Niestety, czas wyjeżdżać...

Niestety, czas wyjeżdżać... Wylot mamy o 12.50, więc bez pośpiechu śniadanie, pakowanie i ruszamy na wyszukany wczoraj przystanek autobusowy. Za 22 bahty od osoby (według napisów widzianych na Khao San: taksówka na lotnisko: 250 baht, minibus: 80 – 90 baht/os.) jedziemy klimatyzowanym autobusem na lotnisko. Czas jazdy to około godziny.

Don Muang jest bardzo przyjaznym przybyszowi miejscem – wszystko wyraźnie opisane, niczego nie trzeba szukać ani błądzić. Na bagaż oprócz plecaków nadajemy dość niebanalnie 2 bambusowe kije, z którymi Kasia i Marta wędrowały podczas trekkingu w Laosie. Przed odprawą paszportową uiszczamy obowiązkową przy lotach międzynarodowych opłatę wylotową w wysokości 500 baht od osoby. Wszystko przebiega bezproblemowo, startujemy o 13.20.
Wkrótce po powrocie do domu dowiemy się, że dwa dni później Aeroflot wstrzymał loty wszystkich swoich Ił-ów 96 z uwagi na wykryte błędy konstrukcyjne – nie będę ukrywać, że wiadomość ta wywarła na mnie pewne wrażenie...

Przesiadka na Szeremietiewie w Moskwie i 2-godzinny lot do Warszawy.
Na miejscu jesteśmy o 21.00 czasu polskiego – w Tajlandii jest teraz 2.00 w nocy. Przyjeżdża po nas bus z parkingu, odbieramy auto i – już tylko walcząc z sennością – ruszamy w drogę do Poznania.
Skończyła się kolejna przygoda....