1 2 3 ... 567 > »

Katowice i Górny Śląsk. Travelbook. Wydanie 2

Maszkiety, czyli Śląsk nieznany

Minął czas, kiedy ten niezwykły region postrzegany był wyłącznie jako kraina industrialna z wszelkimi (zwykle negatywnymi) tego konsekwencjami. Oczywiście, Śląsk słusznie kojarzył się (i to trwa) z wielkim przemysłem, hutami i kopalniami, bo do dziś to ogromne skupisko wydobycia i produkcji. Ale dzisiaj Śląsk jakby szczodrzej odsłania swe uroki; pięknieje, pokazuje swe bogactwo, tradycję i dzieje. Mało mamy w Polsce krain, w których w tak skondensowanej formie występują najrzadsze wartości. Kultura, historia, uroda ziemi.

Maszkiety to smaki kuchni śląskiej. Maszkiecić to gwarowe określenie jedzenia ze smakiem. To także metaforyczne korzyści, jakie płyną z poznania tej ziemi. Autor przewodnika zachęca do zwrócenia uwagi na katowicką modernę, czyli architekturę lat 20., dziś absolutną klasykę. Radzi odwiedzić dwie robotnicze kolonie z początku XX wieku: Nikiszowiec i Giszowiec, niegdyś szczyt innowacyjności, dziś magnes ściągający tu artystów, tworzących najpopularniejsze miejsce w wielkiej, jednorodnej aglomeracji. Strefa Kultury, unikatowe miejsce w Polsce: pokopalniane tereny, które dziś mieszczą Muzeum Śląskie, Narodową Orkiestrę Symfoniczną Polskiego Radia i Międzynarodowe Centrum Kongresowe, do tego znany kilku pokoleniom park Śląski, jeden z największych ogrodów Europy leżący w centrum metropolii. Niemało...

Śląsk to nie tylko Katowice, pulsujące barwami kultury, sportu, relaksu. To niezwykłe Gliwice, z postindustrialnymi obiektami i kanałem gliwickim; to Zabrze oferujące wizytę w kopalnianym chodniku w Muzeum Górnictwa Węglowego, to Będzin z zamkiem o historii sięgającej czasów Kazimierza Wielkiego, to Pszczyna z bajecznym pałacem. Nie straci czasu ten, kto zajrzy do Muzeum Ognia w Żorach albo odwiedzi tyskie Browarium. Do tego wiele imprez kulturalnych i niedościgniona gościnność gospodarzy.

Malezja, Singapur i Brunei. Travelbook. Wydanie 1

Dżungla i futuryści

Malezja jest często tylko etapem podróży w drodze do Australii czy Nowej Zelandii, ale coraz częściej adresem, pod którym warto zatrzymać się na dłużej.

Kraj kontrastów, w którym magiczna przesztość i bujna przyroda stykają się z ultranowoczesnością. Już podczas transferu z lotniska podróżny odkrywa futurystyczny wizerunek malezyjskiej metropolii Kuala Lumpur. Wyobrażenie bujnej roślinności osadza się na obrazie supernowoczesnych wysp wysokościowców ze szkła i metalu. Wystarczy jednak trafić do Chinatown, dokąd prowadzą szlaki zorganizowanych wycieczek i nieokiełznanego tłumu backi futuryści packersów, by odnaleźć wibrujący świat azjatyckiego miasta. Ten kulturowy szok wynika ze świadomości, że jeszcze 200 lat temu były w tym miejscu jedynie niebezpieczne bagniska.

Początki Kuala Lumpur to górnictwo cyny. Rynki gotowe wchłonąć każdą jej ilość sprawiły, że na niegościnne tereny przybyły rzesze chińskich robotników. To sprawiło, że miasto, wzorem innych, zaczęło się rozrastać.

Panowali tu Anglicy i to oni określili strategię rozwoju miasta. Region stawał się coraz bogatszy, na jego sukces złożyły się też plantacje importowanych drzew kauczukowych. W 1957 roku Malezja zyskała niepodległość.

Dzisiejsze Kuala Lumpur jest miejscem, gdzie wypoczywa się trudno (wysokie temperatury i takaż wilgotność), ale zwiedzaniu można poświęcić wiele dni.

Dzielnica hinduska, Kampung Baru, czyli dzielnica malajska, chińskie świątynie taoistyczne; Centralne targowisko, nieopodal którego łączą się rzeki Gombak i Klang. Małe Indie (Briekfields), zwane od dawnych cegielni, które tu funkcjonowały, dziś sąsiadują z Muzeum Królewskim w pałacu Istana Negara. Warto odwiedzić Meczet Narodowy z ponad 70-metrowym minaretem oraz Muzeum Sztuk Islamskich. Relaksu można zażyć w ogrodach Perdana lub parku motyli. Narodowe planetarium wprowadzi turystę w świat nauki.
Tygodnik Angora, Ł. Azik

Dania. Travelbook. Wydanie 1

W obszernej już serii travelbooków Bezdroży, z licznymi wznowieniami w postaci II, a nawet III wydań, ukazał się właśnie, po raz pierwszy przewodnik po Danii. Najmniejszym z europejskich krajów nordyckich, położonym niedaleko Polski, bardzo ciekawym, z wieloma interesującymi zabytkami, miejscami i atrakcjami, ale chyba jeszcze trochę niedocenianym przez naszych rodaków jako kierunek wyjazdów turystycznych. Być może ukazanie się tego przewodnika, nie pierwszego zresztą poświęconego Danii lub przynajmniej najbliżej położonej od nas jej bałtyckiej wyspie – Bornholmowi, przyczyni się do większego nią zainteresowania. Bogato ilustrowany – 140 kolorowych zdjęć, z 12 planami i mapami, 6-cioma obszernymi, 2-4 stronicowymi wkładkami tematycznymi oraz ponad 30-ma krótszymi informacjami i ciekawostkami w ramkach, przewodnik ten zawiera mnóstwo informacji, przede wszystkim podstawowych, niezbędnych zarówno turyście „weekendowemu” jak i wybierającemu się tam na nieco dłuższe zwiedzanie lub pobyt. Autor na wstępie, zgodnie z formułą tej serii przewodników, zachęca czytelników – turystów do poznawania Danii wymieniając jej najważniejsze atrakcje.

A więc: 4 Skarby zachodniego i północnego wybrzeża; 11 Pereł architektury i pamiątek historycznych; 6 Miejsc niezwykłych; 4 Najpiękniejsze miasta; 4 Atrakcje dla dzieci oraz Bornholm. Dwa rozdziały wstępne dostarczają turyście w skrócie najważniejszych informacji oraz trochę ciekawostek. Informacje praktyczne o tym, kiedy najlepiej się tam wybrać, gdzie szukać dodatkowych informacji oraz jakie są formalności związane z wyjazdem. Następnie o dojeździe różnymi środkami komunikacji, poruszaniu się na miejscu oraz na temat noclegów i wyżywienia. W Informatorze A-Z obok podstawowych haseł znajduje się też m.in. informacja, że napiwki w restauracjach zostawia się zwyczajowo nawet wówczas, gdy w menu jest zaznaczone, iż wliczone są one w cenę. Ważna jest też informacja, że w kopenhaskiej dzielnicy Christiana tamtejsza społeczność nie życzy sobie fotografowania ani ludzi, ani budynków.

Informacje krajoznawcze zawierają też ABC z tego zakresu. Krótką historię kraju z ciekawą informacją, że był on zamieszkany przez ludzi już w okresie przed roztopieniem się ostatniego lodowca, tj. około 110-130 tys. lat temu. Najważniejsze daty, aż do roku 2012, znalazły się w Kalendarium historycznym. Krótko przedstawiona została polityka i gospodarka duńska, tamtejsze społeczeństwo, język, kultura i sztuka oraz kuchnia. Część przewodnikowa podzielona jest na Zelandię i okoliczne wyspy, Fonię i okoliczne wyspy, Jutlandię oraz Bornholm. A w ich ramach opisane części tych wysp oraz wybrane, najważniejsze miejscowości i miejsca. W przypadku Kopenhagi, podobnie jak innych większych lub ważniejszych miast, z jej planem – stolicy nie w tekście, lecz na wewnętrznej tylniej okładce, historią, a następnie opisami tego, co warto tam zobaczyć.

W stolicy na trzech trasach do wyboru oraz z informacjami o najważniejszych budynkach, zabytkach i obiektach. Z ich adresami, króciutką historią, dniami i godzinami otwarcia, cenami biletów i ew. zniżek lub wstępach bezpłatnych. Następnie, w ramkach, informacje praktyczne: placówki Informacji Turystycznej, komunikacja, noclegi i wyżywienie z wybranymi i opisanymi obiektami. Po nich w podobny sposób przedstawione są informacje o okolicach Kopenhagi oraz tamtejszych ciekawych miejscach. A według tego samego schematu pozostałe regiony i miejsca kraju. Sześć wspomnianych, obszernych wkładek poświęconych jest Grenlandii i Wyspom Owczym, Kopenhaskiej Syrence, Duńskim pisarzom, Klifom nadbałtyckim oraz Wikingom.

Natomiast w małych ramkach włamanych w tekst są zarówno takie informacje jak np. ważne numery telefonów, o kopenhaskiej karcie miejskiej, ograniczeniach prędkości samochodów, czy kopenhaskich wypożyczalniach rowerów, jak i o charakterze ciekawostek. M.in. „Wózek z Trundholm” (z epoki brązu, ok. 1400 r. p.n.e., odkryty w 1902 r.). „Harald Bluetooth” (technika bezprzewodowego łączenia komputerów zainspirowana imieniem króla Haralda Sinozębego). „Dania oczami Jana Chryzostoma Paska”. „Eryk Pomorski”. „Kolonie duńskie”. „Bertel Thordvaldsen” i wiele innych.
Globtroter, Cezary Rudziński

Harib

nformacje z Bliskiego Wschody docierają do nas w postaci relacji z krwawych konfliktów, pozbawionych najczęściej głębi i społecznego tła. Opowieść o dramatycznych wydarzeniach Arabskiej Wiosny w Libii rekompensuje te braki. Francuska prokuratura wydaje się nie mieć wątpliwości, że prezydent Nicolas Sarkozy utrzymywał podejrzane kontakty z dyktatorem Kaddafim. Jak mogły wyglądać w szczegółach wie dokładnie Ron Harib bohater książki Zdzisława Raczyńskiego ”Harib”. Od kilku dni znajduje się na półkach księgarskich i jest precyzyjnie obmyśloną historią z gatunku political fiction, która może być prawdziwa w każdym detalu. Można ją czytać konfrontując każde zdanie z google by się upewnić, że wszystko się zgadza. Miejsca, nazwiska, wydarzenia, a nade wszystko wiadomości dotyczące realiów politycznych, społecznych i wyznaniowych świata arabskiego. Konkretnie Maghrebu, a zwłaszcza Libii, gdzie w czasie rewolucji przeciwko Kaddafiemu toczy się znaczna część akcji powieści kryminalno-szpiegowskiej, jaką jest ”Harib”.

Tytułowy Ron Harib, to Polak, mimo obco brzmiącego nazwiska. Dziennikarz, a właściwie korespondent wojenny, który w 2011 roku jako członek ekipy norweskiej telewizji znalazł się w krajach Afryki Północnej gdzie wybuchają rewolucje. To teren nie tylko walk z krwawymi reżimami ale i obszar zaciętej rywalizacji najpotężniejszych wywiadów świata. Chodzi nie tylko o miliardy Kaddafiego, ale o dokumenty kompromitujące wielu europejskich polityków utrzymujących bliskie kontakty z dyktatorem odpowiedzialnym za słynny zamach nad Lockerbie. Nie tylko.

Harib trafia na ślad pieniędzy i cenniejszych dokumentów przypadkowo. Jest to śmiertelnie niebezpieczne. Wychodzi cało z opresji wraz z poślubioną na pustyni żoną z narodu Tuaregów, zamieszkującego południe Libii. Umiejscowienie akcji w takiej scenerii tłumaczy brak wątków erotycznych, nieodłącznych elementów powieści szpiegowskich.Jest za to piękna historia miłosna.

Ale ”Harib” to nie klasyka gatunku. To swoisty melanż wielu stylów co dodaje tej sensacyjnej powieście uroku. Zasadniczo to jednak świetny thriller. W pewnym sensie fikcyjny reportaż. To po części John le Carré a także Fryderyk Forsyth. Ale ma też wiele wspólnego z pisarstwem Toma Wolfe, portrecistą amerykańskiego społeczeństwa, który poświęca lata na research po czym pisze powieść opartą wyłącznie na faktach.

Tak daleko autor ”Hariba” nie idzie czerpiąc czasami ze swojej fantazji.

Powieść jest przy tym doskonałym studium orientu i mentalności jego mieszkańców. Napisana w dodatku przejrzystym, płynnym językiem, który obok arcyciekawej fabuły jest największym atutem powieści.

Napisał to były dziennikarz i czynny dyplomata, arabista wykształcony, jak powieściowy Harib, w jednym z najlepszych instytutów lingwistycznych świata. Nie ma tam śladu sztampowego języka dyplomatycznych depesz, których tysiące wysłał autor z dalekich miejsc gdzie kierował polskimi ambasadami. Jest za to ogrom wiadomości, które w raportach dyplomatycznych się znaleźć muszą.
Rzeczpospolita, Piotr Jendroszczyk

Harib

szystko dzieje się po coś, według mnie to motto tej książki. W tej książce przeraża realność, bo część faktów i ludzi odnosi się do rzeczywistości. A dlaczego przeraża? Żądza złota, chęć obalenia rządów Kadafiego, brutalność działań są w tej książce czymś więcej niż doniesieniami reporterów z Libanu. Dzięki książce żyjemy tymi wydarzeniami, niemal bierzemy w nich udział. Ciekawe przeżycie. Dawno nie napisałam opinii o książce, w której dominują tak mocno moje wywody ponad odniesieniami do lektury.

Ron Harib jest polskim korespondentem pochodzenia białoruskiego. Życie doświadczyło go już wieloma nieprzyjemnymi sytuacjami zarówno w sferze osobistej - rozstanie z żoną - jak i na tle zawodowym, gdzie przeszkadzało mu pochodzenie oraz niejasna dla wielu przeszłość naszego bohatera. Co jeszcze wiemy początkowo o Haribie? Zmienił nazwisko by poczuć się bardziej europejsko i móc kontynuować swoją karierę dziennikarza, bo niewątpliwie jest to jedyna rzecz na jakiej mu zależy. Harib to lekkoduch, szybko podejmuje decyzję o dołączeniu do norweskiej ekipy dziennikarzy i wyjeździe do trudnej Libii, trudnej po spowitej konfliktem na tle politycznym.

Sama akcja a większości toczy się w kraju, który budzi we mnie wiele emocji. Z jednej strony tak odmienny kulturowo, kuszący swoją odmiennością a z drugiej pełnym brutahalności, rozlewów krwi i odrażającym ze względu na nieludzkie zachowania towarzyszące konfliktom. Nie chcę też zdradzać zbyt wiele z fabuły, odkrywajcie ją sami delektując się konstrukcją fabuły.

Harib to mocno wymagająca lektura. Chwila nieuwagi i tracimy jakiś detal, który może okazać się ważny dla dalszego ciągu fabuły. Przyznaje się, sama w jednym z fragmentów troszkę zgubiłam treść i musiałam wracać do kilku stron wstecz by złapać o co chodziło autorowi. Więc jak starsza siostra - przestrzegam Was. Książka jest przemyślana, widać, że autor dopracował ją w każdym detalu, bo ciężko znaleźć wyraźne słabe strony. Ja znalazłam jeden minus, męczące mnie opisy dotyczące polityki, ale nie jest to moja ulubiona dziedzina, stąd pewnie brak zaangażowania w te fragmenty.

Jeśli chodzi o całokształt - nie spodziewałam się tak dobrej propozycji. Mimo skupienia, które potrzebne jest do przeczytania książki, jest ona przyjemną lekturą. Właśnie dzięki temu, że jako czytelnik odczułam pełne zaangażowanie autora w napisanie tej książki.

Styl Raczyńskiego mocno przypadł mi do gustu, jest przejrzysty. Język jest przyjemny, nie sprawia trudności, ale jednocześnie nie jest zbyt oczywisty. Przyznaję, że nie miałam dużych oczekiwań jeśli chodzi o tę książkę. Miło mnie więc zaskoczyła! Harib stając się częścią norweskiej ekipy telewizyjnej nie przypuszczał, że narazi tym swoje życie na niebezpieczeństwo. Przygoda przerodziła się w pełną ryzyka przygodę pośrodku rewolucji w Libii. Jako kulturoznawca bardzo cenię sobie opisy kultury i tradycji, którym autor poświęcił sporo miejsca w książce. To przyjemna odskocznia oraz ciekawy zabieg, który dodaje książce także nutki edukacyjnego wydźwięku. Dziękuje wydawnictwu i autorowi za tę czytelniczą ucztę. Czekam na kolejne książki autora, po Haribie z całą pewnością się na nie skuszę.

Na pozór prosta fabuła kryje w sobie wielopoziomowe odniesienia. To nie tylko thriller polityczny, to wypełniona inteligencją książka dla wymagającego czytelnika. Brawo! Gimnastyka intelektualna podczas lektury nie zdarza się zbyt często. Mam też wrażenie, że interpretacja wydarzeń z książki może być odmienna w zależności od czytelnika. Jakie więc będzie Twoje zakończenie?
bookpleasure.blogspot.com, Paulina Kosowska
1 2 3 ... 567 > »