Po wielu dniach ciągłych konsultacji telefonicznych i mailowych na linii Katowice - Poznań nadszedł wreszcie dzień wyjazdu, na który już z taką niecierpliwością czekałam, pełna obaw, że szef odmówi mi w ostatniej chwili urlopu.

Po wielu dniach ciągłych konsultacji telefonicznych i mailowych na linii Katowice - Poznań nadszedł wreszcie dzień wyjazdu, na który już z taką niecierpliwością czekałam, pełna obaw, że szef odmówi mi w ostatniej chwili urlopu. Z radością, ale i lekkim niepokojem odjeżdżałam w kierunku Warszawy, patrząc na znikające na peronie, pełne obaw twarze rodziców. Z Adamem spotkaliśmy się w Terespolu. Bez większych problemów pokonaliśmy granicę z Białorusią i już po kilku godzinach zmierzaliśmy pociągiem w kierunku Moskwy. Tam w ostatniej chwili udało nam się kupić bilety do Irkutska, jeszcze na ten sam dzień.

Początkowo nie byłam zadowolona z tego, że jedziemy Koleją Transsyberyjską. Właściwie zgodziłam się na to tylko ze względu na Adasia. Perspektywa spędzenia czterech dni w pociągu jawiła mi się w jak najczarniejszych barwach. Jednak wraz z upływem czasu (można by nawet napisać: dni) podróż ta zaczynała mi się coraz bardziej podobać. Do tego stopnia, że w Irkutsku z żalem opuszczałam pociąg. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że rzadko zdarza się czas, który człowiek może spędzić tak beztrosko.
Dni w pociągu dzieliły nam się na spanie (właściwie niezależnie od pory) jedzenie (w wagonie jest samowar z wrzątkiem, więc przygotowanie posiłku nie wymaga większego wysiłku) wyglądanie przez okno w celu sporządzenia dokumentacji fotograficznej (widoki były jednak mało urozmaicone, co zaowocowało kilkunastoma niemal identycznymi zdjęciami z serii "pociąg na zakręcie") oraz niekończące się dyskusje. Rytm życia wyznaczały przystanki pociągu, te, na których można było wysiąść na peron i rozprostować kości.
Jeżeli miałam jakiekolwiek obawy co do bezpieczeństwa, to zostały one stłumione w zarodku zaraz po znalezieniu miejsca w wagonie. Rosjanie zachowywali się tak, jakby weszli do domu: przebierali się w dres i kapcie i wieszali ręcznik na wieszaku. Wiadomo, nie należy zostawiać wypchanego portfela na stoliku i wychodzić z pociągu. Jednak zachowując minimum ostrożności i zdrowego rozsądku, podróż przebiega całkiem spokojnie.