W Starej Zagorze wylądowaliśmy w środku nocy. Kupiliśmy bilety do Ruse (Pyce , 7,6 BGL). Pociąg odchodził nad ranem. Zmęczeni zajęliśmy trzy sąsiadujące za sobą przedziały i udaliśmy się na odpoczynek. Przynajmniej niektórzy... Tomasz z Krzychem zauważyli „odpoczywającego” w innym przedziale kloszarda. Tak więc niewiele myśląc, pomysł „zamknijmy sobie tego wała” wprowadzili w czyn. Biedak trochę się awanturował, ale bezpieczniej dla naszego dobytku było trzymać go pod kluczem... Tuż przed odjazdem pociągu został ze swej pułapki wypuszczony na wolność, a my potoczyliśmy się w dal. Niestety z powodu powodzi trasa pociągu była nieźle pozakręcana, z część trasy przejechaliśmy elektriczką (typ Gagarin). Około 14 dojechaliśmy do Ruse. Wysiedliśmy na naszym ulubionym dworcu. Znaczy niektórzy – część osób pojechała dalej – na bocznicę...
Jeszcze więcej Pyce... Tomasz z Monką i Marceliną wrócili na dworzec, Krzych udał się na przejście graniczne. Udaliśmy się na obiad i piwko. Oczywiście kelnerka próbowała podać nam cygaro... Za piwo każdy płacił za siebie w momencie dostarczenia, natomiast po skonsumowaniu obiadu pani bezczelnie do rachunku za obiad dopisała zapłacone już raz piwa. O, to już D.O.B.! Wywiązała się całkiem niemała scysja. Po kilku minutach znudziło się nam i elegancko opuściliśmy niegościnny lokal. W międzyczasie zadzwonił z granicy Krzych z budującą informacją, że jest dużo samochodów i autobusów i że złapanie stopa nie będzie stanowiło problemu. Szybkie zakupy „pamiątek” i akcesoriów podróżniczych, autobus nr 11 (0,5 BGL) i niebawem meldujemy się na granicy. Okazało się, że wszyscy którzy mogli nas zabrać, już pojechali... Taksówkarz proponował podwózkę za 20 Euro, ale go olaliśmy. Niestety nie udało się sforsować granicy pieszo – w przeciwieństwie do Rumunów, Bułgarzy puszczają tylko podróżnych w samochodach. Spędziliśmy na przejściu jakieś 2-3 godziny, zanim zdecydowaliśmy się wrócić na dworzec. Na domiar złego znalazła nas ulewa i byliśmy dość solidnie przemoczeni. Padł jeszcze pomysł, by przenocować w pobliskim hotelu dla kierowców (5BGL/osoba/noc), ale stwierdziliśmy, że dworzec daje mimo wszystko większe możliwości. Ostatnim autobusem wróciliśmy do miasta. I znów znajoma w okienku „Riły” nie bardzo ma ochotę z nami rozmawiać, całą uwagę skupiając na podawaniu przez telefon przepisów kulinarnych, następnie na kolorowej gazecie. Dopiero jej zmienniczka (mówiąca biegle po Polsku!), poinformowała nas, że ze względu na perturbacje na granicy tureckiej, jak i na powódź, pociąg może przyjechać za dwie, a może za sześć godzin. No to kibel na dworcu. Dosłownie i w przenośni. Trudno o bardziej spektakularny obraz upadku miejscowych kolei (i to w miejscu stanowiącym kolejowe przejście graniczne). Nie byliśmy w tej niedoli jedyni. Jakaś grupka Holendrów zainstalowała się w rogu poczekalni, ale donośne chrapanie Krzyśka nie pozwoliło im zasnąć, więc wynieśli się na peron. Wziąłem wartę całą noc ( trochę z musu, gdyż poprzedni wartownik smacznie chrapał), dzięki czemu miałem okazję na jedyną w swoim rodzaju projekcję nocnego życia stacji... Nad ranem nadjechał pociąg, który udawał się w pożądanym przez nas kierunku, czyli za Dunaj. A my nie mamy biletów... Zagadnięty pogranicznik stwierdził, że bez biletu nie możemy wsiąść do pociągu. Nie można też kupić biletu u konduktora, bo takowego na odcinku Ruse-Giurgiu w pociągu nie ma. Wysłał mnie do kasy, ale kasa akurat miała przerwę. Przy okazji wyleciał (dosłownie) z wagonu jakiś Francuz, który próbował pojechać bez biletu... Nawet nie budziłem współtowarzyszy niedoli, żeby ich bez potrzeby nie irytować. Zresztą nie byliśmy na tej stacji jedyni – pewna rodzinka z Węgier ( dwójka dorosłych i dwójka dzieci) „mieszkała” tu już trzy doby...Wracało echo poprzedniego pobytu (Krzysiek z aparatem w oknie pociągu, muczący pod nosem „jeszcze więcej Pyce, jeszcze więcej Pyce) – mamy czego chcieliśmy. Pobudka oraz zreferowanie wydarzeń ostatniej nocy nie nastroiło towarzystwa zbyt optymistycznie. Podjęto decyzję o poszukaniu jakiegoś miejscowego z autem, który za niewygórowaną kwotę przewiózłby nas przez ten przeklęty „Most Przyjaźni”. Pojawili się niebawem, ubrani w czarne skóry, zażądali po 10 BGL od osoby za podwózkę. Gdy nie zauważyli u nas entuzjazmu, obniżyli cenę do 8, a my z kolei stargowaliśmy do 6. To już była propozycja do przyjęcia. Zapakowaliśmy się do samochodów i pomknęliśmy do granicy. Panowie jeszcze uprzejmie zatrzymali się przy sklepie, byśmy mogli wydać resztę posiadanych lewów (koniak „Słoneczny Brzeg” – 3 BGL).
Na granicy byli raczej znani, bo przejechaliśmy prawie bez zatrzymania i już po kwadransie przekraczaliśmy szlaban Rumunii.
Fart nas nie opuszczał. Podzieliliśmy się na pary i niebawem stopem jechaliśmy do Bukaresztu. Po około półtorej godziny i wysłuchaniu kilku anegdot dotyczących życia kierowców ciężarówek byliśmy na rogatkach stolicy Rumunii. Stąd już tylko żabi skok do dworca Nord, w okolicach którego mieliśmy okazję (w trakcie szukania kantoru) obejrzeć z bliska sceny z życia miejscowych ćpunów i kloszardów... Brrr, dobrze że milicja pilnuje wejść na dworzec! Niestety z powodu klęski powodzi nie jechał pociąg do Satu Mare, więc zdecydowaliśmy się na nocny do Oradei (45.20 Lei z miejscówką). Ponieważ zostało trochę czasu część ekipy (pozostali pilnowali bagaży) pojechała obejrzeć perłę architektury epoki Caucescu (Słońca Karpat), czyli Pałac Ludowy. Z tej wycieczki Marcelina wróciła bez telefonu – gdzieś go posiała podczas przesiadki w metrze. Pojechała zatem na poszukiwania, po kwadransie w tamtym kierunku udał się Krzych. A pora odjazdu zbliżała się wielkimi krokami. Zaczęło się robić nerwowo. Marcelina wróciła z telefonem – znalazł go ochroniarz. Zapodział się natomiast Tomasz, który poszedł szukać Krzycha i odwołać alarm. Zamieszanie. Partiami przenosimy plecaki na peron, aby było szybciej się zapakować. Znalazł się Krzych, 7 minut do odjazdu, GDZIE JEST TOMASZ? Wyłuskałem Go wzrokiem w tłumie, ale nie dosłyszał krzyku. W końcu się zorientował i już razem pobiegliśmy na peron. A tam co? Pociąg odjedzie z opóźnieniem ileś tam minut. Ale już nie zwracaliśmy na to uwagi, jak również na jadący nim tłum... Aby uczcić ten fartowny dzień, Marcelina (!) zaproponowała wypicie czegoś mocniejszego. Nikt nie zaoponował i dalszą podróż odbywaliśmy w wesołym nastroju. Po osuszeniu zawartości „na drogę” pojawił się problem – była jeszcze ochota, a nikt nie chciał pożegnać się z wiezionym w plecaku „pamiątkami”. W wyniku targu Tomasz wytoczył buteleczkę, a Marcelina miała odkupić w Lwowie. Dwie. Po zakończeniu bankietu wróciliśmy do przedziału. Spanie na siedząco jest niezbyt wygodne, więc niektórzy przenieśli się ze śpiworami do sąsiedniego wagonu 1 klasy. Kanar pozwolił pospać dwie godziny, po czym brutalnie wyrwał nas z objęć Morfeusza i wyjaśnił „pomyłkę”. Skruszeni wróciliśmy na swoje miejsca...
Zobacz nasze propozycje
-
-
ebook
-
audiobook
(41,87 zł najniższa cena z 30 dni)
44.99 zł
49.99 zł (-10%) -
-
-
książka
(20,90 zł najniższa cena z 30 dni)
20.90 zł
69.90 zł (-70%) -
-
-
książka
-
ebook
(23,94 zł najniższa cena z 30 dni)
24.74 zł
39.90 zł (-38%) -
-
-
książka
-
ebook
(23,90 zł najniższa cena z 30 dni)
23.90 zł
77.00 zł (-69%) -
-
-
książka
-
ebook
(29,94 zł najniższa cena z 30 dni)
30.94 zł
49.90 zł (-38%) -
-
-
książka
-
ebook
(34,50 zł najniższa cena z 30 dni)
42.78 zł
69.00 zł (-38%) -
-
-
książka
-
ebook
(41,40 zł najniższa cena z 30 dni)
42.78 zł
69.00 zł (-38%) -
-
-
książka
-
ebook
(35,94 zł najniższa cena z 30 dni)
37.14 zł
59.90 zł (-38%) -
-
-
książka
-
ebook
(47,40 zł najniższa cena z 30 dni)
47.40 zł
79.00 zł (-40%) -
-
-
książka
-
ebook
(17,90 zł najniższa cena z 30 dni)
17.90 zł
59.00 zł (-70%) -
-
-
książka
-
ebook
(41,40 zł najniższa cena z 30 dni)
42.78 zł
69.00 zł (-38%) -
-
-
książka
-
ebook
-
audiobook
(40,20 zł najniższa cena z 30 dni)
41.54 zł
67.00 zł (-38%) -
-
-
książka
-
ebook
(41,40 zł najniższa cena z 30 dni)
42.78 zł
69.00 zł (-38%) -
-
-
książka
-
ebook
(47,40 zł najniższa cena z 30 dni)
48.98 zł
79.00 zł (-38%) -
-
-
ebook
(30,05 zł najniższa cena z 30 dni)
30.15 zł
36.90 zł (-18%) -
-
-
książka
-
ebook
(41,40 zł najniższa cena z 30 dni)
42.78 zł
69.00 zł (-38%) -
-
-
książka
-
ebook
-
audiobook
(35,94 zł najniższa cena z 30 dni)
37.14 zł
59.90 zł (-38%) -
-
-
książka
-
ebook
(41,40 zł najniższa cena z 30 dni)
42.78 zł
69.00 zł (-38%) -
-
-
książka
-
ebook
(35,40 zł najniższa cena z 30 dni)
36.58 zł
59.00 zł (-38%) -
-
-
książka
-
ebook
(25,74 zł najniższa cena z 30 dni)
26.60 zł
42.90 zł (-38%) -
