Kontrast:
ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »
APLIKACJA MOBILNANEW

Zeszyt łobuza i jego kumpli

 Mówi się, że podczas deszczu dzieci się nudzą. Nudzą się także wówczas, kiedy oderwane od ekranów komputera czy smartfonów nie mają żadnej alternatywy, żadnej propozycji na wypełnienie wolnego czasu. Wówczas do głowy przychodzić im mogą najbardziej szalone i często niezbyt bezpieczne pomysły, które pojawiają się równie szybko, jak zmarszczki na czołach zmartwionych rodziców. Głośna, niekiedy nawet pełna agresji „zabawa”, jest też sposobem na zwrócenie na siebie uwagi opiekunów, jest wołaniem o zainteresowanie.

Jak sprawić, żeby taki mały łobuz znalazł konstruktywne zajęcie, a przy tym rozwijał swoje umiejętności
koncentracji, ćwiczył kreatywność, ale by procesy te były właściwie ukierunkowane? Jak okazać dziecku zainteresowanie i wyrazić zrozumienie dla jego potrzeb? Doskonałym na to sposobem jest wręczenie mu książki, które zdetronizuje niejedną grę komputerową, a przy tym zachęci dziecko do współdziałania w grupie. „Zeszyt łobuza i jego kumpli” – bo o tej książce mowa – to najnowsza propozycja wydawnictwa Septem. Autorzy, Ewa Jarocka i Sebastian Kuffel, stworzyli wciągającą księgę przygód, tak bowiem można nazwać zagłębianie się w prawidła rządzące Jasną bądź też Ciemną Stroną Mocy. Dzięki tej dwustronnej książce dziecko może wcielić się w różne postacie, może puścić wodze fantazji, może wykreować dowolną postać, która pozwoli mu na realizacje konkretnych zadań. Książka doskonale sprawdzi się nie tylko jako prezent dla miłośników Gwiezdnych Wojen, ale dla wszystkich, lubiących dobrą zabawę i zadaniowy tryb działania. Już dzieci w wieku wczesnoszkolnym odnajdą wiele przyjemności w realizacji poszczególnych wyzwań, choć tak naprawdę również młodzież niejednokrotnie korzystać będzie z „Zeszytu…” młodszego brata. Co więcej, męska forma i słowo „łobuz” nie odstraszy nawet dziewczynek – wierzę, że i one niestrudzenie walczyć będą z Ciemną Stroną Mocy, bądź też … to właśnie w mrocznych klimatach odnajdą się doskonale.

Wśród zadań, jakie dzielne łobuziaki mają do zrealizowania jest portretowanie kosmitów czy robotów, drużynowo mogą stworzyć ranking najgorszych gier komputerowych, a także wcielić się w tropicieli dzikich zwierząt. Zespołowo będą również poszukiwać schronienia przed Zombie, a nawet mogą zorganizować konkurs wiedzy o Ciemnej Stronie Mocy. To wszystko dzięki wstąpieniu do Klubu Mrocznej Ligi, któremu mogą nadać nazwę, narysować odznakę czy ustalić tajne hasło. Na tych, których pociąga bardziej Jasna Strona Mocy, czeka Klub Tajnych Agentów, którzy mogą wcielić się w trenera piłki nożnej, ujawnić, jakiej drużynie kibicują ozdabiając we właściwy sposób koszulkę, a także … przygotować wraz z rodzicami pizzę. Taka uczta będzie wspaniałym zakończeniem konkursu wiedzy o Jasnej Stronie Mocy i zasłużonym odpoczynkiem po konstruowaniu samolotów, identyfikacji poszczególnych organów człowieka czy grze w statki.

 To zaledwie kilkanaście z wielu propozycji zamieszczonych na kartach tej niecodziennej książki, która wciąga czytelników do zabawy, przemycając również edukacyjne treści. „Zeszyt…” można wypełniać samodzielnie, choć tak naprawdę największą przyjemność daje współpraca drużynowa. Już sam fakt, iż dzieci nie tylko działają w grupie, ale muszą w niej ustalić pewne zasady i przestrzegać ich, ma nieoceniany walor pedagogiczny, stanowi bowiem przygotowanie do współpracy z rówieśnikami w szkole czy na podwórku. Zapełniając kolejne strony książki dzieci zupełnie zapominają o istnieniu gier komputerowych, a co więcej, aktywne uczestnictwo w realizacji kolejnych zadań nie wyklucza obecności rodziców. Jestem też przekonana, że w przypadku wielu wyzwań, będą oni równie ciekawi rezultatu, jak ich dzieci. Osobiście polecam erupcję wulkanu, tylko uwaga – pokryjcie stół folią! Do pozostałych zadań wystarczy tylko gotowość do dobrej zabawy, a tej z „Zeszytem Łobuza i jego kumpli” nie zabraknie.
QulturaSlowa Justyna Gul

Hard Beat. Taniec nad otchłanią

Po romanse i literaturę erotyczną sięgam bardzo rzadko, ponieważ wszystkie takie książki do złudzenia przypominają mi „Pięćdziesiąt twarzy Greya”. Niedawno miałam okazję przeczytać „Sny Morfeusza”, ta książka rzuciła zupełnie inne światło na ten gatunek literatury, toteż zdecydowałam się sięgnąć po twórczość Kristy Bromberg, która jest bestsellerową pisarką New York Timesa, autorką serii Driven. Pisze współczesne powieści romantyczne, z dużą dawką emocji i erotyczności. Wykreowani przez nią bohaterowie są zepsutymi ludźmi, których czytelnik albo pokocha, albo znienawidzi. Bohaterki zaś są silnymi kobietami.
Takie informacje można znaleźć na stronie autorki. Mieszka w Kalifornii z mężem i trójką dzieci. 
Po śmierci partnerki zawodowej, a zarazem przyjaciółki, z którą kilka lat wcześniej łączyły go znacznie bliższe stosunki,  Tanner Thomas nie potrafi się pozbierać. Wraca więc na Bliski Wschód, aby choć na chwilę zapomnieć o tej tragedii, rzuca się w wir pracy i bierze kolejne niebezpieczne zlecenie. Jest korespondentem, reporterem wojennym. To właśnie w czasie jednej z misji zginęła Stella, a Tanner nie potrafi wybaczyć sobie, że nie zdołał uchronić jej przed zagrożeniem i ocalić jej życia, które było dla niego tak cenne. Na miejscu spotyka tajemniczą Beaux Croslyn, fotografkę, którą szefostwo przydzieliło mu do pomocy. Kobieta ta ma zastąpić Stellę. Tanner nie potrafi dogadać się z nową partnerką, od samego początku oboje nie przypadli sobie do gustu. To jednak nie przeszkadza im w nawiązaniu bliskich stosunków fizycznych. Między tą dwójką wybucha gorący romans, oboje zakochują się w sobie. Przeszłość jednak znów daje im o sobie znać, stawiając ich związek pod znakiem zapytania. Czy Beaux i Tanner będą kiedyś szczęśliwą parą?
Przyznam, że obawiałam się tej lektury. Podejrzewałam kolejny romans pokroju Greya. Do tej pory nie znalazłam książki, która odbiegałaby zupełnie od schematów zawartych w powieści E. L. James. „Sny Morfeusza” przypominały mi osławione „Pięćdziesiąt twarzy Greya”. Książka Kristy Bromberg na szczęście nie. Z czystym sercem mogę napisać, że to całkiem dobra historia, która kilka razy wprawiła mnie nawet w osłupienie. Autorka miała pomysł na tę powieść, co widać już po kilku pierwszych stronach. Zaczyna się niebanalnie, a im dalej, tym lepiej.
Obawiałam się też tego, że zaczynam serię od środka. Szybko okazało się, że książki nie są ze sobą powiązane, w każdej z nich ukazana jest zupełnie inna historia i inni bohaterowie. Jedynie postacie w tle pojawiają się również w innych tomach. Co śmieszniejsze, otrzymałam trzy części cyklu i zaczęłam czytać go od końca. Przyjrzałam się dokładnie okładce i ani na froncie, ani z tyłu, również na grzbiecie nie jest napisane, który to tom, więc postawiłam na dowolność i nieświadomie wybrałam siódmą część. Na półce czeka więc jeszcze szósta i piąta. Mam nadzieję, że również mnie nie zawiodą.
Zgodzę się z treścią zamieszczoną na stronie autorki. Bohaterowie są nietuzinkowi i odbiegają od postaci znanych nam z innych książek tego typu. Tanner nie jest mężczyzną władczym, upartym, traktującym kobiety przedmiotowo dupkiem. To całkiem wrażliwy facet, który zmaga się ze stratą osoby, która była dla niego niezwykle ważna. Beaux zaś jest bardzo tajemniczą panią, która zdecydowanie wie, czego chce. Nie jest słodką idiotką, która daje się zaciągnąć przy pierwszej lepszej okazji do łóżka. Intryguje czytelników, ukrywa przed Tannerem pewien sekret, który niesie za sobą przykre konsekwencje dla obojga. Jakie? Przekonajcie się sami.
Styl autorki jest łatwy w odbiorze, książkę czyta się szybko i przyjemnie, a wszystkie wydarzenia śledzimy z perspektywy Tannera. Jak dotąd nie udało mi się czytać romansu, którego narratorem jest mężczyzna. Miłe zaskoczenie. Dzięki temu do samego końca wiemy o Beaux tylko tyle, co główny bohater. To sprawia, że kobieta jest jeszcze bardziej tajemnicza, nikt nie wie, co jej w duszy gra, co tak naprawdę czuje do Tannera i jakie motywy kierują jej postępowaniem. Akcja książki toczy się szybkim tempem, fabuła jest dopracowana pod każdym względem. W czasie czytania nasuwa się wiele pytań, na które odpowiedzi z biegiem czasu znajdujemy w treści książki.
„Hard beat. Taniec nad otchłanią” to powieść niezwykle emocjonująca, wprowadzająca czytelnika w świat pełen namiętności i pożądania. Idealna dla miłośników romansów. Jestem jednak przekonana, że sięgną po nią również czytelnicy, którzy szukają nieszablonowych i zdumiewających książek z tego gatunku.
tamczytam.blogspot.com Freya; 2016-10-20

Motocyklizm. Droga do mindfulness

Dzisiaj chciałam Wam przedstawić pewną książkę, która zaciekawiła mnie swoim tytułem. Otóż ani autor, ani tytuł nie wydawał mi się znajomy. Znów będzie mi ciężko cokolwiek na jej temat napisać. Chociaż nie powiem, wpasowała się idealnie w tło mojej klasowej sytuacji jednym fragmentem, ale niestety nie podam go, bo jakby czasem... :D
A więc przejdźmy do meritum. Postaram się krótko, zwięźle i na temat napisać.
 
Jarosław Gibas – socjolog, były dziennikarz i publicysta, obecnie nauczyciel. Jest entuzjastą dużych cruiserów, prowadzi motocyklowego bloga bigbiker.pl, a na co dzień garażuje w Katowicach. Strona autora: https://www.bigbiker.pl/
 
Jarosław Gibas - Motocyklizm. Droga do mindfulness.
 
Motocyklizm – to sposób patrzenia na świat. Swoje spostrzegania świata, więc to nie tylko pasja czy styl życia. Motocyklizm o dziwo może nam pomóc w zrozumieniu wielu idei socjologii, psychologii, filozofii zen, taoizmu, czy mindfulness. Czytając tę książkę wiele się z niej nauczysz, a między innymi to jak odzyskać życiową równowagę czy też pomaga zmienić perspektywę widzenia siebie w świecie.
 
Jak zapewne się domyślacie co to jest mindfulness. Jeśli będzie Was to bardzo interesować, zaraz to wygoglujecie. Ja z kolei tego nie zrobiłam, po prostu sięgnęłam po książkę. I dowiedziałam się. Uważam, że i Wy powinniście po nią sięgnąć. Już na wstępie, już po samym tytule, czy opisie z tyłu okładki. Wiele obiecuje, a czy faktycznie tyle przynosi? To już wszystko zależy od Was. Od Waszego spojrzenia, przyjęcia tego, co autor nam daje.
 
„- Że motocykl to tylko metafora – wykrzyknął następny mnich – ale wystarczająco pojemna, aby zrozumieć, jak działają systemy.
- Co więcej – kolejny mnich zaczął przekrzykiwać resztę – że to może być metafora całego ludzkiego życia, jeśli spojrzy się na nią pod odpowiednim kątem.”
 
Pana Jarosława nie znałam. Ale cieszę się, że się to zmieniło. Bo napisał kawał dobrej książki, z trudnym, ale do przyjęcia przesłaniem. Nie spodziewałam się tak przyjemnego stylu, jaki dostałam. Przyjemny, prosty w odczycie – nie ma problemów z komunikacją. Jedynym problemem jest trudność zrozumienia tego, co ukrył w słowach autor i chce, byśmy to jakoś przetrawili. To mi się podoba. A poza tym, człowiek na okładce przedstawia samego... pisarza! A mnie się kojarzy z jakimś aktorem...
 
W książce mamy różne działy, różne przykłady. Dwóch motocyklistów spotykających się w tym samym miejscu, zakonników, którzy szpiegują tych dwóch mężczyzn. Jeden z nich (motocyklistów) jest doświadczony, a drugi to wręcz świeżak. Stary będzie próbować przekazać pewne wartości, które jak wspominałam nie są takie łatwe do rozgryzienia.
 
Książka zawiera wstęp oraz epilog. 11 rozdziałów, z czego każdy do nas na swój sposób przemawia. No i cóż więcej mogę powiedzieć...
 
„Bardzo lubię metaforę, którą czasem posługuje się moja żona. Mówi ona, że jej wewnętrzna świątynia przypomina mały japoński ogródek zen.”
 
Reasumując już jest to książka idealna dla fanatyków motocyklizmu, motocyklów, czy też dopiero teraz chcą coś więcej w tę stronę. Wszystkich zaciekawionych mindfulness’em też serdecznie zapraszam do sięgnięcia. Nie zajmie Wam za wiele czasu, a czyta się naprawdę dobrze. Jest to też zasługa wydawnictwa Helion, który bezbłędnie, dobrą czcionką na białym papierze, z idealnie wykrojonymi marginesami i odstępami między wierszami wydał tę książkę. Wiem, że z mojego zachęcenia pewnie średnio to widać, ale ja jestem bardzo zadowolona i nawet z czystej ciekawości można sięgnąć po tę lekturę, naprawdę.
 
A może Wy mieliście okazję czytać tę książkę? A może czytaliście inne pozycje pana Jarosława? Podzielcie się ze mną opinią! Ja z chęcią podyskutuję! :)
Sztukater.pl

Amsterdam. Travelbook. Wydanie 1

Miasto Nocnego Burmistrza

Tak, Amsterdam ma takiego urzędnika, ale to nie jedyna ciekawostka, wiążąca się z tym miastem. Działa tu 1325 restauracji, trwa od stuleci ponad osiem tysięcy zachowanych i cieszących oko swą urodą budynków; znajdziemy tu osiem wiatraków, ale także 2500 domów na łodziach. Żyje tu i mówi w swych językach 178 narodowości. Miasto poprzecinane kanałami i zieleniące się czterdziestoma parkami. To tylko nieliczne zachęty, jakim ulega ktoś, kto pierwszy raz udaje się do Amsterdamu. Kto tu już był, zachęty nie potrzebuje. Miasto oferuje wspaniałe muzea (tu obejrzymy 22 dzieła Rembrand-ta i 207 obrazów van Gogha), a warto pamiętać, że Amsterdam ma największe zagęszczenie muzeów na kilometr kwadratowy na świecie! Świadomość, że ponad połowa obszaru miasta leży poniżej poziomu Morza Północnego, dodaje dreszczyku emocji i posmak niedowierzania. W Amsterdamie bezwzględnie należy odwiedzić miejsca ważne dla każdego Europejczyka. Naturalnym punktem zwiedzania jest rejs kanałami, co daje możliwość oglądania miasta z poziomu wody. Miasto jest oazą relaksu, nie tylko w Dzielnicy Czerwonych Latarni, ale w Jordaan, dziś jednym z najbardziej urokliwych miejsc Amsterdamu, pełnym barów, kafejek i restauracji. Obowiązkowo trzeba odwiedzić Begijnhof, kompleks malowniczych domków wokół najstarszego dziedzińca w mieście, gdzie od XV wieku mieszkały begin-ki, niezamężne kobiety lub wdowy, wspólnie żyjące i pracujące. Nie sposób przeoczyć De Waag, czyli wspaniały XV-wieczny Dom Wagi, a także jedyny otwarty dla zwiedzających Molen van Sloten, XIX-wieczny wiatrak (młyn), gdzie zobaczymy także makietę przedstawiającą XVII-wiecz-ny Amsterdam. Miejsc w Amsterdamie, zmuszających do refleksji, są setki. Przewodnik napisany przez polską autorkę adresowany do polskiego użytkownika jest praktycznym i zwięzłym opisem miasta i kultury, bez których znajomości trudno zrozumieć, jak rozwijała się Europa i świat.
ANGORA; Polsat News Ł. Azik; 2016-11-13

Korona Polskich Gór. Wydanie 1

Najwytrawniejsi zdobywcy gór – himalaiści, alpiniści, taternicy ubiegają się o zdobycie Korony Ziemi. Najwyższych szczytów wszystkich kontynentów łącznie z Antarktydą. Tych, którym się to udało, ciągle liczy się jednak tylko w dziesiątkach. Przy czym jest kilka list tych szczytów. Najpoważniejszy spór o nie dotyczy tego, czy za najwyższy szczyt Europy uważać należy Mont Blanc (4810 m) w Alpach, czy Elbrus (5642 m) na Kaukazie, graniczny z Azją. A także, czy pod uwagę należy brać Górę Kościuszki (2230 m), najwyższą w Australii, czy szczyt Puncak Jaya (4884 m) najwyższy w całej Oceanii. Pierwszym uznanym zdobywcą Korony Ziemi został, w 1985 r., Amerykanin Richard Bass, ale wszedł on na Górę Kościuszki, nie zaś Puncak Jaya. Na liście polskich zdobywców wszystkich najwyższych szczytów Ziemi znajduje się 20 nazwisk. Od pierwszego, w 1999 r. Leszka Cichego do, na razie ostatniej, w 2015 roku, Moniki Witkowskiej. Oprócz Korony Ziemi jest również Korona Himalajów – 14 najwyższych tamtejszych szczytów. Są korony kontynentów, a Bezdroża i ich autor Krzysztof Bzowski proponują Koronę Polskich Gór, poświęcając jej specjalny, właśnie wydany przewodnik.

„Opisane w przewodniku trasy – czytam we wstępnych Informacjach praktycznych do niego – są w większości z punktu widzenia pieszej turystyki górskiej stosunkowo łatwe i bezpieczne. Można się w nie wybrać zarówno na niedzielny, popołudniowy spacer z rodziną, jak i na kilkudniową wędrówkę z plecakiem. Wyjątek stanowi przede wszystkim trasa na Rysy, także trasa na Babią Górę nie jest pozbawiona trudności.”

Zgoda, jeżeli brać pod uwagę tylko 23 szczyty różnych polskich gór, ich masywów i pasm wymienionych w tym przewodniku. Nie ma jednak wśród nich najtrudniejszej, tatrzańskiej trasy: Orlej Perci. Oczywiście dlatego, że jej najwyższy szczyt, Świnica (2301 m), jest niższy od granicznych ze Słowacją Rysów (polski, najniższy z 3 wierzchołków, 2499 m, najwyższy słowacki 2503 m).

A z jej strony, od południa, wejście stanowi tylko przyjemny, chociaż wysokogórski spacer. Złośliwi twierdzą nawet, że niemal na sam szczyt można wjechać konno. Tymczasem stanowiąca prawdziwe wyzwanie dla turystów górskich Orla Perć to nie tylko najtrudniejszy szlak w polskich górach, ale i najniebezpieczniejszy. W ciągu 160 lat od jego pierwszego przejścia pochłonął już ponad 150 ofiar śmiertelnych, a co roku zdarza się na nim sporo wypadków z mniej tragicznym finałem. Warto o tym pamiętać wybierając się w nasze góry.

Propozycja Bzowskiego i Bezdroży jest niewątpliwie ciekawa i powinna zainteresować spore grono turystów górskich. Autor sugeruje i dobrze opisuje trzy kategorie tras. Na trzy najwyższe szczyty powyżej 1500 m n.p.m.: Rysy, Babią Górę i Śnieżkę. A także naa 8 tras prowadzących na szczyty o wysokości 1000-1500 m oraz 12 na wznoszące się poniżej 1000 m n.p.m. Każdy z nich jest najwyższym w jakimś masywie czy paśmie górskim. Są to, w ósemce: Śnieżnik, Rudawiec i Kowadło, Tarnica, Turbacz i Mogielnica, Radziejowa i Wysoka, Skrzyczne, Wysoka Kopa, Orlica i Jagodna oraz Wielka Sowa.

Tymi najniższymi uwzględnionymi w przewodniku są: Lackowa, Skalnik, Waligóra, Czupel, Szczeliniec Wielki, Lubomir, Biskupia Kopa, Chełmiec, Kłodzka Góra, Skopiec, Ślęża i Łysica. Każdą z tych tras poprzedza jej mapka. W informacji o niej jest również przekrój pionowy trasy, jej przebieg, długość, przewyższenia, czas potrzebny na przejście. Oraz trasy alternatywne. Ponadto opisy tego, co spotyka się po drodze. Miejscowości, kościoły, cerkiewki i kapliczki, schroniska, punkty widokowe itp.

Są również informacje, jak na trasie poruszać się nie tylko pieszo, ale i, o ile istnieje taka możliwość, rowerem lub na nartach. Wszystko aby zachęcić do zdobywania tych szczytów i poznawania ich okolic, zgodnie z wezwaniem zamieszczonym na tylnej stronie okładki: „Zdobądź koronę polskich gór i poczuj satysfakcje z wejścia na każdy z opisanych szczytów, od niewymagającej Łysicy po majestatyczne Rysy.” Bardzo istotne, zwłaszcza dla niedoświadczonych turystów górskich, są znajdujące się na wstępie Informacje praktyczne.

Zachęcające do uwzględniania w trakcie górskich wycieczek warunków pogodowych, z ostrzeżeniami, jakie niebezpieczeństwo stanowią jej gwałtowne zmiany. Zagrożenia o których pisze autor, nie sprowadzają się oczywiście tylko do pogody. Uwzględniają też utratę orientacji w terenie w chmurach i mgle lub po zmroku. Wychłodzenie organizmu, zachowanie podczas burz, niebezpieczeństwo, jakim może być niespodziewane spotkanie w Tatrach niedźwiedzia. Bądź, chociaż zdarza się to rzadko, ale nie tylko w naszych najwyższych górach, wilków czy dzików. Zwłaszcza loch z małymi.

Są w tych informacjach propozycje jak przeliczać czas wędrówki na kilometry pokonywane w terenie płaskim lub podchodzeniu w górę oraz wiele innych przydatnych. Ponadto rady, jak się ubrać wybierając w góry oraz jaki zabrać ekwipunek. Z obowiązkową apteczką, mapą, kompasem i GPS-em. O telefonie komórkowym autor tylko wspomina na marginesie, bo to już oczywistość nawet dla początkujących turystów. Są w tym przewodniku również informacje o górskiej turystyce rowerowej oraz narciarskiej.

Dosyć obszerny rozdział Informacje krajoznawcze wprowadza czytelnika w tematykę polskich gór, ich masywów oraz poszczególnych pasm, których jest przecież wiele. W opisach poszczególnych tras dobrym ich uzupełnieniem są informacje w ramkach na temat dojazdu i noclegów, a także sporo kolorowych zdjęć. Korzystanie z przewodnika na trasie ułatwia jego sprężynowy grzbiet. W sumie więc jest to bardzo udana i ładnie wydana publikacja.
GLOBTROTER INFO CEZARY RUDZIŃSKI; 2016-11-11