Na ten dzień plany mamy bardzo napięte.

Na ten dzień plany mamy bardzo napięte. Dziś wieczorem wyjeżdżamy do Asuanu, a tyle jeszcze chcemy zobaczyć w Kairze!
Wstajemy o 6.00, śniadanie w hotelu i wyruszamy. Na początek Kair koptyjski. Dojeżdżamy metrem do stacji Mar Girgis – tuż przy stacji znajduje się to, co najciekawsze. Zwiedzamy kościół Al-Muallaka (Marii Panny), zwany „zawieszonym”. Trwa właśnie nabożeństwo (uczestniczy w nim 8 osób!), ale zachęceni gestem wchodzimy. Wewnątrz pachnie kadzidłem i pięknie gra kolorami światło słoneczne padające z witraży. Potem idziemy do kościoła świętego Jerzego, a następnie do Groty Świętej Rodziny – tu jednak nie ma właściwie nic do zobaczenia, samo wejście w dół do groty jest zamknięte. Później zwiedzamy jeszcze kościół św. Barbary i synagogę Bena Ezry.

Wracamy metrem do Midan Tahrir i idziemy do Muzeum Egipskiego. Przy wejściu – dwukrotna kontrola wnoszonych bagaży, Krzysztof musi oddać scyzoryk do depozytu. Zaczynamy zwiedzanie od sal z przedmiotami z grobowca Tutenchamona – ich ilość przerasta moje oczekiwania. Zwieńczeniem jest oczywiście sala ze słynną maską i dwoma wewnętrznymi trumnami. Potem idziemy do sal z mumiami (wstęp dodatkowo płatny), gdzie na honorowym miejscu pośrodku sali spoczywa Ramzes II. Potem schodzimy na parter i oglądamy ekspozycje z okresu Nowego, Średniego i Starego Państwa. Całość robi wrażenie wielkiej, z lekka przykurzonej rupieciarni (opisy niektórych eksponatów w gablotach ręczne!), ale chyba dzięki temu bardzo mi się podoba. Na koniec oglądamy jeszcze kopię kamienia z Rosetty (oryginał jest w muzeum w Londynie) – i opuszczamy gmach muzeum.

Taksówką dojeżdżamy do pochodzącej z XII wieku cytadeli. Obchodzimy mury (widać stąd piramidy!), wchodzimy do meczetu An-Nasira Muhammada o formie otwartego dziedzińca i meczetu Muhammada Alego o pięknym, rozległym wnętrzu. Obok znajduje się jeszcze niewielkie muzeum – pałac Muhammada Alego z kolekcją mebli i portretów, ale obie kolekcje nie są bynajmniej oszałamiające.

Po wyjściu z cytadeli łapiemy taksówkę i dojeżdżamy do stojących obok siebie meczetów sułtana Hassana i Ar-Rifa’iego.
Zwiedzanie odkładamy jednak na później – najpierw trzeba coś zjeść! Zasięgnąwszy języka u jednego z policjantów przed meczetem ruszamy w dół ulicy. Po kilkuset metrach trafiamy na kuszari-bar. Tam – wśród samych miejscowych płci męskiej – spożywamy po średniej porcji (ledwo zjadłam!) kuszari. Budzimy życzliwe zainteresowanie.

Wracamy do meczetów i zaczynamy zwiedzanie. Na pierwszy ogień idzie meczet Hassana – z wielkim portalem z dekoracją stalaktytową i dziedzińcem z niszami, tzw. liwanami, służącymi dawniej jako sale nauki. Meczet Al-Rafi’ego to z kolei grobowce królów i ich krewniaków. W obu meczetach oczywiście nie sposób uniknąć towarzystwa samozwańczych przewodników, którzy m.in. demonstrują akustykę wnętrz, śpiewając pieśń, podobną do śpiewu muezzina nawołującego do modlitwy.
I znowu taksówka – dojeżdżamy do meczetu Al-Azhar, mieści się tu również uniwersytet. Ku naszemu zdziwieniu, mimo dość późnej pory brama wiodąca na dziedziniec jest otwarta, a co więcej – wstęp jest bezpłatny. Jest to zarazem jedyny zwiedzany przez nas meczet, w którym musimy zakryć włosy. Chodzimy po dziedzińcu i wnętrzu pełnym kolumn – to miejsce jest pełne życia!

Gdy rozpoczynają się wieczorne modlitwy wychodzimy, kierując się ku bazarowi Khan-El-Chalili. Jest już ciemno, wokół ruch i zgiełk. Trochę chodzimy zaułkami, ale by na dobre zagłębić się w bazar, czy wypić herbatę w herbaciarni nie mamy już czasu. Wędrujemy ulicami w kierunku Midan Tahrir, pijemy sok z trzciny cukrowej wyciskany na oczach klienta w ulicznej budce, a potem jeden przystanek dojeżdżamy metrem. Wracamy do hotelu, gdzie mamy odłożone bagaże, bierzemy prysznic i przed 21.00 wyruszamy na dworzec.

Przy wejściu na peron oczekuje już nasz „friend”. Zresztą nie tylko na nas – bycie „friendem” jest dla niego najwyraźniej dodatkowym, stałym źródłem dochodów. Dopłacamy mu obiecane dzień wcześniej 10 EGP, a Marta tworzy powtarzane przez nas później raz po raz powiedzonko: „ W Egipcie każdy musi mieć swojego „frienda”!”.
Kwadrans przed 22.00 na peron wjeżdża pociąg, o 22.05 ruszamy do Asuanu.