Wróciliśmy do Delhi, w którym można powiedzieć, że czujemy się jak u siebie w domu. Znamy jeden i drugi dworzec kolejowy, orientujemy się w topografii miasta, wiemy jakie są stawki rikszarzy. Jesteśmy też przyzwyczajeni do tłumów, brudu i syfu. Piękny ten nasz drugi dom, nie ma coJ. Przed dworcem złapaliśmy rikszę rowerową, którą chcieliśmy pojechać na Paharganj. Wsiedliśmy z plecakami, rikszarz ujechał może z 5 metrów i nagle trach, złamało mu się koło. Śmiałem się później ze to Madzia przeważyła szalę. Osobną kwestą pozostaje reakcja rikszarzy na wręczanie im wcześniej umówionej zapłaty z kurs. Zwykle udają niezadowolenie, a nawet próbują wyłudzić dodatkowe pieniądze, twierdząc, że umawiali się na wyższą stawkę.
Przerabialiśmy to już w kilku miastach. W takiej chwili mam ochotę odejść i po prostu nie dać im nic. Wtedy zwykle Madzia prosi żeby dać spokój, zapłacić i odejść. Swoją drogą to ciekawe jak zmieniły się nasze postawy głównie wobec najciężej pracujących rowerowych rikszarzy. Na początku pobytu to ja nie targowałem się z nimi, zgadzałem się od razu na zaproponowana przez nich stawkę, czując, że ich w jakiś sposób wykorzystuję. M. mówiła wtedy, że w ten sposób pójdziemy z torbami a Indie to kraj, w którym trzeba się targować. Później zupełnie zamieniliśmy się swoimi rolami. To ja byłem złym policjantem a M. dobrym. Na swoje wytłumaczenie mam sporo przykładów, w których rikszarze nas chcieli oszukać, nie dziękowali za napiwki, czy próbowali nieuczciwie wyciągnąć od nas więcej pieniędzy. Po prostu zraziłem się do nich.
Popołudnie, czyli czas, który spędziliśmy już w Delhi upłynął nam na posiłkach, surfowaniu po internecie, a głównie na zakupach.
W piątek dominowały ponowne zakupy, pakowanie się oraz kilka godzin włóczenia się po Old Delhi. Chcieliśmy utrwalić obraz zwykłych delhijskich ulic, tłumów ludzi handlujących, pracujących, jedzących, nicnierobiących, śpiących, odpoczywających, transportujących jakieś ogromne toboły, rikszujących. Wszystko na ulicy! Do tego hałas, ścisk, brud i smród. Po takim spacerze naprawdę cieszymy się, że żyjemy w Polsce. Tutaj nie było by łatwo. Ostatni rikszarz dostał napiwek, jak zresztą kilku jego kolegów w ostatnim czasie. Grymas na jego twarzy M. rozszyfrowała jak umiarkowane zadowolenie. Oby to była prawda, bo naprawdę tracę wiarę w ludzką wdzięczność.
Ostatnią kolację zamawiamy mniej z głodu, a bardziej z chęci spróbowania czegoś indyjskiego po raz ostatni. Doszliśmy do wniosku, że wcale mocno nie stęskniliśmy się za polska kuchnią. Przez miesiąc i tak nie mieliśmy okazji spróbować wszystkich miejscowych dań. Nie mieliśmy tez czasu, żeby nam się znudziły, a wiele z lokalnych potraw całkiem nam smakowało. Kończąc wątek jedzeniowy: ubierając górskie wojskowe spodnie przed samym wylotem zorientowałem się, że straciłem w pasie chyba 10 cm. Marzenie większości kobiet.
Zobacz nasze propozycje
-
-
książka
-
ebook
(14,90 zł najniższa cena z 30 dni)
14.90 zł
49.00 zł (-70%) -
-
-
ebook
(2,00 zł najniższa cena z 30 dni)
2.99 zł
3.99 zł (-25%) -
-
-
książka
-
ebook
Niedostępna
-
-
-
książka
-
ebook
(22,20 zł najniższa cena z 30 dni)
24.05 zł
37.00 zł (-35%) -
-
-
książka
-
ebook
Niedostępna
-
-
-
ebook
(2,00 zł najniższa cena z 30 dni)
2.99 zł
3.99 zł (-25%) -
-
-
książka
-
ebook
Niedostępna
-
-
-
książka
-
ebook
Czasowo niedostępna
-
