Dziś czeka nas wyprawa w nieznane, opuszczamy Transylwanię i mamy zamiar wjechać do Maramuresz, krainy, która według wielu pozostała niezmieniona od wieków, gdzie podobno częściej niż samochód widzi się konny zaprzęg i gdzie folklor nie jest zabawą dla turystów, ale jedynym znanym stylem życia mieszkańców.
Nasz wierny przewodnik nazywa tą krainę "ywilizacją drewna". Niewiele jest takich miejsc w Europie i wiele sobie obiecujemy wrażeń przed tym spotkaniem.
Zaczynamy jednak w Bistrica. Zaraz za miastem skręcamy w boczną drogę do Nasad, do którego mamy 20 kilometrów do pokonania wśród jabłoniowych sadów. Zaraz potem skręcamy w niezwykłą drogę pomiędzy Muncii Rodnei i Muncii Cibleszului, oba te górskie pasma mają ponad 2000 metrów n.p.m., a droga zaprowadzi nas wprost na przełęcz Setref na wysokości 818 m.n.p.m.
Razem z drogą wspina się też linia kolejowa należąca do najbardziej malowniczych w Europie,
a której zbudowanie było nie lada wyzwaniem na stromych zboczach gór.
Jakże jednak inaczej wygląda świat widziany z roweru i z okien pociągu, więc skoro przejazd pociągiem jest tak atrakcyjny to jaki musi być na rowerze! Nie mylimy się ani trochę. Mijane po drodze wioski tętnią spokojem, w każdej z nich życie toczy się chyba tak samo od wieków, samochodów faktycznie prawie nie ma, ludzi zresztą też jest niewielu. Czasami nad rzeką taplają się jakieś dzieciaki obok piorących mam i babć. Wiele domów jest w budowie, nie wiem czy to ludzie z miasta postanowili wybudować sobie domy w oazach spokoju, ale jeśli tak jest to mam nadzieję, że nie zniszczą tego poukładanego świata.
Cały dzisiejszy dystans obliczyliśmy tylko na 70 kilometrów ze względu na góry, ale stromy okazał się dopiero ostatni odcinek drogi, kiedy cały czas nam towarzysząca linia kolejowa zniknęła gdzieś w tunelach pod górami. Niemałym wysiłkiem wciągamy na własnych nogach ciężkie rowery na samą górę, ale to, co czeka nas u celu jest tego warte. Na samej przełęczy widać już przydrożny zajazd z hotelem, ale nie dojeżdżamy tam, przyjemność zjazdu z przełęczy zostawiamy sobie na rano. Niezwykły widok na wysokie góry na horyzoncie, nieco bliżej ciemne ściany lasów, pod którymi zygzakują białe nitki owczych stad a tuż na wyciągnięcie ręki pasterskie chaty. Z niektórych wydobywa się dym i pewnie zapach sera, ale niektóre też są dziś puste. Postanawiamy, że jedna z nich będzie dziś naszym domem. To, co czuje się w takich momentach i w takich miejscach jest nie do opisania, konieczne jest pamiętanie takich dni przez cały rok, aby zachować świadomość istnienia takich miejsc, kiedy pochłonięci będziemy codziennymi wyścigami. A to przecież dopiero początek Maramureszu. Po zmroku zajmujemy jedną z chat, nie było to łatwe, bo poznanie tajemnicy zmyślnego systemu zamykania drzwi od zewnątrz troszkę nam czasu zajęło. W środku łóżko z siennikiem, stół i piec, nic więcej, ale czegóż chcieć więcej. Mieszczą się też rowery. Trochę obawiamy się pobudki pasterza, który mógłby być niezadowolony z naszej wizyty, ale równie dobrze mogłoby być zupełnie odwrotnie. Czas, który spędziliśmy w Rumunii do tej pory pokazał, że w większości przypadków ludzie są gościnni bardziej niż to wynika z naszych doświadczeń ?polskiej gościnności? u nas w kraju. Na szczęście lub nieszczęście nikt się nie zjawia, w powietrzu czuć, że jesteśmy w górach, To górskie powietrze pomieszane z zapachem starego drewna i siana za oknem kołysze nas do snu bardzo szybko?
Zobacz nasze propozycje
-
-
książka
-
ebook
Niedostępna
-
-
-
ebook
(22,45 zł najniższa cena z 30 dni)
33.68 zł
44.90 zł (-25%) -
-
-
książka
-
ebook
(41,94 zł najniższa cena z 30 dni)
45.44 zł
69.90 zł (-35%) -
-
-
książka
-
ebook
(41,40 zł najniższa cena z 30 dni)
44.85 zł
69.00 zł (-35%) -
-
-
książka
-
ebook
Niedostępna
-
-
-
książka
-
ebook
Czasowo niedostępna
-
-
-
książka
-
ebook
Niedostępna
-
