Noc w ohydnym hotelu.

Noc w ohydnym hotelu. Jeszcze w czymś takim nie spaliśmy i mam nadzieję, że nigdy więcej nie będziemy. Zostałem pogryziony przez nieznane stwory. Czyżby to pchły? Kolejny dzień podróżnej mordęgi. Znów lokalny autobus, tym razem nepalski. W ilości przystanków po drodze oraz ilości osób pakujących się do niego nie różni się niczym od indyjskiego odpowiednika. Męczy mnie ta podróż, Madzia jakoś lepiej to znosi. Upał i pot. Wieczorem okaże się, że jednak byłem chory. Zmieniają się za to widoki za oknem, wjeżdżamy w zielone, niskie Himalaje. Jest jeszcze jedna różnica. Co jakiś czas autobus zatrzymywany jest przez żołnierzy, którzy czasem wchodzą do środka i zaglądają do przewożonych pakunków, a czasem wyrzucają na zewnątrz podróżnych. Nas jednak nie ruszają. Do autobusu wchodzą z naładowanymi karabinami, wycelowanymi prosto w nas, jako że siedzimy w pierwszym rzędzie. A jakby któremuś się palec wymsknął? Na drogach widać dużo zasieków - poustawiane zapory z wielkich głazów, opon i zalanych betonem blaszanych beczek. Często wszystko ogrodzone jest dodatkowo drutem kolczastym. Czekpointy ustawione są co pare - parenaście kilometrów, co znacznie spowalnia poruszanie się po kraju. Widać, że trwają walki z partyzantką maoistyczną, która stanowi dość duże zagrożenie, naszczęście nie dla turystów, których tylko łupią finansowo, ale nie robią krzywdy. Pecha mieli tylko 2 rosyjscy himalaiści, którzy wylecieli w powietrze w autobusie, w którym partyzanci podłożyli bombę jakiś czas temu. Maoiści nie spodziewali się jednak, że w tamtym regionie przebywać będą jacykolwiek turyści. W planie mieli wszak wysadzenie kilku miejscowych.

Wreszcie dojeżdżamy do Pokhary, nepalskiego kurortu. To inny świat niż Indie, przede wszystkim znacznie czystszy. Komercja, restauracje i sklepy pod turystów zagranicznych, w sumie nie to, czego tutaj szukaliśmy, jednak po 2 tygodniach w totalnym syfie podobają nam się te luksusy. Odpoczniemy dwa dni i wyruszamy w dalsza drogę. Hotel, Pokhara Peace Home, który wybraliśmy też jest zdecydowanie najlepszy z wszystkich, w których do tej pory nocowaliśmy. Czysty, obszerny pokój, dobra łazienka, gorąca woda 24 h, duże okna z dwóch stron. Wszystko za 200 rupii nepalskich, czyli około 10 PLN za dobę za dwie osoby. W dodatku cały hoteli otoczony jest ładnym, kolorowym i zadbanym ogrodem.
Dobra kolacyjka w Punjabi Restaurant, spacer po mieście, oglądanie towarów w sklepach outdoorowych, szukanie mapy na trekking. Wieczorem Madzia załatwia z właścicielem hotelu taksówkę, która przyjedzie jutro rano o 5 pod nasz hotelik, aby zabrać nas w pobliże góry Sarangkot, z której chcemy zobaczyć wschód słońca. Ja niestety jestem coraz bardziej chory i około 20 kładę się do łóżka. Okropnie się pocę po eferalganie. A jutro trzeba wstać tak wcześnie.