Kontrast:
ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »
APLIKACJA MOBILNANEW

Grenlandia. Ulotny duch Północy. Oblicza świata

Reportaż, który zabiera czytelnika do odległego zakątka świata wprost na Grenlandię. Autorka opowiada o wszystkim, co składa się na życie w tym miejscu: od roślinności i klimatu, przez codzienność mieszkańców, ich sklepy, szkoły i obowiązki, aż po wartości, którymi się kierują i ich kuchnię. Ostatnie rozdziały w przejrzysty sposób opisują także zmieniającą się rolę tego kraju na arenie geopolitycznej w ostatnim stuleciu aż do dziś. Dzięki temu, że tytuł ten na rynku ukazał się w ostatnich dniach 2025 roku znajdują się tu także tematy odnoszące się do obecnej debaty publicznej co było szczególnie interesujące. Każdy rozdział dotyczy innego tematu, więc dzięki przejrzystej strukturze nic się nie miesza. Jednocześnie mam wrażenie że “trafia w punkt” i dzięki temu nie jest przegadana, a bazuje na konkretach. Całość czytało mi się płynnie i z dużą ciekawością. Bardzo pomaga urozmaicenie lektury w zdjęcia, szczególnie przy opisie przedmiotów i zwierząt, których wcześniej nie znałam. Lektura mnie wciągnęła zarówno tematyką jak i sposobem w jaki ją przedstawiono. Podoba mi się, że jest rzetelna, z obszerną bibliografią, a wszystkie nowe, nieoczywiste słowa są wyjaśnione. Czułam, że z każdą stroną odkrywam coś nowego o miejscu, które wcześniej było dla mnie kompletną zagadką. Po skończeniu książki zostałam z poczuciem satysfakcji i sporą dawką wiedzy, ale podanej w lekki, przyjemny sposób. Wartościowy reportaż niosący zadowolenie z lektury.

girlinthebooks Skórowska Natalia

Wietnam. Duchy i smartfony. Oblicza świata

Wietnam to jedno z moich podróżniczych marzeń. I choć od dawna czułam się nim zauroczona, to po tej książce uczucie to spotęgowało się stokrotnie. Autor pokazuje ten kraj przede wszystkim przez ludzi - i to właśnie najbardziej urzeka. Zamiast pocztówkowych pejzaży dostajemy twarze, gesty, codzienność. Starszą kobietę sprzedającą owoce w upale, mężczyznę pochylonego nad polem ryżu, parę zakochanych siedzących w małej knajpce nad talerzem kurzych łapek. To takie sceny tłumaczą tamten świat lepiej niż najbardziej szczegółowy przewodnik. Fabuła - jeśli można tak powiedzieć o reportażu - prowadzi nas przez współczesny Wietnam widziany oczami autora, który mieszka tam od lat. Wędrujemy od zatłoczonych ulic wielkiego miasta, gdzie skuter goni skuter, po ciche, górskie osady i miejsca przesiąknięte zapachem kadzideł. Autor zagląda do domów i świątyń, przygląda się codziennym rytuałom, rozmawia z mieszkańcami, osadza ich historie w kontekście trudnej przeszłości i dynamicznych zmian. Pokazuje kraj pełen kontrastów - między tradycją a nowoczesnością, duchowością a technologią, dawnymi wierzeniami a wszechobecnymi smartfonami. To opowieść o społeczeństwie, które żyje szybko, ale nie zapomina o swoich korzeniach. Książka stylistycznie przypomina album ze zdjęciami - na każdej stronie, w każdym podrozdziale czeka nowa historia, nowy wycinek rzeczywistości. Krótkie formy, konkretne obrazy, zero zbędnych ozdobników. Dzięki autorowi możemy niemal wejść w butach w codzienność Wietnamczyków, poczuć rytm ich dnia, zrozumieć ich ducha i zobaczyć, jak bardzo zmienia się ten kraj. Bo globalizacja zagląda tu coraz śmielej - do kieszeni, do domów, do sposobu myślenia. Ta książka jest bardzo bogata w treść. Każde zdanie coś wnosi, nie ma tu lania wody ani pustych zachwytów. Dowiecie się z niej mnóstwa ciekawych i wartościowych rzeczy - o zwyczajach, wierzeniach, historii, o tym, co dla Wietnamczyków ważne i dlaczego. A przy okazji… być może, tak jak ja, dacie się temu miejscu jeszcze bardziej zauroczyć.

literacki.kociołek Włodarska Patrycja

Wiejskie dzieci. Kiedy nasi przodkowie byli mali

Jak wyglądało życie naszych przodków na wsi pod koniec XIX i na początku XX wieku – od narodzin aż po późną dorosłość? Na to pytanie próbuje odpowiedzieć genealożka Aneta Godynia – choć zdaje sobie sprawę, że nie ma jednej odpowiedzi. Większość naszego społeczeństwa pochodzi z chłopstwa. Odnoszę wrażenie, że jeszcze kilka lat temu ta dawna część życia interesowała tylko historyków i genealogów i nawet literatura poświęcona obrazowi dawnego życia nie zyskiwała wielkiej popularności. Zmieniło się to za sprawą fenomenalnej książki Joanny Kuciel-Frydryszak Chłopki. Opowieść o naszych babkach (moją recenzję możecie przeczytać tutaj). Ta pozycja otworzyła oczy wielu osobom, innych skłoniła do wspomnień, jeszcze innych do badania własnych korzeni. Potem pojawiły się kolejne publikacje poświęcone chłopskim przodkom – m.in. Życie w chłopskiej chacie Kamila Janickiego czy Przepraszam za brzydkie pismo. Pamiętniki wiejskich kobiet, w której Antonina Tosiek bada fenomen konkursowego pamiętnikarstwa. Do konkretnych chłopskich pamiętników odwołuje się również genealożka Aneta Godynia w swojej książce Wiejskie dzieci. Kiedy nasi przodkowie byli mali. „Kiedyś, wcale nie tak dawno, dzieciństwo nie oznaczało wcale beztroski, zabawy i edukacji, planowania przyszłości. Dzieci, które przyszły na świat w polskiej wsi na przełomie XIX i XX wieku szybko wchodziły w krąg dorosłych spraw, od najmłodszych lat pracowały, miały swoje obowiązki, doświadczały lęku przed głodem. Ta książka jest podróżą przez wszystkie etapy życia urodzonego na wsi pod zaborami, a także w młodej, niepodległej Polsce: od chwili, gdy matka nosiła je pod sercem, przez poród i rytuał chrztu, pierwsze zabawy i obowiązki, aż po wejście w dorosłość – często przedwczesne, narzucone przez los i tradycję.” Aneta Godynia przybliża charakter dawnej wsi XIX i XX wieku (ze szczególnym uwzględnieniem wsi galicyjskich) i panujących tam przekonań czy zwyczajów, jednak to opowieść jedynie do pewnego stopnia uniwersalna (wszak: „Historia naszych przodków to nie zbiór prostych etykiet. To opowieść pełna odcieni i niuansów, których nie wolno spłaszczać”). Wszystko zależało od czasów, regionu, zamożności, warunków – właściwie konkretnej rodziny: „Dawna wieś była społecznością złożoną i nierówną. Nie do każdego domu przynależało pole o takiej samej powierzchni jak inne, nie każda rodzina miała tyle samo zwierząt czy takie samo zabezpieczenie na gorsze czasy. Od zamożnych gospodarzy po bezrolnych komorników rozciągała się wyraźna drabina ekonomiczna i społeczna, która wpływała na każdą dziedzinę życia, w tym – na dzieciństwo”. Po przybliżeniu specyfiki i funkcjonowania wsi w ogólności – z zastrzeżeniem o konieczności wzięcia pod uwagę wszelkich różnorodności – Godynia pochyla się nad tematem ciąży. Tutaj zachodzi pewien paradoks. W opisywanej epoce wiedza o ciąży była raczej nikła, stosunek do własnego ciała pełen ograniczeń. Z drugiej strony ciąża nie była tematem tabu: „Lud wiejski wypracował własny, bogaty system wiedzy o ciąży, przekazywany z pokolenia na pokolenie. Ta wiedza była inna niż lekarska, naukowa, za to pozostawała głęboko osadzona w doświadczeniu i emocjach. Obejmowała fizjologię, ale też lęki, pragnienia i społeczne oczekiwania wobec kobiet. To znak, że ciąża nie była ani czymś ukrywanym, ani całkowicie niezrozumiałym. Odwrotnie – była obiektem troski, narracji, interpretacji, nie tylko indywidualnych, lecz również wspólnotowych. Każda kobieta mogła doświadczać jej inaczej, ale nie przeżywała tego stanu w próżni, a w świecie, który miał na ten temat coś do powiedzenia”. Autorka wylicza różne ciekawe – albo zatrważające – przesądy, wierzenia, rytuały. Wskazuje na rozmaite spojrzenie na ciężarną. To był ktoś szczególny – tylko czy przynosił szczęście, czy pecha? Odpowiedź nie jest jednoznaczna („W jednym regionie widziano w kobiecie w ciąży zapowiedź szczęścia i pomyślności, w innym jej pojawienie się na progu chałupy uznawano za zwiastun nieszczęścia. Brzemienność, niepojęty stan wykraczający poza codzienną rzeczywistość, budziła mieszankę szacunku, fascynacji i lęku”). Kobieta w ciąży teoretycznie podlegała szczególnej ochronie – w praktyce na tę ochronę, odpoczynek czy choćby zalecaną przez polskich ojców medycyny zbilansowaną dietę, mało kto mógł sobie pozwolić. Bardzo interesujący jest też okres pierwszych dekad dwudziestego wieku – kiedy wieś się unowocześniała, jej struktura nieco zmieniała (choćby ze względu na migracje i rozpad rodziny), więc dawne wierzenia i zabobony odchodziły do lamusa, a jednocześnie ludzie wsi nie mieli łatwego dostępu do dobrej opieki medycznej czy nowoczesnych rozwiązań. Jak mogło przebiegać dzieciństwo na wsi? Rola dzieci i ich postrzeganie dalekie było od dzisiejszych standardów. Brak skutecznej antykoncepcji, wielodzietność, wysoka śmiertelność dzieci (i przekonanie: Bóg dał, Bóg wziął, tego zawsze pełno) – to wszystko wpływało na funkcjonowanie dziecka: „„Dzieci były traktowane jako część gospodarstwa, a ich potrzeby musiały harmonizować z codziennymi obowiązkami dorosłych, a nie na odwrót”). Wynika to też z charakteru rodziny jako komórki społecznej samej w sobie („Rodzina nie była jedynie strukturą społeczną o charakterze emocjonalnym, lecz przede wszystkim podstawową jednostką gospodarczą, w której każdy jej członek wypełniał określone zadania, niezbędne do funkcjonowania i przetrwania gospodarstwa”). Mimo wszystko badaczka stara się patrzeć na dawne dzieciństwo wieloaspektowo – nie ujmuje trudów, ale też go nie demonizuje. Podkreśla, że nie ma jednej oficjalnej narracji. Nawet trudne dzieciństwo mogło być szczęśliwe: „Wbrew dzisiejszym wyobrażeniom, w których dominuje obraz trudnego życia w biedzie, nie każdy człowiek urodzony na przełomie wieków XIX i XX źle wspominał swoje dzieciństwo. Wielu wiejskich pamiętnikarzy potrafiło po latach – nierzadko mimo głodu, chłodu i ciężkiej pracy – odnaleźć we wspomnieniach ciepło, spokój, a nawet radość. Takie po prostu było ich życie – surowe, skromne, z ograniczonym dostępem do edukacji, z innym systemem wartości i priorytetami niż dziś, ale dla nich prawdziwe, bliskie i własne. Z tych prostych warunków wyrosła siła ludzi – odpornych, przywiązanych do ziemi i do siebie nawzajem”. W kolejnych rozdziałach poznajemy m.in. charakter pracy, którą powierzano dzieciom w zależności od ich wieku i doświadczenia, zabawy, kwestie związane z edukacją, status sierot czy potomków nieślubnych, wreszcie czasy dorastania, zakładania własnych rodzin, czasami emigracji do USA czy Brazylii. Całość jest napisana z wielką pasją, w oparciu o rozliczne źródła – dawne pamiętniki, opracowania, statystyki. Zyskujemy sporo wiedzy, ale książka jest najciekawsza wtedy, gdy pojawiają się konkretni ludzie ze swoimi historiami – na przykład małżeńskimi. Tutaj obserwujemy przede wszystkim dwoje dawnych pamiętnikarzy – Władka i Helenkę. Ich życie ułożyło się – z różnych względów w nieco odmienny sposób. Jest tu bardzo dużo – a chciałoby się jeszcze więcej. Dla genealogów, ale też osób ciekawych własnych korzeni, tego, jak mogłoby wyglądać dawniej życie – Wiejskie dzieci to pozycja obowiązkowa. Uczciwie zrobiona literatura faktu. W posłowiu autorka zachęca do dalszych badań, do zadawania pytań – i trudno z tego zaproszenia nie skorzystać! Źródło cytatów: Aneta Godynia, Wiejskie dzieci. Kiedy nasi przodkowie byli mali, Wydawnictwo Sploty, Gliwice 2026.
PasjaPisania.pl

555 zagadek o Krakowie

Kraków to bardzo ciekawe i piękne miasto pełne zabytków, które warto zobaczyć chociaż raz w życiu i poznać trochę historii tego miejsca oraz zakochać się w cudownych zakątkach, których tam nie brakuje. 555 zagadek o Krakowie to książka dla wszystkich, zarówno dla mieszkańców tego miasta, jak i turystów, każdy może sprawdzić, jaką wiedze posiada. Poruszone jest tutaj bardzo wiele tematów jak legendy, początki miasta, Kościół Mariacki, Wawel, uniwersytet, teatr, sztuka, festiwale, literatura, folklor i wiele innych. Chyba każdy z nas zna legendę o Smoku Wawelskim, ale jest ich dużo więcej, tylko są mniej znane i tutaj można je poznać, odpowiadając na dość zabawne pytania. Czy Wanda faktycznie nie chciała Niemca? Przyznam, że słyszałam kiedyś o tym, ale odpowiedzi na to pytanie nie znałam. A kto zna legendę o żółtej ciżemce? Ja przyznaje się, że nie ale na pewno ją nadrobię. W taki sam ciekawy sposób mamy opisaną całość, pytania skonstruowane są w taki sposób, że naprawdę czujemy się zainteresowani tym, jaka jest odpowiedź. Na początku mamy kilka pytań z danej dziedziny, a następnie krótkie odpowiedzi, dzięki czemu zawarte jest tutaj naprawdę dużo wiedzy. Możemy z tej książki korzystać różnie, przeczytać ją od początku do końca lub sprawdzając swoją wiedzę, czyli najpierw poznać pytanie, pomyśleć nad odpowiedzią, a dopiero przeczytać ją w książce. Ja o Krakowie wiedziałam nie wiele, ale teraz już mam o wiele większą wiedzę, a to właśnie dzięki tej książce, a przez to, że mamy podział na dane dziedziny to nie musiałam czytać wszystkiego od początku aż do końca, tylko zaczęłam od najciekawszych zagadnień. Nie jest to pierwsza książka z tej serii w moich rękach, ponieważ bardzo lubię ten format, szczególnie jak temat dotyczy miejsc blisko mnie, zdecydowanie inaczej poznaje się dane miasto w ten sposób niż z przewodnika. Do zagadek o Krakowie na pewno będę jeszcze wracać, aż poznam je wszystkie, a jednocześnie będę wypatrywać kolejnych książek z tej serii.

zaczytane.strony Radlak Karolina

Grenlandia. Ulotny duch Północy. Oblicza świata

Są takie książki, które czyta się jak podróż — nie tyle po mapie, ile po cudzym sposobie widzenia świata. Ta opowieść o Grenlandii właśnie taka jest. Zaczyna się od lodu, stereotypów i obrazków znanych z podręczników: igloo, futra, polowania. Szybko jednak okazuje się, że to tylko cienka warstwa, pod którą kryje się historia znacznie bardziej skomplikowana i — co ważniejsze — bardzo ludzka. Najciekawsze w tej książce jest to, że autorka nie próbuje egzotyzować wyspy. Nie sprzedaje czytelnikowi romantycznej wizji „końca świata”. Zamiast tego pokazuje codzienność ludzi, którzy żyją pomiędzy tradycją a nowoczesnością, pomiędzy dumą z własnej kultury a zależnością polityczną. I robi to bez moralizowania. Raczej zaprasza do myślenia. Szczególnie mocno wybrzmiewają fragmenty o dawnych wierzeniach i legendach. To nie jest sucha etnografia — czuć, że autorka próbuje zrozumieć sposób postrzegania rzeczywistości przez Inuitów, ich relację z naturą, duchami, przodkami. Dzięki temu historia wyspy przestaje być chronologią wydarzeń, a staje się opowieścią o tożsamości. Duże wrażenie robi też część współczesna. Polityka, autonomia, potencjalne interesy wielkich mocarstw — to wszystko brzmi jak temat z gazet, ale tu dostaje kontekst i głębię. Najbardziej zapada w pamięć myśl, że przyszłość wyspy nie zależy wyłącznie od jej mieszkańców, choć to oni poniosą największe konsekwencje decyzji podejmowanych gdzie indziej. Ważnym motywem jest klimat. Autorka pokazuje globalne ocieplenie nie jako abstrakcyjny problem naukowców, ale jako coś, co zmienia rytm życia, gospodarkę, a nawet poczucie bezpieczeństwa ludzi. To jeden z tych momentów, kiedy czytelnik uświadamia sobie, że hasło „topniejące lodowce” oznacza konkretne dramaty i wybory. Styl książki jest spokojny, momentami refleksyjny, chwilami wręcz melancholijny. Nie ma tu sensacji ani literackich fajerwerków, ale jest coś cenniejszego — autentyczne zaciekawienie światem i szacunek wobec bohaterów opowieści. Dzięki temu książka zostawia w głowie więcej pytań niż odpowiedzi, a to zwykle znak dobrej literatury faktu. To nie jest książka tylko o dalekiej wyspie. To książka o tym, jak łatwo upraszczamy cudzą rzeczywistość — i jak dużo tracimy, gdy nie próbujemy jej zrozumieć. Po przeczytaniu trudno już patrzeć na Grenlandię jak na „zimną pustkę na mapie”. Staje się miejscem pełnym historii, napięć i nadziei.

luvmyx Jedro Julia