PomysĹ wyjazdu w nieznane nam góry narodziĹ siÄ jesieniÄ 2008 r.
PomysĹ wyjazdu w nieznane nam góry narodziĹ siÄ jesieniÄ 2008 r. WygraĹy Gorgany okreĹlane jako najdziksze góry Europy. RozpoczÄĹy siÄ przygotowania sprzÄtowe, zakupy map i przewodników, lektury relacji, opracowanie trasy… Z kaĹźdym miesiÄ cem wyprawa stawaĹa siÄ coraz bardziej realna. W sierpniu pomysĹ staĹ siÄ rzeczywistoĹciÄ – odbyliĹmy tygodniowÄ wÄdrówkÄ od Worochty do OsmoĹody przez Syniak, DoboszankÄ i SywulÄ. WÄdrówkÄ, gdzie nie tylko góry sÄ najszczersze ale przede wszystkim ludzie.
Uczestnicy:
WĹodzimierz KozĹowski (InowrocĹaw), Daniel Rudnicki (WrocĹaw), Wojciech Smolak (InowrocĹaw)
Termin: 17 – 27 sierpnia 2009 r.
Miejsce: Gorgany (Ukraina)
Relacja: WĹodzimierz KozĹowski
DzieĹ 0 (17 sierpnia 2009, poniedziaĹek)

Zbiórka ekipy nastÄpuje w Warszawie. ZawiĹoĹci wczeĹniejszego zakupu biletu powodujÄ , Ĺźe wyruszamy popoĹudniem z Warszawy Wschodniej do Iwano-Frankowska przez Lublin i przejĹcie graniczne w Hrebennem. Autobus jest ukraiĹski, na pokĹadzie obowiÄ zuje czas przesuniÄty juĹź o godzinÄ do przodu. Po drodze, jeszcze po polskiej stronie, dwa objazdy. Na jednym z nich jedziemy za jakimĹ tirem, zajmujemy caĹÄ szerokoĹÄ drogi, a gdy koĹczy siÄ asfalt widzimy tylko chmurÄ kurzu. NoĹnoĹÄ mostów na polnych drogach (rzekomo do 5t) wydaje siÄ byÄ zdecydowanie zaniĹźona. Dla zabicia czasu na ekranie autobusowego telewizora pojawia siÄ film. Pierwsza scena wydaje siÄ byÄ wielce zachÄcajÄ ca. MĹody mÄĹźczyzna z równie mĹodÄ kobietÄ odbywajÄ przejaĹźdĹźkÄ rzadko uczÄszczanÄ polnÄ ĹcieĹźkÄ . Cel wycieczki, geograficznie bez znaczenia, spoĹecznie jest jasno okreĹlony – ja chaczu seksu. Motocykl siÄ zatrzymuje, nasze zainteresowanie wzrasta… nagle ku zdziwieniu, zarówno nas jak i bohaterów serialu zza pobliskich zaroĹli wyjeĹźdĹźa… czoĹg. Przez najbliĹźszych kilka godzin CzoĹgi bĹota siÄ nie bojÄ . Na granicy stoimy tylko póĹtorej godziny, po czym z utÄsknieniem moĹźemy wróciÄ do Ĺledzenia losów naszych bohaterów.
DzieĹ 1 (18 sierpnia 2009, wtorek)
OkoĹo 3:30 docieramy do imponujÄ cego dworca w Iwano-Frankowsku. Rankiem ujawniajÄ siÄ pewne braki, ale rozmiar i styl zgodnie ze wschodniÄ tradycjÄ dla budowli tego typu. W porównaniu z polskimi odpowiednikami uderzajÄ ca jest teĹź dbaĹoĹÄ o czystoĹÄ. Podobne wraĹźenie odnosimy wyruszajÄ c o wschodzie sĹoĹca na krótki spacer. Miasto budzi siÄ ludĹşmi zamiatajÄ cymi, i tak czyste, ulice. CiepĹÄ sierpniowÄ noc spÄdzamy w oczekiwaniu na elektriczkÄ do Woronienki. Warto wspomnieÄ, Ĺźe ukraiĹski klozet dworcowy jest nieco inny od tych stosowanych na zachód od Buga. StwierdzajÄ c opisowo, jest zasadniczo niĹźszy, ale za to na pewno bardziej higieniczny. Dla mniej wprawnego obserwatora moĹźe stwarzaÄ wraĹźenie jedynie ceramicznej dziury w podĹodze. Inna jest teĹź konstrukcja peronowych Ĺmietników – prosty metalowy walec bez dna, do którego wrzuca siÄ odpady a nastÄpnie zmiata wprost z podĹoĹźa.

O 9.00 wyruszamy wreszcie znanym ze swojej wyjÄ tkowo powolnej jazdy pociÄ giem. W wagonie, w którym nie otwiera siÄ okien, siedzÄ c na twardych drewnianych Ĺaweczkach spÄdzamy ponad trzy godziny. Pokonujemy w ten sposób 93 kilometry dzielÄ ce nas od Worochty. MonotonnÄ podróĹź przerywajÄ nam mosty na Prucie, tunele i… ciepĹe pieroĹźki – po 1 грн za sztukÄ – do wyboru z kapustÄ i ziemniakami. Do Worochty docieramy w poĹudnie. Na spacer wybieramy siÄ korytem w górÄ rzeki. WywoĹujemy tym na pewno zdziwienie kilku mieszkaĹców, którzy do podobnych celów wykorzystujÄ drogÄ lub ewentualnie tory kolejowe. Zwiedzamy górne mosty, cerkwie, zachodzimy na herbatÄ i wyruszamy marszrutkÄ do Tatarowa za 2 грн od osoby. Dystans ten moĹźna pokonaÄ takĹźe taksówkÄ za 25 грн.
W zbiorach rodzinnych sÄ fotografie dziadka Stannego, który dotarĹ tutaj w dwudziestoleciu miÄdzywojennym.
W Tatarowie spotykamy pierwsze opady deszczu. W przerwie wyruszamy drogÄ na póĹnoc w kierunku zakola Prutu, skÄ d zamierzamy wyruszyÄ w góry. Tam dopada nas jednak burza, którÄ zdecydowaliĹmy siÄ przeczekaÄ w przeciekajÄ cej wiacie dyrekcji parku narodowego. PóĹşnym wieczorem przejaĹnia siÄ na tyle, Ĺźe decydujemy siÄ wyruszyÄ w kierunku Chomiaka. Z pewnym trudem odnajdujemy oznakowany szlak, którego z kolei nie ma na ukraiĹskiej mapie i rozpoczynamy kilkugodzinny marsz. Z poczÄ tku trawersujemy wzgórze wyraĹşnÄ ĹcieĹźkÄ , potem mimo oznaczeĹ kilkukrotnie gubimy szlak, ĹcieĹźka zarasta, przedzieramy siÄ nad zwalonymi drzewami lub czoĹgami pod nimi. Niektóre fragmenty ĹcieĹźki po ulewie zmieniĹy siÄ w potoki. Ostatni odcinek pokonujemy z pomocÄ ĹwiatĹa latarek, znajdujemy pĹaskie i suche miejsce, rozbijamy pierwszy biwak naszej wyprawy (48,3723N 24,5237E 913 m). Herbata i spaÄ! Ciemny las i spadajÄ ce krople deszczu z drzew sÄ poĹźywkÄ dla wyobraĹşni, o czym informuje kolega z sÄ siedniego namiotu.
DzieĹ 2 (19 sierpnia 2009, Ĺroda)
Ĺpimy dobrze i dĹugo. Wyruszamy juĹź po poĹudniu. Kontynuujemy trawers szlakiem. Po dwóch godzinach zaczynajÄ w koĹcu przeĹwitywaÄ widoki gór. Robimy przerwÄ, uzupeĹniamy wodÄ, delektujemy siÄ gorÄ cÄ kawÄ i skromnym posiĹkiem. NiedĹugo potem wychodzimy na maĹÄ polankÄ, która widaÄ jest ulubionym miejscem biwakowania ukraiĹskich turystów. JesteĹmy u podnóĹźa Chomiaka. Robimy rozpoznanie terenu, tzn. staramy siÄ dopasowaÄ oznaczenia szlaków w terenie do tych na mapie i opisu w przewodniku1. Trzeba mieÄ ĹwiadomoĹÄ, Ĺźe przynajmniej w tej czÄĹci Gorganów, szlak w terenie niekoniecznie jest zaznaczony na mapie, ten zaznaczony na mapie moĹźe mieÄ szczÄ tkowe oznaczenie w terenie, a jeĹli juĹź rzeczywisty przebieg szlaku pokrywa siÄ z jego odwzorowaniem na mapie to z duĹźym prawdopodobieĹstwem bÄdzie miaĹ inny kolor. Odnajdujemy drogÄ na PoĹoninÄ Chomiaków, za którÄ zamierzamy w lesie rozbiÄ obóz.

Przechodzimy jednak granicÄ lasu, pojawia siÄ kosodrzewina i gorgan. Znajdujemy dogodne miejsce na nocleg u podnóĹźa Syniaka (48,3797N 24,4727E 1464m), rozpalamy ognisko, gotujemy kaszÄ i herbatÄ w tÄ noc kiedy wiatr iskry w chmurach zmienia w gwiazdy. W oddali Howerla (najwyĹźszy szczyt Ukrainy) i Pietros, sĹoĹce niknie za górami, nad Syniakiem Wielki Wóz, nad gĹowami wyraĹşna Droga Mleczna, w dole nieliczne ĹwiateĹka uĹpionych rozsianych wiosek…
DzieĹ 3 (20 sierpnia 2009, czwartek)

W nocy okazaĹo siÄ, Ĺźe próba wyrównania podĹoĹźa za pomocÄ Ĺwierkowych gaĹÄzi okazaĹa siÄ niewystarczajÄ ca. Poranek jest piÄkny, suszymy sprzÄt i wyruszamy koĹo poĹudnia. Musimy oszczÄdzaÄ skromne zapasy wody, których moĹźliwoĹci uzupeĹnienia spodziewamy siÄ dopiero za kilka godzin. Po póĹ godzinie marszu osiÄ gamy Syniak (1665 m), po niespeĹna trzech MaĹy Gorgan (1592 m). Ze szczytu wiedzie grzbietem bardzo strome zejĹcie po gorganie. NiĹźej, w lesie, jak zachÄcajÄ co opisuje przewodnik, ĹcieĹźka nadal jest bardzo stroma, a przejĹcie dodatkowo utrudniajÄ plÄ taniny korzeni wspaniaĹych, starych Ĺwierków, zwaliska pni i chaszcze urwiskowego boru górnoreglowego. Przed nami wyniosĹa Doboszanka. Po drodze zatrzymujemy siÄ na obiad na maĹej polanie z ruinami pasterskiego szaĹasu. Docieramy wreszcie do doliny Zubrynki i tego dnia pokonujemy jeszcze kilka kilometrów kierujÄ c siÄ w górÄ strumienia. Wieczorem rozbijamy obóz (48,4020N 24,3754E 1039 m), zaĹźywamy pierwszej od wielu dni lodowatej kÄ pieli w strumieniu i zasypiamy w towarzystwie pasÄ cych siÄ koni.
DzieĹ 4 (21 sierpnia 2009, piÄ tek)
Sen nie trwaĹ dĹugo. Krótko po póĹnocy budzi nas dĹşwiÄk silnika i snop ĹwiateĹ na Ĺcianach namiotów. SwojÄ niezastÄ pionÄ w tych terenach ciÄĹźarówkÄ ЗИЛ (model chyba 130 sprzed 1977 r. kiedy to nastÄ piĹa modyfikacja osĹony chĹodnicy) wjeĹźdĹźa grupa “kozaków”. Jedni kĹadÄ siÄ spaÄ – na pace, w lesie; reszta, Ĺpiewa, pije i dyskutuje zapewne o waĹźkich tematach spoĹeczno-gospodarczych regionu z iĹcie wschodnim temperamentem. Rano wychylamy gĹowy z namiotów, okazuje siÄ, Ĺźe my to bracia SĹowianie i zanim udaje nam siÄ wydostaÄ caĹym ciaĹem z namiotu czekajÄ na nas szklanki wódki. Kiedy udaje nam siÄ odmówiÄ, widocznie zatroskana naszym stanem, starsza kobieta ofiarowuje nam chleb i lokalne specjalnoĹci: pomidory, ogórki i saĹo. Kobiety poszĹy na grzyby, czÄĹÄ mÄĹźczyzn z doĹÄ miernym rezultatem próbuje trafiÄ noĹźem w oddalone o kilka metrów wybrane drzewo, inni udajÄ siÄ na zasĹuĹźony wypoczynek. Nawet Jura co polskÄ mowÄ zna, okreĹla swoich przyjacióĹ jako niezĹe wariaty, z których jeden okazuje siÄ byÄ fanem Nalepy.
W koĹcu w poĹudnie wyruszamy. Droga jest doĹÄ stroma i szybko nabieramy wysokoĹci. DziÄki temu, Ĺźe krowy sÄ tutaj duĹźo waĹźniejsze od turystów, a ĹcieĹźka którÄ idziemy wiedzie na pastwisko zwalone drzewa sÄ przeciÄte uĹatwiajÄ c marsz. ReguĹa ta dotyczy wiÄkszoĹci szlaków. PrzerwÄ robimy na polanie skÄ d wyraĹşnie widaÄ juĹź wiodÄ cy grechotem ostatni etap podejĹcia na DoboszankÄ i naszÄ wczorajszÄ trasÄ. W ramach wzmocnienia jagody, które kupujemy od zbierajÄ cego je akurat chĹopca i sĹonina. Trzeba pamiÄtaÄ Ĺźeby tÄ ostatniÄ ciÄ Ä podobnie jak miÄso w poprzek, a nie wzdĹuĹź wĹókien. Pierwszy szczyt masywu zdobywamy doĹÄ swobodnym trawersem kierujÄ c siÄ po prostu w górÄ. PewnÄ pomoc w okreĹleniu ĹcieĹźki gwarantujÄ fragmenty niebieskiej folii przywiÄ zane do nielicznych kÄp kosodrzewiny.

Grzbietem kierujemy siÄ w stronÄ szczytu Doboszanki (1755 m) skÄ d rozciÄ ga siÄ naprawdÄ wspaniaĹa panorama. Jak siÄ póĹşniej okazuje byĹy to najpiÄkniejsze widoki caĹej wyprawy. Na szczycie spotykamy dwie grupy ukraiĹskich turystów. Jeden z nich jest fizykiem Uniwersytetu Lwowskiego, który oczywiĹcie nosi imiÄ Iwana Franki. W wyniku wspóĹpracy naukowej z uniwersytetem we WrocĹawiu bardzo dobrze zna polskie góry. Z turystami z Kijowa udaje nam siÄ wymieniÄ nasze polskie pasztety na ich ukraiĹskÄ wodÄ ze strumienia dziÄki czemu moĹźemy spróbowaÄ pozostaÄ na noc na górze. Znajdujemy miejsce (48,4269N 24,3690E 1567 m), gdzie na kÄpach mchu porastajÄ cych gorgan ledwo rozbijamy namioty i zdobywamy drewno. SĹoĹce zachodzi gdzieĹ za zboczem MedweĹźyka.
DzieĹ 5 (22 sierpnia 2009, sobota)

Tym razem nikt nam nie przeszkadzaĹ w cudownym Ĺnie na miÄkkim mchu. Wstajemy doĹÄ wczeĹnie i z powodu braku wody szybko wyruszamy. Zdobywamy pobliski MedweĹźyk (1736 m), rzut oka na Pikun i PoleĹskiego i kierujemy siÄ w stronÄ doliny DouĹźyĹca, którÄ zamierzamy dotrzeÄ do Bystrzycy (RafajĹowej). Przewodnik informuje, Ĺźe bardzo stromo schodzimy po drobnym gorganie a dalej poetycko zaczyna siÄ znów bardzo strome zejĹcie przez piÄkny stary bór górnoreglowy. Idziemy wĹród Ĺwierków, których omszaĹe konary niemal kĹadÄ siÄ na ziemi – wiele z nich leĹźy juĹź zresztÄ powalonych, utrudniajÄ c skutecznie marsz. Na dĹuĹźej zatrzymujemy siÄ dopiero nad brzegiem Ozirnego. Wreszcie zaczynajÄ siÄ pierwsze zabudowania RafajĹowej. WieĹ jest ogromna. Pokonujemy kilka kilometrów wĹród tradycyjnych drewnianych zabudowaĹ pokrytych najczÄĹciej eternitem. Nie moĹźna powiedzieÄ, Ĺźe czas tutaj siÄ zatrzymaĹ, ale na pewno bardzo zwolniĹ. Nieliczni gospodarze, chyba dla podkreĹlenia swojego statusu materialnego, obijajÄ domy sidingiem z tworzyw sztucznych. Wszyscy, niezaleĹźnie od wieku, czyniÄ znak krzyĹźa mijajÄ c rozsiane kapliczki. UzupeĹniamy zapasy w pierwszym magazynie i docieramy do centrum wsi, gdzie dla jednych siÄ koĹczy, a dla innych zaczyna wÄ tpliwej jakoĹci asfalt. Przekrój uĹźywanych Ĺrodków transportu moĹźna zobaczyÄ przy prowizorycznym straganie z pomidorami, po które przyjeĹźdĹźajÄ wszyscy i czymkolwiek. Tu teĹź zaczynajÄ siÄ wyraĹşne oznaczenia szlaków. RafajĹowa jest dobrÄ bazÄ wypadowÄ w najwyĹźsze rejony Gorganów stosunkowo licznie odwiedzane przez Polaków.
Zatrzymujemy siÄ, a wĹaĹciwie zostajemy zatrzymani, na przyjacielskÄ rozmowÄ przez grupkÄ kilku mÄĹźczyzn. Nie kryjÄ zdziwienia naszym marszem z Tatarowa skoro moĹźna autobusem. Trwa tutaj jeszcze stary czas, w którym ludzie nie wyruszali w drogÄ bez przyczyny2. Jeden z nich, z kosÄ na ramieniu, to elektryk. Prawie kolega po fachu skoro robimy w komputerach. Zastanawia nas tylko, czy wykonana kilkaset metrów dalej izolacja ze starej plastikowej butelki jest jego dzieĹem.
JuĹź wieczorem kierujemy siÄ drogÄ na PrzeĹÄcz Legionów, do której docieramy o póĹnocy – 15 godzin od wyruszenia. WokóĹ gromadzi siÄ wataha ujadajÄ cych psów pasterskich. OtaczajÄ ce Ĺlepia zmuszajÄ nas do rozbicia siÄ kilkaset metrów dalej.
DzieĹ 6 (23 sierpnia 2009, niedziela)
Budzi nas koncert dzwonków wypasanych krów. Wkrótce zjawia siÄ takĹźe ich wĹaĹciciel proponujÄ c zakup sera. My wiemy, Ĺźe zaproponowana przez niego cena jest zbyt wysoka. On z kolei wie, Ĺźe jesteĹmy w stanie tyle zapĹaciÄ. My wiemy, Ĺźe on wie to wszystko, co my wiemy… W przewodniku wyczytujemy, Ĺźe ser wyrabiany jest w trzech gatunkach. «Syr» to odpowiednik znanego na Podhalu bundzu. Z kolei «bundz» oznacza w Gorganach wielkÄ bryĹÄ «syra» lekko podwÄdzonego. W koĹcu dobijamy targu i po jakimĹ czasie pasterz zjawia siÄ ponownie z zawiniÄtym w foliowÄ torebkÄ kawaĹem sera z zastrzeĹźeniem Ĺźe worek jest na wymianÄ.

Odnajdujemy jakÄ Ĺ reklamówkÄ, nie wiem po czym, podobnie jak nie wiemy, po czym jest aktualne opakowanie naszego zakupu.
PrzeĹÄcz Legionów, ze wzglÄdów historycznych, jest obecnie chyba najbardziej polskim miejscem tych gór. Tu stoi polski krzyĹź, w innym miejscach pomniki z czerwono-czarnÄ flagÄ … na szczÄĹcie nikt nawzajem tych miejsc nie próbuje niszczyÄ3.
MĹodzieĹźy polska! Patrz na ten krzyĹź!
Legjony Polskie dĹşwignÄĹy go wzwyĹź.
PrzechodzÄ c góry, lasy i waĹy,
do Ciebie Polsko i dla Twej chwaĹy!
PopoĹudniem ruszamy w górÄ starÄ polsko-czechosĹowackÄ granicÄ , którÄ idziemy caĹy dzieĹ. Rankiem kilka kropli deszczu, caĹy dzieĹ pochmurnie, wieczorem zaczyna padaÄ. Przez TaupiszyrkÄ docieramy w okolicÄ PoĹoniny Ruszczyna. CiepĹe jeszcze kamienie miejsca ogniskowego wskazujÄ , Ĺźe dzieĹ wczeĹniej ktoĹ nocowaĹ w tym samym miejscu. W lekkim deszczu rozpalamy ogieĹ. Jego cieĹ taĹczy na granicznym sĹupku z lat dwudziestych…
DzieĹ 7 (24 sierpnia 2009, poniedziaĹek)

Planujemy wstaÄ wczeĹnie rano, ale dĹşwiÄk budzika miesza siÄ z kroplami deszczu spadajÄ cymi na namiot. Stopniowo pogoda siÄ poprawia, jednak przez cel naszej wÄdrówki przelewajÄ siÄ deszczowe obĹoki. MaĹa Sywula wita nas chmurami. Wkrótce stajemy na Wielkiej Sywuli (1836 m) – najwyĹźszym szczycie Gorganów, widocznoĹÄ dochodzi do kilku zaledwie metrów. Mijamy pozostaĹoĹci zasieków i dobrze zachowanych okopów koĹo Ĺopusznej (1694 m) i dopiero pod BorewkÄ (1596 m) wychodzimy z chmur. Szlak nie przypomina w niczym dzikich ĹcieĹźek, którymi szliĹmy kilka dni wczeĹniej. Kosodrzewina – zmora turystów – jest tutaj przeciÄta i wÄdrówka nie stwarza Ĺźadnych problemów technicznych. To w duĹźej mierze zasĹuga dziaĹaĹ Polaków. DĹugim leĹnym trawersem dochodzimy do doliny Bystryka, gdzie rozbijamy siÄ przy ujĹciu Borewczyka.
DzieĹ 8 (25 sierpnia 2009, wtorek) – 10 (27 sierpnia 2009, czwartek)
Czujemy, Ĺźe dopadĹo nas zmÄczenie. Powolnym monotonnym marszem kierujemy siÄ w stronÄ OsmoĹody. Na posiĹek zatrzymujemy siÄ w pierwszym magazynie. ZatrzymujÄ siÄ tutaj wszyscy: kierowcy ciÄĹźarówek, które co kilka minut wywoĹźÄ tony drewna, drwale, którzy w swoich ledwie trzymajÄ cych siÄ kupy plecakach majÄ tylko wiadro jagód i flaszkÄ wódki. Pobliski dom wĹaĹciciela sklepu jako jedyny we wsi doczekaĹ siÄ, niestety, sajdingowej modernizacji. Pewne ruchy mĹodej dziewczynki z lekko uniesionym podbródkiem jasno okreĹlajÄ jej status poĹród klientów. GĹówna i praktycznie jedyna ulica wioski, co nas specjalnie nie dziwi, nosi imiÄ Iwana Franki. PrzemierzajÄ c niewielkÄ wieĹ, gdzie podobno numeracja koĹczy siÄ na liczbie 14, znajdujemy kierunkowskaz Rescue party 50m. Tutaj wszystko znajduje siÄ w promieniu kilkuset metrów. Do wskazanego miana mogÄ konkurowaÄ dwa budynki. Jeden bez szyb w oknach i uchylonymi drzwiami speĹnia juĹź tylko funkcjÄ tablicy dla skromnego rozkĹadu jazdy marszrutki. Drugi jest podobny, ale braki szyb ma uzupeĹnione deskami a dumna niebieska urzÄdowa szyld i kĹódka na drzwiach wskazujÄ na zarzÄ dzany charakter tego miejsca. Na skromniejszej rÄcznie malowanej tabliczce ktoĹ precyzyjnie okreĹliĹ godziny rejestracji turystów. Jeden z bĹÄ kajÄ cych siÄ chĹopców zostaje wysĹany po pana Igora, który jest tutaj szefem. Mija godzina, druga… MaĹy Kola na swoim dzieciÄcym rowerku zdÄ ĹźyĹ juĹź kilkukrotnie przemierzyÄ caĹÄ wieĹ.
Siedzimy na Ĺawce przed sklepem, zdÄ ĹźyliĹmy poznaÄ kilka osób, które stanowiÄ na pewno znaczny odsetek mieszkaĹców. Spokój… Zjawia siÄ wreszcie niski siwiejÄ cy mÄĹźczyzna, odnajduje schowany pod pĹotem klucz do drzwi wejĹciowych i rozpoczynamy proces rejestracji i prezentacji schroniska. Po godzinie ustalamy z Igorem dokĹadny stan liczebny naszej ekipy na poziomie trzech osób. Jeszcze póĹ godziny i instruktor WĹadimir KozĹowski skĹada podpis w ksiÄ Ĺźce meldunkowej. Schronisko w caĹoĹci zostaje oddane do naszej dyspozycji. PrÄ du nie ma, ale jest woda (w studni kilkadziesiÄ t metrów dalej), wychodek (na tyĹach pobliskiego domu), moĹźna teĹź skorzystaÄ z dwóch sprÄĹźynowych ĹóĹźek. Na tyĹach schroniska jest boczna uliczka. WidaÄ na niej jeszcze pozostaĹoĹci starej kolejki wÄ skotorowej, która wytrzymaĹa Austriaków, Polaków, Rosjan i poddaĹa siÄ dopiero wolnej Ukrainie. Rozpalamy tam ognisko, na którym przygotowujemy kolacjÄ. Obalone drzewo i walajÄ ce siÄ sztachety walczÄ cego z czasem ogrodzenia sÄ Ĺatwym ĹşródĹem opaĹu.

Pierwsze delikatne kroki pana Igora sĹyszymy o 6:20 rano. Troskliwie zerka do pomieszczenia, w którym Ĺpimy i wycofuje siÄ nie chcÄ c zakĹócaÄ naszego oddychania. Kolejne kroki okoĹo 8 rano sÄ juĹź bardziej stanowcze. Trzeba jeszcze uzupeĹniÄ jakieĹ wpisy w dokumentacji. DziĹ pan Igor, jak na urzÄdnika przystaĹo, jest w czarnych wyprasowanych spodniach i biaĹej koszuli.
Za pĹotem liesokombinatu, który dzisiaj jest juĹź tylko ruinÄ , wyrasta nowoczesny elegancki pensjonat. Skrawek innego Ĺwiata, do którego jednak miejscowi nie zachodzÄ . JeĹli masz pieniÄ dze to tam jest wszystko powiedziaĹ nam poznany spawacz. KilkadziesiÄ t metrów bliĹźej znajduje siÄ oddalona od kilkadziesiÄ t lat Cafe OsmoĹoda.
Wyruszamy marszrutkÄ punktualnie o godzinie 17. Miejscami kierowcy po obu stronach wyjeĹşdzili szerokie pobocze, dziÄki czemu nie muszÄ kluczyÄ po utwardzanych asfaltem dziurach. Po iluĹ kilometrach pojawiajÄ siÄ nawet Ĺlady biaĹej linii wyznaczajÄ cej oĹ symetrii niedoli kierowców, bo trudno powiedzieÄ Ĺźeby oddzielaĹa ona przeciwne pasy ruchu. Po dwóch godzinach jazdy docieramy do KaĹusza, gdzie momentalnie grupa taksówkarzy oferuje nam swoje usĹugi. Nie zdÄ ĹźyliĹmy nawet sprawdziÄ, o której odjeĹźdĹźa interesujÄ cy nas autobus. Konkurencja wymusiĹa 10-krotny spadek poczÄ tkowej ceny i wkrótce pokonujemy, samochodem marki Daewoo Lanos z napÄdem na gaz, 40-kilometrowy odcinek drogi do Iwano-Frankowska za 30 грн. Na miejscu okazuje siÄ, Ĺźe za 5 minut odjeĹźdĹźa autobus do PrzemyĹla. Wkrótce jesteĹmy na granicy, na której spÄdzamy tylko osiem godzin a potem najszybszym, jak siÄ okazuje, poĹÄ czeniem z PrzemyĹla, przez WrocĹaw, PoznaĹ wracamy do stolicy Kujaw Zachodnich.

Spojrzenie na wschód
W gĹowach mamy juĹź przygotowanÄ trasÄ kolejnej wyprawy w Gorgany (Arszyca, masyw Grofy i Popadii, Strimba, Piszkonia). Za rok mamy nadziejÄ Czarnohora, potem Góry Fogaraskie. NieĹmiaĹo, jak na razie, spoglÄ damy na Kaukaz.
GarĹÄ myĹli…
Gorgany. Góry Ukrainy z plecakiem, K. Bzowski, E. Malawska-KĹusek, Wyd. BezdroĹźa, Kraków 2006.
Cytat pochodzi z eseju Andrzeja Stasiuka Dziennik okrÄtowy, który moĹźna znaleĹşÄ w wydanym wspólnie z Jurijem Andruhowyczem zbiorze Moja Europa. Dwa Eseje o Europie Zwanej ĹrodkowÄ .
Leonid Zaszkilniak, Dzieje Polski w historiografii ukraiĹskiej i ĹwiadomoĹci spoĹecznej UkraiĹców poczÄ tku XXI w., materiaĹ przygotowany na 17. Powszechny Zjazd Historyków Polskich w 2004 r.
Zobacz nasze propozycje
-
-
książka
-
ebook
(7,90 zł najniższa cena z 30 dni)
7.90 zł
26.90 zł (-71%) -
-
-
książka
-
ebook
(41,40 zł najniższa cena z 30 dni)
44.16 zł
69.00 zł (-36%) -
-
-
książka
-
ebook
(6,90 zł najniższa cena z 30 dni)
6.90 zł
26.90 zł (-74%) -
-
-
ebook
(2,00 zł najniższa cena z 30 dni)
2.15 zł
3.99 zł (-46%) -
-
-
ebook
(2,00 zł najniższa cena z 30 dni)
2.15 zł
3.99 zł (-46%) -
-
-
ebook
(2,00 zł najniższa cena z 30 dni)
2.15 zł
3.99 zł (-46%) -
-
-
książka
-
ebook
(16,68 zł najniższa cena z 30 dni)
17.22 zł
26.90 zł (-36%) -
-
-
książka
-
ebook
Niedostępna
-
-
-
książka
-
ebook
(8,90 zł najniższa cena z 30 dni)
8.90 zł
26.90 zł (-67%) -
-
-
książka
-
ebook
(24,74 zł najniższa cena z 30 dni)
25.54 zł
39.90 zł (-36%) -
-
-
książka
-
ebook
Czasowo niedostępna
-
-
-
książka
-
ebook
Niedostępna
-
-
-
książka
-
ebook
Niedostępna
-
