ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »
1 2 3 ... 577 > »

Mediolan. Michelin. Wydanie 1

Baśniowo wręcz piękna katedra, „Ostatnia wieczerza” Leonarda da Vinci w refektarzu dawnego klasztoru Cenacolo Vinciano oraz Teatro della Scala, to najsłynniejsze zabytki i atrakcje Mediolanu. I chociażby tylko dla nich warto pojechać do tego miasta na północy Włoch. Do zobaczenia oraz przeżycia jest tam oczywiście o wiele więcej. Kto jeszcze tam nie był, przekonać się o tym może czytając wydany przez Bezdroża w polskim tłumaczeniu przewodnik Michelina. Który poza tytułowym Mediolanem obejmuje także pobliską Krainę Jezior, z tak przepięknymi jak m.in. Maggiore, di Como i di Garda. Przewodnik ten przeznaczony jest przede wszystkim dla turystów weekendowych, wybierających się tam na krótko, lub tych, którym wystarczają tylko podstawowe informacje „w pigułce”. Przy czym poręczny w użyciu, lekki i nie zabierający wiele miejsca. A takie są w tej właśnie serii. Wzbogacone o plany i mapki - w tym przypadku 10 oraz bogato – blisko 90 kolorowych zdjęć – ilustrowane. Zgodnie z jej koncepcją zawierają one dwa rozdziały wstępne: Informacje praktyczne i Zaproszenie do podróży oraz części przewodnikowe. Oba wstępne zawierają to, co dla turysty jest najważniejsze.

Informacje o dojeździe różnymi środkami transportu, poruszaniu się na miejscu, z zachętą do korzystania z Milano Card, gdyż za 6,50 € dziennie lub 13 € w przypadku trzydniowej, można do woli korzystać z komunikacji miejskiej oraz zwiedzać muzea – w niektórych upoważniają one tylko do zniżki. Ale ta ostatnia przysługuje również w niektórych restauracjach i sklepach. Są, oczywiście, informacje o noclegach w różnych obiektach i cenach, nie tylko hotelach. Restauracjach z obowiązującymi w nich zwyczajami, m.in. zakazowi palenia, a także przykładowymi lokalami i cenami w nich. Podobnie o barach i kawiarniach oraz rozrywkach: pubach i klubach, muzyce, teatrach, kinach, galeriach sztuki i wzornictwa. Trochę bezsensowna w tym miejscu jest jednak informacja o odbywającej się w mieście, od 1 maja do 31 października 2015 roku wystawie EXPO.

Prawdopodobnie aktualna w momencie pisania oryginału tego przewodnika, ale przetłumaczona i bez zastanowienia opublikowana w polskiej wersji jak musztarda po obiedzie. W tym rozdziale wstępnym są też informacje o możliwości robienia zakupów ze wskazaniem przykładowych branż i placówek. W „Zaproszeniu do podróży” są w ogromnym skrócie informacje o dziejach Mediolanu, miejscowej sztuce i architekturze, a także kulturze, do której obok literatury, teatrów i kin, mody i design, zaliczono, chyba słusznie, także kuchnię. Główna część przewodnika, to prezentacja, również bardzo skrótowo, zabytków, ciekawych miejsc i innych atrakcji w podziale na dzielnice miasta oraz jego najbliższe okolice. Z bardzo przydatnym dla tych turystów, którzy dysponują ograniczonym czasem, systemem oznaczania rangi tych obiektów, lub ich detali, gwiazdkami od 1 (lub bez nich) do 3.

Podobnie omawiane są, w osobnym rozdziale, atrakcje Bergamo i Krainy Jezior. W treść przewodnika włamane są w ramkach ciekawe informacje monotematyczne. Niewiele, szkoda jednak, że brak ich spisu. Poświecone są bowiem tematom ważnym i ciekawym. Wzbogacającym przewodnik oraz wiedzę jego czytelników i turystów. „Dni wolne od pracy”. „Nieochrzczony biskup” (Ambroży, ok.337-397 r.). „Maski i bergamaski” (teatrów Comedia del’ arte). „Konferencje w Stresie” (miasteczko koło Arony). „Ród Boromeuszy”. „Sacri Monti” (Lista UNESCO, miejsca modlitwy w płn. Włoszech i Piemoncie). „Madonna del Ghisallo” (kaplica patronki rowerzystów). W sumie ładnie wydan, poręczny przewodnik z mnóstwem podstawowych, ale niezbędnych bądź przydatnych informacji i zdjęć.
Globtroter, Cezary Rudziński

Ostatni. Prawdziwa historia żołnierza warszawskiej mafii

JAK BUDYŃ BUDDYSTĄ ZOSTAŁ Na deser pozycja kryminalna, bardziej reportażowa niż socjologiczna. W zasadzie takich książek nie lubię, ale co zrobić, jak „mus”. Budyń (niemal każdy gangster mafijny miał ksywkę), czyli Piotr Mudyn z żoliborskiego Wawrzyszewa opowiada Marzenie Matuszak swój pełny życiorys. I nie ma podstaw, by w te opowieści nie wierzyć.

Autorka, która do napisania tej książki szykowała się co najmniej rok: zbieranie materiałów, opra- cowanie opowieści, odwiedzanie miejsc i poznawanie ludzi związanych z Budyniem, studiowanie akt, itd. -wychowywała się w tych samych miejscach, co jej bohater. Więcej, są oboje w podobnym wieku. Dziękuje też Piotrowi za zaufanie, co nie znaczy, że nie jest to książka o przemocy i o trupach, jakie ścielą się gęsto (słynna strzelanina na Woli w eleganckim dziś Klifie).

Ofiarą porachunków konkurujących grup pada też brat Piotrka, Artur. Niemniej jest to historia przemiany człowieka z bezwzględnego gangstera w spokoj- nego wyznawcę Buddy, w człowieka jaki wrócił do normalnego społeczeństwa. I o tym jest ta opowieść. Polecamy.

Moskwa. Michelin. Wydanie 1

Rosja nie należy współcześnie do popularnych kierunków podróży naszych turystów. Z wielką stratą dla nich, bo kraj ten ma tysiące wartych poznania zabytków, obiektów i miejsc nie tylko w Moskwie i Petersburgu, ale w dziesiątkach innych miast. Zwłaszcza – ale nie tylko – w europejskiej części tego największego pod względem powierzchni państwa świata. Chociażby, a to tylko przykłady: na „Złotym pierścieniu” starych, historycznych miast dookoła Moskwy, niemal u nas nieznanym „Srebrnym pierścieniu” w północno –zachodniej części kraju (Petersburg, Psków, Nowogród Wielki, Kiży, Sołowki, Karelia) czy nad Wołgą. Nie mówiąc o niezliczonych muzeach, w tym światowej rangi, ofercie kulturalnej, zwłaszcza nie wymagającej znajomości języka muzycznej i operowej, wystawienniczej itp. Przyczyn tego znikomego, w stosunku do atrakcji turystycznych, które oferuje Federacja Rosyjska, zainteresowania u nas podróżami do niej jest co najmniej kilka. Fatalne obecnie stosunki polityczne między naszymi krajami i, co stwierdzam z ubolewaniem, bo wszelkie tego rodzaju uprzedzenia uważam za szkodliwe, rusofobia części społeczeństwa. Przede wszystkim wśród tych, którzy nigdy tam nie byli, a nawet nie zdołali poznać osobiście żadnego Rosjanina czy Rosjanki. Nie bez znaczenia są wizy.

Rosja, obok Białorusi, ale na nią można już wyjeżdżać bez nich do 5 dni, chociaż tylko samolotami przez Mińsk lub drogami do Grodna i rejonu grodzieńskiego oraz do Puszczy Białowieskiej, to ostatnie dwa kraje Europy, wjazd do których obywateli Unii Europejskiej wymaga wizy, od czego zdołaliśmy się już odzwyczaić. A na marginesie kwestii wiz: trudno mi zrozumieć, dlaczego UE godzi się na „asymetryczne prawa wizowe”. Bo obywatele Rosji i Białorusi otrzymują wizy turystyczne na 3 miesiące i mogą podróżować po strefie Schengen dokąd i kiedy chcą. Natomiast same wydają je cudzoziemcom (pomijam wizy wielokrotne, biznesowe itp.) tylko na okres, na które mają oni wykupione vouchery na noclegi w hotelach, lub świadczenia w biurach podróży, ewentualnie indywidualne zaproszenia od rodziny, znajomych, z instytucji itp. I w każdym miejscu, w którym zatrzymują się, muszą się meldować.

W Rosji nie obowiązuje już co prawda sowiecki wymóg uzyskiwania zgody na wyjazd do każdej miejscowości poza Moskwą i Petersburgiem (d. Leningradem), ale to mała pociecha. Widoczny jest też wyraźny brak zainteresowania władz Rosji, a chyba i tamtejszej branży turystycznej, przyjazdami do niej polskich turystów. Nie ma jej promocji ani narodowych stoisk na międzynarodowych targach turystycznych w Polsce. Pojawiające się na nich od czasu do czasu poszczególne miasta – pamiętam m.in. obecność przedstawicieli Pskowa z ciekawą ofertą, czy petersburskich hoteli, trudno traktować jako poważną zachętę do turystycznych wyjazdów w tamte strony. Trochę to próbują zastępować polskie biura podróży organizujące wycieczki, głównie do Moskwy i Petersburga oraz w ich okolice, ewentualnie nad Bajkał lub na Daleką Północ, rzadziej w inne miejsca.

Ale to nie zastąpi prawdziwej, współczesnej promocji walorów turystycznych kraju, zachęcającej do poznawania go. A atrakcje są tam niezliczone. Przy czym większy ruch turystyczny w obie strony i możliwość bezpośredniego poznawania się ludzi z obu krajów pomagałyby, nie mam co do tego wątpliwości nieźle znając Rosję i Rosjan, a potwierdził to także okres obowiązywania bezwizowego ruchu przygranicznego z obwodem kaliningradzkim, wzajemnemu poznawania się i przełamywaniu stereotypów, a w efekcie zbliżeniu. W przeszłości mieliśmy – wzajemnie – wiele trudnych, nawet dramatycznych okresów i wydarzeń, ale przecież „skazani jesteśmy” na sąsiedztwo, powinno więc ono być optymalnie dobrym i przyjaznym.

Wśród przyczyn niewielkiego zainteresowania wyjazdami turystycznymi naszych rodaków do Rosji trudno nie dostrzec także ubogiej w tym zakresie literatury podróżniczej w języku polskim, zwłaszcza przewodników. Chociaż można oczywiście dyskutować co jest tego przyczyną, a co skutkiem. Z tym większym zainteresowaniem zabrałem się do lektury nowego przewodnika Michelina po Moskwie wydanego w Bezdrożach. Oficynie systematycznie dostarczającej czytelnikom i potencjalnym turystom wiele ciekawych pozycji, nawet wyprzedzających większe zainteresowanie niektórymi kierunkami podróży. A w przypadku Rosji mającej bardzo skromny dorobek. Być może recenzowana przeze mnie nowość z tego obszaru przyczyni się chociażby w jakimś stopniu do wzrostu zainteresowania poznawaniem Moskwy i innych miejsc w Rosji.

Chociaż zaskoczony jestem, że wydano w tłumaczeniu przewodnik obcego autora. Czyżby nie było znających to miasto i kraj polskich, którzy uwzględniliby również tamtejsze polonica interesujące naszych rodaków? Podam jeden przykład. Brak w tym przewodniku chociażby wzmianki o dużej tablicy na ścianie budynku dawnego hotelu „Sewer”, później „Anglia” w zaułku Niemirowicza - Danczenki, upamiętniającej spotkania w nim w 1829 roku Aleksandra Puszkina z Adamem Mickiewiczem, z płaskorzeźbą obu poetów z „Jeźdźcem Miedzianym” w Petersburgu w tle. Ten króciutki zaułek odchodzi od pryncypialnej ulicy Twerskiej, w czasach sowieckich Gorkiego. Z budowlami i obiektami, nawet mniej ciekawymi, dosyć szczegółowo opisanymi w michelinowskiej „Moskwie”.

Przewodniku w sumie ciekawym, uwzględniającym mnóstwo miejsc i dotyczących ich informacji, ale niesłychanie skrótowo, z rażącymi pominięciami oraz trochę mylącym układem treści. Pomimo jego niedoskonałości wartego polecenia z braku lepszego i dokładniejszego. Bo korzystając z niego można poznać przynajmniej większość wartych tego zabytków i miejsc w rosyjskiej stolicy oraz dowiedzieć się o nich czegoś w podstawowym zakresie, a niekiedy całkiem sporo. Przewodnik zaczyna się od „Naszych podpowiedzi” – 11 rad i sugestii, co w Moskwie warto zobaczyć i przeżyć przede wszystkim. Generalnie trafnych, a zdołałem poznać to miasto nieźle, chociaż w ostatnich latach zmienia się ono dynamicznie, podczas wielu, nie tylko parodniowych pobytów, ale i dłuższych okresów systematycznego zwiedzania i poznawania go w ciągu kilkudziesięciu lat.

Propozycji pomijających niestety wiele równie ciekawych miejsc, na szczęście w większości uwzględnionych na dalszych stronach przewodnika. Z jego części wstępnej – „Informacje praktyczne” można sporo dowiedzieć się o wymogach wizowych i innych rosyjskich przepisach, dojeździe i poruszaniu się na miejscu różnymi środkami komunikacji oraz poznać kalendarz świat i imprez kulturalnych. W rozdziale „Zaproszenie do podróży” przedstawiona jest Moskwa, historia miasta i kraju, tamtejsza architektura oraz sławni mieszkańcy. Niesłychanie skrótowo, z pomijaniem niezwykle ważnych faktów. Z historii miasta na tle dziejów kraju czytelnik dowie się np. o pierwszym normańskim władcy, księciu Ruryku w Nowgorodzie (Wielkim), później o ks. Olegu, który w 882 roku zajął Kijów. I trochę o Rusi Kijowskiej oraz jej władcy Jarosławie Mądrym (1019-54).

Ale już nie o jednym z najważniejszych faktów w dziejach ziem ruskich i prawosławia – Chrzcie Rusi w 988 roku przez św. ks. Włodzimierza Wielkiego. Dwuwierszową wzmiankę o tym znajdzie dopiero kilka stron dalej w ramce „Najważniejsze wydarzenia w dziejach Moskwy”. To trochę tak, jak gdyby o chrzcie Mieszka I i jego drużyny wspomnieć dopiero wśród najważniejszych wydarzeń w dziejach… Krakowa lub Warszawy. W historii obecnej rosyjskiej stolicy jest wzmianka o księciu nowogrodzkim Aleksandrze Newskim, chociaż on z Moskwą nie miał praktycznie nic wspólnego, a później o jego synu Danielu (1261-1303), księciu moskiewskim od 1277 r. Ani słowa zaś o założeniu tego miasta w 1147 r. przez księcia Jurija Dołgorukiego. O nim, ściślej o jego liście z tą datą w którym jest wzmianka o Moskwie, są później tylko dwa wiersze w kalendarium.

Przy czym imię tego księcia w całym przewodniku pisane jest Jerzy, chociaż jego rosyjskim odpowiednikiem jest Georgij. Jeżeli chodzi o imiona, to bałagan w tym przewodniku jest spory. W jednych przypadkach stosowana jest ich wersja rosyjska, chociaż powszechnie przyjęta u nas jest polska, np. Anton, a nie Antoni Czechow, Michaił, a nie Michał Łomonosow. Raz jest Dymitr, w innych miejscach Dmitrij, podobnie Jurij i Jerzy, Konstanty i Konstantin itp. Zaskakujący jest wybór postaci w rozdziale „Słynni mieszkańcy”, którzy „Zapisali się w historii Moskwy”. Kilku książąt i władców, paru architektów, malarzy, pisarzy, piosenkarzy, ani jednego znaczącego kapłana. W sumie raczej dobór przypadkowy i chaotyczny. Uwzględnieni są np. Lenin, Stalin i… skompromitowany mer Jurij Łużkow, ale już nie Gorbaczow czy Jelcyn.

Część przewodnikowa podzielona jest na 3 tematy. „Dzielnice i zabytki Moskwy”, „Muzea Moskwy” i „Peryferie Moskwy”. O ile pierwszy i ostatni są uzasadnione, chociaż pominięć ciekawych oraz wartych poznania miejsc i obiektów jest sporo, to takie wyodrębnienie muzeów jest co najmniej dyskusyjne. Uwzględniono bowiem tylko Muzeum Sztuk Pięknych im. Puszkina oraz obie siedziby Galerii Tretiakowskiej. Natomiast z co najmniej kilkudziesięciu pozostałych ważnych moskiewskich muzeów część, w tym tak duże i znaczące jak Politechniczne, Teatralne, wszystkie kremlowskie, Galeria Sztuki Europejskiej i Amerykańskiej XIX i XX w, Historii Gułagu i wiele innych, omawianych jest na poszczególnych trasach zwiedzania. Przy czym zupełnie pominięto bardzo ciekawe Muzeum Filmu i Centralne Muzeum Kultury Muzycznej. Podobnie jak niektóre ważne monastery, historyczne siedziby – muzea na peryferiach stolicy: Archangielskoje i Abramcewo, czy słynne moskiewskie cmentarze.

Zwiedzanie miasta autor przewodnika proponuje według 11 dzielnic, a ścisłej regionów i zabytków miasta. Oprowadzając turystę po nich oraz obiektach na trasach. Uwzględnia ich mnóstwo, chociaż przeważnie poświęca im tylko króciutkie, parowierszowe informacje, czasami dodając ciekawostki z przeszłości i współczesności. Ale uważam to za najcenniejsze w tym przewodniku. Dodam, że stosowany w Michelinie system oznaczania gwiazdkami, od 1 do 3, skali atrakcyjności zabytków, obiektów i miejsc, pozwala przy ograniczonym czasie każdemu wybierać to, co uważa za najważniejsze lub najciekawsze. Nie brak jednak i wpadek. Propozycja zwiedzania zaczyna się na Placu Czerwonym. Pierwszym uwzględnionym obiektem jest, stosunkowo świeżej daty i dyskusyjnej urody, pomnik sowieckiego marszałka Georgija Żukowa. Który w rzeczywistości stoi nie na Placu Czerwonym, lecz sąsiednim Placu Maneżowym, vis a vis hotelu National i wylotu ulicy Twerskiej.

Ale jako region Placu Czerwonego autor przewodnika traktuje, co potwierdza również zamieszczona mapka, także sąsiednie ulice i place oraz stojące na i przy nich zabytki. Podobnie jest w przypadku pozostałych dzielnic proponowanych do zwiedzania jako osobne miejsca i tematy: Kreml, Kitaj Gorod, Sobór Chrystusa Zbawiciela, Arbat, Ulica Twerska, Plac Teatralny i ulica Pietrowka, Łubianka, Taganka, Zamoskworeczje i Monaster Nowodziewiczy. Na końcu każdej są w ramkach informacje jak do nich dojechać, gdzie przenocować i coś zjeść. Jak już wspomniałem, uwzględniają one co prawda nie wszystkie, ale przynajmniej najważniejsze zabytki, miejsca i obiekty rosyjskiej stolicy. Przewodnik wzbogaca ponad 70 kolorowych zdjęć oraz 11 planów i mapek. A także informacje i ciekawostki w ramkach włamanych w tekst. Niestety, nie uwzględnionych w spisie treści.

Natrafić na nie można więc tylko w trakcie lektury. A wiele jest ciekawych. Przykładowo: „Piękny i Czerwony” (oczywiście o tym placu). „Skromny człowiek” (Łomonosow). „Fałszywy Dymitr” (Samozwaniec i Maryna Mniszchówna). „Prezent księcia Iwana Kality” (przeniesienie siedziby prawosławnej metropolii z Włodzimierza na wzgórze kremlowskie w Moskwie). „Groźny do końca” (car Iwan IV). „Książę anarchistów” (ks. Piotr Kropotkin). „Arystokraci i artyści” (Arbat). „Isadora i Siergiej” (Duncan i Jesienin – chociaż według aktualnej wiedzy poeta nie „powiesił się”, lecz najprawdopodobniej został zamordowany przez policję polityczną). „Symbol terroru” (Łubianka). Na końcu przewodnika jest dosyć dokładny Indeks z oznaczeniem gwiazdkami rangi poszczególnych obiektów i miejsc, co także jest jego plusem.
Globtroter, Cezary Rudziński

Rubinowe oczy Kremla. Tajemnice podziemnej Moskwy

CZARNE NIE MOGŁOBY ISTNIEĆ BEZ BIAŁEGO, DOBRO BEZ ZŁA, KOBIETA BEZ MĘŻCZYZNY, TAK WIĘC KAŻDE MIASTO MUSI MIEĆ SWOJĄ JASNĄ I CIEMNĄ STRONĘ, SWÓJ AWERS I REWERS, SWOJĄ NADZIEMNĄ I PODZIEMNĄ CZĘŚĆ.

To nie jest kryminał! Spojrzałam na okładkę i pomyślałam „Hurra, coś dla mnie! Kryminał”. Tak wiem, nieszczególnie popisuję się w tej chwili, za to szczerze przyznaję do ignorancji, albowiem nazwisko autora (Jakim cudem? Dlaczego?) nic mi nie powiedziało. A to przecież Maciej Jastrzębski, od dwóch dekad związany z Polskim Radiem. Maciej Jastrzębski mieszka w Moskwie, obecnie na stałe, pełniąc rolę korespondenta Polskiego Radia w Federacji Rosyjskiej. Swoją wielką radiową przygodę rozpoczął dwadzieścia lat temu w radiowej Trójce, był także korespondentem w Mińsku, objechał z mikrofonem Europę. Słuchacze zawdzięczają mu wiadomości z pierwszej ręki, dotyczące Białorusi, Gruzji, Belgii, Włoch, Francji, Austrii, a także Iraku czy Afganistanu. Maciej Jastrzębski jest autorem książek „Matrioszka Rosja i Jastrząb”, „Krym: miłość i nienawiść”, „Klątwa gruzińskiego tortu”.

Druga twarz Moskwy. Ta prawdziwa? WSPOMNIAŁEM TĘ HISTORIĘ, ŻEBY ŁATWIEJ MOŻNA BYŁO ZROZUMIEĆ SZCZEGÓLNĄ ROLĘ, JAKĄ W ŻYCIU MOSKWIAN ODGRYWAJĄ PODZIEMIA. NIE SĄ TYLKO SIEDLISKIEM SZCZURÓW, PRZESTĘPCÓW I WYRZUTKÓW SPOŁECZNYCH. NIE SĄ TEŻ PARKIEM ROZRYWKI DLA SYMPATYKÓW EKSTREMALNYCH WRAŻEŃ, POSZUKIWACZY PRZYGÓD I SKARBÓW. WIELU MIESZKAŃCÓW ROSYJSKIEJ STOLICY TRAKTUJE PODZIEMNY LABIRYNT JAKO INTEGRALNĄ CZĘŚĆ MIASTA. JAK MIEJSCE, W KTÓRYM MOŻNA ZNALEŹĆ SCHRONIENIE, DOTKNĄĆ HISTORII I W KTÓRYM RODZĄ SIĘ LEGENDY.

ZDAŁEM SOBIE SPRAWĘ, ŻE PODZIEMNA MOSKWA TO NIE TYLKO TUNELE, PIWNICE I BUNKRY, ALE RÓWNIEŻ SFERA DZIAŁALNOŚCI, CZYJŚ SPOSÓB NA ŻYCIE. ZROZUMIAŁEM, ŻE KAŻDEGO DNIA MNIE, ZWYKŁEGO CZŁOWIEKA ODDZIELA OD TEGO „MENTALNEGO PODZIEMIA” JEDYNIE KRUCHA SZYBA. NA ULICY, W SKLEPIE, W RESTAURACJI OCIERAM SIĘ O LUDZI, KTÓRZY NALEŻĄ DO MROCZNEGO ŚWIATA ŻĄDZ, LĘKÓW I PRZEMOCY. PODZIEMNA MOSKWA, INNA NIŻ TA, O KTÓREJ PISAŁEM DO TEJ PORY, TAKŻE ISTNIEJE.

Rubinoweoczy-okladka-recenzje-booknieci Fascynujący reportaż Autor zabiera czytelnika na wycieczkę po Moskwie. Nie tej dostępnej dla wszystkich, z pięknymi cerkwiami, Kremlem, Placem Czerwonym. Ale tej, o której istnieniu gros ludzi (jak ja, jeszcze do wczoraj) nie ma pojęcia. Ktoś, kto nie jest pasjonatem, kogo nie interesowały dotychczas kwestie oscylujące wokół historii tego skądinąd niezwykłego miasta, po lekturze „Rubinowych oczu Kremla. Tajemnice podziemnej Moskwy”, może szeroko otworzyć oczy ze zdziwienia.

Cała moja mikra, zahaczająca o wstydliwe wręcz dyletanctwo, wiedza na temat stolicy Rosji ograniczała się dotychczas do kilku charakterystycznych miejsc i faktów. Krem, Plac Czerwony, rzeka Moskwa, Galeria Trietiakowska, Mauzoleum Lenina, sobór Chrystusa Zbawiciela, a w tym wszystkim ciekawostka: Moskwa (jej aglomeracja) liczy sobie ponad dwanaście milionów mieszkańców. Przyznaję, że to wiedza uboga. Dlatego książka Macieja Jastrzębskiego jest dla mnie takim odkryciem.

800 lat historii Rosjan można albo kochać, albo nienawidzić. Jest to naród, z który z pewnością nie wzbudza letnich uczuć. Poszarpany latami wojen, ciężkim butem komunizmu i „ojcami narodu”, którzy do dzisiaj w niektórych intensyfikują niezrozumiały sentyment (spójrzmy chociażby na wciąż istniejące Mauzoleum Lenina!), ma swój specyficzny tok myślenia, swoje priorytety. Jednakże nie o tym mowa, choć ten fakt ma ogromny wpływ na fabułę tej zadziwiającej książki. Maciej Jastrzębski sięga w epilogu do narodzin Moskwy jako stolicy. To przepiękna historia z nutką baśni, dokraszona klątwą. Co wyjaśnia zresztą umiłowanie Rosjan do wiary w gusła, przesądy, a co za tym idzie – małe fortuny wydawane w gabinetach jasnowidzów i wróżbitów. Można śmiało rzec, co nawet nie jest sugestią autora, że Moskwa jest miejscem (tak miejscem, nie tylko miastem) magicznym.

Podziemia pod rubinowymi oczami Kremla Wiecie, czym są owe rubinowe oczy? To czerwone gwiazdy na budynku Kremla, podświetlane nocą, a zainstalowane na prikaz Stalina. Patrzą na stolicę czujnie. Zaś same podziemia… nie, to nie tylko imponujące, rozległe i jedyne w swoim rodzaju moskiewskie metro pełne rzeźb, żyrandoli czy mozaik. Podziemia to także owiane tajemnicą korytarze i ich odnogi zamieszkiwane przez bezdomnych i stwory nie z tego świata. To metro 2, zwane D-6, równie sekretne jak strefa 51. To święte miejsce dla diggerów, poszukiwaczy skarbów i zagadek.

Autor w swojej książce porusza nie tylko kwestię Liberii, czyli księgozbioru Iwana IV Groźnego, w której istnienie tyle samo osób wątpi, co wierzy. I jeśli jest, to gdzieś dobrze ukryta, a zawiera księgi będące mokrym snem wielu możnowładców. Samo domniemane pojawienie się ich na terenie Rosji jest już bardzo ciekawe, tak samo przypowieść o tym, dlaczego Kreml powstał w tym miejscu, w którym powstał i dlaczego kryją się pod nim sekretne tunele.

W gawędziarskim reportażu Macieja Jastrzębskiego podziemia mają nie tylko charakter fizyczny, ale wielowymiarowy. To nisza, w której kryją się bezdomni. To rosyjscy gangsterzy i ludzie z półświatka. To nowi oligarchowie, to maniacy odkrywania enigmy, to w końcu kobiety poszukujące książąt z bajki. Cały świat, który jest transparentny dla większości. To powracający temat kopalni diamentów znad rzeki Popigaj i los górników tam pracujących. I wiecie co? To książka zdecydowanie warta przeczytania.

Rubinoweoczy-okladka-recenzje-booknieci

Jeszcze tyle do odkrycia! Nie ukrywam, że nie przepadam za książkami reportażowymi. Nigdy nie ciągnęło mnie do lektur tego rodzaju. Jednakże pan Maciej ma wyjątkowy talent do opowiadania.

Książka podzielona jest konsekwentnie na osobne „podziemne” zagadnienia, nic się w niej nie miesza, nie plącze. Niektóre z informacji brzmią niewiarygodnie, ale rany koguta… ileż my, szarzy zwykli ludzie, jeszcze nie wiemy! Wszak żaden rząd nie udostępni społeczeństwu ot tak najpilniej strzeżonych tajemnic, ale to my możemy ubierać je we własne domysły, teorie spiskowe i oddać we władanie pracującej na wysokich obrotach wyobraźni.

„Rubinowe oczy Kremla. Tajemnice podziemnej Moskwy” będą idealnym przewodnikiem dla tych, którzy wybierają się do stolicy Rosji, a chcieliby nieco zboczyć z utartych turystycznych szlaków.

Ach, i jedyne, co mogłabym książce zarzucić, to ciut za mała czcionka.
booknieci.pl, Magdalena Czmochowska

Ostatni. Prawdziwa historia żołnierza warszawskiej mafii

Dostać zlecenie na zabójstwo to dowód zaufania. Dostać zlecenie na zabójstwo to powód do dumy. Bo zabójstwo zagraża temu, co je zleca, i jest ściganie do końca życia. A zabicie kogoś to dowód nieustraszoności. I dobre pieniądze. "

Mocna, brutalna, przerażająca rzeczywistość lat 90tych gdzie na ulicach Warszawy tworzyły się pierwsze gangi hooliganów, a metalowcy, skinheadzi toczyli bójki między sobą. To czasy gdzie królowały też kolorowe ortaliony, na dyskotekach puszczano największe przeboje disco polo takie jak "Mydełko Fa", rósł biznes narkotykowy, a jak grzyby po deszczu otwierały się agencje towarzyskie.

W takich czasach nasz "bohater" żył, walczył, przesiadywał w więzieniach. "Normalna, codzienna praca to haracze, zawinięcia a czasem zlecenia ekstra." Życie mocno go doświadczyło już od czasów dzieciństwa i ukształtowało na człowieka mafii.

"Ma dobry humor tylko wtedy, gdy wstanie rano i kogoś zabije" - będą o nim mówić policjanci. Dziennikarze nazwą go "potworem", "pozbawionym skrupułów psychopatą" i z detalami będą opisywać jego okrutny sposób działania. Podobno swoje ofiary zawija w siatkę ogrodową, przytwierdza do niej dwie płyty chodnikowe, a następnie topi w Wiśle. Głowy ofiar ściska imadłem, odrąbuje dłonie i podrzyna gardła. A gdy mu mało, przejeżdża po zwłokach samochodem."

Porachunki gangsterskie, walka o wpływy, ofiary liczone w dziesiątkach i wyścig "kto kogo pierwszy zabije" to jego świat. Świat pełen heroiny, burdelów, strzelanin.To książka, po której ma się mętlik w głowie. Wstrząsa, momentami wywołuje przerażenie, złość. To książka dająca do myślenia, którą bardzo ciężko odłożyć.
Bookandcaffeine.blogspot.com, Olga Kowalkowska
1 2 3 ... 577 > »