Huayna Potosi (6088 m npm) – film!
9 lipca 2010
Iza, Kamil i ja mieliśmy juz wypożyczony cały sprzęt, wiec następnego dnia, gdy okazało się, że nieśmiała deklaracja Marty i Bartka z poprzedniego wieczoru nadal jest aktualna, poszliśmy jeszcze raz do wypożyczalni by dobrać dla nich buty, raki, czekany, uprzęże i inne niezbędne akcesoria do zdobycia Huayna Potosi (6088 m n.p.m.). Obie pary podróżują na motorach, wiec kiedy nastał dzień wyjazdu przytroczyliśmy plecaki do maszyn i ruszyliśmy przez La Paz i El Alto w stronę Przełęczy Zongo (4700 m n.p.m.), skąd miała rozpocząć się nasza droga na szczyt. Musieliśmy nieźle wyglądać, ubrani w górskie ciuchy, z czekanami na plecakach, linami zwisającymi z motorów, a jeszcze co niektórzy od razu wbili się w szałowe okulary.. Na ulicach miasta zwracaliśmy na siebie uwagę bez wątpienia :)
Obóz ulokowany jest tuz pod lodowcem, jest tam chata służąca jako schronisko dla licznych agencji wciągających turystów na szczyt, a także kilka kamiennych miejsc na namioty. Niezależne grupy, takie jak my, nie maja wstępu ani do chaty, ani do surowego namiotu z niebieskiej plandeki, gdzie można cos ugotować w osłonięciu od wiatru, ani nawet do kibla wybudowanego specjalnie dla gości schroniska. Obok na szczęście jest drugie miejsce, osłonięte kamieniami, gdzie można dokonać zrzutu, a z namiotu i tak skorzystaliśmy po cichu.. Oprócz nas i chatkowego, nie było tej nocy nikogo w obozie. Po niesamowitej kombinacji makaronów i sardynek, które zjedliśmy na kolację, poszliśmy spać. Niektórzy odczuwali wysokość, ale na szczęście nie były to nazbyt poważne symptomy – ot, bóle głowy czy jakiś kontrolny bełcik, który równie dobrze mógłby być spowodowany zjedzonym posiłkiem :) Noce na takich wysokościach są chłodne, żeby nie powiedzieć mroźne :), dlatego kluczowe jest posiadanie odpowiedniego śpiwora. Te wypożyczone zdały egzamin i następnego dnia, uśmiechnięci przystąpiliśmy do wchodzenia po lodowcu. Wcześniej przeprowadziłem krótkie szkolenie z zakresu asekuracji na lodowcu i używania raków oraz czekana..
Już jesteśmy niedaleko, a światło słoneczne dodaje wszystkim nam sił i psychicznego komfortu w poruszaniu się po wąskiej ścieżce pomiędzy kilkusetmetrowymi przepaściami. Marta, która przed chwilą miała rezygnować z wejścia na wierzchołek dostała taki zastrzyk energii, że na szczycie była pierwsza! :] Niebezpiecznymi momentami były mijanki na grani z innymi zespołami schodzącymi już z góry, spieszącymi się niewiadomo gdzie. Gdy dotarliśmy na szczyt pół godziny po wschodzie słońca, aż w trudno w to uwierzyć, przez jakiś dłuższy czas, który tam spędziliśmy, byliśmy zupełnie sami! :] Zmęczeni ale szczęśliwi podziwialiśmy nieprawdopodobne widoki. Wszyscy zapomnieli już o tym, że jeszcze przed chwilą powodzenie naszej wycieczki stało pod znakiem zapytania. Iza, bojąca się trochę ekspozycji, już miała rezygnować z drogi po grani. A teraz miałem przyjemność patrzeć na uśmiechnięte twarze, słuchać okrzyków radości i… być tam z kimś. Wszyscy w szałowych okularkach lodowcowych, rzucający żarcik za żarcikiem, z dystansem do siebie i wszystkiego.. Inaczej pewnie bym się czuł gdybym sam tam wszedł. Może zabrzmi to wręcz śmiesznie, ale miałem poczucie jakiejś takiej odpowiedzialności za tych, przecież starszych ode mnie, ludzi. Czułem się jakoś związany z nimi, nie tylko liną.. Cieszyłem się, że udało się nam wszystkim.. Raczej unikałem słów ‘przewodnik’, ‘instruktor’ w odniesieniu do mnie wcześniej, ale tam, na szczycie, poczułem się… dumny i szczęśliwy. Sprawiło mi to wszystko ogromną frajdę… Fajnie jest wejść na sześciotysięcznik, nawet jeśli jest jednym z łatwiejszych na świecie. Ale tam było coś jeszcze.
I to już koniec. Potem działy się w La Paz jeszcze różne dziwne rzeczy.. Argentyński teleturniej, w którym z Bartkiem „prawie” wygraliśmy 12 tys. dolarów, skrzynki (bynajmniej nie na listy), mecze półfinałowe MŚ, spacery po bazarach z aparatami, schabowe i kapusta kiszona i wycieczka po drodze numer 36.. Ale to już zupełnie inna opowieść, nie ten czas i nie to miejsce na jej snucie.. :) Jutro, przy dobrych wiatrach, opuszczamy wszyscy La Paz. Niektórzy na chwilę, inni na dłużej. Ja spędziłem tutaj… miesiąc. I jeszcze kiedyś wrócę. Ciao! Hasta la vista… La Paz. To miejsce hipnotyzuje..
Zobacz nasze propozycje
-
-
ebook
-
audiobook
(9,90 zł najniższa cena z 30 dni)
44.99 zł
49.99 zł (-10%) -
-
-
książka
-
ebook
-
audiobook
Niedostępna
-
-
-
książka
-
ebook
-
audiobook
(41,54 zł najniższa cena z 30 dni)
40.20 zł
67.00 zł (-40%) -
-
-
książka
-
ebook
(34,50 zł najniższa cena z 30 dni)
41.40 zł
69.00 zł (-40%) -
-
-
książka
-
ebook
(34,50 zł najniższa cena z 30 dni)
41.40 zł
69.00 zł (-40%) -
-
-
książka
-
ebook
(23,94 zł najniższa cena z 30 dni)
23.94 zł
39.90 zł (-40%) -
-
-
książka
-
ebook
(30,94 zł najniższa cena z 30 dni)
29.94 zł
49.90 zł (-40%) -
-
-
książka
-
ebook
(47,40 zł najniższa cena z 30 dni)
47.40 zł
79.00 zł (-40%) -
-
-
książka
-
ebook
(29,94 zł najniższa cena z 30 dni)
29.94 zł
49.90 zł (-40%) -
-
-
książka
(20,90 zł najniższa cena z 30 dni)
20.90 zł
69.90 zł (-70%) -
-
-
książka
-
ebook
-
audiobook
(37,14 zł najniższa cena z 30 dni)
35.94 zł
59.90 zł (-40%) -
-
-
książka
-
ebook
(29,49 zł najniższa cena z 30 dni)
35.40 zł
59.00 zł (-40%) -
-
-
książka
-
ebook
(41,40 zł najniższa cena z 30 dni)
41.40 zł
69.00 zł (-40%) -
-
-
książka
-
ebook
(47,40 zł najniższa cena z 30 dni)
47.40 zł
79.00 zł (-40%) -
-
-
książka
-
ebook
(41,40 zł najniższa cena z 30 dni)
41.40 zł
69.00 zł (-40%) -
-
-
książka
-
ebook
(41,40 zł najniższa cena z 30 dni)
41.40 zł
69.00 zł (-40%) -
-
-
książka
-
ebook
(35,40 zł najniższa cena z 30 dni)
35.40 zł
59.00 zł (-40%) -
-
-
książka
-
ebook
(9,90 zł najniższa cena z 30 dni)
9.90 zł
32.90 zł (-70%) -
-
-
książka
-
ebook
(58,46 zł najniższa cena z 30 dni)
47.40 zł
79.00 zł (-40%) -
-
-
książka
-
ebook
Czasowo niedostępna
-
