Recenzje:
Flandryjskie klimaty Antwerpia zdaje się być mało znana wśród polskich turystów, choć Belgia pozostaje celem marzeń zawodowych wielu naszych rodaków, a i leży niedaleko. Wielki port morski (drugi w Europie po holenderskim Rotterdamie) leżący u ujścia rzeki Skaldy, utrwalił się w świadomości jako centrum handlu diamentami oraz rodzinne miasto malarza Rubensa. W obu wypadkach zasadnie. Kto chce kupić kamienie szlachetne, odwiedza antwerpskie szlifiernie, których rodowód sięga kilku wieków wstecz. W pamięci zostaje także dom Rubensa, w którym wielki flamandzki artysta żył i tworzył, pełen autentycznych sprzętów i kolorytu rodem z XVII wieku. Atrakcją jest wizyta na rynku Grotę Markt, tętniącym życiem placem, od którego można zagłębić się w stare uliczki pełne sklepów i restauracji. Antwerpia, podobnie jak sąsiednie Ganda-wa i Brugia, jest pomostem między czasem minionym a przyszłością. Gandawa to drugi klejnot regionu. U początków miasta stoją Celtowie, ale ci zakładali setki miejscowości w Europie. Magnesem przyciągającym turystów do Gandawy jest tradycja produkcji sukna, na którym miasto szalenie się wzbogaciło, dzięki czemu znakiem rozpoznawczym miasta stała się nauka i kultura. W 1913 roku zorganizowano tu Wystawę Światową, zaś w 1944 miasto wyzwalali między innymi polscy żołnierze z dywizji pancernej gen. Maczka. Pamięć o tym jest pośród gandawczyków żywa do dziś. Miasto jest rzadkiej urody, zbudowane nad wodą, pełne mostów, kamiennych nabrzeży i gry świateł. Do Brugii stąd już niedaleko. To perła kraju. Jedno z najpiękniejszych miast Europy. Od wieków żyje z handlu, ale prestiż buduje uniwersytetem i wielkimi postaciami europejskiej kultury. Kolebka flamandzkiego malarstwa. Warto zatrzymać się tu na kilka dni i pooddychać atmosferą średniowiecza, które zaskakująco dobrze prezentuje się we współczesności.

Tygodnik Angora Ł. Azik


Cztery perły Belgii – najpiękniejsze, pełne zabytków, muzeów, ciekawych miejsc i innych atrakcji miasta, znalazły sięw nowym przewodniku Bezdroży z serii travelbooków. To oczywiście Bruksela, Antwerpia, Brugia i Gandawa. „To najciekawsze miasta belgijskiej Flandrii – czytam na tylnej stronie okładki – każde z nich zasługuje na kilkudniowa wizytę, która dla wielu okaże się odkryciem. Na turystę czekają tu historyczne starówki ze wspaniałymi kościołami, ratuszami, pałacami i domami kupieckimi, a także muzea kryjące arcydzieła sztuki z najwyższej światowej półki…”. I nie ma w tym ani cienia przesady. Autorzy opisują je bardzo ciekawie i kompetentnie, a przewodnik wzbogaca ponad 150 kolorowych fotografii, w tym wiele znakomitych, 10 planów i map, 4 duże wkładki monotematyczne i blisko 40 informacji oraz ciekawostek w ramkach włamanych w tekst. Tematycznie trochę nietypowo, jak na tę serię travelbooków, prezentują na wstępie „Atrakcje belgijskich miast”. Po cztery: „Najsłynniejsze dzieła” (sztuki), „Beginaże i dzwonnice”, „Architektura współczesna”, „Brukselska secesja” (chociaż osobiście bardziej cenię tamtejszą wcześniejszą architekturę od średniowiecznej), „Nad wodą” (czyli zabytki nad kanałami, a w stolicy stary dok). I – tylko trzy – „Belgijskie specjały”. Przy czym wbrew oczekiwaniu, że powinno to być coś z lokalnej kuchni, w tym przypadku są to muzea. Dwa rozdziały wstępne: „Informacje praktyczne” z Informatorem A – Z i „Informacje krajoznawcze” z ABC zawierają chyba niemal wszystko, co powinien wiedzieć turysta przed wyjazdem tam i na miejscu, a także wiele innych przydatnych informacji i faktów. Sporo można więc dowiedzieć się m.in. o tamtejszej komunikacji, także z lotniska do poszczególnych miast. O brukselskim metrze i galeriach sztuki na jego stacjach. Szkoda jednak, że poza cenami przejazdu ekspresem na lotnisko, nie ma w tym miejscu (bo jest to w informacjach praktycznych na końcu prezentacji Brukseli i tylko jej) nawet wzmianki o tym ile kosztują bilety w komunikacji lokalnej. W przypadku hoteli uwzględniono przykładowe ceny, a bardzo istotna jest informacja, że noclegi w centrum stolicy należy rezerwować, przynajmniej na okres letni, z dużym wyprzedzeniem, bo w ostatniej chwili może okazać się, że są już tylko bardzo drogie pokoje. Przeczytać można jednak również o tańszych hotelach, korzystnych cenach wynajmu pokoi i mieszkań. A w przypadku wyżywienia także o wielu małych i tanich lokalach prowadzonych przez imigrantów z ich kuchnią narodową. O ponad 600 gatunkach tamtejszego piwa, ale i restrykcyjnych przepisach drogowych oraz wysokich mandatach za ich łamanie. O zakazie palenia tytoniu w miejscach publicznych, popularności rowerów i ich dostępności w wypożyczalniach, czy o nie wliczaniu napiwków do cen posiłków. Co nie oznacza, że się ich nie daje, o ile konsument jest zadowolony z obsługi. Mimo obowiązującego stanu wyjątkowego ze względu na zagrożenie terrorystyczne, zdaniem autorów realnie jest ono niewielkie i groźniejsi są kieszonkowcy w zatłoczonych miejscach. Z innych informacji wspomnę o tamtejszej skomplikowanej sytuacji językowej, z trzema urzędowymi, przy czym francuskim w kilku dialektach, a poza flamandzkim – belgijskim wariantem niderlandzkiego, także niemieckim. Obok informacji o tamtejszym społeczeństwie i kulturze i sztuce sporo można dowiedzieć się zwłaszcza o malarstwie oraz architekturze i trochę o lokalnej kuchni. Część przewodnikowa podzielona jest na rozdziały: Bruksela i jej okolice oraz Trzy miasta Flandrii. W stolicy nie zapomniano i jej historii, zaś oprowadzanie turysty po zabytkach i ciekawych miejscach Starego Miasta, Śródmieścia, Dzielnicy Europejskiej i dwu innych, a także okolicach Brukseli, jest dosyć dokładne, uwzględnia przy tym mnóstwo obiektów oraz atrakcji. Z, ułatwiającymi ich odszukiwanie, wytłuszczonymi nazwami, a pod nimi w kolorze czerwonym adresami, dniami i godzinami otwarcia, cenami biletów itp. Oraz wieloma ciekawostkami. Np. że w otwartym w 2017 r. Muzeum Garderoby „sikającego chłopczyka”, czyli Manneken Pis, znajduje się około tysiąca jego wdzianek. Na końcu prezentacji Brukseli znajdują się, w zielonej ramce, Informacje praktyczne na temat noclegów, wyżywienia oraz komunikacji miejskiej z cenami biletów oraz obowiązkowymi kartami elektronicznymi za 5 €, których nabycie możliwe jest tylko na podstawie dokumentu z fotografią. Pozostałe trzy tytułowe miasta opisane są na analogicznej zasadzie, chociaż znacznie krócej. Ale z uwzględnieniem chyba wszystkich ważnych i ciekawych zabytków, obiektów i miejsc. W przewodniku znajdują się cztery duże wkładki: „Belgijska duma – czekolada i piwo”, „Szlakiem secesji po Brukseli”, „Tapiserie i koronki” oraz „Beginaże – intrygujące belgijskie klasztory”. Natomiast małe informacje w ramkach włamanych w tekst zawierają zarówno przydatne adresy i fakty, np. „Placówki dyplomatyczne”, „Dni wolne od pracy”, „Belgia w liczbach” czy „Kalendarium historyczne”, jak i mnóstwo ciekawostek. Przykładowo: „Walonia i Flandria – małżeństwo w separacji”; „Brukselka i cykoria – nowości z Belgii”; „Brukselizmy”; „Rzymski żołnierz w Antwerpii”; „Żydzi i diamenty”; „Nieco krępująca legenda” (Manneken Pis); „Burzliwe losy Ołtarza Gandawskiego”; „Gra dzwonów” (karyliony); „Brugia na wielkim ekranie”; „Katedra św. Bawona”; „Starcie pod Kortrijk, czyli „bitwa złotych ostróg” i wiele innych. Na końcu przewodnika są krótkie słowniczki: polsko – francuski i polsko – niderlandzki oraz Indeks. Niestety, zdecydowanie zbyt szczupły. Niezły obiektów w Brukseli, ale w przypadku pozostałych miast poza ich nazwami z numerami stron, bez żadnych szczegółów. A wartych odsyłaczy zabytków i miejsc jest przecież mnóstwo. Zwłaszcza w Antwerpii, Brugii i Gandawie. Czytelnik – turysta aby znaleźć to, co go w nich w danym momencie interesuje, musi wyszukiwać nierzadko na kilkunastu stronach. Są to jednak niedociągnięcia łatwe do usunięcia w kolejnych nakładach. Zaś przewodnik z przyjemnością polecam wszystkim wybierającym się w tamte strony, bo zawiera mnóstwo informacji i bardzo pomoże w wyborze interesujących miejsc oraz obiektów i ich zwiedzaniu.

Globtroter Cezary Rudziński; 2018-06-19