Facebook

ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »
1 2 3 ... 575 > »

Japonia. Manga, sushi i onseny. Wydanie 1

Jest to chyba najobszerniejszy, a na pewno jeden z takich w języku polskim, przewodnik po Kraju Kwitnącej Wiśni. Budzącym coraz większe zainteresowanie naszych turystów. Przy czym wydany w serii „Bezdroża Classic”, a więc przeznaczony przede wszystkim dla tych, którzy zamierzają poznawać Japonię samodzielnie, a nie w ramach wycieczek organizowanych przez biura podróży. Z tego też względu z rozbudowanymi częściami ogólnymi i mnóstwem w nich informacji niezbędnych oraz przydatnych. Zajmują one, co prawda, tylko jedną czwartą całej objętości, ale w tym przypadku jest to ponad 150 stron. Innymi plusami tego przewodnika napisanego przez polskiego autora, znanego z dobrych także po kilku innych krajach, są aż 74 mapy i plany miast, 174 ciekawostki w ramkach oraz propozycje czterech tras zwiedzania tego rozległego państwa. Ponadto z zaznaczonymi pomarańczowym kolorem na krawędzi stronami z informacjami ogólnymi oraz czterech części poświęconych regionom, na które podzielona została Japonia, co ułatwia odszukiwania potrzebnych informacji. Słabsze jego strony stanowi niewielka liczba, trochę ponad 70, zdjęć i to w większości czarno białych, gdyż tylko 16 jest kolorowych, stanowiąc ilustracje obiektów i miejsc, które autor radzi zobaczyć koniecznie.



Zbyty skromny jest też spis treści, tylko z podstawowymi hasłami. W sumie jest to jednak przewodnik, z którego można dowiedzieć się naprawdę wiele o kraju, któremu jest poświęcony. I to zarówno przygotowując się do wyjazdu do niego, jak i w trakcie podróży. Jak już wspomniałem, ważne i ciekawe informacje oraz sugestie znajdują się w częściach ogólnych. W „Zaplanuj podróż” są to propozycje czterech tras zwiedzania kraju, z ich krótkim omówieniem oraz ciekawymi informacjami w ramce „Tokio na wariackich papierach”, czyli radami, co przede wszystkim w stolicy zobaczyć i przeżyć, jak ma się na to tylko dwa dni. Wykaz „Święta i festiwale” pozwala dobrać termin wyjazdu do wydarzeń najbardziej interesujących indywidualnego turystę. Prawdziwą kopalnię wiedzy stanowią „Informacje praktyczne”. Od tak podstawowych, że na pobyt w Japonii do 90 dni obywatele RP, podobnie jak innych krajów Unii Europejskiej, nie potrzebują wiz. Poprzez nie obowiązkowe, ale bardzo zalecane, dobre ubezpieczenie na wypadek potrzeby skorzystania z pomocy lekarskiej. Z radą, aby mieć szczepienia rutynowe oraz informacjami, że w kraju tym wściekliznę przenoszą nietoperze, a groźne bywa kleszczowe zapalenie mózgu. I wykazem tego, co powinno znajdować się w podręcznej apteczce turysty.

Podobnie, jak co uwzględnić w bagażu. Z dodatkiem, że walizki można tam przesyłać z miasta do miasta nie troszcząc się o nie w podróży. Nie brak informacji o walucie, płatnościach bezgotówkowych, bankomatach oraz wielkości środków potrzebnych w takiej podróży. I o tym, co jest tam tanie a co drogie, jak ograniczać wydatki, o przykładowych cenach transportu, noclegów, wyżywienia, biletów wstępu itp. Z różnymi kategoriami miejsc noclegowych, także w niektórych świątyniach i klasztorach. Ale i niedogodnością, jakie stanowią późne godziny (14.00-15.00) rozpoczynania się, i wczesnego (10.00-11.00) kończenia doby hotelowej. I droższych noclegach od piątku do niedzieli. Warte uwagi są również informacje na temat wyżywienia, różnych rodzajach lokali gastronomicznych oraz skali cen. Wiele ważnych znajduje się również w „Informatorze A-Z”. M.in. o innym (tylko 100 V) napięciu prądu oraz rodzaju wtyczek, ale, niestety, bez informacji jak w takich warunkach podróżni mogą doładowywać posiadany sprzęt fotograficzny i elektroniczny dostosowany do 220-230 V. Bez czego staje się on nieprzydatny. Są informacje o skomplikowanym japońskim systemie adresowym. M.in. numery domów nie dotyczą ich kolejności przy ulicy, ale czasu, w którym zostały zbudowane. I jak w takiej sytuacji trafiać do celu.

Przydatne są też informacje, że w Japonii nie daje się napiwków, a jeżeli już, gdy jest się szczególnie zadowolonym z obsługi, np. przewodnika, czy kelnera, to nie gotówką do ręki, ale w kopercie. O zakazie palenia papierosów na ulicach poza wydzielonym w tym celu miejscami oraz wysokich karach za łamanie tego zakazu. O bardzo czystych i z reguły bezpłatnych toaletach na każdym kroku. Przy generalnym stwierdzeniu, że Japonia jest jednym z najbezpieczniejszych krajów świata, z ostrzeżeniem jednak przed kieszonkowcami. O tym, że bezpiecznie mogą czuć się tam samotne kobiety, poza „szemranymi” dzielnicami i miejscami oraz, że w pociągach są nawet wagony „tylko dla pań”. Równocześnie jednak o zagrożeniach, jakie stanowią katastrofy naturalne: trzęsienia ziemi, tsunami, aktywne wulkany. Podobnie jak dzikie zwierzęta, niektóre owady, jadowite węże, czy pijawki. O problemach żołądkowych, z porażeniami słonecznymi, czy chorobą wysokościową już powyżej 2,5 tys. m n.p.m. Wiele dowiedzieć się mogą, i to nie tylko turyści, ale wszyscy zainteresowani tym krajem, z „Informacji krajoznawczych”. Na temat jego geografii, klimatu, flory i fauny, historii od czasów najdawniejszych, ludności – z przejawami dyskryminacji rasowej mniejszości etnicznych, czy napływowych, zwłaszcza Chińczyków.

O języku, religii, obyczajach, kulturze i sztuce w jej, chyba wszystkich, dziedzinach, strojach itp., I, oczywiście, o japońskiej kuchni. Podstawowa część przewodnika „Zwiedzanie” podzielona została na stołeczne Tokio i jego okolice oraz trzy regiony: Japonię północną, środkową i południową. Każda z krótką prezentacją ogólną, mapkami i planami miast, historią, sugestiami, co w nich trzeba zobaczyć przede wszystkim. A następnie informacjami o dzielnicach czy miejscowościach, zabytkach, muzeach i innych atrakcjach. Z ich lokalizacją, dojazdem, stronami internetowymi, dniach i godzinach otwarciach, cenach biletów itp. Krótko, ale z niezbędnymi, podstawowymi informacjami. Na końcu każdej z tych 4 części poświeconych Tokio i regionom, znajdują się Informacje Turystyczne. O dojeździe różnymi środkami transportu, komunikacji lokalnej, noclegach – z przykładowymi hotelami, hotelami, gościńcami itp., ich lokalizacją, charakterystyką, cenami, jak również możliwościami aktywnego wypoczynku. Podobnie na temat wyżywienia na miejscu. We wspomnianych 174 włamanych w tekst ramkach z ciekawostkami są zarówno krótkie, praktyczne, jak np. „Z dziećmi taniej” – o systemie zniżek dla rodzin, czy opłacalnych kartach regionalnych. Jak i obszerne, zajmujące drobnym drukiem na kolorowym tle po pół i większe części strony.
Globtroter Cezary Rudziński

Tajlandia. #Travel&Style. Wydanie 1

Tajlandia już od ponad 25 lat należy do popularnych celów wyjazdów polskich turystów. I chociaż coraz bardziej jest „zadeptywania” przez tłumy przybyszów z całego świata, szukających tam nierzadko głównie seksturystyki, „ubawu” oraz narkotyków dostępnych na każdym kroku, mimo iż posiadanie ich podlega surowym karom, to nadal oferuje mnóstwo wspaniałej egzotyki, skarbów architektury i sztuki, przyrody i widoków, ciekawych obyczajów, różnorodności etnicznej i kulturalnej, niezwykłej kuchni oraz wielu innych atrakcji. Zrozumiałe jest więc, że ukazało się już sporo przewodników po dawnym Syjamie w języku polskim. Po najnowszy, wydany w serii #travel & style Bezdroży, sięgnąłem z tym większym zainteresowaniem, że napisany został przez polskiego autora, również paru innych, którego cenię za kompetencje i rzetelność. Nie zawodzi również w tym przypadku, chociaż formuła akurat tej serii, odległa od pełnej informacji Bezdroża Classic, czy nawet tvalebooków, znacznie ogranicza przekazanie czytelnikom pełni wiedzy. Są to przewodniki starannie wydane, z mnóstwem ilustracji – kolorowych zdjęć różnego formatu doliczyłem się w „Tajlandii” blisko 190, z mapkami i planami – szkoda, że nieuwzględnionymi w żadnym indeksie.

Podobnie jak brak go w przypadku informacji i ciekawostek w ramkach na kolorowym tle włamanych w tekst. Dodatkowo z luźnym planem Bangkoku. Natomiast strona informacyjna tej serii ograniczona jest przeważnie do minimum, chociaż w paru przypadkach autor sobie jakoś z tym nieźle poradził. Zwłaszcza w rozdziale wstępnym prezentującym kraj, jego przyrodę, dzieje, ludzi – a ściślej tamtejsze społeczeństwo, jego strukturę etniczną, język i obyczaje. A także kulturę i sztukę z tak ważną w tym przypadku architekturą, rękodziełem i muzyką. No i kuchnię, o której można dowiedzieć się wiele w różnych częściach tego przewodnika, również na poświęconych jej specjalnie stronach. Z tej pozytywnej oceny tego przewodnika nie wynika, że jego lektura nie wzbudziła moich zastrzeżeń oraz nie pozwoliła nie dostrzec niekiedy rażących, moim zdaniem, pominięć. I to poczynając od „Poznaj i doświadcz!” – wstępnych sugestii co w tym kraju przede wszystkim warto zobaczyć i przeżyć. Z ośmiu propozycji wszystkie są sensowne, ale zdecydowanie brak wśród nich przynajmniej najcenniejszych zabytków. W króciutkim „Niezbędniku” są rzeczywiście najważniejsze informacje.

Natomiast Praktyczne umieszczone zostały na końcu tomu w układzie chronologicznym, zgodnie z sugestiami zwiedzania według części, na które podzielono kraj. Zarówno z niego jak i „Informatora A-Z” oraz „Na miejscu”, czyli o komunikacji i transporcie lokalnym, noclegach i wyżywieniu z przykładami obiektów i miejsc, które warto wziąć pod uwagę, czytelnik – turysta dowiaduje się sporo. O zalecanych szczepieniach i w ogóle o zachowaniu zdrowia w tamtych warunkach, z mocną sugestią dobrego ubezpieczenia się na wypadek konieczności kontaktu ze służbą zdrowia, czy od skutków wypadku lub chorób. Niezbędnych dokumentach, walucie z informacjami o bankomatach i możliwościach korzystania z kart bankowych, elektryczności itp. M.in. o zagrożeniach, jakie istnieją w tym generalnie bezpiecznym kraju. Zatruciach pokarmowych, chorobach przenoszonych przez komary, zakaźnych, o jadowitych gadach i pajęczakach, czy drobnych oszustwach i wyłudzeniach. Ale i napadach rabunkowych z wyrywaniem plecaków i toreb, czy aparatów fotograficznych. Aż po tak praktyczne, jak o napiwkach czy radzie, aby zawsze mieć przy sobie… papier toaletowy.

Podstawową częścią przewodnika są oczywiście opisy i informacje o atrakcjach Tajlandii podzielonej ze względów praktycznych na stołeczny Bangkok i środkową część kraju oraz osobno południową i północną. W każdym przypadku z ich prezentacją ogólną, wymienieniem, z odsyłaczami na odpowiednie strony, miejscowości ew. prowincji i parków narodowych. Ponadto z dużymi ilustracjami i niewielkimi objętościowo tekstami, w rodzaju wkładek, o atrakcjach dla dzieci, turystów aktywnych, niektórych innych atrakcjach oraz tajskiej kuchni, także lokalnej. Poza wyjątkami, np. Wielkim Pałacem Królewskim w Bangkoku i najważniejszą tamtejszą świątynią Wat Phra Kaew oraz paroma innymi w pozostałych rozdziałach, są to informacje bardzo zwięzłe, chociaż kompetentne. Z wydzielonymi ich nazwami i adresami, także stronach www., dniami i godzinami otwarcia oraz cenami biletów. W przypadku Bangkoku, największej metropolii w Azji południowo wschodniej, podobnie zresztą w poszczególnych częściach kraju są, wskazane sensownie, na ile znam to miasto oraz kraj, obiekty i miejsca szczególnie warte zobaczenia. Nawet w przypadku wydawałoby się absurdalnego, zwiedzania stolicy w jeden dzień, o ile nie ma się na to więcej czasu.

Już jednak przejrzenie spisu uwzględnionych w opisach miejscowości i obiektów na stronach tytułowych poszczególnych części opisów kraju i porównania ich z, niestety, dalece niedokładną, mapą pozwala się zorientować, jak wiele, również ważnych dla turysty, miejscowości i miejsc, zostało w tym przewodniku pominiętych. Pogłębia to dokładniejsza lektura jego, a także ubożuchnego Indeksu treści, w którym takie miasta jak Bangkok, Ajutthaja, Czang Mai i wiele innych, to tylko jedno hasło, bez uwzględnienia w nim chociażby najważniejszych zabytków, obiektów i atrakcji. Aby nie pozostać gołosłownym, ograniczę się do kilku, moim zdaniem rażących pominięć. Bardzo zaskoczyło mnie nie uwzględnienie w przewodniku letniej rezydencji królewskiej Bang Pa-inn w pobliżu Ajutthai. Jednego z popularnych celów wycieczek także cudzoziemców. Przypomnę, że jest to piękna rezydencja w rozległym parku z jeziorem, a w niej zabytkowa świątynia buddyjska w stylu…europejskiego gotyku. Bardzo ciekawy i wart zwiedzenia jest tam również pawilon chiński oraz polonikum: pawilon nad jeziorem, którego autor wzorował się m.in. na… Pałacu Łazienkowskim w Warszawie.

Trudno mi też zrozumieć, dlaczego autor pominął całkowicie tak ciekawe miasto jak jednio z najstarszych w kraju, stutysięczny Phitsanulok z tamtejszą świątynią – sanktuarium Wat Phra Si Ratana Mahathat i innymi zabytkami. Wśród nich uważanym za najpiękniejszy w całym kraju posągiem Buddy z 1357 r. Czy również zabytkowe (świątynie z XI-XIV w.), położone w pobliżu Czang Mai, miasto Lamphun. To tylko przykłady. Sądzę, że turystów, spośród wielu innych pominiętych miejscowości, zainteresowałoby również miasteczko Mae Sai w Złotym Trójkącie, nad rzeką Mae Naum Sai wpadającą w pobliżu do Mekongu. Przez tamtejszy most można bowiem bez wizy wybrać się, na krótko, do położonego na przeciwnym brzegu, birmańskiego (Mjanma) miasta Tachileik. A w ogóle Złoty Trójkąt – zbieg granic Laosu, do którego też można przepłynąć bez wizy, Mjanmy i Tajlandii nad Mekongiem, z tamtejszym Muzeum Opium w wiosce Chiang Saen, potraktowany został w przewodniku po macoszemu, chociaż niepominięty. Sądzę, że warto uzupełnić te i inne braki w ewentualnym następnym wydaniu tego, w sumie ciekawego przewodnika.
Globtroter Cezary Rudziński

Ogień i monsun. Indochiny z bliska

Jest to jedna z najciekawszych, znakomicie napisana książka podróżnicza, jaką przeczytałem w ostatnich latach. Z tym większym zainteresowaniem, że w wielu miejscach opisywanych przez autorów również byłem. Zaś kraje Azji południowo – wschodniej uważam za szczególnie atrakcyjne i warte poznawania. Poza tym znam jej autorów Elę i Andrzeja od chyba ponad ćwierćwiecza, przyjaźnimy się, chociaż tylko parę razem byliśmy na krótkich wypadach zagranicznych i to nie w egzotyczne strony. Są oni nie tylko członkami elitarnego The Explorer Club, o czym wspomina wydawca w ich nocie biograficznej, ale także, od ćwierć wieku, Stowarzyszenia Dziennikarzy – Podróżników „Globtroter”. Znakomitymi podróżnikami po świecie, z aparatami fotograficznymi i kamerą, autorami niezliczonych artykułów, reportaży i programów telewizyjnych oraz radiowych. Autorami również książek podróżniczych oraz przewodników, nagradzanych liczącymi się wyróżnieniami. Jednym z nich, o którym pisałem wówczas, była statuetka „Złotego Jaśminu”, jaką otrzymali w 2009 roku podczas tunezyjskiej „Nocy Jaśminu” w Warszawie, za znakomity przewodnik po Tunezji oraz album zdjęć z tego kraju i cykl reportaży z niego.



A przecież Ela jest również, a może przede wszystkim, nie tylko podróżniczką i autorką książek i relacji, ale naukowcem. Doktorem religioznawstwa, orientalistką, iranistką i badaczką mistycznego islamu, szczególnie zainteresowaną tamtymi regionami świata. Oboje łączą, i piszą o tym także w recenzowanej książce, sacrum i profanum. Zwracając w trakcie swoich podróży uwagę również na sprawy zazwyczaj umykające „zwykłym” turystom. Nie mówiąc już o zwiedzających szybko, byle coś „zaliczyć”. Lisowscy starają się poznawać miejscowe religie i rytuały, obyczaje, fiesty itp., a tych, zwłaszcza w Azji, nie brakuje. Przy czym poznają wielkie cywilizacje i kultury w sposób, którego im zazdroszczę, bo ograniczony czas oraz finanse rzadko mi na to pozwalał i pozwala. A oni robią to w rytmie już trochę „niedzisiejszym”. Powoli, zatrzymując się także z dala od utartych szlaków i to niekiedy na dłużej, niż początkowo zamierzali. Chłonąc miejscowy, lokalny świat, poznając ludzi, ich życie, tradycje, wierzenia, a także miejscowe kuchnie i potrawy oraz napoje.

O których potrafią pisać smakowicie, ale i kompetentnie, nierzadko nawet z przytoczeniem receptur, czy relacjami z obserwacji kucharzy przy pracy. Najnowsza książka krakowskich autorów, „Ogień i monsun. Indonezja z bliska”, jest, jak wspomniałem na wstępie, znakomitą, chociaż trochę nietypową pozycją w naszej literaturze podróżniczej. Nie jest bowiem relacją z jednej podróży po krajach Azji południowo – wschodniej, lecz ze stopniowego jej odkrywanie w ciągu niekiedy wielu lat. Nadal określają ten region historyczną już nazwą Indochiny. Obecny Wietnam, Laos i Kambodżę, chociaż również z ostatniej, lub wcześniejszych, podróży lub odniesieniami do nich, po państwach sąsiednich. „Indochiny nas uwiodły – piszą – na długo, zanim tam dotarliśmy”. Wyjaśniając nieco dalej, dlaczego nadal posługują się dawnym określeniem tego obszaru Azji: „Obarczona kolonialnym dziedzictwem nazwa Indochin, zacytuję, wywołuje grymas na twarzach uczestników naukowych konferencji, doskonale jednak oddaje istotę kultury tej części Azji”.

Trudno się z nimi nie zgodzić, gdyż przekonywująco opisują związki i przenikanie się lokalnych kultur, religii i duchowości, wietnamskiej, tajskiej czy khmerskiej, ze wpływami sąsiadów: chińskiej i indyjskiej. Co przyniosło fascynujące efekty, opisywane przez nich ciekawie i pięknie. Łącząc obserwacje, wrażenia i przeżycia w trakcie jednej, ostatniej tam podróży, podczas której dotknęło ich „życiowe tsunami”, z wcześniejszymi, nawet o wiele lat, obserwacjami i przeżyciami. Zwracając uwagę na zmiany, nie zawsze korzystne, w miejscach, w których już niegdyś byli. Podkreślając jednak: „Modernizacja zmieniła wiele w codziennym życiu mieszkańców Tajlandii i w ogóle Indochin, nie dotarła jednak do sfery tajemnej – między nią, a mieszkańcami tej części świata utrzymuje się pełen szacunku respekt.” Klamrą rozpoczynającą i kończącą tę książkę jest, jak to określili, „życiowe tsunami”, które dopadło ich w trakcie tej podróży i zmusiło do wcześniejszego powrotu do kraju. Jednego sierpniowego dnia rano spłonęło niemal doszczętnie ich mieszkanie w Krakowie, z całym życiowym dorobkiem, książkami, dokumentami, zdjęciami, pamiątkami z podróż

Oraz, stratę tę odczuli szczególnie, z kilkoma kotami, z których przeżyła tylko jedna stara kotka. O czym dowiedzieli się z SMS-a od przyjaciół w chwilę po… obrabowania ich na ulicy kambodżańskiej stolicy Phnom Penh z paszportów, kart kredytowych i pieniędzy, także „żelaznej rezerwy” dolarowej na nieprzewidziane sytuacje. Pytanie, jak tak doświadczeni podróżnicy mogli trzymać to wszystko w jednym miejscu, w przewieszonym przez ramię plecaczku Andrzeja zerwanym, z przewróceniem go na ziemię, przez szybko uciekającego po tym rabunku „przyjaznego motocyklistę”, pozostało bez odpowiedzi. Relacja, jak dużo czasu pochłonęła realizacja decyzji o natychmiastowym powrocie do Krakowa z kraju, w którym nie ma polskiego konsulatu, a zgoda na wyjazd na podstawie zastępczych paszportów wystawionych przez francuski, który w takich sytuacjach zastępuje polski, wymaga wizy wyjazdowej i pokonania lokalnych barier biurokratycznych, to ciekawa i pouczająca lektura także dla innych, udających się tam rodaków.

Jeszcze bardziej jednak zamykająca książkę relacja autorów o bezinteresownej pomocy przyjaciół, ale i nieznanych im ludzi, w odbudowie, gdyż aż tak wielki musiał być remont krakowskiego mieszkania. Do którego mogli wrócić dopiero po 10 miesiącach od momentu opuszczenia go w drodze do Azji. Czytając tę relację trudno wręcz uwierzyć w skalę życzliwości i ofiarności innych ludzi w naszych czasach. Czy było to możliwe tylko w Krakowie i dlatego, że dotyczyło podróżników tam znanych oraz popularnych? Między tymi dwiema klamrami „tsunami” zawarta jest na blisko 300 stronach relacja z krajów i miejsc coraz liczniej odwiedzanych przez naszych rodaków, ale poznawanych przez większość z nich raczej powierzchownie. Autorzy przybliżają czytelnikom dosyć gruntownie dawne kraje francuskich Indochin: Wietnam, Laos i Kambodżę. Ale również Tajlandię (wcześniej Syjam) oraz Birmę (Mjanma), przynajmniej w przygranicznym z nią mieście Tachileik, z odniesieniami jednak do wcześniejszej podróży po najważniejszych miejscach tego fascynującego kraju oraz Malezji.

Przy czym nie są to informacje przewodnikowe, chociaż nie brak w książce także opisów zabytków, ciekawych miejsc, ich historii, legend oraz związanych z nimi ludźmi, w tym Polaków. Dominują tacy, z którymi spotykali się, lub, u których – głównie w prowadzonych przez nich hotelikach, restauracjach i jadłodajniach – mieszkali i żywili się. Przy czym w tych regionach świata preferują, nie tylko ze względu na ceny, gastronomię uliczną i bazarową. A bardzo interesuje ich także życie tubylców i lokalnych społeczności. Z miejscową kultura, obyczajami, wierzeniami, duchowością. W tym tak ważnych w życiu ludzi w tamtym regionie Azji, związków z duchami przodków. Budowaniem „domków dla duchów” obok domów mieszkalnych, nowoczesnych hoteli, centro biznesu, czy gmachów użyteczności publicznej i składanie im ofiar z prośbami o życzliwość. Są opisy udziału autorów, na zaproszenie niekiedy przypadkowo spotkanych ludzi, w czuwaniu przy zmarłych, biesiadach z duchami przodków, z przysmakami dla nich, ale i karmieniem obecnych żywych, paleniem kadzidełek oraz innymi obyczajami. Stosowania w praktyce powszechnie zasady: „Jeżeli ktoś patrzy, że jesz, powinieneś zaproponować mu poczęstunek”.

Szalenie interesujące są częste spotkania i rozmowy z mnichami w buddyjskich klasztorach, ale i z imamem w meczecie, czy w kapłanami w świątyniach chrześcijańskich. Sceny porannych wędrówek mnichów z miseczkami po ofiarowywany im przez mieszkańców ryż, warzywa i owoc. Żywią się bowiem tylko tym, co otrzymają bezinteresownie, zgodnie z odwiecznym obyczajem, od innych. Ciekawe i mało u nas znane są opisane obchody dorocznego miesiąca „błąkających się” Głodnych Duchów. Tradycji jeszcze sprzed narodzenia się buddyzmu, konfucjanizmu i taoizmu. Z zasadami, do których stosuje się również wielu przebywających tam wówczas cudzoziemców: nie przebywania w nocy poza budynkami, bo może to być niebezpieczne. Jak głębokie są tam związki profanum i sacrum, mogą świadczyć powszechne w Azji przesądy, wiara w zabobony, korzystanie z porad astrologów. Nawet w stosunkowo ateistycznym Wietnamie ludzie niewierzący, czy niedowierzający, piszą autorzy, korzystają z porad astrologów przed podróżą, ślubem czy otwarciem nowego biznesu i innych czekających ich wydarzeń. Powszechna jest tam również wiara w przeznaczenie.

Osobny temat, to talizmany. Różnorodne, do nabycia w wielu miejscach, taniutkie i bardzo drogie. W Tajlandii nie kupuje się ich, lecz „wypożycza”. Oznaką błogosławieństwa mnichów są, wiązane przez nich na przegubach ludzi, kolorowe nitki. Które także cudzoziemcy często noszą, dopóki same im nie spadną. Jednym z wielu ciekawych miejsc, o których piszą autorzy, było sanktuarium ducha Mae Naka, jednego z najpopularniejszych w Tajlandii demonów. Z ciekawą legendą przy okazji o innym: częściowo spalonej księżniczce Krasue. Podróżując po Indochinach, a następnie pisząc o nich, autorzy korzystali też z relacji francuskiego podróżnika Henriego Klouhota z roku 1858. Którego odkrycia zapoczątkowały zainteresowanie słynnymi obecnie (Lista UNESCO) świątyniami khmerskimi w Kambodży. Inną przypomnianą postacią jes,t podróżujący po ówczesnym Syjamu w 1657 roku, polski jezuita Michał Piotr Boyn. Misjonarz w Chinach, orientalista, jeden z pierwszych europejskich sinologów. Czy współczesny nam architekt Kazimierz Kwiatkowski.

To on ratował w Wietnamie zabytkowy kompleks My Son, ze świątynią z IV-XV w. i pałacem cesarskim z XVII. W mieście, które w XVI-XVII wieku było, zdaniem Japończyków i Chińczyków, najlepszym miejscem do handlu w Azji południowo wschodniej. Tamtejsze sanktuarium królestwa Czampa w dżungli z II-XV w. Kompleks bardzo zniszczony przez amerykańskie „latające fortece” B-52, „Wietnamskiego Angkor”, w którym ocalały jednak ruiny 30 świątyń. Wraz z nim ratował je zespół polskich konserwatorów, przez wiele lat praktycznie bez wynagrodzenia. Najpierw mieszkali w zbudowanych przez siebie szałasach, później w odbudowanej pierwszej świątyni. To również Kazimierzowi Kwiatkowskiemu zawdzięcza zachowanie cennych zabytków 50-tysięczne obecnie miasteczko Hai An, w którym mieszkają i pracują znakomici krawcy. Zajął się jego ratowaniem w 1980 roku, doprowadził do wpisania go w 1999 r., w dwa lata po jego śmierci, na Listę Dziedzictwa UNESCO. Miejsc i zabytkowych obiektów opisanych w książce przez jej autorów są dziesiątki.

Zarówno tak sławnych, jak najważniejsze tajskie w Bangkoku, Ajuthai, Sukhotai, Czang Mai. Wietnamskim Hanoi i Sajgonie czy w Laosie oraz Kambodży. Jak i mało lub prawie u nas nieznanych, np. wspomniane już Hai An i sanktuarium My Son, świątynia Asanha Bucha w Czang Mai, czynowa, budowana jeszcze w Czang Rai, w pobliżu Złotego Trójkąta na Mekongu, nowa Biała Świątynia – Wat Rong Khun. Dzieło artysty Ajarna Chalermchai Kositpipata, z którym współpracuje jego 80 uczniów, mających kontynuować budowę po jego śmierci. Piękno i nowatorstwo tej świątyni, którą można podziwiać na zdjęciu wykonanym przez Andrzeja Lisowskiego, obok zamieszczonych w książce prawie 150 innych, w tym wielu znakomitych obojga autorów, porównywane jest z dziełami Gaudiego (Sagrada Familia w Barcelonie) i Hundertwassera (w Austrii). Ciekawe są też opis i wrażenia z dosyć młodej, bo z 1820 r. świątyni buddyjskiej i sanktuarium Pak On w laotańskim miasteczku nad Mekongiem, Huay Xai. To tylko przykłady, które można mnożyć.

Podobnie jak inne tematy, np. niespieszny rejs po Mekongu z Kambodży do Tajlandii, z postojem i noclegiem w ciekawym miasteczku Pisząc o historii krajów i dziejach zabytków, autorzy nie zapominają również o ich tragicznej historii w XX wieku. Związanej przede wszystkim z wojną wietnamską. W Wietnamie tylko wskutek zastosowania przez USA trującego herbicydu „Agent Orange” do niszczenia roślinności, zmarło ponad 400 tys. ludzi, a pół miliona dzieci urodziło się z wadami lub dolegliwościami. Czy o mało znanej wojnie w Laosie podczas konfliktu wietnamskiego, gdzie usiłując zamknąć szlaki zaopatrzenia komunistycznego Wietkongu (Vietcong) Amerykanie zrzucili ponad 2 miliony bomb na wioski, pola, drogi i ludzi. Wybuchy niewypałów stanowią tam nadal zagrożenie i przyczyny strasznych okaleczeń. Autorom przypomniał to koncert inwalidów, ofiar pól minowych, którego słuchali. Opisów i scen, ale także historii i legend, które czytałem ze szczególną uwagą i przyjemnością, jest w tej książce mnóstwo. Z Bangkoku, połączonej z osobistymi wspomnieniami autorów z kilku do niego podróży, ciekawostkami i informacjami.

Ze znakomitymi relacjami ze świątyni Wat Pho z odpoczywającym Buddą i kilku innych. Czy „kociego raju” w stolicy Tajlandii, ale również historii tamtejszego klubu dziennikarzy. Z kambodżańskiego kompleksem (Lista UNESCO) Angkor Wat. Autorzy kochają zwierzęta, posiadają koty, trudno dziwić się, że sporo bardzo ciepłych uwag poświecili też laotańskim słoniom. Szczególnie wzruszająca jest historią osieroconego słoniątka, dla którego nową matką stała się jego karmicielka, najpierw smoczkiem z butelki, i opiekunka. Tak dalece uznana przez niego za matkę, że gdy poleciała na jakiś czas do Londyny, to musiała natychmiast wracać, gdyż słonik przestał bez niej jeść. A po powrocie nie odstępował jej, jak pies, ani na chwilę. Dla kontrastu są relacje z miejsc, w których autorzy, czy jedno z nich, byli przed laty i opisują, co się w nich zmieniło. Nie zawsze na lepsze. W historycznym, zabytkowym mieście Luang Prabang w Laosie, niegdyś żyjącym w zwolnionym tempie, obecnie jest głośno i szybko.

Poranna procesja mnichów buddyjskich po codzienną porcję jedzenia ofiarowywanego im przez mieszkańców, będąca nie tylko tam sakralnym rytuałem od wieków, z okazywaniem im szczególnego szacunku, stała się dla zagranicznych turystów, czy określając to brutalnie „turystycznej stonki”, jeszcze jedną atrakcją „do zaliczenia”. Widowiskiem, jak opisują je autorzy, z wrzeszczącym tłumem, fotografującym, także „selfi”, nagabującym mnichów, co jest niedopuszczalne, i kupującym im w zamian… najtańszy ryż. To tylko jeden z przykładów i opisów, który aż rodzi pytanie: czy współczesna, masowa turystyka w jej obecnej postaci nie staje się przekleństwem ludzkości? A przynajmniej najliczniej odwiedzanych miejsc, zabytków, miast i ich mieszkańców. Tylko po to, aby je „zaliczyć”, zaimponować znajomym zdjęciami „selfi”, nie zaś poznać ich historię, ludzi, kulturę, tradycje, wierzenia, obyczaje i kuchnię.

W tej książce nie brak zresztą i innych pytań, także filozoficznych. Przykłady mógłbym przytaczać jeszcze długo. Ale po co? Przecież „Ogień i monsun. Indochiny z bliska” trzeba po prostu samemu przeczytać, nie ograniczając się do jej omówienia i przykładów wybranych przez recenzenta. Książkę tę, jak również znajdujące się w niej zdjęcia, powinni poznać przede wszystkim ludzie, którzy chcą o tamtym regionie świata dowiedzieć się czegoś nowego, ciekawego, przy czym świetnie napisanego i opisanego. Tak jak ja, chociaż byłem tam już nie raz i wiele w Azji zobaczyłem, poznałem i przeżyłem. Ale wiedza, odczucia i refleksje z podróży świetnych autorów po niej robią na mnie duże wrażenie. Nie mam wątpliwości, że zasługują oni na kolejną nagrodę do ich kolekcji.
Globtroter Cezary Rudziński

Holandia. Travelbook. Wydanie 1

Holandii oraz osobno jej stolicy, Amsterdamowi, poświęcono już sporo przewodników turystycznych w języku polskim. Na uwagę zasługuje jednak szczególnie najnowszy, polskich autorów, wydany w Bezdrożach w serii travelbooków. Poza jego zwięzłością, ale z merytoryczną kompetencją, blisko 150 kolorowymi zdjęciami, 9-cioma mapkami i planami, 5-cioma dużymi 2-3 stronicowymi wkładkami tematycznymi oraz wyjątkowo wieloma, bo 72-ma, informacjami i ciekawostkami w ramkach, zawierano także bardzo przydatne nowości. Przede wszystkim „ściągi”, co przede wszystkim obejrzeć w najsłynniejszych muzeach, gdy na ich dokładniejsze zwiedzenia brak czasu. Oczywiście z radami, jak za to zapłacić najmniej – przede wszystkim kupując Amsterdam City Card lub OV-chipkaart – gdyż wstęp do holenderskich muzeów nie jest tani. Podobnie jak komunikacja, nie tylko miejska oraz wiele innych wydatków, bez których turysta obejść się nie może. Zgodnie ze schematem tej serii travelbooków, także ten przewodnik rozpoczyna się od rad i sugestii, jakie atrakcje trzeba w Holandii zobaczyć, lub przeżyć przede wszystkim. Po pięć: Urokliwych miasteczek i wiosek; Muzeów wielkich malarzy; Wielkich muzeów sztuki; Osobliwości z Listy UNESCO; Holandii odbijającej się w wodzie oraz Niezwykłych imprez, a także cztery Zespoły wiatraków.

Wybranych trafnie, na ile znam ten kraj z pobytów w nim, chociaż nie we wszystkich wymienionych obiektach i miejscach już byłem. Dwa rozdziały wstępne: „Informacje praktyczne” z „Informatorem A-Z” i „Informacje krajoznawcze” zawierają to, co turysta wiedzieć musi oraz powinien, bo może być mu potrzebne. Jakichś szczególnych przepisów czy ograniczeń w tym kraju zresztą brak. Bo np. zakaz spożywania alkoholu w miejscach publicznych obowiązuje już zarówno w Polsce, jak i w większości krajów europejskich. Ciekawostką rzadko stosowaną gdzie indziej, jest natomiast obowiązek dwukrotnego zbliżania karty do czytnika w pojazdach komunikacji miejskiej: przy wsiadaniu i przy wysiadaniu. „Informacje krajoznawcze” to oczywiście charakterystyka geograficzna kraju, klimat, przyroda, ustrój, społeczeństwo. Ponadto historia z Kalendarium historycznym od ok. 3000 r. p.n e. do roku 2013, gospodarka, kultura i sztuka. Z obszerniejszą częścią poświęconą holenderskim wiatrakom i miastom – fortecom, a także literatura, film oraz kuchnia. Z dosyć krytyczną oceną tradycyjnej holenderskiej, ale i informacją, jak bardzo ciekawe oraz różnorodne są kuchnie imigrantów, zwłaszcza indonezyjska.

Najobszerniejszą część tego przewodnika stanowi prezentacja i omawianie zabytków, ciekawych obiektów, miejsc i innych atrakcji kraju w jego podziale na pięć regionów. Amsterdam i Holandia północna; Rotterdam i Holandia południowa, Utrecht, Geldria i Overijssel; Brabancja północna, Limburgia i Zelandia oraz Groningen i Fryzja. O każdej zwięźle, ale rzeczowo, z uwzględnieniem najważniejszych faktów z historii, a także omawianiem tego, co przede wszystkim warto zobaczyć. W przypadku dużych miast według ich dzielnic i części, najcenniejszy zabytków z ich nazwami, adresami, charakterystyką oraz wyróżnionymi kolorem wiśniowym dniami i godzinami otwarcia oraz cenami biletów. Z informacją, że płaci się również za wstęp do historycznych kościołów poza godzinami mszy, podczas których jednak nie można ich zwiedzać. Na końcu każdej z tych części znajdują się informacje praktyczne na temat dojazdu, komunikacji, noclegów i wyżywienia. Wspomniane duże wkładki poświęcone są tematom: „Zuiderzeewerken – praca w zatoce Zuiderzee”; „Wiatraki, chodaki i ser”; „Brabancja Północna i Vincent van Gogh”; „Wyspy Zachodniofryzyjskie”; „Udział Polskich Sił Zbrojnych w wyzwoleniu Holandii”. Wiele interesujących faktów i ciekawostek zawierają krótkie informacje w ramkach włamanych w tekst. Na końcu przewodnika jest mini słowniczek polsko- niderlandzki z podstawowymi zwrotami, indeks oraz informacja o autorach.
Globtroter Cezary Rudziński

Manaslu. Góra Ducha, Góra Kobiet

Książka Moniki Witkowskiej to relacja z wyprawy autorki na znajdujący się w Himalajach ośmiotysiecznik Manaslu (8156 m n.p.m.), pod względem wysokości ósmą górę świata. Nie jest to typowa relacja ze wspinaczki, uzupełnia ją zbiór różnego typu ciekawostek, anegdot i interesujących historii dotyczących zarówno himalaizmu, jak i przyrody czy życia Nepalczyków. Z lektury dowiemy się: dlaczego Manaslu nazywane jest Górą Ducha i kojarzy się z samogonem, o czym opowiadają nepalskie bajki, a także czy sępy sępią, jak wygląda lokalna tarantula i jaki sprzęt warto zabrać na wyprawę.
https://monitorkulturalny.pl/
1 2 3 ... 575 > »