aaaaaaaa
szahahahalalahaha aaaaaa, allllllaaaahhhhhhaaaaaaaa,
szahallaaaahahahahahaalalahhaa,alllahaaaa,
szahahahalalahaha aaaaaa, allllllaaaahhhhhhaaaaaaaa,
szahallaaaahahahahahaalalahhaa,alllahaaaa tak nagle ni
stad ni zowąd, o 5 rano, a o 5 rano ciemno na tyle
było, że wzięty z zaskoczenia, ze snu wyjęty, siłą z
fantazji wywleczony nie do końca wiedziałem
jak, prawda, interpretować zaszłe okoliczności - pierwsza
myśl, ani chybi mogła być trafna, oto dorwali kota i drą
z nim koty ,tzn. z niego rwą skórę i dlatego takie
donośne -przypomnieć sobie pozwolę -szahahahalalahaha
aaaaaa, allllllaaaahhhhhhaaaaaaaa,
szahallaaaahahahahahaalalahhaa,alllahaaaa...zaraz
jednak konsternacja, niezdrowy rozsądek się odzywa, że
tu się kotów nie drze, bo się ich nie je, nie Chiny w
końcu. Druga już bliższa prawdy, słoń napalony
przyszedł pod hotel i rozdziewicza małego
osła, ooo, osły są, cała masa, ale ze słoniem
krucho....Wreszcie mam...muezzin!!!! muezzin, dziad
brodaty wzywa na modlitwę o 5 rano wiernych, ooo
niewierni, nie uciekniecie przed donośnym głosem
muezzina, który wykorzystując zdobycze techniki w
postaci głośników kilkuset basowych kakofonią brodatą
budzi biednych turystów, którzy przez następne pół
godziny odnaleźć się nie mogą, rodzinie muezzina
krzywdę robią, rodzicom oczy oddłubują i uszka
przypalają, wujkowi paznokcie od obcęgów poszły, ciotka
wyje jakoś niezrozumiale, może dlatego, że jej tępym
kozikiem odkrajmy język, eeeech.... no i po co tyle
nerwów? A zaśpiewałby, okrutnik, parę godzin
później, ciotkę bym oszczędził, eeej..
No nic. Jeszcze tak 5 razy ,bo muezzin nie zna litości (a
już Kazik wie dla kogo najlepiej). Nie ma litości dla
Marokańców.
W skrócie telegraficznym, ziuuuuuum z Kolonii do
Madrytu, szybka kawka na Paseo del prado, nocny
autobusik do Algeciras, rano na promik, w promiku do I
klasy na leżankę ze skórki skajowej, chrrrr,chrrrr, pan
kelner włos z brylantyną, koszulka prasowka od żelazka,
dwa uśmiechy tylko, nie wiem nawet kiedy
przeszło, przepłynęło właściwie, siup na brzeg po
pieczątkach paru i już Afryka dzika, czarna...pełna
niebezpieczeństw i zasadzek... czyhających pułapek...
niepewnych szlaków... niecywilizowanych
plemion buszmenskich... no sam nie wiem... w stresie
jadłem pierwsze kebaby, piłem marokańską whisky, czyli
herbatę z miętą, jej, dziko było... potem już tangier i
pierwsze spotkania z tubylcami, nie okrzesanymi
sprzedawcami najokrutniejszych pierdoł na świecie typu
ogniowa przepychaczka ze skóry wielbłąda,
świecznik z koźlego kopyta i będących święcie
przekonanymi, że to są właśnie towary ,których
najbardziej mi potrzeba, bez których o jakimkolwiek
podróżowaniu nie może być mowy. Słyszy więc pan jeden z
drugim, dziękuję, postoje, naprawdę nie trzeba, uśmiecha
się, wyjmuje fujarkę z piszczeli owcy berbera i uparcie
przekonuje, że właśnie bez tego nie da się
funkcjonować, a do tego jaka okazja, akurat obniży mi
cenę potężnie… czuję się zaszczycony i właśnie dlatego
się przenoszę gdzie indziej, o dziwo pan za mną, za nami
idzie, pół miasta z kamasza się przeszło, a pan dalej,
niestrudzony ni fizycznie ni moralnie, jeszcze pod
autobusem wyjmie z rękawa kobrę prawdziwą, na flecie
firli firli i kobra już makarenę odstawia, choć
momentami nawet wpada w fokstrota lub przypomina
szprota.
Potem wchodzimy w bramę sklepioną lukiem sprzed
wieków, najpierw jest bardzo prosto, bo jest jedna
droga, ooo, rozgałęzienie, to może w prawo, siup
wiec, jeszcze dwa razy w lewo, eeeee, prosto czy minąć
by lewym sierpowym do prawego rozwidlenia, gdzie
skręcając w lewo dojdziemy do prawej odnogi lewego
skrzyżowania, acha, wszystko więc jasne jest, jestem w
Medinie!!!! Rynki z tradycją setek, tysiąca
lat, labiryntowe przejścia pozamykanymi
klaustrofobicznie korytarzami, tyle że z różnymi
towarami... tu facet kurom zawiązał nóżki, nie bardzo
kumają gdzie są, zestresowane grzędzą i łebkami wielce
pustymi na lewo i prawo zerkają zastanawiając się
chyba, kto z której zrobi najpierwej rosołek
naturalek. Tam pan rozłożył mięsko, mięsko jak wiadomo
piechotą nie chodzi, no, może czasem, u pana tego
wyraźnie chyba, bo masa gruba much tłustych z jednej
krowiej nogi startuje, mija połacie kremowej
słoniny, przelatuje przez wydrenowane oko owcy i kozie
flaczki siwo-szare i uuuuuuuuuuuu, wypuścić
koła, wieża, wieża, over over, lądujemy na śliskiej
powierzchni koziego mózgu over wieża, przystępuje do
składania robaków....Tymczasem naprzeciwko facet
smaży racki, racki ziemniaczane robi, zapach sąsiada nie
motywuje mnie jednak, by się rozkoszować i szaleć w tym
oceanie smaków… Są jakby części labiryntu, które
sterują rożnymi usługami, jeśli kilka stoisk ciągnie
się ruchliwe mięsko, to dalej słodyczy moc kusi
wyglądem i ilością kolorów, bo są migdały zatopione w
karmelu brązowym, grubaśna bryła nerkowca
brazylijskiego obtoczona galaretką czerwoną, prażone
orzechy laskowe aż wyskakują z rondelka, a dzieciaki na
bosaka ganiające łapią jeden za drugim i potem już ich
szukać tam gdzie pieprz rośnie. Iiiihaaaaa
iiiiiihaaaaaa ihhhaaaaa doniośle, ahla hehle bahla
krzyczy operator osła, prowadząc go krętą uliczką,
objuczonego worami z juty z masą czegokolwiek
zmierzającą gdziekolwiek. Osioł zestresowany, że
kozikiem dostaje przez grzbiecik, przewraca lampioniki
jednemu straganiarzowi, drugiemu gniecie
długopisy, trzeciemu bosą stopkę, powodując
niekoniecznie niemy okrzyk jednozębnego Ahmeda i
równie szczęśliwą reakcję wąsatego Hasana, który
sandałem starożytnym załadował właśnie w oślą kupę, co
ni stąd ni zowąd się przed nim pojawiła. Ciuszki
podrabiane najnowszych marek, trendy są i na topie, za
pół ceny zachodniej lecz z krótszą
rękojmią, niestety. Są specjalistyczne sklepy z
narodowym strojem, tzw. grzybem-halunem, czyli
długaśnym płaszczem mnisim druidów, długi do stopek, z
kapturem grzybowym na głowie, twarz ukryta z wąsem
obowiązek...
eeeech...głodny się robię...kuchnia
marokańska, mmmmm ,mówiłem już chyba kiedyś, że dla
samego napychania brzucha mógłbym podróżować… póki co
dobrze, naprawdę dobrze być znów w trasie.
Zobacz nasze propozycje
-
-
książka
(20,90 zł najniższa cena z 30 dni)
20.90 zł
69.90 zł (-70%) -
-
-
książka
-
ebook
(29,94 zł najniższa cena z 30 dni)
32.43 zł
49.90 zł (-35%) -
-
-
książka
-
ebook
(34,50 zł najniższa cena z 30 dni)
44.85 zł
69.00 zł (-35%) -
-
-
książka
-
ebook
(23,94 zł najniższa cena z 30 dni)
25.92 zł
39.90 zł (-35%) -
-
-
książka
-
ebook
(23,90 zł najniższa cena z 30 dni)
23.90 zł
77.00 zł (-69%) -
-
-
książka
-
ebook
(41,40 zł najniższa cena z 30 dni)
44.85 zł
69.00 zł (-35%) -
-
-
książka
-
ebook
(35,94 zł najniższa cena z 30 dni)
38.94 zł
59.90 zł (-35%) -
-
-
książka
-
ebook
(47,40 zł najniższa cena z 30 dni)
47.40 zł
79.00 zł (-40%) -
-
-
książka
-
ebook
(17,90 zł najniższa cena z 30 dni)
17.90 zł
59.00 zł (-70%) -
-
-
książka
-
ebook
(41,40 zł najniższa cena z 30 dni)
44.85 zł
69.00 zł (-35%) -
-
-
książka
-
ebook
-
audiobook
(40,20 zł najniższa cena z 30 dni)
43.55 zł
67.00 zł (-35%) -
-
-
książka
-
ebook
(41,40 zł najniższa cena z 30 dni)
44.85 zł
69.00 zł (-35%) -
-
-
książka
-
ebook
(47,40 zł najniższa cena z 30 dni)
51.35 zł
79.00 zł (-35%) -
-
-
ebook
(30,05 zł najniższa cena z 30 dni)
30.15 zł
36.90 zł (-18%) -
-
-
książka
-
ebook
(41,40 zł najniższa cena z 30 dni)
44.85 zł
69.00 zł (-35%) -
-
-
książka
-
ebook
-
audiobook
(35,94 zł najniższa cena z 30 dni)
38.94 zł
59.90 zł (-35%) -
-
-
książka
-
ebook
(41,40 zł najniższa cena z 30 dni)
44.85 zł
69.00 zł (-35%) -
-
-
książka
-
ebook
(41,54 zł najniższa cena z 30 dni)
38.94 zł
64.90 zł (-40%) -
-
-
książka
-
ebook
(41,40 zł najniższa cena z 30 dni)
44.85 zł
69.00 zł (-35%) -
-
-
książka
-
ebook
(35,40 zł najniższa cena z 30 dni)
38.35 zł
59.00 zł (-35%) -
