Recenzje

  1. 1
  2. 2
  3. 3
  4. 4
  5.  ... 
  1. tremeb

    Trening mentalny biegacza. Jak utrzymać motywację

    Bez odpowiedniego nastawienia psychicznego nie osiągniesz sportowego sukcesu. Znany olimpijczyk podpowiada, jak radzić sobie ze spadkiem motywacji. Jego wskazówki przydadzą ci się także w życiu zawodowym.

  2. Dom pod biegunem. Gorączka (ant)arktyczna

    SPEŁNIONE MARZENIE...

    ...o zimie pod biegunem. Młode małżeństwo z Krakowa - Daga i Piotrek - spełniło to marzenie, i to aż dwa razy! Ich wspomnienia z zimowania w polskich stacjach badawczych w Hornsundzie i na Antarktydzie ukazały się w formie przepięknej książki. Zdjęcia podbiegunowych krajobrazów autorstwa Piotra sąsiadują tu z barwnymi opisami życia polarników pióra Dagmary. Dla wszystkich marzących o polarnej przygodzie!

  3. Wbiec na szczyt

    W ostatnim czasie bieganie stało się bardzo modną aktywnością sportową. Nic więc dziwnego, że na polskim rynku wydawniczym pojawia się coraz więcej pozycji, które adresowane są do osób pragnących rozpocząć swoją przygodę właśnie z bieganiem. Dzięki tym wszystkim poradnikom nie tylko zyskuje się motywację do odbywania regularnych treningów, ale również zdobywa się wiedzę z zakresu prawidłowej techniki biegu, przygotowania do startu w zawodach na konkretne dystanse czy po prostu tego, w jaki sposób z biegania czerpać jak najwięcej przyjemności oraz korzyści dla zdrowia. Sięgając po książkę Arthura Lydiarda „Wbiec na szczyt" właśnie tego oczekiwałam. Tym bardziej, że autor jest jednym z najbardziej znanych trenerów biegaczy startujących na długich oraz średnich dystansach. Jego podopiecznie często wygrywają zawody lub przynajmniej plasują się w czołówce. Postać autora była więc dla mnie, osoby rozpoczynającej swoją przygodę z bieganiem, odpowiednią rekomendacją.

    Muszę jednak przyznać, że troszkę się na tej książce zawiodłam. Wynika to chyba z faktu, że moje oczekiwania wobec aktywności fizycznej, jaką jest bieganie są nieco inne niż to, o czym w książce pisze Lydiard. Dla mnie bieganie ma być odskocznią od codziennych problemów, sposobem przyjemnego spędzania czasu, medytacją w ruchu czy też może raczej momentem „przewietrzenia umysłu". Owszem, gdzieś tam z tyłu głowy kołacze się myśl o starcie w zawodach, jednak nie jest to moim priorytetem. Lydiard natomiast właśnie na przygotowaniu do zawodów na różnych dystansach, z naciskiem na start w maratonie, się koncentruje.

    Niemniej jednak nie żałuję, że przeczytałam te książkę. Zawiera ona bardzo konkretne informacje dotyczące wszelkich zalet związanych z uprawianiem biegania oraz tego, w jaki sposób warto rozpocząć uprawianie tego sportu. Autor dużo miejsca poświęcił tutaj na rozdział pod tytułem „Mity i przesądy", w którym rozprawia się z pewnymi opiniami, często błędnymi, jakie powszechnie usłyszeć można na temat biegania.

    Dużo miejsca poświęcono tutaj także samym planom treningowym. Tak, jak pisałam wcześniej, są to treningi opracowane w taki sposób, by podczas zawodów, niezależnie, czy mają to być biegi uliczne, czy też przełajowe, osiągnąć jak najlepsze rezultaty. Nie są to więc treningi dla mnie, ale z pewnością osobom, które mają ambicje choćby pokonywania własnych „życiówek" czy też wygrywania kolejnych zawodów, będą bardzo przydatne.

    Autor trochę miejsca poświęcił też tematom takim, jak odżywianie biegacza, dobór odpowiednich butów i dbanie o stopy, które podczas długich biegów są najbardziej narażone na różnego rodzaju kontuzje czy wreszcie relacjom między biegaczem a jego trenerem.

    Niewątpliwie książka „Wbiec na szczyt" zawiera szereg bardzo przydatnych i, co najważniejsze, godnych zaufania informacji. To pozycja, w której nie ma zbędnych słów, choć może nie wszystkim będzie odpowiadał jej język. Momentami książkę czytało się trudno, jakby była przeznaczona dla fachowców.

    Pewnym mankamentem była dla mnie także czcionka, jakiej użyto w tej pozycji. W przypadku czytania pojedynczo konkretnych rozdziałów, na pewno nie ma to większego znaczenia. Ja jednak przeczytałam „Wbiec na szczyt" dość szybko, w krótkim czasie i podczas dłuższego czytania po prostu męczyły mi się oczy. Brawa za to za uzupełnienie treści pięknymi, motywującymi i inspirującymi zdjęciami, które są co prawda czarno-białe, ale być może właśnie to sprawia, że tak bardzo zadziałały na moja wyobraźnię?

    Książkę polecam każdemu, kto zaczyna biegać, kto zaczyna przygotowywać się do startu w zawodach. To książka dla biegaczy i ich trenerów, tego nie da się ukryć. Inni po prostu nie będą nią zainteresowani. Jednak osoby, które biegają na pewno znajda w niej coś dla siebie.

  4. Tysiąc szklanek herbaty. Spotkania na Jedwabnym Szlaku

    Na rowerze Jedwabnym Szlakiem? A kto to dzisiaj robi? Okazuje się, że owszem – są zapaleńcy, przykładem autor, który na szczęście dzieli się wrażeniami.

    Książka – bajka. Wprowadza nas w zupełnie inny, dla nas chyba niewyobrażalny świat innej kultury. Niby coś tam wiemy, że w innych krajach ludzie potrafią się zachować tak, jak nie potrafią „u nas", a jednak wciąż stawia nas to w ciągłym zdziwieniu. Porównanie nie zawsze jest na korzyść Syryjczyków, Turkmenów czy Chińczyków, czasem zachód wygrywa. Jednak nawet te kilka drobnych zwycięstw tak naprawdę nie daje takiej satysfakcji, by spocząć na laurach i spoglądać na świat z góry.

    Trudno czasem uwierzyć, że obcy człowiek, widząc przy straganie podróżnego, zaprasza go do siebie do domu, częstuje wszystkim czym ma (smak herbaty czuć niemal z kartek), nocuje i jeszcze nie chce wypuścić w dalszą drogę. Prawda, że to ładne? U nas niewykonalne, gdzie indziej widocznie ludzie są bardziej otwarci, a ich gościnność wcale nie jest tylko legendą.

    Autorowi należą się brawa za kilka spraw. Przede wszystkim za to, że świetnie opisuje otaczającą go rzeczywistość i nie dziwi jej się na siłę. Przyjmuje sprawy takimi jakie są, jako coś oczywistego. A przynajmniej ja odniosłam takie wrażenie. Jest w tym naturalny, dzięki czemu wrażenia z jego podróży płynnie przechodzą na czytelnika, sprawiając mu ogromną czytelniczą przyjemność. I kilka uwag, niby oczywistych, ale dla nas już niemal zapomnianych – nie jest ważny język, bo kiedy człowiek z człowiekiem bardzo chcą się dogadać, to się porozumieją, a język pozostanie nieistotną przeszkodą.

    Poza tym jak w trakcie lektury z przyjemnością „zwiedza" się obcy kraj, tak w tej książce najważniejsi są ludzie. I wcale nie chodzi o dzielnych podróżujących (z których autor wcale nie robi herosów tylko dlatego, że poruszają się na rowerach), tylko o tubylców. To oni są najważniejsi, bo od ich zachowania względem podróżnych zależy, co będzie dalej z bohaterami. Otwartość i taka ich poczciwość sprawia, że gdy Robert Maciąg pisze, by nie odkładać podróży na później i wyruszyć już teraz, ma się ochotę odpowiedzieć: „Już pakuję manatki!".

    Do ostatniej pochwały należy dodać zdjęcia, które podkreślają ten ludzki wątek w książce. Najwięcej tu zdjęć ludzi, portretowych, pięknych, kolorowych. Dzięki nim opowieść staje się pełniejsza, a ludzie, których opisuje Maciąg jeszcze bardziej prawdziwi.

    I jeszcze kilka słów na koniec – nawet z Turkmenistanu udało się autorowi wycisnąć najwięcej jak się da. Nie szkodzi, że przez ten kraj tylko przejechał (na dłuższy pobyt nie miał wizy, starczyło mu tylko na bardzo szybki przejazd). Co się dało zaobserwować czy sfotografować, to spisał, a jego współtowarzysz w podróży sfotografował. Brawo!

    Uroku opowieści nie psują historie o bezdusznej machinie urzędniczej o stężeniu absurdu, którego nie wymyśliłby Monty Python. Nie szkodzi. Tak po prostu bywa.

    W książce znalazło się wiele fragmentów, które bardzo chętnie bym nosiła zawsze przy sobie, ale najbardziej na moją wyobraźnię zadziałał chyba ten, w którym opisywał wrażenia z jazdy „na pace":

    „Po jakichś dwóch godzinach, „z litości", Mohammad zatrzymał samochód, by zapytać, czy mi aby wygodnie. Mnie? Wygodnie? Ludzie kochani! Przyjaciele! Miałem nad sobą ogrom wszechświata mieniący się wszechwładną czernią i diamentami gwiazd, w uszach brzmiała mi muzyka, a wy pytacie, czy mi wygodnie? A co wy tam wiecie? Nieszczęśliwcy! Blaszany dach nad sobą, upał silnika i jego monotonny ryk. Czy mi tu wygodnie...? Pod niebem pełnym cudów...?" Piękna książka.

  5. Półmaraton. Zdrowy trening i doskonałe wyniki metodą Gallowaya

    Kolejna książka autorstwa znanego wielu biegaczom Jeffa Gallowaya. Największą popularność przyniosły mu nie tylko jego osobiste sukcesy z kariery sportowej ale także promowanie marszobiegów lub biego - marszów bo w zasadzie tak można by nazwać tą metodę. Generalnie chodzi o to by bieganie podzielić na sekwencje biegów oraz szybkiego marszu. Dzięki temu ciało i mięśnie ma chwile wytchnienia oraz czas na zgromadzenie większej ilości energii do dalszego wysiłku.

    "Półmaraton" to książka bardzo szczegółowo traktująca przygotowania i udział w samym półmaratonie. Galloway zaczyna min. od tzw. testu Magicznej Mili czyli biegu na 1600 metrów (na określonych warunkach), który oddaje w pewnym przybliżeniu stan obecny trenującego i tego jaki czas może potencjalnie osiągnąć na zawodach. Jest oczywiście także dokładny opis samej metody marszobiegu Gallowaya i tego w jaki sposób należy ustalać odcinki czasowe biegu i marszu. Są także opisane poszczególne elementy planów treningowych oraz samych treningów. Tego jak je urozmaicać, na co trzeba zwracać uwagę: czy to będzie długość kroku,kadencja lub postawa sylwetki czy tez ilość podbiegów. Następnie można przeczytać bardzo dokładnie rozpisane plany treningowe, w zależności od tego jaki czas chcemy uzyskać na półmaratonie. Czy będą to 2 godziny czy może 1:30 - każdy cel uwzględnia odpowiednie treningi pod tym względem. Autor nie żałuje również wskazówek na temat wielu detali począwszy od rodzaju obuwia i koszulki, a skończywszy na analizie najkorzystniejszej temperatury do biegania takiego dystansu. Poza tym oczywiście jest mowa o diecie, nawodnieniu, przygotowaniu do samego biegu jako imprezy itd. Słowem jest to rodzaj podręcznika, który powinien pomóc nam na wszelkie sposoby oswoić się z tematem półmaratonu.

    Galloway pisze o różnych planach czasowych względem półmaratonu. Można jednak odnieść wrażenie, że generalnie namawia do ustalenia sobie realnych celów. Odpowiednich dla siebie; takich, które po skończonym biegu w założonym czasie, pozwolą nam spokojnie wrócić do domu na regenerację. Co ciekawe pisze także o bieganiu w różnym przedziale wiekowym. Skupia się nie tylko na biegaczach w okolicy dwudziestki :-) ale także tych po czterdziestce, pięćdziesiątce, a nawet siedemdziesiątce. Namawia nieustannie do wprowadzenia aktywności fizycznej w swoje życie. Nie ważny jest dla niego wiek ale chęci i motywacja. Jeśli organizm na to pozwala - warto ruszyć cztery litery i chociażby powoli potruchtać.

    Ta książka nie jest może książką typu "wyłącznie dla wybitnych orłów" ale jest książką o bieganiu dla wszystkich i podejmowaniu wyzwań na każdym poziomie sprawności fizycznej. Moim zdaniem takiej inicjatywie można tylko przyklasnąć. Na pewno jednak czytelnicy muszą zapoznać się z proponowaną metodą marszobiegu. Tak jak ze wszystkim są jego zwolennicy ale również osoby, które wolą na przykład bieg ciągły itd. Warto jednak na pewno spróbować marszobiegu: z mojej grupy biegowej znam kilka osób, które właśnie pierwsze dłuższe dystanse pokonały z dużą łatwością dzięki tej metodzie.

  1. 1
  2. 2
  3. 3
  4. 4
  5.  ...