Dopiero po przekroczeniu rzeki Senegal wjechałem do tej właściwej Czarnej Afryki.
Dopiero po przekroczeniu rzeki Senegal wjechałem do tej właściwej Czarnej Afryki. I od razu widoczne są, zmiany. Pierwsza to ludzie - brak Arabów, prawie sami Murzyni. Druga zmiana to krajobraz - brak pustyni, pojawia się za to zieleń. Nazwa "Senegal" w miejscowym języku oznacza "kraina baobabów", czasami występują dziesiątkami, zaścielając całe pole.
St.Luis to miasto przyjemne, muzykalne, ciekawe architektonicznie. Dakar jest jego przeciwieństwem, z wyjątkiem pobliskiej wyspy de Goree, gdzie można znaleźć spokój, jak i poznać trochę historii, związanej niestety z handlem czarnych niewolników.


Ile de Goreee


W stolicy hoteliki są drogie (20 Euro za pokój), także pierwszej nocy szukaliśmy schronienia na dziko na budowlanym osiedlu. Okazało się, ze domy w stanie surowym są już zamieszkane. W końcu ochrona uzbrojona w maczety zaprosiła nas do swojego, lepszego pustostanu.

Stanąłem na Zielonym Przylądku, najbardziej na zachód wysuniętym skrawku afrykańskiego stałego lądu. Lubię takie geograficzne punkty.

Innym ciekawym miejscem okazało się Lac Rose, jezioro nad którym kończy się rajd Paryż - Dakar. Jeziorko ma różowy kolor, a jego wysokie zasolenie powoduje, ze można w nim poleżeć bez umiejętności pływania - wyporność nie pozwoli nam utonąć. Nocleg na pobliskich wydmach byłby rewelacyjny, gdybyśmy mieli moskitiery - komary mimo stosowania repelentów cięły nas niemiłosiernie.

Potem przyszedł czas na Gambię. Nowy Unijny paszport i nasze zdecydowanie spełniło zadanie, gdyż tylko członków starej Unii Europejskiej wpuszcza się bezwizowo. Przy naszej perswazji uznano nas za pełnomocnych członków Unii, mimo ze Polacy wizę takową potrzebują.


Port rybacki w Yof


Po odpoczynku na Atlantyckich plażach postanowiliśmy pojechać w głąb kraju, gdyż wiele słyszałem o kiepskim stanie drogi nr 1 w Gambii. Przekonałem się na własne oczy (i na skórze), że jest to rzeczywiście tragedia - asfalt tak podziurawiony, ze samochód musiał pokonywać te wertepy po uprzedniej redukcji na pierwszy bieg. Jak tylko była możliwość, kierowca korzystał z szutrowego pobocza, bo lepiej by się jechało, gdyby tego pseudo asfaltu wcale nie położyli. Podoba mi się powiedzenie, że w Afryce pijanego kierowcę poznać po tym, że jedzie prosto.

Jaka to ulga w porozumiewaniu się - z języka francuskiego z przyjemnością przeskakujemy na angielski. Ta bezproblemowa komunikacja owocuje kilkoma ciekawymi znajomościami Zostaliśmy zaproszeni do wioski, mieliśmy okazję poznać styl życia plemienia Mandinke. Rano witamy się z mieszkańcami, spożywamy posiłek razem z Bakery i jego rodziną, oglądamy okolicę, bawimy się z dziećmi i wylegujemy pod drzewem, prowadząc ciekawe konwersacje. Po dwóch nocach dziękujemy za gościnę, rewanżując się produktami spożywczymi i ruszamy dalej w trasę.

Gościna w Gambii


Aby dostać się do Gwinei Bissau musieliśmy jeszcze raz wjechać do Senegalu, a właściwie do Casamanci, regionu walczącego o własną niepodleglosc. Mimo przestróg, było bezpiecznie.

Do usłyszenia
Michal Kozok

Informacje praktyczne:

Senegal - wjazd 27 styczeń 2007, pobyt 7 dni
Koszt pobytu 155 Euro na osobę, wliczając miedzy
innymi:
Wiza - 35 Euro, dwukrotnego wjazdu, 20-dniowa, w
Warszawie w Konsulacie Francji, w kilka godzin
Transport na opisanej trasie - 35 Euro na os, 838 km
Noclegi - hotele od 3 do 7 Euro za noc na osobę
Wyżywienie - 36 Euro
Wstępy, zwiedzanie - 3 Euro
Inne - 20 Euro

Gambia - wjazd 2 luty 2007, pobyt 3 dni
Koszt pobytu 22 Euro na osobę, wliczając miedzy
innymi:
Wiza - normalnie na granicy od reki za 11 Euro, nam
udało się bez płacenia
Transport na opisanej trasie - 6 Euro na os, 270 km
Nocleg - pokój 3osobowy w hotelu za 15 Euro, tj 5 E/os
Wyżywienie - 8 Euro
Inne- 2 Euro

Afryka całościowo:
4 kraje, 25 dni
Łącznie pokonaliśmy 5896 km
Dotychczasowy koszt wiz, wyżywienia, transportu, noclegów, wstępów oraz wszystkich innych podzielone przez dni podróży po Afryce wynosi 17 Euro dziennie