W stolicach, jak to zwykle ma miejsce, biegamy po ambasadach i urzędach.

W stolicach, jak to zwykle ma miejsce, biegamy po ambasadach i urzędach. W Bamako nic poza tym nas nie trzymało.

Niespodzianką w Mali okazały się natomiast godziny odjazdów autobusów, tego nie było od Maroka. Jak do tej pory pojazd z dworca odjeżdżał dopiero po zapełnieniu wozu nadkompletem pasażerów. Nieraz przyszło nam czekać po kilka godzin w pełnym słońcu, ścisku i duchocie, aż w końcu kierowca ruszy. Oczywiście przedtem trzeba się targować o cenę za siebie, a potem po raz drugi za bagaż. W Bamako jest inaczej - cena i godzina odjazdu autobusu wypisana jest koło kasy! Do tego można kupić bilet dzień wcześniej, a na 1 siedzenie przypada 1 osoba – szczyt komfortu jak na Afrykę!
 
Meczet w Djenne


Tak docieramy do Djenne, które słynie z dużego, pięknego glinianego meczetu. Następnie w Mopti ładujemy się na towarową łódkę, którą przez 3 dni spływaliśmy z nurtem Nigru. To był cudowny czas - piękne pustynne krajobrazy, obserwacja hipopotamów oraz codziennego nadbrzeżnego życia mieszkańców. Do tego odpoczęliśmy od 3 afrykańskich męczących czynników - od upalu, kurzu i ludzkiego chaosu. Nie było zmartwień o nocleg, transport, targowanie czy nacieranie tłumu naciągaczy. Inni współpodróżnicy posługiwali sie angielskim, dając ulgę naszemu słabemu francuskiemu. W tych warunkach Ewelina obchodziła swoje urodziny, może nie hucznie, ale wyjątkowo.

Mieliśmy szczęście, gdyż dopłynęliśmy do Timbuktu w sam raz, po 3 dniach rejsu. Później od innych turystów dowiedzieliśmy sie, że z powodu niskiego stanu rzeki (my na mieliźnie utknęliśmy tylko raz), problemów technicznych pinassy (łódki), dni targowych w niektórych portach, kaprysu kapitana itp, że taka podróż zajęła im często 5-6 dni.
 
Nabrzeże Nigru


Timbuktu to miasto legenda, leżące na karawanowym szlaku u wrót Sahary. Tutaj przez stulecia sól była na wagę złota, dosłownie rzecz biorąc (pobliską sól wymieniano najczęściej na złoto lub na daktyle). Miasto slynęło nie tylko z bogactwa, lecz także z ilości i jakości szkól islamskich, mędrców i uczonych Koranu. Dodatkowej pikanterii dodawała reguła niedostępności - przez wieki był tu zakaz wjazdu dla nie-muzułmanów (zanim Francuzi skolonizowali miasto, tylko czterem Europejczykom udało sie tu wjechać w przebraniu Araba).

Także już historia czyni to miejsce wyjątkowym, bo w zasadzie w mieście niewiele pozostało z tak bogatej przeszłości. Mi się mimo wszystko podobało - zapiaszczone uliczki, domy z gliny, ciekawie zdobione drzwi i okiennice, majestatyczne meczety oraz spacerujący Tuaregowie w swoich niebieskich i szmaragdowych szatach.
 
Tuaerg pod Timbuktu


Przestrzegano nas przed nachalnością miejscowych sprzedawców pamiątek i wycieczek, ale nie było tak źle. Wieczorem wyszliśmy sobie pieszo kilka kilometrów w głąb Sahary. Na wydmach było przyjemnie, a powrót nastąpił przy blasku księżyca, w towarzystwie przygarniętych dwóch bosonogich małych Murzynków.

Następnie przyszedł czas na kraj Dogonow, ale ten epizod opisze oddzielnie.

Dzięki,
Michał Kozok

Informacje praktyczne:

Mali - wjazd 18 luty 2007, 16 dni (włącznie z krajem Dogonow)
Koszt pobytu 174€ na osobę (wliczając Dogonow):
Wiza - 24€, na granicy (kilkudniowa, od ręki) z przedłużeniem w Urzędzie Imigracyjnym w Bamako (miesięczna, 1 dzień czekania)
Transport na opisanej trasie - 41€ na os, 1898 km
Noclegi - hostele od 1.5 do 4€ za noc na osobę
Wyżywienie - 76€
Wstępy, zwiedzanie - 8€
Inne - 12€

Afryka całościowo:

7 krajów, 53 dni
Łącznie pokonaliśmy 8746 km
Dotychczasowy koszt wiz, wyżywienia, transportu, noclegów, wstępów oraz wszystkich innych podzielone przez dni podróży po Afryce wynosi 15 Euro dziennie