Kontrast:
ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »
APLIKACJA MOBILNANEW

Końca świata nie było

Anita Demianowicz po pięciu latach pracy w korporacji postanowiła zmienić swoje życie. Kupiła więc bilet, spakowała plecak, zostawiła w domu męża i wyjechała na pięć miesięcy do Ameryki Środkowej.Odwiedziła w tym czasie Gwatemalę, Honduras, Salwador i Meksyk. Zakochała się w wulkanach i wspięła niemal na każdy, który znalazł się na jej drodze. W dżungli, którą przemierzała z blisko siedemdziesięcioletnim przewodnikiem, tropiła czarną pumę. W dawnej stolicy państwa Majów wzięła udział w uroczystościach związanych z końcem świata, zapowiadanym w ich kalendarzu.

Podróżniczka swoje obserwacje otaczających ją ludzi i odwiedzanych miejsc opisała w książce Końca świata nie było, która ukazała się właśnie nakładem Wydawnictwa Bezdroża. Powstała opowieść nie tylko o podróży do świątyń Majów, na szczyty aktywnych wulkanów i wiosek zamieszkiwanych przez Garifunów, lecz także o podróży w głąb siebie, w poszukiwaniu celu w życiu, o swojej własnej drodze do szczęścia, a przede wszystkim o odkrywaniu wiary w siebie i swoje możliwości. Polecamy wspaniałą i inspirującą lekturę na coraz dłuższe wieczory.
ttg.com.pl

Hard Beat. Taniec nad otchłanią

Obiecałam Wam ostatnio, że zdecyduję się na kolejne tomy historii Bromberg i nie mogłam Was zawieść. Właściwie to siebie również, bo po tym jak dotarła do mnie najnowsza historia autorki zdałam sobie sprawę, że czekałam na nią z wielkim zainteresowaniem.
 
Tym razem na plan pierwszy wyszedł Tanner Thomas, korespondent wojenny, który traci wszystko co kochał. Podczas jednej z reporterskich wypraw ginie jego narzeczona, a wydarzenie to sprawia, że bohater rzuca się w wir niebezpieczeństw by zapomnieć o stracie i cierpieniu. Może brzmi to trochę dramatycznie, ale w rzeczywistości jego ruchy nie są takie skrajne - Tanner po prostu robi wszystko by zapomnieć. Nie ma co się dziwić, stracił najbliższa sobie osobę i chociaż cierpi, to jego ból nie przechodzi na czytelnika, co odebrałam z prawdziwą ulgą. Gdybym miała przez pół lektury podążać trasą depresji i smutku to - jestem tego pewna - nie dałabym rady. Nastawiłam się na powieść w typie Bromberg - smutną, ale dynamiczną i bez żadnych niepotrzebnych postojów w fabule.
 
Nie musiałam długo czekać, żeby do powieści zakradła się nowa, damska osobowość w postaci Beaux Croslyn, nowej partnerki głównego bohatera i jego leku na złamane serce. W końcu mamy przed sobą powieść romantyczną, więc czy mogłaby ona istnieć bez płomiennego romansu na pierwszym planie? Beaux to fajna dziewczyna, która ma trochę z typowej kobiety pełnej demonów przeszłości. Ale jednocześnie nie popada w skrajności, radzi sobie z tym na swój sposób i chociaż nie wychodzi jej to dobrze, przynajmniej się stara. Lubię autorkę za to, że wprowadza do swoich historii rzeczywistych bohaterów - nieidealne postacie z rysami, które nadają im realnych wymiarów.
 
Największym atutem tej historii jest przede wszystkim duże natężenie emocji, które przypominało mi trochę gniazdo os. Jak już widziałam, że zbliża się bardziej intensywna scena - sekrety i namiętności wypadały z misternie utkanego gniazda i żądliły biednego czytelnika z każdej strony, angażując go we wszystkie rozrywki. Więc jak możecie się domyślić - naprawdę dobrze bawiłam się podczas całej tej lektury. I chociaż autorka ma też słabsze strony: tu gdzieś przerysuje daną scenę, tu przesadzi z reakcją bohatera, tam przynudzi przydługim opisem, to jej książki są po to by cieszyć, co też faktycznie się dzieje.
 
"Hard Beat" jest jak płomień, który intryguje i kusi, ale podchodząc bliżej może sparzyć. Piękna historia zaburzona jest demonami przeszłości i sekretami, które aż same się proszą by je odkryć. To wielka przygoda z romantycznym nastawieniem, która naprawdę mnie do siebie przekonała. Twórczość Bromberg ma swoje plusy i minusy, ale prym zdecydowanie wiodą te pierwsze. Ze swojej strony - polecam!
thievingbooks.blogspot.com ELLIE MOORE; 2016-09-10

Olo na Atlantyku. Kajakiem przez ocean. Wydanie 2

Aleksander Doba jest najbardziej niezwykłym staruszkiem jakiego znam. Chociaż określenie staruszkiem może być mylące. Bo wprawdzie swoje lata ma, siwą brodę też, ale charakterem, podejściem do życia i spraw wszelakich, optymizmem, chęcią działania i wieloma innymi rzeczami mógłby zawstydzić cały tabun 20-latków. Akurat tak się składa, że dzisiaj kończy 70 lat  Z najlepszymi życzeniami dla Aleksandra Doby kilka słów o wznowieniu jego pierwszej książki Olo na Atlantyku. Kajakiem przez ocean. 
Nawet jeśli nie wiedzieliście, kim Aleksander Doba jest, to myślę, że zmieniło się to, kiedy rok temu został wybrany Podróżnikiem Roku w konkursie National Geographic. Zresztą, pisałam Wam już o nim przy okazji jego biografii Na oceanie nie ma ciszy. Nie będę Wam teraz znowu przypominać jego osiągnięć, ale zajrzyjcie albo do poprzedniej recenzji, albo poczytajcie o nim, bo Olek jest absolutnie niesamowity!
Olo na Atlantyku. Kajakiem przez ocean to książka o pierwszej Transatlantyckiej Wyprawie Kajakowej. Olek Doba przepłynął Atlantyk (jako pierwszy w historii!) z kontynentu na kontynent, samotnie i dzięki sile własnych mięśni. Wyruszył z Dakaru (Afryka) w kierunku Fortalezy (Ameryka Południowa). Zajęło mu to 99 dni, a przepłynął  5394 km (2913 mil morskich). Jeśli interesuje Was ten wyczyn, to książka będzie dla Was.
Olek Doba zwraca się bezpośrednio do nas, czytelników. Opowiada szczegółowo o swoich przygotowaniach do Wyprawy – o sprawach technicznych, o ludziach, którzy mu pomogli, o sytuacjach śmiesznych i tych mniej śmiesznych, które mogły wyprawie zagrozić. Przez całą książkę czujemy się tak, jakbyśmy towarzyszyli Dobie na kajaku – dowiadujemy się, jak i co się je na oceanie, jak się śpi, co się robi samemu na środku oceanu (i czy tak naprawdę jest się samemu). Wydawałoby się, że napisanie książki o prawie 100-dniowym samotnym pobycie na środku wielkiej wody powinno być trudne, a sama książka jawi się jako piekielnie nudna. Nic bardziej mylnego! Od samego początku do samego końca jesteśmy wciągnięci w wir wydarzeń i na pewno nawet nie przypuszczalibyście, ile może się na oceanie wydarzyć!
Książka ma dwa oblicza. Z jednej strony jest doskonała dla osób zainteresowanych technicznymi szczegółami (chociaż Doba przestrzega przed braniem z niego przykładu) takiej wyprawy i jej logistyką. Z drugiej – to doskonała opowieść o człowieku i świecie. To studium ludzkiej psychiki przeprowadzone na sobie samym. To również piękne opowieści o przyrodzie, o rybach i ptakach, jakie spotykał, o wschodach i zachodach słońca, o chmurach i burzach. Książka została napisana przez inżyniera, i to widać, ale ten inżynier potrafi się też zachwycić światem całkiem romantycznie
Aleksander Doba jest niezwykły. Ta jego niezwykłość wynika przede wszystkim z charakteru i podejścia. On nie pokonał oceanu – po prostu nie dał się pokonać. Wyprawa mu nie wyszła – on ją zrealizował. Marzenia same się nie spełniają – jeśli jakieś masz, ciężko pracuj, aby je zrealizować. To wulkan energii, optymizmem zarazi największego ponuraka, nie widzi przeszkód, a głównym jego hasłem jest zapewne dlaczego nie? To wszystko jest tym bardziej wartościowe, że Olek Doba jest najzwyklejszym człowiekiem pod słońcem. Z normalną pracą, z normalnym urlopem i kombinowaniem, jak pojechać na wyprawę i nie stracić tej pracy, z normalną pensją i głowieniem się, jak zdobyć sponsorów, z rodziną, która nie zawsze chętnie przyklaskiwała na coraz to nowe pomysły. W sposób absolutnie cudowny Doba udowadnia, że jeśli się chce, to można; że żadne przeszkody nie są za trudne, a jeśli są – można je obejść. Olo na Atlantyku to fantastyczna relacja z wyprawy jedynej w swoim rodzaju, ale również lekcja podejścia do życia, którą warto sobie przyswoić.
Drugie wydanie ma rewelacyjną okładkę. Na końcu książki znajduje się dodatek Oceaniczny alfabet Aleksandra Doby, który w sposób encyklopedyczny układa wiedzę zdobytą w trakcie lektury. To jedyne miejsce w książce, w której pojawiają się zdjęcia. I to mój jedyny zarzut do tej książki. Tak bardzo bym chciała, żeby zdjęć było więcej i żeby były w tekście. Myślę, że cała książka bardzo by na tym zyskała.
bardziejlubieksiazki.pl Dianka

Hard Beat. Taniec nad otchłanią

Stanę się monotematyczna, kiedy powiem, że z każdą książką Bromberg nie tylko jestem zachwycona, ale i zaskoczona. Kolejne jej historie są zupełnie różne od poprzednich. A konsekwencją jest brak deja vu, czyli ale to już było
 
Tanner Thomas jest korespondentem, reporterem wojennym, który pracuje na Bliskim Wschodzie. Podczas jednej z misji ginie jego przyjaciółka i partnerka Stella, z którą pracował przez ostatnie 10 lat. Mężczyzna nie potrafi otrząsnąć się z tragedii. Dochodzi do wniosku, że może go uzdrowić tylko powrót do pracy. Na miejscu okazuje się, że szefostwo przydzieliło mu nową partnerkę – Beaux. Od momentu pierwszego spotkania nie układa się między nimi – Tanner jest pewny siebie i zarozumiały, a B niepokorna i uparta. Co wyniknie z tej znajomości? Czy będą w stanie się dogadać?
 
Jaka jest ta powieść? Hmmm… Przede wszystkim zupełnie inna. Bardziej melancholijna, ale obfitująca w wątki sensacyjne, bo na miejsce akcji autorka wybrała niespokojne tereny. Pojawiają się również w sekrety i niedopowiedzenia. Beaux nie jest typową kobietą. Daleko jej do romantyczki, która czeka na rycerza na białym koniu. Sama potrafi o siebie zadbać, jest pewna siebie i pyskata. Mówi to, co myśli chociaż na temat swojej przeszłości milczy jak grób. Ma swoje sekrety, którymi się nie dzieli. Ale ta przeszłość w pewnym momencie zaczyna zagrażać nie tylko relacji z Tannerem, ale także jej życiu.
 
W książce tym razem Bromberg postawiła na jednego narratora. Cieszę się z takiego obrotu sprawy, ponieważ dwutorowa narracja  zdecydowanie już mi się przejadła. Jednak zabieg ten uważam za doskonale przemyślany, ponieważ autorka w ten sposób tworzy aurę tajemniczości wokół Beaux. Wiemy o niej tyle, ile Tanner zdoła się dowiedzieć. A odkrywanie prawdy i jej drugim obliczu trwa niemal do ostatniej strony. Czytelnik nie może się doczekać, aż w końcu pozna prawdę, która go całkowicie zaskoczy. Świetne zagranie! Poza tym możemy bardzo dokładnie poznać Tannera, który przybierając skorupę tak naprawdę jest wrażliwym i romantycznym mężczyzną. Tannera gnębią również duchy przeszłości. Nie dają mu spokoju, a on obwinia siebie o śmierć Stelli. Był dla niej przyjacielem, partnerem, nawet bratem, troszczył się o nią, dbał o jej bezpieczeństwo. Ale nie wystarczająco… Stella umiera, ale Taner często ją wspomina i nie umie rozliczyć się z przeszłością. Kiedy pojawia się Beaux najpierw ją odtrąca. Lecz potem siła przyciągania między tą dwójką jest tak niezwykła, że Tanner nie potrafi się jej oprzeć. Napięcie można wyczuć w  powietrzu, a atmosfera jest gęsta. Tylko czy przeszłość zaważy na przyszłości? Tanner nie spocznie póki się nie dowie, kim jest jego nowa partnerka.
 
Warto podkreślić, że książka należy do serii Driven, ale nie musimy znać wcześniejszych tomów. Mogę dodać w gwoli ścisłości, że Tanner to brat Rylee – głównej bohaterki serii. Ona i jej mąż Colton przewijają się w książce może ze trzy razy. Na pewno nie więcej, także nie musicie się obawiać, jeśli nie znacie poprzednich książek.
 
„Hard Beat” jak dla mnie nie jest typowym erotykiem. Scen seksu jest niewiele, co uważam za kolejny plus i mam wrażenie, że autorka odchodzi od tego gatunku. Ta część okazała się niezłą powieścią obyczajową. Autorka skupiła się na człowieku, którego dotknęła ogromna tragedia i który nie potrafi sobie z nią poradzić. Strata ukochanej osoby jest najboleśniejszą rzeczą w życiu. Ale też zwraca uwagę na bardzo niebezpieczną pracę reportera wojennego, jak odnajdują się w tamtych rejonach, co robią w wolnym czasie, jaka ogromna dawka adrenaliny i strachu o życie im towarzyszy. Autorka nieraz mnie trzymała w napięciu. Sama zaczynałam się bać o bohaterów.
 
Summary: Historia Beaux i Tannera wciągnęła mnie od pierwszej strony. Skomplikowana relacja, namiętność, pasja, sekrety, niedopowiedzenia – to składa się na wybuchową mieszankę, którą odnajdziemy na kartach książki. Od książek nie sposób się oderwać, dopóki nie wchłoniecie ostatniego zdania. Jestem fanką serii i ta książka również spełniła moje oczekiwania. Historia Tannera i Beaux rozpala wszystkie zmysły. Jeśli chcecie się oderwać od codzienności jak najprędzej sięgnijcie po książki Bromberg, które obfitują we wspaniałe postaci, w których czytelnik od razu się zakochuje. Pięknie napisane i godne polecenia.
reading-mylove.blogspot.com Paulina; 2016-08-28

Hard Beat. Taniec nad otchłanią

Tannera zapewne znacie jeżeli czytałyście trylogię o przygodach Rylee i Coltona. Jeżeli nie, to oczywiście już spieszę z wyjaśnieniami, że Tanner to brat Rylee, który z zawodu jest korespondentem wojennym. Jeżeli teraz zastanawiacie się, czy można tę opowieść czytać oddzielnie, nie znając losów Rylee, to powiem Wam, że oczywiście można, gdyż jest to odrębna historia tylko o Tannerze i o jego zawirowaniach miłosnych.

Tanner Thomas, tak jak już Wam zdradziłam wcześniej, z zawodu jest dziennikarzem – ale nie jest to taki zwykły dziennikarz. Tanner ma już wyrobione zdanie o sobie w świecie mediów i uważany jest za niezwykle zdolnego i niezwykle wybitnego korespondenta wojennego. Obecnie przechodzi mały kryzys, a to wszystko za sprawą traumy jaka go spotkała. Na ostatniej misji zginęła jego droga przyjaciółka która była też jego fotografem. Thomas jest zrozpaczony i cały czas wmawia sobie, że to jego wina, dlatego, że tak bał się o przyjaciółkę, że zabronił jej wychodzić do niebezpiecznego miasta samej. Aż do tamtego momentu….

Tanner jednak pomimo tak strasznych przeżyć jest gotów wrócić „na front” i rzucić się w wir pracy, tak aby zapomnieć o tamtym straszliwym wydarzeniu. Jakimś cudem jego zwierzchnicy po pewnym okresie rekonwalescencji dla Tannera pozwalają mu na to i tak oto ten mężczyzna znów znajduje się w samym „oku cyklonu”. Jest tylko jeden, ale zasadniczy problem – brak fotografa.

Historia niezwykle wciągająca, nie spodziewałam się, że aż tak pochłonie mnie od pierwszej do ostatniej strony. Wprost nie mogłam się oderwać od książki.  Z jednej strony skrzywdzony przez życie Tanner, cierpiący po stracie, a z drugiej strony BJ, która pojawia się w jego nieuporządkowanym życiu – również z tajemnicą i również z całym bagażem przeżyć.

W pewnym momencie zaczęłam bardzo nie lubić BJ, uważałam, że coś przed nim ukrywa (w czym wcale się nie pomyliłam), ale uważałam też, że ona go oszukuje i wykorzystuje. Cóż…wszystko wyjaśniło się pod koniec książki, kiedy już czytałam z oczami pełnymi łez po tym co przeżył ten biedny mężczyzna. Tak samo jak Tanner odczuwałam ból i okropnie było mi żal utraconego związku.

​Książkę polecam wszystkim miłośniczkom romansów – otrzymacie tutaj gwarancję pełnego zadowolenia, gdyż zawarte jest tutaj wszystko, począwszy od namiętnego romansu, a skończywszy na śmierci i poczuciu opuszczenia.
DobreRecenzje.pl