Około 6.00 rano wysiadamy … w Bangkoku.

Około 6.00 rano wysiadamy … w Bangkoku. Okazało się, że autobus nie miał przewidzianego przystanku w Ayutthaya i tak oto znaleźliśmy się przy Khao San. Postanawiamy jechać na dworzec kolejowy Hua Lamphong – bierzemy taksówkę za 100 bahtów (cena wywoławcza: 200). Chcemy zawczasu wykupić przejazd na wyspę Ko Phangan na jutro w pakiecie pociąg + bus + prom. Chłopak z informacji dla turystów prowadzi nas na piętro do agencji sprzedającej takie połączenia. Do tajskich kolei nie mamy jednak szczęścia – na jutro wieczór są tylko pojedyncze miejsca i każdy z nas byłby w pociągu gdzie indziej. Decydujemy się więc na wersję autobus + prom za 800 bahtów od osoby (pociągiem było drożej). Sporo chyba jednak przepłacamy, bo już później w drodze powrotnej za tę samą trasę płacimy po 450 bahtów.
Potem szybko kupujemy w kasie bilety na 8.20 do Ayutthaya (3 klasa, 20 baht/os.) i przed 10.00 jesteśmy na miejscu. Promem za 3 bahty od osoby przepływamy na teren otoczony rzekami Chao Praya i Pa Sok i wędrując główną ulicą (Naresuan Rd.) dochodzimy do dzielnicy hoteli. Decydujemy się na BJ Guest House – pokoje raczej norowate, ale cena zachęcająca (140 baht/pokój 2-osobowy) i bardzo mili właściciele.

Trochę się ogarniamy, wypijamy wyborny sok z ananasa przygotowany w naszym guesthouse’ie i na miejscu wypożyczamy rowery za 30 baht za cały dzień.
Rowery to tutaj znakomity pomysł – dzięki nim przemieszczamy się sprawnie pomiędzy kolejnymi obiektami, niekiedy dość od siebie odległymi.
Zwiedzamy kolejno Wat Ratchaburana i Wat Maha That. Wstęp do każdej ze świątyń kosztuje 30 baht od osoby. Następnie ruszamy do Wat Phra Si Sanphet z trzema wspaniałymi czedi i – tuż obok – Wihan Phra Mongkhon Bophit z olbrzymim posągiem siedzącego Buddy (szerokość w kolanach 9,5m, wysokość wraz z podstawą 17m). Stąd ruszamy jeszcze na obrzeża miasta – oglądamy wielki posąg leżącego Buddy odzianego w pomarańczową szatę, a potem jedziemy za rzekę do pomnika króla Naresuana i jego ulubionych kogutów (ponoć król był miłośnikiem kogucich walk) oraz do Wat Phu Khao Thang z wysokim białym czedi, z którego rozpościera się ładny widok na miasto. Wracamy już po ciemku, oddajemy rowery i idziemy jeszcze na spacer. Nad miastem widać fajerwerki – to z okazji przypadających dziś urodzin królowej.

Był to bardzo miło spędzony dzień, a Ayutthaya jest dla nas miejscem dużo przyjemniejszym od Chiang Mai.