O 3.30 nad ranem wysiadamy w Bangkoku, nieopodal Khao San.

O 3.30 nad ranem wysiadamy w Bangkoku, nieopodal Khao San. Na sąsiednich uliczkach szukamy noclegu. W porządnych hotelach cena dwójki z wentylatorem wynosi ok. 400 – 450 baht, niestety w dwóch kolejnych nie ma wolnych miejsc. Kwaterujemy się w My House Gesthouse w okolicach świątyni – 350 baht za dwójkę z łazienką, ale bez okna (tzn. teoretycznie okno jest, ale wychodzi na szyb wentylacyjny). W pokoju jest okropnie duszno. Do 8.30 odsypiamy podróż, potem szybkie śniadanie w pobliskiej knajpce i ruszamy zwiedzać. Idziemy pieszo ulicą wzdłuż Sanam Luang – placu, na którym odbywają się parady z okazji różnych uroczystości państwowych – do zespołu Wielkiego Pałacu (wstęp 250 baht/osoby).

Zwiedzanie zaczynamy od Wat Phra Keo – wspaniale zdobionego zespołu świątynnego ze złotą czedi, która mieści ponoć fragment kości mostka Buddy. Nieopodal niej znajduje się bot zawierający najbardziej czczony w Tajlandii wizerunek Szmaragdowego Buddy. Niestety ołtarz, na którym umieszczono figurę jest akurat częściowo zasłonięty z powodu renowacji. Potem oglądamy Galerię Ramakien wzdłuż krużganków, znajdując tu trochę upragnionego cienia i dalej kolejno Phra Mondop czyli bibliotekę, model Angkor Wat i Panteon Królewski.

Następnie zwiedzamy budynki pałacu, a właściwie dwie sale tronowe, a na końcu pawilon z ekspozycją regaliów, monet, orderów itp.
Pieszo przechodzimy do Wat Pho. Zwiedzamy świątynię leżącego Buddy – mający 46 metrów posąg rzeczywiście robi wrażenie, jest ogromny. Obchodzimy teren świątyni – jest tu szkoła masażu, normalna szkoła dla dzieci, a także drzewo fikusa wyhodowane jakoby z pędu drzewa, pod którym w Indiach medytował Budda. Uderzamy trzykrotnie w znajdujący się w pobliżu dzwon specjalnym, zamocowanym przy nim kijem – to na szczęście.

Wracając wstępujemy na kolację do Merry V Guesthouse i przy okazji dowiadujemy się o pokoje – są po 290 baht/dwójkę, standard podobny do tego, w którym zamieszkaliśmy, okno też wychodzi na jakiś szyb. Już blisko naszego hotelu wstępujemy do jeszcze jednego – Green Guesthouse: 160 baht/dwójkę, łazienki na korytarzu (trzy), wiatrak , no i jest okno!
Wieczorem chcemy przejść się jeszcze Khao San, ale zrywa się prawdziwa tropikalna ulewa. Wracamy szybko do hotelu, gramy w kości, robimy naradę. Postanawiamy przenieść się jutro rano do Green GH w myśl hasła: „Gorzej, ale inaczej!”.