I w taki sposób dojechaliśmy do Ankary.

I w taki sposób dojechaliśmy do Ankary. Towarzystwo, jak zwykle zresztą, rozpełzło się w różnych kierunkach, a tu niespodzianka – pociąg do Stambułu odjeżdża za chwilę! Uprosiliśmy kolejarzy, żeby poczekali jeszcze chwilę i udaliśmy w poszukiwanie zaginionych Litwy i Marceliny. Udało się je w końcu namierzyć – wskakiwaliśmy do już ruszającego pociągu. Kierownik był na tyle uprzejmy, że sprzedał wszystkim bilety studenckie (14,5 YTL, ale warunki prawie luks). 600 kilometrową podróż spędziliśmy na drzemaniu bądź kontemplowaniu mijanego krajobrazu. Jeszcze tylko pamiątkowe zdjęcie dworca w miejscowości Bilecik i niebawem docieramy na dworzec Haydarpasa w Stambule.
I znów tak samo tylko w drugą stronę - promem na europejską stronę. Szyper miał naprawdę kawaleryjską fantazję – chyba tylko cudem uniknęliśmy zderzenia z dwoma innymi promami i przęsłem mostu. Przestało mnie dziwić to, że dworzec kolejowy mógł zostać staranowany przez tankowiec... Przecisnęliśmy się przez tłum na nabrzeżu i pokołowali na dworzec. Ponieważ zostało jeszcze kilka godzinek do odjazdu pociągu (ruszał o 22.00), pojedynczo i grupkami udaliśmy się na jedzonko i zakupy ostatnich pamiątek takoż i aprowizacji na podróż. Po powrocie na dworzec spotkała nas niemiła niespodzianka. Otóż bilety do Edirne na nasz pociąg kosztowały po 20YTL(nie ma studenckich). Bilety w Turcji mają różne ceny na każdy pociąg, ale takiego obrotu sprawy się nie spodziewaliśmy. Pieniądze co prawda mieliśmy, ale to już podpadało po D.O.B. – a na to nie mogliśmy pozwolić! Zgadaliśmy gajowego, że nas oskubali, mamy tylko 50 YTL dla wszystkich itd. Poszedł z nami do Kierownika Pociągu, ten z kolei do Naczelnika Dworca. Tak wielkie zainteresowanie naszym „problemem” zaskoczyło nas i lekko zaniepokoiło. Mogą zaraz zawiadomić policję turystyczną i zaczną się pytania... Ale zbliżała się pora odjazdu i po ożywionej wymianie zdań przez kolejowych funkcjonariuszy – zostaliśmy zaproszeni do pociągu. Ruszył z niewielkim opóźnieniem, z my mogliśmy w końcu napić się piwa. Oczywiście tak, by nie widział tego konduktor – byliśmy przecież za biedni na takie specjały... Już myśleliśmy, że o nas zapomniał i pojedziemy za friko, ale przed Edirne znalazł się i skasował od nas 47,5 YTL za wszystkich. Pokazał jeszcze lubi Polskę i poważa Wałęsę i pojechał dalej...