Pobudka o 4.30. Wczoraj zbudziliśmy się o 5.30, dwa dni temu podobnie. Zupełnie przestawiły nam się tutaj godziny. Wstajemy wyjątkowo wcześnie, ale zwykle chcemy dobrze wykorzystać cały dzień. A to poranny autobus, a to pociąg, a to wschód słońca. Swoja drogą, który to już nasz wschód słońca podczas tego wyjazdu? Jak dotąd, tylko raz, w McLeod Ganj wstaliśmy zaraz przed 9 i było to dla nas wyjątkowe przeżycie. Niezłe wakacje!
Czuję się trochę zdrowszy, ale wyjątkowo słaby po przepoconej nocy. Taksi, później opędzanie się od domorosłych przewodników. Każdy opowiada jaka to daleka droga, jaka trudna i niebezpieczna. Opędzamy się jednak od nich i po kilkudziesięciu minutach, z czego tylko na początku trzeba korzystać z latarek, dostajemy się na szczyt Sarangkot. Na szczycie, oprócz kilku turystów, znajduje się posterunek wojskowy. Na jednego turystę przypadał mniej więcej jeden żołnierz z karabinem. W miarę jak słońce pojawiało się coraz wyżej na niebie widoki stawały się coraz lepsze. Podziwialiśmy ośnieżone szczyty, coraz jaśniej błyszcząc w promieniach wschodzącego słońca.
Widzieliśmy dwa ośmiotysięczniki: Annapurnę i Dhaulagiri oraz m.in. kilka niższych szczytów Annapurny, Himchuli, a przede wszystkim Machhapuchre (Rybi Ogon), który, choć ma "tylko" 6993 m npm, góruje nad pozostałymi szczytami. Fajny spacer, super widoczki, przydałoby się tylko być jeszcze bliżej tych gór. Nie tym razem jednak. Wracamy (2-3 h) w dół przez malutkie wioseczki i pola ryżowe. Dziesiątki różnych dróżek i ścieżek, ciężko znaleźć właściwą. Wreszcie schodzimy i jemy dobre śniadanie na tarasie z widokiem na jezioro. W mieście wykupujemy one day rafting za 20 $ od łebka, po którym mamy zostać odtransportowani do Kathmandu. Całe popołudnie spędzamy na łódce wypożyczonej od Tybetańczyków. Najpierw płyniemy na wyspę zobaczyć świątynię (nic specjalnego), później pływamy trochę po jeziorze, ja nawet się w nim kąpię. Piszemy, czytamy, opalamy się, można powiedzieć, że przez chwilę mamy klasyczne wakacje.
Czym różnią się Nepalczycy od Hindusów, poza oczywiście wyglądem, historią, kulturą etc? Brutalnie mówiąc (przepraszam wszystkich porządnych Hindusów, których pewnie są miliony, najczęściej spotykaliśmy jednak tych opisywanych poniżej) tym, że Hindus wyrzuci każdy śmieć albo plunie w miejscu, w którym stoi, chociażby był to próg jego domu. Nepalczyk zrobi parę kroków w bok.
Na koniec ciekawa historyjka z Waranasi obrazująca te zwyczaje. Wynajęlismy rikszarza, który wozil nas po "most interesting places" w mieście. W pewnym momencie poprosiłem go, żeby się zatrzymał i pokazał mi gdzie w pobliżu znajduje się toaleta, ponieważ zachciało mi się sikać. W odpowiedzi Hindus pokazał zatłoczoną ulicę, którą jechaliśmy i powiedział: "Tu!". Wysiadłem, odwróciłem się tyłem do wszystkich i wszystkiego i obsikałem ścianę jakiegoś domu. Można powiedzieć, że stanowiło to kolejny etap asymilacji. Oni nie czują w końcu żadnego zażenowania takimi sytuacjami. W taki razie ja też od dzisiaj będę kierował się mottem: "Zero obciachu!".
Zobacz nasze propozycje
-
-
książka
-
ebook
(14,90 zł najniższa cena z 30 dni)
14.90 zł
49.00 zł (-70%) -
-
-
ebook
(2,00 zł najniższa cena z 30 dni)
2.99 zł
3.99 zł (-25%) -
-
-
książka
-
ebook
Niedostępna
-
-
-
książka
-
ebook
(22,20 zł najniższa cena z 30 dni)
24.05 zł
37.00 zł (-35%) -
-
-
książka
-
ebook
Niedostępna
-
-
-
ebook
(2,00 zł najniższa cena z 30 dni)
2.99 zł
3.99 zł (-25%) -
-
-
książka
-
ebook
Niedostępna
-
-
-
książka
-
ebook
Czasowo niedostępna
-
