzmat jej zabytków, ale i kultury, w tym - kultury jedzenia.
 
Wspomnienia z dziewięciomiesięcznego terminowania w Le Cordon Bleu i paradowania w słynnym niebiesko-białym mundurku to również portret ludzi pracujących ramię w ramię z autorem, siekających, doprawiających i mieszających, wydobywających z prostych produktów zniewalające smaki. To również fascynująca historia szkoły od momentu, kiedy to dziennikarka, Martha Distel, zaczęła wydawać pismo poświęcone gotowaniu „Kucharka Błękitnej Wstążki” (wstążka w tym kolorze jest synonimem sztuki kulinarnej najwyższej jakości) i odniosła oszałamiający sukces. Pokazy kulinarne były naturalną kontynuacją tej działalności, choć prawdziwy rozkwit Akademii nastąpił po II wojnie światowej dzięki trzymającej wszystko żelazną rękę Madame Brassart. 
 
Brzeziński opowiada o trudnych początkach w Akademii i egzaminie końcowym wcale nie łatwiejszym niż gramatyka staroangielska, doktorat, kultura Anglii, jabłka i dramat Szekspira, o przełamywaniu swoich ograniczeń i słabości. Wędrujemy również ulicami Paryża, wybieramy się w różne rejony Francji, by w Normandii poznawać smak jagnięciny, cydru i śmietanki, by w Alzacji kąpać się w białym winie, a w krainie Loary delektować się kozim serem chavignol…
 
Kulisy Kulinarnej Akademii Marka Brzezińskiego to nie tylko zbiór przepisów na wspaniałe dania, ale i prawdziwy wonny kąsek, skąpany w aromatycznym sosie, ta lektura jest jak łyk orzeźwiającego wina. To kwintesencja joie de vivre, to dowód na to, że koniec może być początkiem, a jedzenie rzeczywiście może być przesycone zmysłowością…
granice.pl Justyna Gul

Wybraniec. Życie po śmierci na Evereście

Zawsze kiedy słyszę „Everest”, „Dach Świata”, przeszywa mnie dreszcz – przerażenia, podziwu, emocji i fascynacji jednocześnie. Majestatyczny, masywny szczyt, który zaprasza do walki i decyduje, jedynie on decyduje o tym kto z tego pojedynku wyjdzie zwycięsko. Silni, twardzi, zahartowani ludzie, o umyśle ostrym jak brzytwa, sile charakteru i psychice ze stali, którzy podejmuja wyzwanie do stoczenia boju o żucie lub śmierć. „Wybraniec. Życie po śmierci na Eveeście” musiało zostać przeze mnie przeczytane!

Lincoln Hall pisarz a zarazem jeden z najbardziej znanych na świecie himalaistów. Pochodził z Australii. W swojej ponad trzydziestoletniej karierze zdobywał głównie szczyty Himalajów, And czy Antarktydy. Uczestniczył w pierwszej australijskiej wyprawie na Mount Everest w 1984 roku, gdzie odegrał kluczową rolę (niestety, z powodu choroby wysokościowej samego szczytu nie zdobył). W życiu prywatnym mąż, ojciec dwójki dzieci, redaktor magazynów turystycznych, dyrektor Australian Himalayan Foundation. W 1987 oku został odznaczony Orderem Australii, najwyższym odznaczeniem państwowym, za zasługi dla himalaizmu.

Rok 2006. Doświadczony Himalaista dostaje propozycję udziału w wyprawie Christophera, który chciał być najmłodszą osobą, która stanęła na Dachu Świata. Pomimo dość krótkiego okresu dzielącego go od otrzymania wiadomości do wyprawy – decyduje się, musi wyrównać rachunki z tą Górą. Lincaln Hall dokładnie opisuje proces decyzyjny, przygotowania, wylot do Nepalu, etapy wspinaczki, aklimatyzacje. Poznajemy uczestników wyprawy, ich funkcje. Książka pokazuje jak bardzo sam Lincoln zaskoczony był organizacją komercyjnej wyprawy, sam pamiętał jak one wyglądały na 20 lat przed wyprawą w 2006 roku  Autor zakłada nam ciepły kombinezon, buty i zabiera w podróż na Everest. Mount Everest. Podróż pełna jest małych sukcesów, porażek. Hall zabiera w otchłań, gdzie życie i śmierć przenikają się wzajemnie. Czytelnik przeżywa to wszystko razem z uczestnikiem wyprawy, który wchodzi na szczyt Dachu Świata:

„Euforia może przejąć nad Tobą kontrolę jeśli jej na to pozwolisz. Nie dla mnie były chwile spod znaku „marzenia się spełniają”. Jeszcze nie. Nie, dopóki nie zejdę z góry”.

Niestety, dla samego bohatera podróż powrotna ze szczytu nie jest już taka szczęśliwa. Zejście, obrzęk mózgu, halucynacje, wsparcie towarzyszy, przegrana z żywiołem, po której następuje, niezwykły zwrot akcji.

Alek Lwow, himalaista o książce Halla mówi:

„Historia opisana w tej książce przez Lincolna Halla jest niezwykła i poruszająca. Niezwykła, gdyż przetrwanie nocy pod wierzchołkiem Everestu przez skrajnie wycieńczonego alpinistę i późniejszy jego szczęśliwy powrót do bazy, zdarza się niezmiernie rzadko. Poruszająca, gdyż swe przeżycia potrafił Lincoln – „Nieboszczyk Szczęściarz” – detalicznie i sugestywnie opisać.”

Uważam te słowa za kwintesencję. Lincoln Hall prowadzi nad krok za krokiem. Jego opisy przeżyć, zachowań, etapów pokonywanej drogi sprawiają, że czytelnik razem z nim pokonuje drogę na Dach Świata. Książka wymaga uwagi i zaangażowania w śledzeniu tej historii. Minusem, w moim odczuciu, był fakt, że niektóre osoby nie są w stanie wyobrazić sobie topografii, przestrzeni w drodze na szczyt. Więcej poglądowych mapek (poza jedną) czy zdjęć fragmentów trasy mogłaby przynajmniej w minimalnym stopniu oddać obraz przemierzanej trasy. W tym przypadku zostaje nam jednak nasza wyobraźnia.

Powieść „
Wybraniec. Życie po śmierci na Evereście”, jest niezwykle ważnym głosem szczególnie w dzisiejszych czasach, gdy komercyjne wyprawy stają się coraz bardziej popularne. Dysponując odpowiednią gotówką i jakimś doświadczeniem w górach jesteśmy w stanie wziąć udział w modnej, ostatnimi czasy, wyprawie.

„To zawsze góra ma decydujące słowo, to ona decyduje czy Cię wpuści czy nie”

to zdanie, wypowiadane z wielką powagą i pokorą przez himalaistów, zdaje się umykać w snobistycznym dążeniu do udziału w wyprawie.

Mając w ręce tę książkę czytamy nie tylko opowieść o wyprawie, współpracy, charcie ducha, ale też o tym jak łatwo nawet wielkie doświadczenie wysokogórskie może przegrywać z siłą natury. Książka jest lekturą wymagającą ale i wciągającą. Napisana w dobrym stylu, językiem, który jest zrozumiały, a wszelkie niejasności, specjalistyczne oraz typowe słowa wytłumaczone są w słowniku na końcu książki, gdzie znajduje się tez kilka zdjęć uczestników po zakończonej wyprawie.

Poznajcie 
Wybrańca, przemierzcie z nim trasę i stańcie na Dachu Świata, przeżyjcie i żyjcie. Inaczej. Zdecydowanie polecam!
moznaprzeczytac.pl Izabela Łącka; 2016-02-22

Włochy północne. Travelbook. Wydanie 1

Niedawno znajomy Włoch zapytany o Kalabrię odparł: jestem z północy, czyli z prawdziwych Włoch. To, co na południe od Rzymu, to już Afryka. Pomijając tak ulubioną przez Włochów przesadę, możemy jednak przyjąć za pewnik, że różnica między włoską północą a południem jest spora. Nie bacząc na różnorodne metodologie setek przewodników turystycznych, udajmy się za radą autorów najnowszego przewodnika Bezdroży szlakiem od Akwilei, Asyżu i Florencji, przez Perugię, Padwę i Rawennę do Wenecji, Lukki i Mediolanu. Zwarty i aktualny bedeker pozwoli nam podróż zaplanować, ale nade wszystko wzbudzić ambaras, co wybrać, co zwiedzić, gdzie się zatrzymać, gdyż bogactwo przyrody ziemi włoskiej w wielu miejscach przewyższa jej humanistyczne dziedzictwo. Zwykle to nie są kwestie rozwiązywalne: pojechać do klasztoru Santa Marie Della Grazie w Mediolanie i stracić oddech pod freskiem da Vinci "Ostatnia wieczerza"? Czy może podziwiać wczesnochrześcijańskie mozaiki w bazylice akwilejskiej? A może wsłuchać się w ciszę Areny di Verony, na której kamiennych kaskadach może zasiąść ponad 20 tysięcy widzów, jak w nowojorskiej Madison Square Garden? O mnogości imprez kulturalnych organizowanych głównie dla turystów wie każdy. Włochy północne to raj dla miłośników muzeów, które mają wartość sakralną, i kościołów będących unikatowymi muzeami. Ale to również bezcenne skarby przyrody. Jezioro Como od starożytności uznawane jest za jedno z najpiękniejszych lądowych akwenów. Dolomity nazwano najpiękniejszymi górami świata, a Gran Paradise to przyrodniczy raj, który swą ocenę ma już zawartą w nazwie. Przewodnik jest nie tylko zwarty, ale i pobieżny, zatem niezbędne jest poszerzenie wiedzy np. o regionie Trento-Górna Ady-ga, gdy zechcemy szerzej poznać niezwykłe walory włosko-austriackiego pogranicza, odwiedzić Bolzano czy Brunico albo pokonać słynny Brenner - przełęcz, która od tysięcy lat stanowi bramę do północnej Europy.
Tygodnik Angora Ł.Azik; 2016-02-21

Paragon z podróży. Poradnik taniego podróżowania. Wydanie 2

Podróż za jeden uśmiech
 
Czy można zwiedzić cały świat, mając w kieszeni zaledwie kilkadziesiąt złotych? Czy opłaca się podróżować na własną rękę, omijając biura podróży i ich atrakcyjne, choć drogie oferty? Jaki jest najlepszy sposób na poznanie atmosfery danego kraju, na spotkanie mieszkających w nim ludzi, na oddychanie atmosferą miast i krajów z dala od komercyjnych ośrodków, gdzie turyści trzymani są w złotych klatkach? Czego unikać, na co zwracać uwagę i o czym pamiętać, wybierając się na wyprawę? To tylko kilka z wielu pytań, jakie zadaje sobie każdy poszukujący wrażeń podróżnik, zaś odpowiedzi wielokrotnie decydują o powodzeniu danego wyjazdu i pozwalają zminimalizować ewentualne problemy, które zawsze mogą pojawić się w drodze.
 
Teraz nie trzeba już wertować książek z niepokojem odwrotnie proporcjonalnym do zbliżającej się daty wyjazdu. Nie trzeba też wykonywać telefonów do biur informacji czy ambasad, nie trzeba spędzać godzin w Internecie na wyszukiwaniu danych niezbędnych do zaplanowania podróży. Wystarczy tylko sięgnąć po znakomitą książkę Paragon z podróży. Poradnik taniego podróżowania, będącą kontynuacją akcji "Paragon z podróży", czyli wymyślonej przez autorów bloga podróżniczego formy relacji z wyjazdu, która kładzie nacisk na praktyczną stronę podróżowania. Patryk Światek i Bartek Szaro, w opublikowanej nakładem wydawnictwa Bezdroża książce odsłaniają przed czytelnikami tajniki taniego podróżowania, udzielając jednocześnie wielu praktycznych wskazówek dotyczących transportu, wymogów obowiązujących w danym kraju czy niezbędnych elementów ekwipunku. Znajdziemy tu również fascynujące relacje z podróży czytelników bloga, którzy – oprócz podzielenia się z nami własnym przepisem na udaną podróż – przedstawiają trasy, jakie przebyli, czas trwania wypraw oraz koszt eskapad. 
 
Na książkę składają się dwie części – pierwsza stanowi poradnik, który powstał na podstawie własnych doświadczeń autorów, opisujących znane i wypróbowane przez nich metody taniego podróżowania. Żeby taka podróż była udana, warto poświęcić nieco czasu na jej zaplanowanie (oczywiście z niniejszym poradnikiem w ręku), wcześniej jednak odpowiemy sobie na pytanie, dlaczego warto podróżować, obalając przy okazji najczęściej pojawiające się wymówki, które nie pozwalają nam zrobić pierwszego kroku. Dowiemy się, że nawet brak znajomości języków obcych nie stanowi przeszkody w eksploracji świata, poznamy również historię pewnego sześćdziesięcioczteroletniego autostopowicza, która mogłaby stać się podstawą wciągającego scenariusza filmowego. 
 
Kiedy już mentalnie przygotujemy się do wyjazdu, warto zadbać o przyziemne, ale jakże ważne kwestie, takie jak ekwipunek na wyjazd, wizy czy utrzymanie zdrowia w podróży. Autorzy doradzają, w jaki plecak i śpiwór najlepiej zainwestować, piszą o najlepszych namiotach i matach, a także o odzieży, po którą warto wybrać się nawet do popularnych sklepów typu second-hand. Dzięki niezwykle użytecznym listom unikniemy sytuacji, w której nie spakujemy czegoś do plecaka, zaś informacje dotyczące wiz pozwolą nam uniknąć problemów na granicy. W tej części znajdziemy również uwagi na temat pieniędzy, pogody czy przepisów celnych.
 
Tak przygotowani, możemy ruszać w drogę, zaś autorzy pomogą nam również w wyborze odpowiedniego (i najtańszego) środka transportu, dzieląc się jednocześnie z nami swoimi przygodami z podróży i doświadczeniami związanymi z różnymi środkami lokomocji. Te opowieści, oprócz waloru edukacyjnego, same w sobie są niezmiernie wciągające, zachęcając do natychmiastowego powstania z wygodnego fotela i wyruszenia na powitanie przygody. Jeden z rozdziałów poświecony został noclegom, zaś autorzy przekonują, że – w zależności od preferencji i zasobności portfela – mamy całkiem spory wybór, poczynając od spania na dziko, przez hotele i hostele, skorzystanie z oferty couchsurfingu, aż po ekstremalne i niecodzienne lokalizacje miejsca spoczynku. Z racji tego, że dla wielu podróżników wyprawy są nie tylko okazją do poznania nowych ludzi i kultury, ale też do smakowania lokalnych specjałów, sporo miejsca zostało poświęconego wyżywieniu i przyjemności delektowania się takimi specjałami, jak chociażby mięso szczura czy zupą z jaskółczych gniazd.
 
Druga część książki to tzw. „paragony z podróży”, czyli relacje z wypraw do różnych rejonów świata, nadesłane przez czytelników bloga. Znajdziemy tu nie tylko fascynujące opisy podróży, ale też sporo informacji praktycznych, które mogą stać się podstawą do wyruszenia tymi samymi szlakami bądź też będą inspiracją do zaplanowania własnej wyprawy.
 
Książka Paragon z podróży. Poradnik taniego podróżowania, mimo poradnikowego charakteru, czyta się niczym najlepszą powieść przygodową czy reportaż z wyprawy, wypatrując niecierpliwie końca lektury - ale tylko po to, by sięgnąć po nią po raz kolejny, koncentrując się na istotnych dla naszej podróży kwestiach. Staranne wydanie, interesująca grafika i piękne zdjęcia z wypraw autorów i ich czytelników zachwycają i rozpalają wyobraźnię, wzbudzają chęć przemierzenia tych samych dróg i odwiedzenia miejsc, które zapadły autorom w pamięć, przeżycia tych samych przygód. To wspaniale przygotowane merytorycznie kompendium taniego podróżowania, będące najlepszym dowodem na to, że jeśli chcemy poznawać nowe kraje, to nic nie stanie nam na przeszkodzie. A już na pewno barierą tą nie będą finanse.
granice.pl Justyna Gul

Zakochani w świecie. Indie

Indie należą do najbardziej fascynujących krajów świata. Ich zwiedzanie i poznawanie jest jednak dla zagranicznych turystów prawdziwym wyzwaniem. Wymaga bowiem sporej odporności, zwłaszcza psychicznej, nie tylko na warunki klimatyczne – powalające upały w gorących porach roku, czy ograniczone możliwości podróżowania i poznawania ich atrakcji w okresie monsunów. Ale przede wszystkim trudne do wyobrażenia sobie kontrasty między bogactwem i nędzą. Dosyć powszechny brud, robactwo, czy szczury swobodnie hasające także w dzień nie tylko w najbardziej zaniedbanych dzielnicach.

Równocześnie jednak, co trzeba podkreślić, troskę o higienę osobistą także ludzi z nizin społecznych nie mających dostępu do takich osiągnięć cywilizacyjnych jak czysta woda, a nawet dach nad głową. Koszmar w tym kraju stanowią zatłoczone drogi i ulice z ruchem praktycznie bez żadnych reguł. Dla Europejczyków także hałas często nie do zniesienia. No i tłumy żebraków, również celowo okaleczonych, także dzieci, aby wzbudzić litość i skłonić do datków. Wciskających się ze wszystkich stron handlarzy usiłujących „bogatym cudzoziemcom", bo przecież każdy, którego stać na przyjazd, jest w oczach tubylców bogaczem, sprzedać cokolwiek.
Naganiaczy do hoteli, restauracji, riksz itp. Samozwańczych „przewodników" ,przeważnie nachalnie próbujących wręcz wymóc na turystach, aby skorzystali z ich usług. Nie mówiąc już o zwykłych oszustach i naciągaczach. Ale takie również są Indie. Nie są od tej ich ciemnej strony izolowani nawet turyści korzystający z usług biur podróży z wyższej i najwyższej półki. Sypiających w 4 - 5* hotelach, jadających w dobrych restauracjach, jeżdżących luksusowymi, klimatyzowanymi autokarami. Bo i oni widzą ten świat przez ich szyby, są osaczani, gdy wysiadają, lub wchodzą do zabytków i innych sławnych obiektów.
Zresztą „poznawanie" przez nich Indii ogranicza się głównie do tego. I wyjeżdżając nie mają przeważnie pojęcia w jakim naprawdę kraju byli. O jego mieszkańcach i ich problemach, życiu, kulturze, różnorodnych i skomplikowanych wierzeniach religijnych itp. O odrębnościach regionalnych i kastowych, a przede wszystkim o różnych obliczach Indii. Zachwycających, fascynujących, ale i szokujących, a nawet odrażających. Prawdziwe oblicza kraju można trochę poznać i przynajmniej próbować go zrozumieć, podróżując samodzielnie, ewentualnie w niewielkich, kilkuosobowych grupach.
Przeważnie z plecakami, korzystając z najtańszych lub bardzo tanich noclegów i wyżywienia, jeżdżąc razem z tubylcami pociągami, autobusami i innymi lokalnymi środkami transportu.Taką czteromiesięczną podróż dookoła Indii odbyła olsztyńska dziennikarka telewizyjna wraz z mężem, operatorem obrazu w TV. Był to ich wyjazd turystyczno – zawodowy. Z celem nie tylko jak najwięcej zobaczyć i poznać, ale też nakręcić serię programów TV oraz zebrać materiały do napisania książki.
Jest ona relacją z tego wyjazdu przed kilku laty, bo po nim autorka, jak wynika z relacji z Waranasi, była tam ponownie w dwa lata później. Przybliżającą polskim czytelnikom różne, nierzadko zaskakujące, a na pewno mało znane oblicza tego kraju. Redaktorka tej książki napisała na skrzydełku jej tylnej okładki:
„Trzeba mieć wiele odwagi i determinacji, żeby zostawić stabilną pracę i wybrać się w samodzielną podróż dookoła Indii. Ale, jak pisze autorka na kartach swojej książki, warto! Bo mimo brudu i niewyobrażalnej biedy, mimo czających się chorób i chaosu miast można zobaczyć inne oblicze Indii. Bo Indie to też ludzie, uśmiechnięci i pełni życzliwości, to pyszne jedzenie i herbata na każdym rogu, to dziewicze zakątki i zabytki niekoniecznie znane z folderów. Taki właśnie kraj, pełen kontrastów ui sekretów, chce nam pokazać autorka. Czy Indie widziane jej oczami zachwycą nas i zaciekawią? Jestem pewna, że tak!".
Po lekturze tej książki sądzę, że zaciekawią na pewno. Ale mam już poważne wątpliwości, czy zachwycą. Jest to bowiem rzetelna i ciekawie napisana relacja z podróży, z dziesiątkami szalenie interesujących faktów, ciekawostek, spostrzeżeń i obserwacji. Pokazująca jednak oczywiście również ciemne, a nawet ponure oblicza tego kraju. I na pewno nie każdy zachce je oglądać, nie mówiąc już o zachwycie. Podobnie jak chyba tylko stosunkowo nieliczni gotowi są podróżować po Indiach tak, jak autorka z mężem. Również, chociaż tylko niekiedy, na długich trasach, np. w najtańszych wagonach dla tubylców.
Do których konduktorzy nie zaglądają, bo nie ma mowy, aby zdołali się do nich wcisnąć. Czy jeżdżąc po koszmarnych drogach jeepami wraz z... 28 innymi pasażerami (w jednym!) nie licząc kierowcy. Bądź sypiać w tanich pokoikach, ale „za to" bez okien i pełnych robactwa. To tylko parę autentycznych przykładów z tej książki. Jej bohaterowie odbyli podróż długą, okrężną trasą. Z Bombaju (Mumbaju), bo do niego bilety były najtańsze, przez Goa, najbardziej na południu subkontynentu położony stan Tamilnadu – szczegóły pomijam, Kalkutę na wschodzie, podhimalajskie Dardżyling i Sikkim, Waranasi (Benares) nad Gangesem, Agrę, Pendżab i Radżasthan, z powrotem do Bombaju.
Z wypadami do licznych, także takich miejscowości i miejsc, których nazwy nic nam nie mówią, a okazywały się szalenie ciekawymi, bogatymi w zabytki lub inne atrakcje, godnymi nawet specjalnych podróży. Bogactwo przeżyć i wrażeń autorki oraz jej męża, faktów, obserwacji i ciekawostek jakie zebrała oraz przedstawiła czytelnikom, jest imponujące. Obejrzenie najbardziej znanych zabytków i miejsc na trasie. Wielokrotne wizyty i korzystanie z bezpłatnego żywienia w Złotej Świątyni w Armitsarze, czy pobyt w zaprojektowanym przez Le Corbusiera Czandigarhu – stolicy Sikkhów. Mieszkanie w hotelu w starym forcie w Dżodhpurze.
Zwiedzenie świątyni Nagaradżi w Mannarasala, głównego ośrodka kultu węży w Kerali. Czy grot w Adżante i Elurze wykuwanych i zdobionych przez mnichów w ciągu 7 wieków i opuszczonych, aż do ich odkrycia, na dziesięć wieków. Udział lub obserwacja obrzędów religijnych, m.in. mniejszości Bośnojów, czy wcielania się boga Mutapy w miejscowego kapłana w Kannur w północnej Kerali oraz podobnych w innych miejscach. Ale także pobyt w slumsach Dharawi w Bombaju, czy kilka dni pracy jako wolontariuszy w hospicjum – domu opieki Matki Teresy w Kalkucie. I choroby, które ich dopadły, zwłaszcza „biegunka życia" w Waranasi.
Dla kontrastu zaś: liczne spotkania i kontakty z tubylcami oraz wizyty w ich domach. Z przykładami ogromnej serdeczności i gościnności, ale i np. koniecznością fotografowania się setki razy z przygodnie spotykanymi tubylcami, gdyż stanowili dla nich nie lada atrakcję. Sporo można dowiedzieć się o zagrożeniach ze strony watah dzikich psów, małp, ale także świętych krów, a zwłaszcza byków. Fatalnych warunkach życia oraz drastycznych metodach ich tresury, słoni wwożących turystów do twierdzy Amber w Radżasthanie. No i o wspomnianych już naganiaczach, handlarzach i oszustach.
Szczególnie aktywnych w Agrze, gdzie naganiacze wpadają już do przyjeżdżających pociągów, aby podróżnych zaciągnąć do hoteli, które „polecają". Czy „polowania" w tym mieście na turystów przed najsłynniejszym mauzoleum świata – Tadż Mahal. „Turysta w Agrze – pisze autorka – jest od zostawiania pieniędzy". Przytaczając przykład: za wstęp do mauzoleum cudzoziemiec płaci 750 rupii (blisko 50 zł), zaś tubylec tylko 20 ! Takie zróżnicowanie cen biletów jest zresztą w Indiach powszechne, a wstępy do zabytków, muzeów i innych ciekawych miejsc pochłaniają sporą część skromnego budżetu turystów.
Oprócz interesujących opisów miejsc i ludzi, czy przeżyć autorki, warte uwagi są też jej rozważania o podróżowaniu. I niezliczone informacje oraz ciekawostki. Np. że aby kupić bilet kolejowy, trzeba wypełnić specjalny formularz, podać kierunek podróży, wiek i płeć. Na miejscach leżących w wagonach sypialnych podróżuje po 2-3 tubylców, a podłogi, także między leżankami, zajmują ci, których nie stać na takie miejsce. Podróżowanie i obyczaje w środkach transportu, np. wskakiwanie do jadących autobusów (podobnie pociągów) zanim zatrzymają się na przystanku, aby zdobyć miejsce siedzące, to zresztą obszerny temat w tej książce.
Podobnie jak sztuka przechodzenia przez jezdnie, bo żadne światła czy pasy dla pieszych tam nie obowiązują. Korzystanie z koszmarnych indyjskich toalet. Jedzenie palcami – przywykają do tego również cudzoziemcy – w tanich, ale smacznych ulicznych garkuchniach. Ciekawe przykłady można ciągnąć w nieskończoność. Aby je poznać, najlepiej przeczytać książkę, do lektury której zachęcam. Zarówno tych, którzy jeszcze w Indiach nie byli i niewiele wiedzą o tym kraju, jak i znających je, chociażby trochę, jak ja. Bo z zainteresowaniem czytałem o miejscach i zabytkach które poznałem oraz jak je odbierała autorka z mężem. Dowiedziałem się też z z tej książki sporo nowego o tym kraju.
Całość napisana została, jak już wspomniałem, bardzo ciekawie. Chociaż w trakcie lektury trochę drażniły mnie niektóre, dosyć liczne dialogi obojga bohaterów, w rodzaju: - Jarek, ale będzie fajne zdjęcie! – Co tam się dzieje, Jarek zobacz! Idziemy się przejść chociażby tu, w pobliżu – zapytał Jarek. – Jasne, że idziemy, jesteśmy przecież w Waransi! Moim zdaniem w wielu przypadkach zupełnie zbędne, a przerywające interesującą narrację. No ale może jestem w tym odosobniony. Mocną stroną książki są natomiast liczne kolorowe zdjęcia ilustrujące i wzbogacające tekst, autorstwa obojga podróżników.
kurier365.pl Cezary Rudziński; 2016-02-12