I opuszczamy Leh i Ladakh.

I opuszczamy Leh i Ladakh. Zamówiona taksówka zawiozła nas na lokalne lotnisko między górami. Mały budyneczek-terminal, jeden jedyny samolot, który ma nas zabrać a naokoło piasek i góry. Biurokracja ponad wszystko. Liczne procedury trwają i trwają. Sprawdzają nas po kilka razy.
Zainteresowanie żołnierzy wywołał mój aparacik do mierzenia wysokości oraz pudełko na soczewki kontaktowe. Obu przedmiotom, jako potencjalnie zagrażającym bezpieczeństwu samolotu, groziło niewpuszczenie do niego. Samolot, Airbus A320, okazał się o kilka klas lepszy niż międzynarodowe radzieckie samoloty Aerofłotu. Fajne widoczki Himalajów w czasie lotu. Jeszcze tego samego dnia, via Delhi, dotarliśmy do Agry i zamieszkaliśmy w dzielnicy Taj Ganj. Krótki spacer pod Taj Mahal (nieoświetlone!).