A my dalej w pociągu. Jedziemy już 15 godzin a Varanasi jak nie było tak nie ma. Mamy już kilka godzin spóźnienia, na miejscu mieliśmy być przed 8 rano, jest 12 w południe. Dopiero dziś doświadczyliśmy legendarnej niepunktualności indyjskich pociągów. Straszny upał, leje się z nas pot, trzęsie, ciężko jest pisać w takich warunkach. Pociąg co chwilę staje, nawet na kilkadziesiąt minut, na lokalnych, wiejskich stacjach. Jest z niego taki ekspres jak z autobusu do Manali - autobus Delux. W tym kraju większość rzeczy się chyba tylko ładnie nazywa.
Dalej w drodze, jedziemy wagonem klasy second class sleeper (jak ruskie i ukraińskie plackarty, tylko trzy łóżka w pionie, a nie dwa jak w tamtych). Brud i smród chyba większy niż w plackartach. Głownie z powody większego upału i większej skłonności miejscowych do rzucania śmieci prosto pod swoje nogi. Ale jeśli chodzi o komfort spania w nocy - nie ma porównania z autobusem. Tu przynajmniej przespaliśmy się parę godzin. Kiedy wreszcie dojedziemy do tego cholernego Varanasi???
Uff, dojechaliśmy na miejsce z prawie pięciogodzinnym opóźnieniem! Dobry wynik. Na dworcu trafiliśmy akurat na obchody Międzynarodowego Dnia Turysty. Rzucili się na nas jacyś oficjele w mundurach i założyli na szyję hawajskie wieńce z kwiatów, a następnie, prawie na siłę, wepchnęli do biura informacji turystycznej, gdzie również nie do końca pytając czy coś od nich chcemy, zaczęli jednostajnym głosem wymieniać wszystkie atrakcje Varanasi. Na sam koniec kolejni urzędnicy wzięli nas w swoje ręce i poprosili o odpowiedź na oficjalną ankietę składającą się z jednego pytania: "Co się Wam podoba w Varanasi?". Rewelacja, zadali nam to pytanie w pięć minut po przyjeździe do miasta, kiedy nawet nie zdążyliśmy opuścić dworca. Komedia!
Naczytaliśmy się strasznych rzeczy o mieście. Że obrzydliwe, śmierdzące, powodujące odruchy wymiotne. Śmierć, trupy, miejsce nie do życia. Dla nas Varanasi to jednak typowe hinduskie miasto. Tyle samo w nim syfu i smrodu ile w dotychczas odwiedzanych przez nas miejscowościach (nie licząc oczywiście miast w Himalajach).
Z powodu monsunu, poziom Gangesu znacznie się podniósł i spacerowanie wzdłuż ghatów było niemożliwe. Musieliśmy więc kluczyć po wąskich uliczkach starego miasta. Trafiliśmy m.in. na ghat służący do kremacji zmarłych. Oglądaliśmy fragmenty kilku ceremonii. Gdy przyszliśmy paliły się dwa stosy, później przyniesiono dwa kolejne ciała, które najpierw zamoczono w rzece a dopiero potem podpalono na stosie. Oczywiście nie obyło się bez nalegania zarządcy ghatu o wsparcie finansowe, które przeznaczyłby na drewno dla biednych ludzi. Madzia była lekko zniesmaczona miejscem, chyba niezbyt podobał się jej popiół, który osadzał się na naszych ciałach. Powiedziała zresztą, że czuje się trochę oblepiona tymi zmarłymi.
Zobacz nasze propozycje
-
-
książka
-
ebook
(14,90 zł najniższa cena z 30 dni)
14.90 zł
49.00 zł (-70%) -
-
-
ebook
(2,00 zł najniższa cena z 30 dni)
2.99 zł
3.99 zł (-25%) -
-
-
książka
-
ebook
Niedostępna
-
-
-
książka
-
ebook
(22,20 zł najniższa cena z 30 dni)
24.05 zł
37.00 zł (-35%) -
-
-
książka
-
ebook
Niedostępna
-
-
-
ebook
(2,00 zł najniższa cena z 30 dni)
2.99 zł
3.99 zł (-25%) -
-
-
książka
-
ebook
Niedostępna
-
-
-
książka
-
ebook
Czasowo niedostępna
-
