Wstajemy wcześnie i zgłodniali wrażeń rzucamy się w wir zwiedzania.

Wstajemy wcześnie i zgłodniali wrażeń rzucamy się w wir zwiedzania. Punkt za punktem, minuta po minucie przerabiamy całe Kathmandu, a właściwie jego najciekawsze miejsca. Schodzi nam dokładnie cały dzień. Miasto ciekawe. Możemy potwierdzić to, co czytaliśmy o nim wcześniej, a mianowicie, że miesza się w nim nieustannie sacrum z profanum.



Dziesiątki kilkusetletnich zabytków używanych w dalszym ciągu jako domy, zakłady pracy, warsztaty. Dla nas to piękne i niezwykle cenne zabytki, światowej klasy unikalne miejsca, dla Kathmandyjczyków to często stare i niewygodne już własne domy albo miejsca pracy. Na każdej ulicy można znaleźć świątynię albo miejsca kultu. Prawie wszystkie postaci bogów czy zwierząt wypaćkane są ryżem, kwiatami i różnymi proszkami w kolorze czerwonym lub żółtym. Hinduiści uwielbiają się w tym mazać. A tu wsadzimy Buddzie ogóreczka do buzi, a tu posypiemy Ganeshę ryżem i kwiateczkami. Temu pomażemy pyszczek, tamtemu całą głowę. Są w tym niesamowici. Durbar Square w Kathamndu robi duże wrażenie. Bardzo ciekawe miasto. O dziwo, turystów na starym mieście jest niezwykle mało. Za to w turystycznej dzielnicy Thamel w kafejkach internetowych, restauracjach, czy sklepach - tłumy. Czyżby większość przyjechał tu tylko tanio pożyć: pojeść, popić i popalić ciaras?