Dziś chcemy zwiedzić kompleks świątynny w Karnaku.

Dziś chcemy zwiedzić kompleks świątynny w Karnaku. Z centrum Luxoru można dotrzeć tam taksówką, dorożką lub spacerem wzdłuż Nilu – odległość wynosi około 3 km. Wybieramy spacer.

Nie mając pewności, czy deptak prowadzi do świątyni odbijamy za Muzeum Luksorskim w prawo i część spaceru odbywamy ulicami mało turystycznej części miasta. Wokół tutejsze realia – nędzne domostwa, przy nich podwórka – klepiska, ale zarazem na wielu domach widzimy anteny satelitarne.
W Karnaku przed wejściem dużo wycieczek autokarowych i sporo zwiedzających. Poruszają się oni jednak grupami, pomiędzy którymi nietrudno znaleźć trochę miejsca dla siebie.

Obszar jest bardzo rozległy – ponoć przewyższa swą powierzchnią obszar państwa Watykan. Całość powstawała przez niemal 2 tysiące lat - kolejni faraonowie dorzucali po swoje „trzy grosze”.
Aleja baraniogłowych sfinksów, uosabiających boga Amona (pomiędzy łapami każdego z nich stoi figurka przedstawiająca Ramzesa II) wiedzie do świątyni. Podziwiamy ogromne pylony, a potem słynną salę hypostylową z jej 134 potężnymi kolumnami.

Dalej – obelisk królowej Hatszepsut, święte jezioro i figura świętego żuka skarabeusza.
Oprócz strażników w tradycyjnych strojach na terenie świątyni kręci się też sporo tajnej policji - ubranych po europejsku panów z ukrytą pod marynarką bronią.

Idziemy aż do krańca kompleksu, gdzie nie ma już turystów, ale za to w obrębie jakże szacownej budowli pasą się kozy. W południe jest tu bardzo ciepło – wyobrażam sobie, jak musi być latem!
Do centrum miejscowości wracamy także spacerem – tym razem już cały czas wzdłuż Nilu. Na tym bardziej odległym od centrum odcinku spacer jest szczególnie przyjemny – drzewa dają miły cień, nikt nas nie nagabuje, jest piękny widok na zachodni brzeg – dostrzegamy nawet świątynię Hatszepsut.