Rano przenosimy się do odległego jakieś 30 metrów Green’a.

Rano przenosimy się do odległego jakieś 30 metrów Green’a. Tu przynajmniej jest okno! Zostawiamy bagaże, jemy śniadanie w restauracji naszej nowej siedziby i ruszamy zwiedzać. Dochodzimy do przystani tramwajów wodnych na rzece Chao Praya. Za 9 baht od osoby przepływamy kilka przystanków, potem jeszcze prom na drugi brzeg (3 baht/os.) i jesteśmy przy Wat Arun. Budowla jest odmienna w stylu od wcześniej zwiedzanych świątyń, ozdobiona kawałkami porcelany i symboliką indyjskich bóstw (posąg boga Indry na trójgłowym słoniu w cztery strony świata na głównym prangu). Bardzo nam się podoba.
Potem wracamy na drugi brzeg i znowu wodnym tramwajem płyniemy dalej, by zwiedzić Chinatown. Wysiadamy przy Memorial Bridge – jeden przystanek za wcześnie, ale pozostały odcinek dochodzimy pieszo. Wędrując docieramy do chińskiej świątyni Wat Mangkon. Tutaj wizerunki Buddy różnią się wyraźnie od tych widzianych wcześniej w świątyniach tajskich, a mnisi noszą szaty innego kroju. Wokół pełno jest dymu z kadzidełek. Na ulicach też mnóstwo palonych w dużych i małych pojemnikach płomieni – mieszkańcy wrzucają do nich karteczki z jakimiś tekstami. Docieramy do kolejnej chińskiej świątyni. Wewnątrz smoki, posągi o chińskich rysach twarzy i zapach kadzideł.

Zmierzamy do Wat Traimit – świątyni Złotego Buddy (wstęp 20 baht/os.). Posąg waży 5 ton i jest wykonany w całości ze złota. Sama świątynia jednak jest zupełnie nieciekawa.
Wracamy, kierując się ku bazarowi Phahurat – indyjskiemu. Uliczkami pełnymi kramów docieramy do okazałej budowli, tradycyjnej świątyni Sikhów - Guru Singh Sabha. Wchodzimy do środka – rozległy, pusty hall. Kierujemy się do windy, lecz powstrzymuje nas jakaś kobieta – trzeba zdjąć buty i założyć na głowy chustki. Krzysztof wdaje się w pogawędkę z brodatym Sikhem w turbanie, jak się potem okazuje, teologiem. Sikh pokazuje nam kolejne piętra budynku i znajdujące się na nich sale, wśród nich i tę najważniejszą, w której naucza guru. Na ostatniej kondygnacji, siedząc na dywanie w klimatyzowanym pomieszczeniu wysłuchujemy opowieści naszego przewodnika o zasadach sikkizmu, który najwięcej wyznawców ma w Pendżabie w Indiach. Na koniec wykonujemy wspólne pamiątkowe zdjęcia. Wbrew naszym przypuszczeniom nie zażądano od nas na koniec żadnej opłaty.

Następnie wędrujemy na targ kwiatowy Pak Klong. Kwiatów jest sporo, ale chyba większość targu o tej porze jest już nieczynna.. W jednym z bocznych zakamarków kupujemy duriana w hurtowni tych owoców.
Tramwajem wodnym wracamy do przystanku Banglamphu, a stamtąd spacerkiem ruszamy na Khao San. Spacerujemy bardzo gwarnym o tej porze deptakiem, odnajdujemy przystanek autobusu jadącego do Don Muang Airport (kursuje tam autobus nr 59 z Thanon Ratchadamnoen) i idziemy jeszcze kawałek, by obejrzeć Pomnik Demokracji. Wracamy Khao San i idziemy jeszcze na pożegnalne owocowe shake’i do wczorajszej knajpki.