11.11.2002.

11.11.2002. Do Mediolanu doleciałem o godzinie 9:00 czasu kairskiego, czyli o 8:00 miejscowego. Bez większych problemów wyszedłem na miasto. Lotnisko Malpensa jest położone dość daleko od miasta i połączone z nim specjalna linia kolejową. Bilet na przejazd w jedną stronę kosztuje 9 €, a powrotny 12 € ( oczywiście na stacji nikt mi nie powiedział, że są bilety powrotne, dowiedziałem się dopiero jadąc na lotnisko ). Za bilety płacę kartą. Dojeżdżam do centrum, gdzie miła pani w informacji daje mi mapkę i zaznacza na niej, jak dojść do najważniejszych zabytków. Wymieniam 10 $ na 8,40 €. Najpierw oglądam wspaniały pałac Sforzów. Jest zimno i ze mną zwiedza go tylko paru azjatyckich turystów ( wejście do kompleksu jest bezpłatne, do środka nie wchodzę ). Potem głównym deptakiem idę do katedry Duomo. Przepiękna fasada ( niestety akurat remontowana ), jak i wspaniałe boczne nawy robią duże wrażenie. W środku całkiem sporo ludzi - nie tylko zwiedzających, ale i modlących się. Niedaleko świątyni jest galeria Wiktora Emanuela ( bardzo podobna do galerii o tej samej nazwie w Neapolu ). W środku mieszczą się liczne eleganckie sklepy i restauracje. Tuż za galerią jest placyk, przy którym wznosi się gmach opery La Scala i pomnik Galileusza. Powoli kończy mi się czas - muszę wracać. Jem jeszcze zestaw w Mc Donald`s w galerii ( 5 € ). Postanawiam wracać na stację inna drogą - w rezultacie błądzę, muszę pytać o drogę i jestem na miejscu pół godziny później, niż planowałem. Powinienem być na lotnisku, w moim terminalu o 13:50, a ja dojeżdżam na lotnisko dopiero o 13:40. Jednak jeszcze zdążam zrobić zakupy w sklepie wolnocłowym. Okazuje się, że niepotrzebnie się tak śpieszyłem - czekamy z odlotem na jedną osobę, która się spóźnia. Personel zachowuje się tak, jakby go nic nie obchodziło, a już szczególnie pasażerowie. Wylatujemy z około 40 minutowym opóźnieniem. Znowu nie mam miejsca przy oknie ( sąsiad je zajął ), ale przez chmury i tak niewiele widać. Na Okęciu jestem około 17:00. Z jednej strony radość, że znowu jestem w domu, z drugiej - smutek, że to już koniec tak ciekawego wyjazdu.